Reklama

Depresja a wiara

2012-11-19 12:00


Edycja szczecińsko-kamieńska 13/2009

h.koppdelaney / Foter.com / CC BY-ND

Poczucie braku sensu życia, tzw. pustka, postrzeganie świata w szarych barwach, brak chęci i sił do działania może, choć nie musi, być sygnałem, że dzieje się coś niedobrego z nami lub z kimś z naszego otoczenia. To może być depresja, podstępna i trudna do wyleczenia choroba. Tylko jak odróżnić depresję od złego nastroju? O coraz częstszym problemie polskiego społeczeństwa rozmawiam z Janem Lewandowskim, psychologiem i terapeutą w SP ZZOZ w Gryficach.

Julia A. Wester: - Przeglądając kolorowe pisemka, zauważyłam, iż w dobrym tonie jest mówienie, że jest się chorym na depresję, ale przecież depresja do nie żart, tylko bardzo poważna i, niestety, dla wielu wstydliwa choroba. Co jest najczęstszą przyczyną zachorowania na depresję w naszym społeczeństwie i jakie są jej symptomy? Jak odróżnić ją od złego samopoczucia, które od czasu do czasu dotyka każdego człowieka?

Jan Lewandowski: - Rozumiem, że nie jest to artykuł naukowy, więc możemy sobie pozwolić na pewne uproszczenia. Wyjaśnijmy pojęcia. Terminu „depresja” używa się do określenia obniżonego (depresyjnego) nastroju, którego istotną cechą jest przygnębienie, niezdolność odczuwania radości, utrata zainteresowań. Przyczyną depresji mogą być wydarzenia życiowe (najczęściej poczucie straty), zaburzenia psychiczne (najpoważniejsza - choroba afektywna), czynniki oddziaływujące na nasz system nerwowy. Natomiast „nastrój” to stan uczuciowy (emocjonalny), zabarwiający przez dłuższy czas naszą psychikę, może być też krótkotrwały. W warunkach prawidłowych nastrój podlega wahaniom zależnym od czynników zewnętrznych (zdarzenia) i wewnętrznych (uczucia). Dobry nastrój jest odbiciem poczucia komfortu psychicznego. Nastrój może być prawidłowy, obniżony (ten jest właściwy do depresji), dysforyczny (obniżony, z cechami drażliwości), euforyczny, labilny (wahania między nastrojem obniżonym a wzmożonym) itd. Nastrój mija, depresję trzeba leczyć.
Depresja jest stanem zdominowanym przez smutek, bez zaburzenia kontaktu z rzeczywistością. Najczęściej depresja występuje jako reakcja na stresowe sytuacje (utrata bliskiej osoby, pracy, zdrowia, nadziei itp.), ten typ depresji nie zawsze wymaga leczenia szpitalnego. Natomiast depresja w zaburzeniu maniakalno-depresyjnym (naprzemienne występowanie depresji i stanów podwyższonego nastroju) ma najczęściej ciężką postać, z którą wiąże się duże ryzyko popełnienia samobójstwa. Najczęściej spotykanymi objawami depresji są utrzymujące się przez kolejne dwa tygodnie takie dolegliwości, jak: bezsenność lub nadmierna senność, utrata energii życiowej, utrata apetytu lub jego wzmożenie, utrata zainteresowania seksem, trudności z koncentracją, płaczliwość, przygnębienie, myśli negatywne na własny temat, myśli samobójcze, poczucie winy, spowolnienie ruchowe. Jeżeli zauważymy takie objawy, powinniśmy zasięgnąć porady lekarza. Samopoczucie dobre czy złe ulega samoczynnej zmianie, depresja może się tylko pogłębić.

- Na pewnym forum internetowym o wierze i depresji przeczytałam taką oto wypowiedź: „Głęboko wierzyć, czuć bliskość Boga, mieć nadzieję - to powinno wykluczać depresję, a, niestety, tak nie jest. Są osoby, które pokładają nadzieję w Bogu, a jednocześnie odczuwają lęki irracjonalne, a swój stan określają jako «moje codzienne umieranie». Wierzą w życie wieczne, a jednocześnie czują paniczny lęk przed śmiercią, powodujący omdlenia, wymioty. A może to nie do końca prawdziwa wiara, może to namiastka zaufania, religijności?”. Dalej ta sama osoba pyta o sprzeczności, dlaczego osoby mające depresję i jednocześnie wierzące w życie wieczne czują bezsens istnienia i jednocześnie są szczęśliwe w swojej wierze, wierzą w Boga, mimo że nie mają wiary w siebie, że odczuwają niską wartość swojej osoby. Nienawidzą siebie za swoje codzienne lęki, za paraliż myślowy, za nieśmiałość…
Na tymże forum pojawiły się nawet zarzuty, że to wiara powoduje depresję (!), że ograniczenie wiary może być lekarstwem lub środkiem zapobiegającym rozwinięciu depresji. Te stwierdzenia wywołują we mnie pewne zdziwienie, bo zawsze myślałam, że wiara „raczej” pomaga pokonać wszelkie trudności, zrozumieć zło dziejące się wokół, dowartościować siebie.
Moje zdanie podziela inny forumowicz: „Od kiedy to wiara lub niewiara mają coś wspólnego z depresją? Moim zdaniem, to czy ktoś wierzy, czy nie, nie ma żadnego wpływu na depresję” - pisze. Ktoś inny cytuje jednego z nowojorskich psychoterapeutów, który miał powiedzieć, że gdyby każdy, kto choruje na depresję, był chrześcijaninem, to on byłby bankrutem. Inny forumowicz stwierdza, że lęk o jutro, nerwica, depresja to widoczne znaki, jak daleko jesteśmy od nauki Jezusa. I zadaje pytanie retoryczne, czy jest nadzieja na ratunek, na które sam sobie odpowiada, stwierdzając, że „człowiek musi prosić Boga o pomoc, a jednocześnie zaufać, że ta pomoc nie nadejdzie, lecz już nadeszła (!)”. A jakie jest Pańskie zdanie na ten temat? Czy depresja może mieć coś wspólnego z wiarą i odwrotnie - czy wiara może pomóc choremu?

- Przypomnę taką scenę z serialu „Ranczo”, kiedy do lekarza zgłaszają się jednocześnie wójt i proboszcz z objawami depresji (czują się niedoceniani, niepotrzebni). Porada lekarza była taka: „medycyna na ból duszy wymyśliła tabletki, taka już jest ta medycyna, ale to pomaga, sam biorę, po czym dodał z lekkim smutkiem: i tryskam optymizmem”. Jestem z wykształcenia psychologiem, a nie teologiem, więc trudno jest mi autorytatywnie odnieść się do stwierdzenia, jaki wpływ ma wiara na depresję. Mogę podzielić się tylko własnymi przemyśleniami na ten temat. U podłoża mogącej wystąpić w naszym życiu depresji leży brak miłości, akceptacji i przynależności. Nie mamy umocowania (zakotwiczenia). To powoduje, że tracimy orientację życiową i sens życia. Stajemy się ofiarami przemijających mód, różnego rodzaju nadużyć. Tworzymy fałszywy obraz własnej osoby i padamy jego ofiarą. Jak sobie z tym poradzić? Odwołam się tu do „Księgi Starców” i opowieści o św. Antonim Wielkim, który w pierwszych wiekach chrześcijaństwa medytował na pustyni i zadawał Bogu następujące pytania: „Dlaczego tak jest, że jedni są biedni, a drudzy bogaci, jedni są chorzy, a inni zdrowi”, otrzymał odpowiedź: „Antoni, zajmij się sobą, reszta to są sądy Boże i zrozumienie ich nie wyjdzie ci na korzyść”. Ta przypowieść mówi nam: nie wpatruj się w siebie ani w swoją przeszłość, ani w swoją przyszłość, ani w swoje powodzenia, ani w klęski, ani w swoją młodość, ani w starość, bo ogarnie cię obłędny strach i rozpacz. Trzeba przekraczać krąg własnego „ja” przez zaangażowanie, poświęcenie, miłość, ufność, wiarę. Oddajmy głos poetce K. Iłłakowiczównie:
„Życia mojego codzienny, zawsze nad siły wysiłek,/ Poplątały powszednie losy, zdarzenia zwyczajne rozbiły./ Wlokłam kłody po ciężkim piachu, płynęłam wodospadom naprzeciw,/ Każdy mój czyn się rozkruszył, każdy się statek rozleciał./ Nie umiałam się modlić, Boże, ani walczyć o Ciebie czuciem,/ Tylko złapać najbliższy ciężar i na przeszkodę się rzucić./ Trzeba Cię sercem chwalić, wznieść do Ciebie kadziłem,/ Ale mnie szept modlitwy usypiał, „wyłamywał do dołu skrzydła”./ Dziś runął dom mój, zwaliły się belki w dół i kamienie,/ A może byłby się ostał, budowany tylko na tchnieniu?/ A może byłby mocny, wyniosły i niespożyty,/ Gdyby nie z czyny zrodzić się chciał, ale z modlitwy?!”.

- Najpoważniejszym skutkiem nieleczonej depresji jest popełnienie samobójstwa przez osobę chorą. Aż 15% pacjentów z depresją umiera śmiercią samobójczą, wynika ze statystyk Światowej Organizacji Zdrowia (dane z Internetu). Czy można zauważyć, że ktoś chce popełnić samobójstwo i czy można pokusić się o stwierdzenie, że osoby chore na depresję, ale wierzące rzadziej popełniają samobójstwa?

- Możliwość popełnienia samobójstwa, którą zawsze należy brać pod uwagę w odniesieniu do chorego w stanie depresyjnym, dotyczy zwłaszcza depresji mniej głębokiej, tj. zespołu subdepresyjnego. Niebezpieczeństwo wiąże się z zachowaniem pewnych zdolności do działań ruchowych. Dlatego też poprawa polegająca na spłyceniu objawów depresji i zmniejszeniu spowolnienia ruchowego musi być oceniana z całą wnikliwością i ostrożnością, tym bardziej że chory zawsze ukrywa przed otoczeniem ewentualne zamiary samobójcze. Nie ma tu dobrej recepty, jak zapobiegać, trzeba być uważnym. Nie mam takiej wiedzy ani doświadczenia, by móc odpowiedzieć, czy wiara chroni przed samobójstwem w depresji. Po raz kolejny odwołam się do własnych przemyśleń, zawsze pamiętam w swoich działaniach o słowach z Ewangelii wg św. Jana (15, 5): „Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto twa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”. Uważam, że dojrzała wiara może chronić przed depresją, a tym samym przed próbą samobójczą. W przypadku choroby jest już różnie. Dlatego można powiedzieć: „Dobry Bóg zrobił, co mógł, teraz trzeba zawołać fachowca” i nie ma tu sprzeczności, ponieważ Bóg działa przez ludzi i jest najlepszym lekarzem, z miłości do nas dał nam wolną wolę, a co my z tym darem zrobimy, to już inna sprawa. Dlatego też choroby nie należy się wstydzić czy traktować jej jak karę Bożą, należy ją leczyć.

- Gdzie szukać pomocy, gdy zauważamy, że nie radzimy sobie sami ze sobą i gdy z najbliższymi dzieje się coś niedobrego? Czy na terenie archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej istnieją specjalne poradnie, do których mogliby zgłosić się chorzy na depresję?

- Depresji nie należy leczyć domowymi sposobami. Leczyć się trzeba w poradniach zdrowia psychicznego, poradniach psychiatrycznych. Należy pamiętać o tym, że osobą upoważnioną do stwierdzenia depresji jest lekarz specjalista. Wiadomo, że leki plus psychoterapia dają najlepsze efekty. Tego typu poradnie znajdują się w każdym mieście naszej archidiecezji.

Tagi:
ludzie depresja psychika chorzy choroba

Reklama

Abby Johnson odpowiada lewicowym mediom: to Planned Parenthood wypowiedziało mi wojnę!

2019-11-05 12:13

Redakcja

Bohaterka filmu „Nieplanowane” stała się obiektem ataków lewicowych mediów w Polsce. Stawiają jej one zarzut o karierowiczostwo i chęć zyskania popularności. – To Planned Parenthood zaczęło tę wojnę, nie ja – odpowiada Abby.

Archiwum prywatne Abby Johnson
Abby Johnson

W ostatnich dniach lewicowe media w Polsce ostro zaatakowały Abby Johnson, byłą menedżer kliniki aborcyjnej Planned Parenthood, która przeszła głęboką przemianę i teraz staje w obronie nienarodzonego życia. To na podstawie jej poruszającej historii, opisanej w książce „Nieplanowane” powstał film, który kilka dni temu wszedł do polskich kin.

Takie portale jak wyborcza.pl czy tokfm.pl stawiają Abby zarzut karierowiczostwa. Powołują się przy tym na oskarżenia amerykańskich mediów lewicowych, które od lat atakuję Johnson. Abby wypowiedziała bowiem wojnę najpotężniejszej organizacji aborcyjnej na świecie.

Według lewicowych mediów w Polsce, Abby odeszła z Planned Parenthood ponieważ miała problemy finansowe a zaatakowanie tej organizacji miało jej przysporzyć popularności i pieniędzy. Innym zarzutem, stawianym Johnson, jest to, że jej rezygnacja nie była efektem przemiany, lecz wiązała się z zarzutami, jakie stawiali jej przełożeni. Dotyczyły one podobno niewłaściwego wypełniania obowiązków. Zgodnie z tą narracją, Abby odeszła z pracy, by uprzedzić zwolnienie.

Tylko u nas Abby zdecydowanie odnosi do tych zarzutów. – Czy chciałam pieniędzy i popularności? To nie są argumenty merytoryczne. Ale odpowiem na nie: każdy, kto zobaczy film i sięgnie po moją książkę dowie się, że to nie ja zaatakowałam Planned Parenthood. Nie byłoby ani książki, ani filmu gdyby nie pozew i ataki ze strony tej organizacji. To ich komunikaty i groźba zamknięcia mi ust sądowym zakazem, skłoniły mnie do tego, by głośno powiedzieć, co dzieje się za drzwiami klinik aborcyjnych. To Planned Parethood wypowiedziało tę wojnę, nie ja – wyjaśnia Abby.

Zarzuty o złe wypełnianie obowiązków zawodowych? – To jest po prostu nieprawda. Dzisiaj myślę o tym z żalem, ale byłam skutecznym i dobrym pracownikiem. To cechy pożądane w normalnej pracy, niestety ja byłam kimś takim jako dyrektor kliniki aborcyjnej. Awansowałam tam, na kilka miesięcy przed rezygnacją otrzymałam nawet tytuł pracownika roku. Żałuję tego, co robiłam, ale musicie wiedzieć, że decyzja o odejściu z kliniki aborcyjnej była moją świadomą decyzją. To ja zakwestionowałam politykę organizacji polegającą na realizacji celu zwiększania ilości aborcji. Dla nich zaczęło się liczyć tylko to, bo z tego były największe zyski – mówi Johnson.

Film „Nieplanowane” wszedł na ekrany kin 1 listopada. Niemal równocześnie z filmem ukazała się książka pod tym samym tytułem, w której Abby opowiada swoją historie. Johnson jako menedżer kliniki aborcyjnej podpisała 22 tys. zgód na aborcję, dokonała też aborcji na dwójce własnych dzieci. Po kilku latach pracy w klinice zobaczyła sam zabieg aborcyjny na własne oczy. Wtedy zdecydowała się porzucić świetnie płatną pracę i związała się z obrońcami życia.

Od wielu lat Abby odsłania kulisy i mechanizmy działania przemysłu aborcyjnego. Niedawno nawróciła się także na katolicyzm, dostrzegając w Kościele konsekwentnego obrońcę życia i godności człowieka.


Przeczytaj także: Szatan posługuje się kłamstwem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowe oblicze Justyny Steczkowskiej


Edycja wrocławska 27/2007

Tomasz Limberger: - 1 czerwca ukazała się Twoja najnowsza, ósma już płyta pt.: „Daj mi chwilę”. Jaki jest ten krążek?

Justyna Steczkowska: - Najlepiej jej posłuchać. Po co dużo mówić o muzyce - najlepiej posłuchać.

- Ta płyta to zdecydowana odmiana - „czarna” i „drapieżna” Justyna Steczkowska zmieniła się w bardziej łagodną kobietę. Czy tak jest w rzeczywistości?

- Myślę, że zawsze taka byłam, tylko nie wszyscy o tym wiedzieli. A płyta „Daj mi chwilę” pokazuje to bardziej niż pozostałe moje płyty.

- Czym Twój już ósmy album różni się od poprzednich?

- Każda moja płyta jest trochę inna. Każda jest zapisem mojego życia, emocji, spraw, które były dla mnie ważne. Podobnie jest z tą płytą. Wiele historii tam zaśpiewanych kiedyś mnie dotyczyło. Niektóre są zasłyszane od przyjaciółek. Co prawda większość tekstów jest napisana przez mężczyzn - trzech mężczyzn pracowało nad tekstami na tej płycie: Łukasz Rutkowski, Kuba Wandachowicz i Michał Aleks, no i jeszcze ja napisałam kilka tekstów.
Ta płyta jest spokojniejsza od moich poprzednich. Zależało mi, aby po pięciu latach pracy dla telewizji, gdzie zrobiłam dwa duże spektakle „Alkimja” i „Femme Fatale”, wrócić do radia, do moich słuchaczy, do tych fanów, którzy uwielbiali mnie za to, że śpiewałam dla nich piosenki, które oni mogli śpiewać razem ze mną. Zatęskniłam po prostu za radiem, bo dawno tam nie byłam, dawno nie rozmawiałam z dziennikarzami i dawno nie słyszałam tam swoich piosenek, więc pomyślałam, że czas tam wrócić. Cieszę się, że udało mi się to piosenką „To nie miłość (To tylko złudzenie)”, która rzeczywiście zaszła wysoko na listach przebojów, na wielu dotarła nawet do pierwszych miejsc. A płyta jest taka trochę jak moje życie, bardziej spokojna, wyciszona, dojrzała. Dużo na tej płycie jest o kobiecości i o kobietach, więc myślę, że dziewczyny w moim wieku najlepiej ją zrozumieją. To nie znaczy, że nie będą jej kochali również mężczyźni, bo ma dobre bity zrobione przez Bogdana Kondrackiego, bardzo ładne i dobrze zharmonizowane melodie... Mam nadzieję, że będzie się podobała wielu ludziom.

- Czy singiel promujący „To nie miłość (To tylko złudzenie)” jest wizytówką całej płyty?

- Nie do końca. Jest to jedna z wielu piosenek, które się znajdują na płycie. Na pewno jest dobrą piosenką, przynajmniej dla mnie, ale to Państwo muszą ocenić, czy piosenka jest dobra, czy nie. Natomiast jest kilka piosenek naprawdę świetnych, ale może mniej radiowych, choć absolutnie wartych uwagi, na przykład „Wracam do domu” - piękna ballada, bardzo wzruszającą, ze świetnym tekstem, „Tu i tu” z kolei bardzo lekki i przyjemny utwór, szczególnie w letnie dni. Ogólnie wszystkie piosenki bardzo mi przypadły do serca, poza tym gdybym nie widziała w nich czegoś pozytywnego i dobrego i przede wszystkim dobrej jakości, to bym ich po prostu nie zaśpiewała…

- Czyli po prostu czerpiesz radość z grania i ze śpiewania?

- Oczywiście. Tak było od dzieciństwa. To było coś, co lubiłam najbardziej, co głęboko czułam. Zawsze chciałam być muzykiem i cieszę się, że mi się to w życiu udało.

- Jakie znaczenie dla twojej twórczości mają osobiste doświadczenia: wiara, rodzina… Jakie jest przesłanie Twoich piosenek?

- Wiara dla mnie ma olbrzymie znaczenie, rodzina też - to jest jasne. Swoimi piosenkami nie opowiadam jednak o tym. Wiara wydaje mi się czymś tak bardzo intymnym i ważnym, że nie potrafię w sposób sensowny przenieść tego na papier i muzykę, szczególnie muzykę komercyjną. Natomiast w czasie Wielkiego Postu, razem z moją rodziną, gramy koncerty charytatywne dla różnych ludzi potrzebujących pomocy. Udało nam się zagrać kilka bardzo dobrych koncertów na rozbudowę kościoła, na leczenie chorego chłopca, dziewczynki. Były to przepiękne wielkopostne koncerty. Ja bardzo lubię okres Wielkiego Postu, jest to dla mnie piękne święto, w którym wszystko może się odrodzić na nowo. W ogóle Świętą Wielkanocne są symbolem odrodzenia, choćby nie wiem ile złego się zdarzyło, zawsze mamy szansę wrócić tam, gdzie jest dobro. A Wielki Post to czas wyciszenia, skupienia, czas pieśni wielkopostnych, które mają w sobie tyle melancholii, smutku i głębokiej mądrości. Bardzo cenię te koncerty z tego względu, że są niekomercyjne, nie jesteśmy ograniczeni czasem, ani piosenkami. Po prostu dużo improwizujemy, wprowadzamy do kościoła atmosferę spokoju, wyciszenia, by ludzie mogli się przy tej muzyce modlić. Graliśmy też kilka razy na adoracji, już nie jako koncert, ale dla własnej radości, tak by ludzie, którzy przychodzą do kościoła adorować Jezusa Chrystusa, mogli swoją modlitwę jeszcze głębiej przeżyć. Gramy więc też zupełnie inaczej - jest głos, jest fortepian, jest kontrabas… naprawdę wydaje mi się to bardzo piękne, ludzie są zawsze poruszeni taką muzyką i my sami grając ją również.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

- Dziękuję bardzo i pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie

Oprac. Karol Białkowski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: papież zjadł obiad z 1,5 tys. ubogich

2019-11-17 20:05

kg (KAI/ACI/Vaticannews) / Watykan

W niedzielę 17 listopada - w III Światowym Dniu Ubogich - Franciszek zjadł obiad z półtora tysiącem biednych w Auli Pawła VI w Watykanie. Po Mszy św., odprawionej z okazji tego Dnia w bazylice św. Piotra i po odmówieniu modlitwy Anioł Pański Ojciec Święty udał się do Auli, gdzie czekali na niego potrzebujący i towarzyszący im wolontariusze.

Vatican News

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej podało, że na obiad składały się specjalność kuchni śródziemnomorsiej - lasagna oraz udka z kurczaka w sosie pieczarkowym z ziemniakami, deser, owoce i kawa. Uczestnicy tego niezwykłego spotkania z papieżem, odbywającego się już zresztą po raz trzeci, reprezentowali wszystkie diecezje włoskie i organizacje charytatywne.

Franciszek nazwał to wydarzenie „obiadem w gronie przyjaciół”, a dziękując im za przybycie modlił się o błogosławieństwo dla swych gości oraz ich rodzin.

Obecny na obiedzie jałmużnik papieski kard. Konrad Krajewski wskazał na ewangeliczne znaczenie tej inicjatywy. „Papież chce przy wspólnym stole zjednoczyć tych, którzy cierpią, z tymi, którym się udało i mogą innym ofiarować posiłek, czy konkretną pomoc” – powiedział w Radiu Watykańskim.

Vatican News

"Jezus mówi do Zacheusza: zejdź z drzewa, idę do twojego domu m.in. po to, by spożyć z tobą posiłek. Jezus jadał z ubogimi i my robimy to samo, naśladujemy Jezusa. A oprócz tego Eucharystia, czyli największy skarb, jaki mamy, powstała podczas posiłku" – przypomniał kardynał. Zwrócił uwagę, że "podczas posiłku dzieją się cuda, bo patrzymy sobie w oczy, dzielimy się sobą, rozmawiamy". Dodał, że jeśli "w rodzinie jesteśmy skłóceni, to pierwsza rzecz, jaką robimy, to nie chcemy wspólnie zasiąść do stołu, bo stół jednoczy. W dzisiejszą niedzielę Papież chce właśnie tego wielkiego zjednoczenia - tych, którym się nie udało, którzy cierpią i tych, którym się udało, bo mogą ofiarować innym posiłek”.

Polski purpurat kurialny zaznaczył, że Światowy Dzień Ubogich to wezwanie dla każdego do dostrzeżenia ubogich i potrzebujących, których Bóg stawia na naszej drodze. „To też sposobna okazja, by przypomnieć sobie, że wszystko, co mam, zawdzięczam łaskawości Boga” – stwierdził jałmużnik papieski.

Przywołał przykład Łazarza, który spał pod domem bogatego. "I ten Łazarz był tylko dla tego bogatego, a on się nie spostrzegł. Ubodzy są dla nas, dla każdego z nas. Ci, którzy śpią pod bazyliką św. Piotra, są dla mnie, ci, którzy śpią w Warszawie na Dworcu Centralnym, są dla tych, którzy przechodzą" – powiedział kard. Krajewski. Zauważył, że jest to więc "dzień także mój, żebym się zastanowił, dla kogo żyję, komu posługuję, bo przecież wszystko co mam, to dlatego, że Bóg jest łaskawy i otrzymałem po to, żeby się dzielić. Jeśli się nie dzielę tym, co mam, to wszystko, co mam jest przeciw mnie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem