Reklama

Kto jest proboszczem na Bielanach?

2018-05-16 11:24

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 20/2018, str. VI

Łukasz Krzysztofka
Parafia dostała 3,5 miliona dotacji na remont kościoła. Teraz Ksiądz Proboszcz codziennie modli się za Unię Europejską

Ks. Wojciech Drozdowicz ma wiele duszpasterskich pomysłów, a ks. Bogusław Jankowski wie, jak część z nich zrealizować. Ten kapłański tandem sprawia, że parafia tętni życiem, ale także jest możliwy gruntowany remont pięknego kościoła w Lesie Bielańskim

Zielone Świątki – właśnie ta tradycyjna nazwa uroczystości Zesłania Ducha Świętego doskonale pasuje do odpustu w Lesie Bielańskim. W tym urokliwym miejscu przed wiekami Zielone Świątki spędzali królowie Polski, a za nimi podążał lud całej Warszawy. W XIX wieku na odpust bielański przybywało po kilkadziesiąt tysięcy osób.

Teraz nie ma tu króla, ale tradycja rodzinnego świętowania nadal przyciąga ludzi z całej Warszawy i okolic. To doskonała okazja, by zapytać proboszcza: Jak żyje ta parafia na co dzień i skąd ma miliony na remont zabytkowego kościoła?

Dwóch proboszczów w jednej parafii

Ks. prob. Wojciech Drozdowicz zaprasza na kawę do kamedulskiego eremu. Przed wiekami każdy z zabytkowych domków pełnił rolę pustelni dla jednego mnicha. Ale ten Księdza Proboszcza jest szczególny. – Podczas rekolekcji mieszkał tu sam król, a nawet abp Achilles Ratti. Mój poprzednik ks. Tadeusz Pikus też został biskupem, a ja jestem tu 19 lat i nie mogę doczekać się nominacji – żartuje proboszcz parafii bł. Edwarda Detkensa. To najmniejsza liczebnie wspólnota wiernych w całej archidiecezji warszawskiej.

Reklama

– Teraz wybudowano kilka bloków, to może mam ze 200 parafian, z czego kilku chodzi do naszego kościoła. Ale ja przyciągam tu różnych „leśnych ufoludków”, z którymi bardzo lubię rozmawiać – mówi ks. Drozdowicz.

Ksiądz Proboszcz ma wiele cech, które sprawiają, że na Bielany ściągają ludzie kultury, a parafia jest jedynym w swoim rodzaju ośrodkiem duszpasterskim. Do pokamedulskiego kościoła przyjeżdżają ludzie z różnych stron stolicy, a także miejscowości podwarszawskich. Jednak proboszcz nie ma głowy do pieniędzy, remontów, dokumentacji i całego instytucjonalnego zarządzania.

– Dlatego moja nominacja do lasu była idealna, bo prawie nikomu za bardzo nie mogę zaszkodzić – mówi ks. Drozdowicz.

– Ale trzy lata temu znalazłem rozwiązanie. Ja jestem proboszczem tytularnym, a ks. Boguś jest proboszczem faktycznym.

Miłosierdzie Kurii

Wiosną i latem na bielańskich niedzielnych Mszach św. bywa ok. tysiąca osób. Jednak najgorzej jest zimą, gdy ludzi jest znacznie mniej, a z tacy zbieranych jest nieco ponad tysiąc złotych. Z tego trzeba utrzymać kościół, proboszcza, panią zakrystiankę i organistę. – Sytuacja była na tyle zła, że musiałem pożyczać od rodziny – przyznaje ks. Drozdowicz. – Zwykle pieniądze pożyczone w zimie oddawałem w sezonie letnim, gdy były śluby. Trzy lata temu, niestety, i to mi się nie udało.

Proboszcz poszedł więc do dyrektora domu rekolekcyjnego i Centrum Kultury „Dobre Miejsce” ks. Bogusława Jankowskiego.

– Powiedziałem: „Boguś, nie radzę sobie i teraz ty będziesz proboszczem, a ja wikariuszem. Może po starej znajomości dasz mi trochę luzu” – żartobliwie tłumaczy ks. Drozdowicz.

Dyrektor „Dobrego Miejsca” nie zgodził się na objęcie probostwa, bo sam ma dużo pracy, ale zgodził się pomóc w gospodarczym prowadzeniu parafii. Od tego czasu co tydzień księża spotykają się na parafialnej naradzie, podczas której ks. Jankowski zapisuje wszystkie wydatki. – I nagle od tego zapisywania pojawiły się pieniądze, a ja jestem najbogatszy w całym moim kapłańskim życiu – mówi ks. Drozdowicz.

Teraz ks. Wojtek może pozwolić sobie na finansową nonszalancję. Gdy na Miodową zawiózł należne pieniądze, to wszystkich zaskoczył.

– Jak to zobaczył ksiądz od finansów w diecezji, to myślałem, że zemdleje. Od tamtej pory wpłacam pieniądze na zbożne cele archidiecezji, a stare długi zostały nam umorzone w ramach miłosierdzia Kurii.

Modlitwa za Unię Europejską

Gdy w 1999 r. ks. Wojciech Drozdowicz wrócił z misji na Syberii, prymas Polski kard. Józef Glemp mianował go pierwszym proboszczem parafii, bo wcześniej był tu tylko ośrodek rektorski. Można powiedzieć, że wbrew różnym opiniom Ksiądz Prymas uparł się na parafię. – Zrozumiałem to dopiero po pewnym czasie, gdy zobaczyłem, że jednym z ważniejszych źródeł utrzymania są śluby, bo tylko parafia prowadzi pełne księgi parafialne. Bez tego nasz kościół już dawno przestałby funkcjonować – tłumaczy ks. Wojciech. – Teraz składam codziennie rano modły dziękczynne za Księdza Prymasa, za dar ks. Bogusia, a ostatnio modlę się także za Unię Europejską, aby trwała przynajmniej do końca naszego remontu.

Bo właśnie z Unią Europejską związane są fundusze, dzięki którym możliwy jest remont zabytkowego kościoła. – Dostaliśmy 3,5 miliona złotych, ale musieliśmy mieć ok. 20 proc. wkładu własnego. Otrzymaliśmy je w ramach wsparcia z archidiecezji warszawskiej – tłumaczy ks. Bogusław Jankowski.

Dobrodziejem parafii jest także kard. Kazimierz Nycz. Podczas jednej z wizyt powiedział, że w kościele jest słabe nagłośnienie. Stwierdził, że trzeba założyć nowe, a on za nie zapłaci.

– Pobladłem, bo zawsze od wszystkich słyszałem, że to biskupom trzeba płacić, a ja mam na odwrót – mówi ks. Drozdowicz.

Wotum za zdobycie Smoleńska

Kiedyś to państwo fundowało i utrzymywało kościół. Budowę klasztoru zainicjował król Władysław IV, jako wotum za polską koronę i zwycięstwo w wojnie smoleńskiej. Teraz króla nie ma i Kościół musi sobie sam radzić.

Niestety, w ostatnich latach zauważono, że ten jeden z najpiękniejszych kościołów barokowych w stolicy zaczyna popadać w ruinę, bo mury od fundamentów nabierały wilgoci. Zaczęło się od remontu schodów, później szukano źródła wilgoci.

– A jak już zaczęliśmy drobny remont, to postanowiliśmy zrobić więcej. Przygotowanie całej dokumentacji, by wszystko było zgodne ze sztuką konserwacji zabytków i unijnymi standardami trwało trzy lata – mówi ks. Jankowski.

W remont bardzo zaangażował się również ks. Leszek Kwiatkowski z seminarium duchownego, który formalnie prowadzi cały unijny program rewitalizacji kościoła. – To on będzie teraz odpowiedzialny za skomplikowane rozliczenie całego projektu – mówi ks. Jankowski.

Zakończenie remontu planowane jest na koniec czerwca. Udało się osuszyć mury, zaizolować fundamenty, oczyścić rzeźby na frontonie i położyć nowe tynki. – W trakcie okazało się, że trzeba jeszcze wyremontować wieże kościoła i wymienić miedziane poszycie – pokazuje dyrektor „Dobrego Miejsca”. – Pod koniec czerwca wszystko powinno być pięknie wykończone i lśniące. Mamy więc nadzieję, że znów zwiększy się zainteresowanie ślubami na Bielanach.

Dzieci będą chodzić po wodzie?

Współpraca parafii z Centrum Kultury „Dobre Miejsce” oraz Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego sprawia, że w pokamedulskim kościele ciągle coś się dzieje. Urokliwe miejsce sprzyja niedzielnym wycieczkom całych rodzin, gdy po Mszy św. jest ciąg dalszy innych atrakcji. Podczas odpustu Zesłania Ducha Świętego zostanie poświęcona drewniana kapliczka Matki Bożej Kodeńskiej. Podarowała ją etnografka Teresa Miller. Jesienią w jednym z eremów zostanie otwarte muzeum kamedulskie. Dzięki zabiegom Księdza Kardynała krakowscy kameduli przekazali kompletne wyposażenie zakonnej pustelni. Na tym jeszcze nie koniec, bo księża chcieliby odkryć jeszcze jeden skarb ukryty na Bielanach. – Chodzi o fresk w kapitularzu. Pod tynkiem ukryte jest piękne malowidło. To przecież jest fundacja królewska i należy się spodziewać dzieła wybitnego włoskiego malarza epoki baroku – podkreśla ks. Jankowski. – Na to nie mamy pieniędzy, ale może się ktoś zgłosi.

Natomiast ks. Drozdowicz chciałby mieć niewielkie jeziorko przed kościołem, aby dzieci tak jak Pan Jezus mogły chodzić po wodzie. Przekonuje, że wystarczy centymetr pod lustrem wody zamontować grubą szklaną taflę, by dzieci do wody nie powpadały. – Kto wie? Może takie chodzenie po wodzie wzmocniłoby wiarę w młodym pokoleniu – zastanawia się proboszcz.

Tagi:
proboszcz

Najpierw człowiek, potem człowiek Boży

2018-10-16 11:31

Janusz Pasik
Edycja małopolska 42/2018, str. VII

– Dobro innych jest u niego zawsze na pierwszym miejscu. Jest wzorem człowieka i kapłana – tak o ks. prałacie Józefie Proroku, budowniczym kościoła i swym pierwszym proboszczu mówią wierni z parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy

Janusz Pasik
Życzenia Jubilatowi składali wzruszeni parafianie

Wierni z Mistrzejowic 6 października świętowali 80. urodziny ks. prałata. Był to czas wielkiej wdzięczności Panu Bogu i Jubilatowi. Na uroczystość przybyli zaproszeni goście. Wydarzenie rozpoczęło się Mszą św. koncelebrowaną, której przewodniczył ks. Józef Prorok, a homilię wygłosił jego wieloletni współpracownik, ks. Andrzej Kopicz, proboszcz parafii św. Maksymiliana w Mistrzejowicach. Po Eucharystii, podczas spotkania z parafianami i gośćmi, przedstawiono prezentację z najważniejszymi wydarzeniami z życia Jubilata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Co oznacza "schizma" między Moskwą a Konstantynopolem

2018-10-17 14:49

kg (KAI/RISU/B-I) / Moskwa/Kijów

Najnowsze decyzje w sprawie prawosławia na Ukrainie, podjęte 11 października na posiedzeniu Świętego i Świątobliwego Synodu Patriarchatu Konstantynopolskiego, mają wymiar głęboko historyczny. Są też najważniejszym wydarzeniem w dziejach prawosławia co najmniej ostatnich stu lat. Oto bowiem na naszych oczach powstał nowy autokefaliczny Kościół prawosławny – na Ukrainie, co oznacza gruntowną zmianę ustaleń z 1686 roku, gdy wierni na tych ziemiach przeszli pod jurysdykcję Patriarchatu Moskiewskiego. Nic dziwnego, że w odpowiedzi na te ustalenia Rosyjski Kościół Prawosławny (RKP) zerwał łączność duchową z Konstantynopolem. Co to oznacza?

takazart/pixabay.com

Kolejność Kościołów – rola Konstantynopola

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przypomnieć kilka podstawowych spraw. W światowym prawosławiu istnieje oficjalny wykaz lokalnych Kościołów autokefalicznych, czyli w pełni niezależnych, a następnie Kościołów autonomicznych, których niezależność jest w mniejszym lub większym stopniu ograniczona. Imiona ich zwierzchników, przede wszystkim Kościołów autokefalicznych, należy wymieniać w czasie liturgii, i to w ściśle określonej kolejności.

Ustalono ją już w pierwszym tysiącleciu chrześcijaństwa, a dokładniej na Soborze Chalcedońskim w 451 r., na którym m.in. ustanowiono instytucję patriarchatu, a więc najwyższy szczebel władzy kościelnej, której podlegały wszystkie wspólnoty wiernych, istniejące w tamtym czasie. Na wspomnianym Soborze postanowiono, że istnieje pięć patriarchatów w następującej kolejności: Rzym, Konstantynopol, Aleksandria, Antiochia i Jerozolima. Ponadto uznano wówczas istnienie samodzielnego Kościoła cypryjskiego, ale nie mającego rangi patriarchatu.

Gdy w 1054 doszło do zerwania jedności między chrześcijaństwem wschodnim i zachodnim, jeszcze przez pewien czas wymieniano na Wschodzie na pierwszym miejscu patriarchę Rzymu, czyli papieża, stopniowo jednak narastała świadomość rozpadu jedności międzykościelnej i pierwszym w wykazie stał się patriarcha Drugiego Rzymu – Konstantynopola. W VII wieku powstał jeszcze patriarchat gruziński, a w drugim tysiącleciu, od XVI do XX wieku, pojawiły się dalsze Kościoły lokalne tej rangi: moskiewski, serbski, rumuński i bułgarski, a także inne, również autokefaliczne, ale już nie patriarchaty: grecki, polski, albański oraz czeski i słowacki (traktowany jako jeden). Ponadto w 1970 Moskwa udzieliła autokefalii części tzw. Kościoła „zagranicznego” lub emigracyjnego w Ameryce Północnej, ale decyzji tej do dzisiaj nie uznają Kościoły greckie z Konstantynopolem na czele.

Łącznie więc istnieje 14 ogólnie uznanych prawosławnych Kościołów autokefalicznych i imiona ich głów należy wymieniać w czasie liturgii i to w powyższej kolejności. Występują wprawdzie pewne różnice między niektórymi Kościołami, np. zwierzchnik polskiego prawosławia bywa wymieniany raz przed a raz po Kościele czeskim i słowackim, ale miejsca czterech pierwszych patriarchów są niepodważalne.

Czym jest zerwanie łączności?

Wymienianie imion zwierzchników innych Kościołów symbolizuje duchową więź i łączność między nimi oraz jedność w wierze świata prawosławnego. Oznacza również uznanie istniejącej w nim hierarchii, na której szczycie stoi patriarcha Konstantynopola, uważany przez pozostałe Kościoły lokalne za „primus inter pares”, a więc za pierwszego wśród równych sobie zwierzchników lokalnych.

Równość ta jest ważnym składnikiem eklezjologii prawosławnej, podkreślanym zwłaszcza przez RKP, który jako największa liczebnie wspólnota prawosławna na świecie jest szczególnie wyczulony na wszelkie „zakusy”, według Moskwy, Konstantynopola do przywództwa w świecie prawosławnym. Nieraz można nawet usłyszeć od hierarchów rosyjskich zarzut, jakoby patriarcha konstantynopolski miał „zapędy” papieskie, a więc dążył do absolutnej władzy duchowej i prawnej wśród współwyznawców, czego najnowszym i najjaskrawszym przykładem jest, według Moskwy, nadanie autokefalii Kościołowi na Ukrainie.

I właśnie obecnie w świątyniach RKP jako pierwszego zaczęto wymieniać patriarchę aleksandryjskiego, z pominięciem konstantynopolskiego. Tym samym Moskwa zerwała jedność eucharystyczną i organizacyjną z „pierwszym wśród równych”. Odtąd duchowni, łącznie z biskupami, nie mogą koncelebrować liturgii z hierarchami konstantynopolskimi ani w ich świątyniach i oczywiście odwrotnie – duchowni „stamtąd” nie mogą korzystać ze świątyń RKP. To samo dotyczy wiernych, którzy nie mogą np. uczestniczyć w liturgii ani przyjmować sakramentów w cerkwiach podległych Konstantynopolowi.

Na razie nie wiadomo jeszcze, czy inne Kościoły lokalne dołączą do tego swoistego protestu „imienniczego”, ogłoszonego przez Moskwę, a jeśli tak, to jakie. Wiadomo tylko, co oczywiste, że stanowisko to poparły podlegające RKP Kościoły autonomiczne Białorusi, Estonii, Łotwy i oczywiście Ukrainy. Ale rzecz znamienna, że wspomniany Kościół Prawosławny Ameryki, zawdzięczający swą autokefalię Moskwie, już zapowiedział, że nie zerwie łączności eucharystycznej z Konstantynopolem.

Reakcje świata prawosławnego na „kwestię ukraińską” są dotychczas bardzo powściągliwe i jeśli nawet takie Kościoły jak aleksandryjski, serbski czy antiocheński zapowiedziały już wcześniej, że nie poprą autokefalii ukraińskiej, to jednocześnie nie opowiedziały się one jednoznacznie za Moskwą i nie przyłączyły się do jej zapowiedzi zerwania z Konstantynopolem.

Estonia była pierwsza...

Warto w tym miejscu przypomnieć, że nie jest to pierwsza taka decyzja RKP w starciu z Patriarchatem „pierwszym wśród równych”. Podobnie wydarzyło się, choć skala sprawy była dużo mniejsza, ponad 20 lat temu w Estonii. Po odzyskaniu przez ten kraj niepodległości w 1991 do Tallina powrócili członkowie Synodu Biskupów Estońskiego Apostolskiego Kościoła Prawosławnego (EAKP), który powstał w 1923 na mocy tomosu (dekretu) Patriarchatu Konstantynopolskiego. Gdy w 1940 wojska sowieckie zajęły Estonię, która następnie, bynajmniej nie dobrowolnie, weszła w skład ZSRR, Kościół ten stał się częścią (też przy silnym sprzeciwie miejscowych wiernych) Patriarchatu Moskiewskiego, po czym znów na krótko, w latach II wojny światowej, odzyskał autonomię, ale od 1944 ponownie stał się częścią RKP.

W niepodległej znów Estonii początkowo przez pewien czas współistniały ze sobą dwa Kościoły: EAKP i promoskiewski, z dużą przewagą liczby wiernych tego drugiego, podczas gdy ten pierwszy cieszył się wyraźnym poparciem ze strony władz. Na tym tle dochodziło do coraz większych napięć między obu wspólnotami, co w efekcie zakończyło się zerwaniem pod koniec lutego 1996 łączności eucharystycznej między RKP a Konstantynopolem. Przywrócono ją po kilku miesiącach, co jednak nie zakończyło sporu między nimi. I dopiero w obecnej dekadzie oba Kościoły, mające status autonomicznych (nie autokefalicznych), zaczęły nawiązywać bliższe kontakty na szczeblu lokalnym.

Nie tylko autokefalia

Święty i Świątobliwy Synod Patriarchatu Konstantynopolskiego nie tylko potwierdził wolę udzielenia autokefalii Kościołowi prawosławnemu na Ukrainie, ale zdjął także kary kościelne ze zwierzchników dwóch dotychczas niekanonicznych Kościołów prawosławnych w tym kraju: Filareta Denysenki i Makarego Małetycza oraz z ich zwolenników. Podkreślono, że „popadli oni w schizmę nie z powodów dogmatycznych”, a obecna decyzja, podjęta „zgodnie z kanonicznymi prerogatywami patriarchy konstantynopolskiego”, przywraca ich do stanu biskupiego bądź kapłańskiego (w wypadku niższych duchownych).

Również to postanowienie można uznać za dyplomatyczno-kanoniczną porażkę RKP, szczególnie w odniesieniu do Filareta – głowy Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego. W 1992, za nieposłuszeństwo wobec Patriarchatu Moskiewskiego, głównie w związku z żądaniem autokefalii dla prawosławia na Ukrainie, został on najpierw pozbawiony godności biskupiej (w czasach sowieckich był metropolitą kijowskim, patriarszym egzarchą Ukrainy), a następnie przeniesiony do stanu świeckiego i usunięty z RKP. Moskwa nazywała go potem nie inaczej jak Michaił (lub po ukraińsko Mychajło) Denysenko, podkreślając w ten sposób jego czysto świecki status.

Tymczasem nie tylko zachował on swój stan duchowny, a nawet został patriarchą kijowskim (choć formalnie niekanonicznym), ale doczekał się pełnej rehabilitacji ze strony Konstantynopola (Moskwa zapewne też nie uzna tej decyzji, tak jak autokefalii Ukrainy).

Co dalej?

Zerwanie jedności eucharystycznej z Patriarchatem Konstantynopola stawia RKP w trudnej sytuacji, w istocie braku szerszego pola manewru. Zdaniem rosyjskiego znawcy prawa kościelnego i bizantynistyki dr. Aleksieja Wieliczki, decyzja ta jest pozbawiona ostrości, pryncypialności a zwłaszcza perspektyw. Jej następstwem może być np. wspólna decyzja patriarchów Bartłomieja i rumuńskiego Daniela o przejściu Mołdawskiego Kościoła Prawosławnego spod jurysdykcji Moskwy pod omofor [prawosławny odpowiednik paliusza, będący symbolem władzy zwierzchniej - KAI] Patriarchatu Rumuńskiego.

Wieliczko zwrócił uwagę, że w wyniku zerwania jedności z Konstantynopolem wierni z Rosji nie będą mogli przystępować do sakramentów w tym kościele, a prawosławni Grecy – w cerkwiach rosyjskich. Ale może to oznaczać także brak podobnej możliwości dla Rosjan na świętej dla całego prawosławia górze Atos, pozostającej w jurysdykcji patriarchy konstantynopolskiego.

Przypomniawszy trwające do dzisiaj skutki zerwania jedności między Wschodem a Zachodem w 1054, naukowiec wyraził głębokie zaniepokojenie, aby tym razem nie doszło do podobnego podziału w łonie światowego prawosławia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Hanna Suchocka: w obliczu kwestionowania wartości państwa prawa potrzebny jest głos Kościoła

2018-10-17 19:34

lk / Warszawa (KAI)

W obliczu kwestionowania wartości, jakie stały u podstaw mozolnie odbudowywanego po 1989 r. państwa prawa, oczekiwany jest głos Kościoła. Paradoksalnie, mimo jego dzisiejszej krytyki, to oczekiwanie jest wyrazem zaufania do instytucji, która potrafiłaby to wzburzone może uspokoić – powiedziała b. premier Hanna Suchocka podczas konferencji „Podzwonne dla rozdziału Kościoła i państwa?”, która odbyła się w środę w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.

Fotografia Felici

Uczestnicy konferencji zastanawiali się m.in. czy Kościół i ludzie wierzący powinni brać udział w debacie publicznej, także w jej politycznym wymiarze – jeśli tak, to na jakich zasadach i w jakich granicach?

Postawiono także pytanie, czy formuła niezależnych i autonomicznych wspólnot Kościoła i państwa – współpracujących ze sobą – „nie staje się już anachronizmem, a jeśli nie to czy trzeba ją redefiniować?”.

Dominikanin o. Maciej Zięba OP stwierdził, że odczuwa kilka powodów do głębokiego pesymizmu co do tego, jak postrzegane są obecnie relacje między państwem a Kościołem w Polsce.

Wskazał m.in. na tabloidyzację debaty publicznej, który to problem dotyczy także Kościoła, a wyrażany jest przez publicystów, polityków, ludzi kultury. Z jednej strony jest to np. katolicki publicysta krytykujący ofiary pedofilii w jednej ze stacji telewizyjnych, a z drugiej reżyser głośnego ostatnio filmu o duchowieństwie.

Dominikanin wyraził ubolewanie, że język tej debaty radykalizuje się i przypomina nawet czasy stalinowskie. Zaczynają dominować ekstremalne poglądy, które polaryzują debatę, a to działa na jej niekorzyść.

Jako przykład podał wiązanie religijności z niektórymi postawami ideowymi i politycznymi. – Dobry katolik to taki, który jest jednocześnie monarchistą i antysemitą – mówił o. Zięba. Jego zdaniem, ta triada zaczęła dominować w życiu publicznym, i jest to niebezpieczne.

W opinii dominikanina, konieczna jest redefinicja obecności religii w życiu publicznym. Trzeba przypomnieć, że można się z kimś nie zgadzać, ale nie można mu odbierać prawa do wyrażania bliskich mu poglądów. To samo dotyczy także tych, którzy chcieliby wyrugować religię z życia publicznego. Jego zdaniem Polskę czeka wojna religijna, która niestety podzieli obywateli na wiele lat.

Prof. Hanna Suchocka, b. premier i b. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej wyraziła ubolewanie, że tym, co przeszkadza w dyskusji o Kościele, jest silne upolitycznienie i emocjonalne nastawienie do tego tematu. W takiej sytuacji, gdy dominują stereotypy, trudno się przebić z jakimikolwiek racjonalnymi argumentami.

Była premier skrytykowała dwie skrajne postawy, które obecnie dominują w dyskursie na temat roli Kościoła w społeczeństwie. Z jednej strony jest to błędne utożsamianie Kościoła i wiernych z jedną opcją polityczną, z drugiej strony wciąż obecny antyklerykalizm, wspominający o „państwie wyznaniowym”, potrzebie wypowiedzenia Konkordatu, opisujący duchowieństwo wyłącznie w negatywny sposób.

Prof. Suchocka przypomniała okoliczności, w jakich 25 lat temu trwały prace nad Konkordatem między Rzeczpospolitą Polską a Stolicą Apostolską, w tym o obawach, jakie pojawiał się w trakcie konstruowania zawartych potem w tekście sformułowań.

Wiadomo było np. że nie można po prostu odtworzyć modelu wzajemnych relacji zapisanego w Konkordacie przedwojennym, gdyż powstał on w warunkach przed Soborem Watykańskim II. Unikano też słowa „rozdział”, gdyż nosiło ze sobą negatywne skojarzenia z poprzednim systemem, w którym Kościół traktowany był wrogo.

Odpowiadając krytykom Konkordatu ze strony lewicowej i antyklerykalnej, twierdzącym, że usytuował on Polskę w „epoce średniowiecza”, b. premier przypomniała, że umowa ta była potwierdzeniem naszej przynależności do europejskiej cywilizacji wartości. Stwierdzono przecież w Konkordacie, że obie podpisujące go strony zobowiązują się kierować „powszechnymi zasadami prawa międzynarodowego, łącznie z normami dotyczącymi poszanowania praw człowieka, podstawowych swobód oraz wyeliminowania wszelkich form nietolerancji i dyskryminacji z powodów religijnych”.

„To są sformułowania zawarte explicite w Konkordacie. One nas osadzają w cywilizacji europejskiej kultury prawnej” – dodała prof. Suchocka.

Zdaniem prof. Suchockiej, konieczne jest dziś dokładniejsze określenie w debacie publicznej tego, co w wielu dokumentach prawnych i w dyskusji nad respektowaniem Konstytucji nazywa się dobrem wspólnym. Z tego bowiem niedookreślenia wynika obecny kryzys i podziały w polskim społeczeństwie.

Ta kategoria dziś jest niestety tylko sloganem, a przecież jest ona dynamiczna, obejmuje inne jej rozumienie w różnym czasie i w różnych kontekstach życia publicznego. Obecnie jest redukowana do zaspokajania dobra partyjnego. - To oczywiście jest sprzeczne z duchem posoborowym, gdyż jest wykluczające. Wyklucza np. tych, którzy są katolikami, a nie utożsamiają się z daną jedną partią polityczną – mówiła b. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej.

Inną kluczową kategorią wymagającą sprecyzowania jest „państwo prawa”. - Gdy przygotowany był Konkordat nie zakładaliśmy, że ta kategoria może zostać zakwestionowana – stwierdziła z ubolewaniem prof. Suchocka.

Jej zdaniem, przy obecnym sporze politycznym w kraju i w obliczu kwestionowania wartości, jakie stały u podstaw mozolnie odbudowywanego po 1989 r. państwa prawa, oczekiwany jest głos Kościoła. – Paradoksalnie, mimo takiej krytyki Kościoła, spowodowanej ostatnio pewnym filmem, to oczekiwanie jest bardzo silne jako wyraz zaufania do Kościoła jako instytucji, która potrafiłaby to wzburzone może uspokoić – powiedziała Hanna Suchocka.

Amerykański publicysta katolicki George Weigel przedstawił kilka zasadniczych idei dotyczących stanu demokracji w XXI wieku w świecie, jednocześnie sytuując w tym katalogu Kościół katolicki.

Wymienił m.in. ideę wolnego społeczeństwa, wolności jako takiej, kondycji cywilizacyjnej Europy Zachodniej, pamięć historyczną, pluralizm, patriotyzm przeciwstawiony nacjonalizmowi oraz „obecny publicznie Kościół w wolnym społeczeństwie”.

Zdaniem Weigla, europejski katolicyzm był przez długi czas wykorzystywany do ustanawiania Kościoła państwowego. Jan Paweł II wiedział, że te czasy już minęły. Jednak alternatywą dla Kościoła państwowego nie miał być ani Kościół prywatny, ani zepchnięty do getta, ani upartyjniony, ale właśnie obecny publicznie: taki, który w encyklice „Redemptor hominis” papież nazwał „Kościołem, który proponuje”.

W „Centesimus annus” papież nauczał, że działałby w przestrzeni publicznej przede wszystkim za pośrednictwem wolnych stowarzyszeń społeczeństwa obywatelskiego, a nie jako aktor polityczny. Byłby to Kościół, który przedstawia argumenty, a nie dąży do wypracowania środków politycznych.

Taki Kościół działałby „na głębszym poziomie życia publicznego – kulturowej świadomości i samozrozumienia”, czyli „byłby strażnikiem prawd, które umożliwiają dobre przeżywanie wolności”. Byłby wreszcie potrzebny postrzchrześcijańskiej obecnie Europie, która staje się też postracjonalna, niezdolna do zorganizowania silnej, przekazywanej przez kulturę i znajdującej polityczny oddźwięk obrony demokracji i wolnego społeczeństwa.

Wystąpieniom prelegentów towarzyszył następnie panel komentatorów, w którym głos zabrali: Andrzej Szostkiewicz („Polityka”), Michał Szułdrzyński („Rzeczpospolita”), politolog Sławomir Sowiński (UKSW) i Jakub Bierzyński (dom mediowy OMD).

Organizatorem debaty „Podzwonne dla rozdziału Kościoła i państwa?” była Fundacja Służby Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem