Reklama

Jan Paweł II – Święty szlifowany cierpieniem

2016-01-27 09:07

Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 5/2016, str. 36-37

Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie, które od czterech lat organizuje cykl spotkań „Z Janem Pawłem II ku przyszłości”, gościło już wielu świadków życia i świętości Papieża

W spotkaniu w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie 18 stycznia 2016 r. uczestniczył gość z Watykanu abp Zygmunt Zimowski – przewodniczący Papieskiej Rady ds. Służby Zdrowia i Duszpasterstwa Chorych oraz abp Wacław Depo – metropolita częstochowski. „Święty szlifowany cierpieniem” – tak zatytułował swoje świadectwo abp Zimowski, który pracę w Watykanie rozpoczął w 1982 r., w Kongregacji Nauki Wiary. Prefektem Kongregacji był wówczas kard. Joseph Ratzinger.

Oko w oko z cierpieniem

Abp Zimowski przypomniał, że szlachetne materiały, takie jak bursztyn czy diament, muszą być szlifowane. Są różne metody szlifowania – Jan Paweł II był szlifowany cierpieniem, które wpisało się w jego życie bardzo wcześnie. Gdy miał 9 lat, stracił matkę, potem brata. Był świadkiem zbrodni II wojny światowej. Wydarzenia z młodości kształtowały jego wrażliwość i otwartość serca na cierpienie. – Nic więc dziwnego, że jako papież ustanowił najpierw Papieską Komisję ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia – 11 lutego 1985 r., a trzy lata później podniósł ją do rangi Papieskiej Rady – mówił Arcybiskup.

W ten wymiar pontyfikatu Jana Pawła II wpisują się również Światowy Kongres Lekarzy Katolickich w Rzymie oraz list apostolski o sensie ludzkiego cierpienia „Salvifici doloris”. Abp Zimowski podkreślił, że ważnym fragmentem tego dokumentu i wskazówką postępowania w wymiarze otwartości na tych, którzy cierpią, są słowa Papieża: „Czynić dobro cierpiącemu” oraz „Czynić dobro poprzez własne cierpienie”.

Reklama

– Teoretyzować na temat cierpienia jest łatwo – zauważył Arcybiskup. – Pan Jezus nie teoretyzował, On to cierpienie wziął na siebie, rozłożył ręce na drzewie krzyża, aby przez cierpienie zbawić człowieka, dać nam zdroje łaski, otworzyć swoje serce, aby ludzkość mogła się do tego serca przytulić, ogrzać tą ludzką i Boską miłością.

Papież Polak troszczył się o osoby cierpiące i czynił wiele na ich rzecz, ale też poznał cierpienie z autopsji. Byliśmy świadkami zamachu na życie Jana Pawła II na Placu św. Piotra, byliśmy świadkami jego cierpienia w ostatnich latach życia. Znosił je z pokorą, mówił, że przyjmuje je jako dar.

Życie jest święte

Jednym z przejawów troski Jana Pawła II o osoby chore i niepełnosprawne było powołanie Papieskiej Rady ds. Służby Zdrowia i Duszpasterstwa Chorych. Abp Zimowski przypomniał, że jednym z jej zadań jest m.in. wspieranie osób, które służą chorym i cierpiącym, troska o formację religijną i etyczną pracowników służby zdrowia, obrona godności ludzkiej od narodzin do naturalnej śmierci. W tym celu została opublikowana Karta Pracowników Służby Zdrowia, w której lekarze i pielęgniarki są nazywani sługami życia.

Zasadnicze znaczenie ma napisana przez Jana Pawła II encyklika „Evangelium vitae”, w której Papież podkreślił, że życie ludzkie jest święte i nienaruszalne w każdej chwili swego istnienia, od początku aż do jego naturalnego końca; Ojciec Święty ogłosił w tym dokumencie także powołanie Papieskiej Akademii Życia. Z licznych wypowiedzi Jana Pawła II w obronie życia Ksiądz Arcybiskup przytoczył słowa: „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”.

Kolejnym przejawem troski Papieża o chorych było ustanowienie Światowego Dnia Chorego. Co roku centralne uroczystości z okazji tego dnia są organizowane w innym sanktuarium: pierwsze odbyły się w Lourdes, drugie – w Częstochowie, tegoroczne odbędą się w Nazarecie.

Również podczas podróży apostolskich Jan Paweł II osobiście spotykał się z chorymi, ściskał ich ręce, błogosławił i serdecznie rozmawiał.

Abp Zimowski przypomniał, że papież Benedykt XVI podkreślał, iż Jan Paweł II dał nam lekcję umiejętności cierpienia i milczenia. W świecie pełnym niewierności i przemocy uczył nas na nowo cierpieć i kochać w służbie innym, wykazał i dał nam pewność, że zło nie ma ostatniego słowa na świecie.

Dary, plany

Do zbiorów Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie abp Zygmunt Zimowski przekazał kamień z grobu w podziemiach Bazyliki św. Piotra, na którym opierała się trumna Jana Pawła II. Twórca muzeum – Krzysztof Witkowski przedstawił plany rozbudowy tej palcówki, która już w maju powiększy się o nową salę widowiskową z obszerną sceną.

Być dla drugich

Abp Wacław Depo podziękował abp. Zygmuntowi Zimowskiemu za przybycie do Częstochowy i przypomniał, że to już kolejna w ostatnich latach jego wizyta w naszej archidiecezji. W 2014 r., kiedy uczestniczył w uroczystościach XX-lecia Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, odwiedził pracowników i pacjentów w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie oraz w częstochowskim Hospicjum. 12 września 2015 r. był głównym koronatorem obrazu Kalwaryjskiej Matki Zawierzenia w sanktuarium w Praszce. Abp Depo podziękował również Krzysztofowi Witkowskiemu za organizowanie spotkań poświęconych życiu Papieża Polaka.

– Zawsze podziwiałem Jana Pawła II, który tak mocno pochylał się nad ludzkim cierpieniem – powiedział „Niedzieli” abp Zimowski. – Kolejny rys jego osobowości, który chciałbym szczególnie utrwalić w pamięci słuchaczy, to otwartość na drugiego człowieka. Tej otwartości uczył się od Matki Bożej, od Tej, która po zwiastowaniu idzie do św. Elżbiety, aby pomóc matce spodziewającej się dziecka. Taki rys osobowości nazywamy w teologii proegzystencją – byciem dla innych, w radości, w cierpieniu, byciem zawsze u boku drugiego człowieka.

Tagi:
wywiad Jan Paweł II cierpienie muzea muzeum moneta

Wspieramy Polską Wieś

2019-10-09 08:38

Rozmawiał Maciej Laszczyk

Artur Stelmasiak/Niedziela
Anna Gembicka: Chcemy rozwijać szczególnie te miejscowości, które straciły lub tracą swoje funkcje społeczne i gospodarcze

Maciej Laszczyk: – Pani Minister, Janusz Wojciechowski został wybrany Komisarzem ds. rolnictwa w UE. Co to oznacza dla Polski?

Anna Gembicka: – To kolejny po zniesieniu wiz do USA sukces naszego kraju na arenie międzynarodowej. To bardzo dobra i ważna wiadomość dla Polski. Stanowisko Komisarza ds. rolnictwa to ogromna odpowiedzialność, ale i ogromne możliwości. W perspektywie lat 2021-2027 na Wspólną Politykę Rolną ma być przeznaczone 365 mld euro. To ogromna kwota. Dla porównania dochody budżetu Polski w 2019 r. mają wynieść 387,7 mld zł. Janusz Wojciechowski ma ogromne doświadczenie - był prezesem Najwyższej Izby Kontroli, wicemarszałkiem sejmu, zasiadał w Europejskim Trybunale Obrachunkowym. Z pewnością jego kandydatura przysłuży się do zrealizowania przez PiS obietnicy zrównania dopłat dla rolników.

– Rząd PiS mocno inwestuje w Polską wieś.

– Tak. Bo Polska wieś jest dla nas bardzo ważna. Bezpieczeństwo żywnościowe to fundament Polski. Każdy korzysta codziennie z owoców pracy rolnika. My robimy wszystko, aby tę ciężką pracę docenić. W końcu wieś to też ostoja tradycyjnych wartości.

– Jaki są to wartości?

– Rodzina, wiara, patriotyzm. To podstawa społeczeństwa, ale też kręgosłup moralny. Dziś te wymienione przeze mnie wartości są atakowane z różnych stron. Polska wieś w nie wierzy i stoi na ich straży.

– Jednym z obszarów wsparcia wsi są Koła Gospodyń Wiejskich. Co się wydarzyło, że stały się one tak popularne?

– W 2018 roku przyjęta została ustawa o Kołach Gospodyń Wiejskich. Nadała ona nowy impuls do rozwoju tym organizacjom. Koła Gospodyń Wiejskich liczą sobie już blisko w Polsce 150 lat, mają długą tradycję. Postanowiliśmy je uhonorować i zaproponować nowe, szyte na miarę XXI wieku, możliwości. 

– Jakie są to możliwości?

– Koła otrzymały osobowość prawną, mogą prowadzić działalność gospodarczą i są zwolnione z podatku dochodowego oraz VAT (do 200 tys. zł). Nie muszą posiadać kasy fiskalnej, a ponadto posługują się uproszczoną ewidencją przychodów i kosztów. To zmiany, które uwolniły drzemiącą w Paniach przedsiębiorczość, dały im nowy impuls do rozwoju.

– Jak pani odnajduje się realizując program wsparcia wsi?

– Sama pochodzę ze wsi, więc bardzo dobrze się odnajduję w tych tematach, są mi bardzo bliskie bo sama miałam okazję ich doświadczyć. Spotykam się z wieloma ludźmi, słucham ich historii i pomagam jak tylko umiem. Przed polską wsią wiele wyzwań, ale jestem przekonana, że teka komisarza ds. rolnictwa na pewno przyczyni się do stworzenia lepszych możliwości rozwoju dla polskich rolników. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Śmiertelna pułapka

2019-09-25 09:51

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 48-49

W cieniu smutku i czterech ścian skrywają swoją samotność czy agresję ludzie uzależnieni behawioralnie, wśród nich – od hazardu czy pracy. W ostatnich latach często też od internetu. Szczególnie dotyczy to dzieci i młodzieży

evannovostro – stock.adobe.com

Marta ma dzisiaj 11 lat. Od 3. roku życia oglądała bajki na tablecie, wtedy jeszcze z rodzicami. Od 5. roku życia – już tylko we własnym pokoju. Rodzice pojawiali się podczas śniadania i wieczorem na obiadokolację. Niania nie bardzo się interesowała, czym zajmuje się dziecko. Była zadowolona, że dziewczynka taka spokojna. Na Komunię Marta dostała komputer. Od tego momentu przestała się interesować szkolnymi koleżankami, które miały takie „smarkate” zainteresowania. Sama już oglądała filmy dla dorosłych – te mniej i bardziej drastyczne, modę, praktyczne porady w kuchni. Rodzice chwalili się nią, że taka zaradna. Potrafiła upiec ciasto, przyciąć na działce krzewy. Nie miała problemów z nauką. Rodzice byli z niej coraz bardziej dumni. Pewnego dnia znaleźli ją na domowym tarasie z podciętymi żyłami. Uratowano ją. Trzy miesiące spędziła w szpitalu psychiatrycznym. Powiedziała później psychiatrze, że chciała się odłączyć od samotności jak jedna z jej ulubionych bohaterek internetowej gry.

Wojtek zawsze interesował się sportem. Od wczesnych lat szkoły podstawowej stał na bramce, bo jako chłopiec otyły poruszał się na boisku powoli. Uwielbiał ciastka, a rodzice mu ich nie bronili, uważali, że swoją nadwagę zgubi na murawie. Kilka przepuszczonych bramek podczas podwórkowych rozgrywek zniechęciło go jednak do obecności na osiedlowym stadionie. Pod pretekstem nauki piłkarskich gier symulacyjnych namówił rodziców do kupna PlayStation. Od tego momentu ograniczał swoją obecność na podwórku. Grał namiętnie w domu. Namawiał rodziców do kupienia następnych gier. Gdy ci odmawiali, podkradał im pieniądze. Najpierw drobne sumy, później większe. Wreszcie wszystko się wydało i dostał solidne lanie. Przyrzekł, że więcej kradł nie będzie. I nie kradł – w domu. Zaczął obrabowywać młodsze dzieci. Bił, zastraszał. Siał postrach wśród maluchów przez prawie cały rok szkolny. I kupował kolejne gry. Coraz częściej też chodził na wagary. W końcu za pobicie pierwszoklasisty trafił do Izby Dziecka i pod opiekę kuratora. Później – na blisko dwuletnią terapię do prywatnego ośrodka leczenia uzależnień.

Odrealnione dzieci

Takich i podobnych przypadków jest coraz więcej. Nierzadko komputerowe ofiary kończą komputerowe życie całkiem niekomputerową przedwczesną śmiercią. Bywa też, że w więzieniach. Szczęśliwi ci, którzy trafią do ośrodków terapeutycznych, rozmieszczonych w całym kraju. Takie ośrodki prowadzi m.in. istniejące od ćwierćwiecza stowarzyszenie Katolicki Ruch Antynarkotyczny KARAN.

– Dziecko może popaść w uzależnienie, gdy spędza dużo czasu przed telewizorem, internetem czy przy grach komputerowych, słowem – przy urządzeniach multimedialnych. Po kilka godzin łącznie. Nie rozgraniczamy, że telefon to godzina, telewizor – 2 godziny, internet – 3 godziny. Trzeba to zsumować i daje nam to określoną wiedzę o tym, przez jak długi czas dziecko jest narażone na oddziaływanie tych urządzeń – mówi Anna Chlebna, psycholog i terapeuta z warszawskiej placówki stowarzyszenia KARAN. – Moim zdaniem, uzależnienie behawioralne jest groźniejsze niż alkohol i narkotyki, bo te są szybko widoczne. Przy uzależnieniach behawioralnych jest to o wiele trudniejsze, bo przecież telewizję oglądamy niemal wszyscy, podobnie wszyscy korzystamy z komputera czy telefonu komórkowego. Więc jakież to uzależnienie – pytają niekiedy dorośli. Niestety, objawy u dziecka są widoczne dopiero po dłuższym czasie i niekiedy są nieodwracalne. Z mojego doświadczenia wynika, że rodzice zgłaszają się do nas bardzo późno. Mieliśmy chłopaka, który niemal całe swoje dziecięce życie spędzał przy komputerze, grając w gry. Przez 12 godzin i więcej. Doszło do tego, że swoje potrzeby fizjologiczne załatwiał na miejscu, pod siebie. Rodzice donosili mu jedzenie, byle tylko cokolwiek jadł i pił. Po kilku miesiącach było to nieomal „dzikie” dwunastoletnie dziecko. Nie było z nim żadnego kontaktu. Na próby odłączenia go od sieci reagował agresją fizyczną. Rzucał się na wszystkich. Najpierw został więc umieszczony w szpitalu psychiatrycznym, później skierowano go na leczenie do nas. Wyszedł z tego, ale trwało to wiele długich miesięcy. Na ile pozostawiło to ślady w mózgu – nie wiemy do dzisiaj. Te dzieci często są odrealnione, bo świat wirtualny miesza im się ze światem realnym. Powoduje to ogromne problemy w rozwoju dziecka. Przede wszystkim nieumiejętność przewidywania konsekwencji. Życie takich dzieci to życie w odrealnieniu, bez jakichkolwiek planów. Wszystko jest skoncentrowane albo wokół gier, albo wokół internetu. Takie dziecko nie ma innych planów, jak te skoncentrowane na internecie. Nie idzie do szkoły. Jeśli rodzice blokują internet, to ono kombinuje, jak zdobyć od kogoś telefon, żeby grać dalej. Bądź idzie do biblioteki, ale nie po to, żeby czytać, lecz by mieć dostęp do internetu. Korzysta z kawiarenki internetowej. A w domu zaczynają się kłamstwa, mataczenie, manipulowanie rodzicami.

Kliknij życie

– Pracuję z dziesięciolatkami, jedenastolatkami, ale mam i młodszych pacjentów, którzy już mają poważne problemy z uzależnieniem behawioralnym – mówi psycholog i terapeuta Monika Chrupek ze stowarzyszenia KARAN. – To znaczy, że już wcześniej było coś nie tak w ich sferze emocjonalnej, ale nie zostało zauważone przez rodziców. Niewątpliwym dzwonkiem ostrzegawczym zawsze powinno być dla nich izolowanie się pociechy od nich czy od rówieśników. Niestety, rodzice przychodzą do psychologa dopiero wtedy, kiedy alarmuje szkoła bądź kiedy dziecko jest już w skrajnej sytuacji. Miałam kiedyś młodziutkiego pacjenta, który zaniemówił, bo rodzice odstawili mu komputer. Nie komunikował się zupełnie ze światem. Czekali... dwa miesiące, aż coś się zmieni – opowiada Monika Chrupek. – My apelujemy o to, żeby jeśli nie dziecko – na początku nie chce ono pójść do psychologa – to aby sami rodzice nas odwiedzili. Często bowiem rodzice uważają, że jest to przede wszystkim problem dziecka. To ono ma problem – powiadają – po co więc ja mam być u psychologa czy psychiatry? A tymczasem najważniejsza, kluczowa jest wspólna praca z rodziną. Rodzic nie może udawać, że nie ma problemu – musi reagować. Im wcześniej, tym lepiej – kontynuuje psycholog. – Jeszcze inny problem pojawia się, kiedy zdiagnozujemy, że potrzebna jest pomoc stacjonarna, a więc w ośrodku leczenia. Jak do tej pory nie ma ośrodka refundowanego przez NFZ dla uzależnionych behawioralnie. Są ośrodki prywatne, ale drogie. Trudno jest też z dziesięciolatkami, bo starsze, powiedzmy: szesnastolatki, mają już jakąś osobowość prawną. Dziesięciolatek nie. I trudno go odseparować od rodziców – jest to możliwe dopiero w skrajnych sytuacjach, kiedy idzie do szpitala psychiatrycznego, bo się okaleczył, albo też grozi samobójstwem. W szpitalu wyrównują stan psychiczny dziecka i zalecają dalsze leczenie. Apelujemy więc do rodziców, by poświęcali czas dzieciom, a nie pozwalali, żeby smartfon, telewizor czy tablet zastępował tatę i mamę. Żeby zapoznawali się z problemami własnych dzieci, bo większość ich kłopotów wynika z wcześniejszych zaniedbań wychowawczych. Bo smartfon czy internet to sposób dziecka na radzenie sobie z problemem. Od jakiegoś czasu prowadzimy program z zakresu profilaktyki „Kliknij życie”. Jest to pogram edukacyjny skierowany do szkół. Prowadzimy zajęcia dla młodzieży oraz spotkania informacyjne dla rodziców na temat objawów uzależnienia. I apelujemy, żeby nie bagatelizować edukacji, aby nie okazało się później, że w sposób nieodwracalny zaniedbaliśmy własne dziecko – podkreśla Monika Chrupek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Krzyżyk z drewna wraku „Titanica” sprzedany za 11600 euro

2019-10-21 21:14

ts / Wiltshire (KAI)

Na aukcji w Wielkiej Brytanii sprzedano krzyż, wyrzeźbiony z drewna pochodzącego z wraku legendarnego „Titanica”. Jak poinformowały media brytyjskie, prosty, 13-centymetrowy krzyżyk, sprzedano 19 października w Wiltshire w pobliżu kurortu Bath. Nabywca zapłacił za niego 10 tys. funtów (około 50 tys. zł). Dom aukcyjny oczekiwał, że będzie to cena około 12-18 tys. funtów.

F.G.O. Stuart (1843-1923)/pl.wikipedia.org

Krzyżyk wyrzeźbiono w zakładzie Samuela Smitha. Był on członkiem załogi statku SS „Minia”, który po katastrofie zbierał na swój pokład zwłoki zmarłych pasażerów. Członkowie załogi zbierali także wyrzucone przez morze przedmioty, w tym części wraku z drzewa dębowego. Z tego drzewa Smith wyrzeźbił później krzyżyk, upamiętniający ponad 1500 ofiar zatopionego „Titanica”. Do czasu aukcji znajdował się on w posiadaniu potomków byłego marynarza.

Luksusowy parowiec „Titanic”, swego czasu największy statek świata, podczas swego pierwszego rejsu z Wielkiej Brytanii do Nowego Jorku w kwietniu 1912 r. zderzył się z górą lodową i zatonął. Przedmioty z wraku odkrytego w 1985 r. osiągają wysokie ceny na aukcjach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem