Reklama

Ewangelizacja na Facebooku w archidiecezji wrocławskiej

2017-09-06 12:18

Anna Buchar
Edycja wrocławska 37/2017, str. 6

sdecoret/fotolia.com

Współczesny rozwój cywilizacji uwarunkowany jest gwałtownymi przemianami dokonującymi się za pośrednictwem nowoczesnych technologii informacyjnych. Ostatnia dekada to dynamiczny rozwój mediów społecznościowych. Dziś, zwłaszcza młodym ludziom, ciężko jest wyobrazić sobie świat bez wirtualnej rzeczywistości. Prawie każdy z nas posiada konto na Facebooku. Dlaczego serwis ten cieszy się taką popularnością? Ponieważ odpowiada na potrzeby użytkowników. Szybki kontakt, możliwość prowadzenia dyskusji i utrzymywanie relacji ze znajomymi, to nie tylko potrzeba młodych ludzi. Niezależnie od wieku doceniamy wygodę tego rozwiązania. Duchowni archidiecezji wrocławskiej zdają sobie sprawę z tego, że każda droga prowadząca do wiernych jest dobra. W związku z powyższym także wrocławski Kościół włącza się w facebookową społeczność. To przez ten portal najlepiej dociera do młodych. Na Facebooku powstaje coraz więcej kont wrocławskich grup modlitewnych, wspólnot oraz parafii archidiecezji i jej proboszczów. Dziś są ich setki. Istnieje także profil Archidiecezji Wrocławskiej, który obserwuje blisko 2,5 tys. osób. Co ciekawe, największą popularnością wśród facebookowych ewangelizujących profili cieszy się strona Radia Rodzina, którą polubiło 6100 użytkowników portalu.

Parafie na Facebooku

Na moim facebookowym koncie polubiłam większość profili parafii przynależącej do archidiecezji wrocławskiej. Nie ukrywam, że jako dziennikarz mediów katolickich znacznie ułatwia mi to pracę. Dzięki parafialnym profilom mam dostęp do informacji o tym, co wydarzyło i wydarzy się na ich terenie. Ułatwiają mi one także komunikację z duszpasterzami parafii i osobami angażującymi się w życie Kościoła. Tak jest m.in. z profilem wspólnoty św. Anny w Miliczu. Konto powstało zaledwie pół rok temu, ale dzięki zaangażowaniu jego administratora, Mateusza Kurczakowskiego (który pełni także funkcję ceremoniarza parafii) strona tętni życiem. – Założyłem stronę dla poprawienia komunikacji między parafią a jej parafianami i zauważyłem, że przynosi ona pożądane efekty – mówi Mateusz Kurczakowski. – Na profilu raz w tygodniu zamieszczam rozmyślanie słowa Bożego, oraz ogłoszenia i intencje mszalne na dany tydzień. Są również informacje o pielgrzymkach, programie rekolekcji, Spowiedzi św. czy wizyty duszpasterskiej na terenie parafii – dodaje. Profil parafii pw. św. Anny w Miliczu obserwuje 240 użytkowników.

Ewangelizacja to przede wszystkim spotkanie, rozmowa, dialog, dzielenie się osobistym doświadczeniem wiary, które osiąga swój szczyt w świadectwie. Podobnie istotą komunikacji w mediach społecznościowych jest nie tylko wymiana informacji, ale przede wszystkim chodzi w niej o współuczestnictwo, współudział. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę ks. Waldemar Cwynar, proboszcz parafii św. Andrzeja Apostoła w Kucharzowicach, który czynnie prowadzi stronę wspólnoty na Facebooku. Kapłan bardzo chętnie korzysta z nowych narzędzi komunikacji, używa mobilnej aplikacji „modlitwa w drodze” i stara się szukać nowym form dotarcia do wiernych. Parafianie doceniają starania swojego proboszcza, co widać po recenzjach, jakie wystawiają na facebookowym profilu. Stronę obserwuje blisko 400 użytkowników, co jest fenomenem w liczącej zaledwie 760 wiernych parafii.

Reklama

Niektóre parafie mają kilku administratorów, jak np. ta Najświętszego Serca Pana Jezusa w Obornikach Śląskich. – Każda ze wspólnot naszej parafii ma możliwość dodawania informacji o swoich działaniach na naszym profilu, stąd kilku administratorów – zaznacza Agnieszka Wrzesińska. Jak dodaje Izabela Staworzyńska, ważnym elementem, który od niedawna pojawił się na profilu parafii jest zamieszczanie tekstu niedzielnej ewangelii z rozważaniem. – Jest to sposób, by zbliżyć ludzi do Boga i zachęcić do codziennej lektury Pisma Świętego, które jest żywym słowem i pokarmem dla duszy – puentuje.

***

Cybermisjonarz

„Świat cyfrowy nie jest światem paralelnym ani czysto wirtualnym, lecz dla wielu ludzi, zwłaszcza najmłodszych, stanowi część codziennej rzeczywistości”. (Benedykt XVI)

Benedykt XVI w którymś ze swoich przekazów nazwał Internet „Dziewiątym Kontynentem”, podkreślając, że skoro ludzie komunikują się w tej przestrzeni, trzeba na niego posłać misjonarzy, którzy mówią o orędziu Chrystusa. Na cyberkontynencie zaczęło działać ich wielu – w tym ks. Piotr Wiśniowski, proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP w Stobrawie. Nie bez powodu nazywa siebie „cybermisjonarzem”. Poza pracą duszpasterską na terenie parafii ks. Piotr pełni także funkcję asystenta kościelnego kilku organizacji związanych z ewangelizacją w mediach, tweetuje, posiada własny kanał YouTube, prowadzi blog i rozmawia na Skype z osobami z różnych stron świata o wierze i problemach egzystencjalnych. Ewangelizuje także na Facebooku. Jego profil – który prowadzi w języku angielskim – obserwuje blisko 150 tys. użytkowników. Jest administratorem także innych profili na Facebooku.

Poznawszy jednego z katolików z USA, postanowili wspólnie założyć chat, na którym ludzie będą mogli się modlić. Tak powstał „Our rosary hour”, na którym ludzie z różnych stron świata modlą się w każdy piątek o godz. 15 na różańcu we wszystkich wpisanych na profilu intencjach. „Our rosary hour” obserwuje już 65 tys. użytkowników Facebooka, a co tydzień na profilu modli się blisko 2 tys. osób!

Anna Buchar

***

Abp Józef Kupny na Twitterze

Metropolita Wrocławski dołączył do Twittera na początku Wielkiego Postu 2014 r. Od tego cza- su opublikował blisko 2 tys. wpisów. Po 3 latach obecności na portalu społecznościowym liczba regularnie czytających 140-znakowe komentarze do Ewangelii przekroczyła 4 tys.

***

Spotkanie Młodych na Ślęży!

WGórę Serca 2017! Spotkanie młodzieży archidiecezji wrocławskiej odbędzie się już 9 września 2017 r. na szczycie Ślęży. W zeszłym roku wzięło w nim udział ponad 1500 młodych pielgrzymów, którzy chcieli kontynuować wspólne wielbienie Boga z Dni w Diecezjach oraz z Krakowa. Większość z nich o spotkaniu dowiedziała się dzięki mediom społecznościowym. Dziś to podstawowy kanał komunikacji z młodymi ludźmi. Podobnie jest w tym roku. Wydarzenie na Facebooku obsługuje profil Ślęża – góra Tabor młodych, który śledzi kilkaset osób. Strona jest na bieżąco aktualizowana, dodawane są kolejne wpisy zachęcające do wzięcia udziału w spotkaniu, podawane są też użyteczne informacje, które mogą przydać jego potencjalnym uczestnikom. Zapisy na wrześniowe Spotkanie Młodych również odbywają się drogą internetową poprzez specjalny formularz, który został podlinkowany na profilu. Czyli wszystko znajduje się w jednym miejscu. Organizatorzy Spotkania Młodych są obecni także na YouTube. Wykorzystując popularność, jaką w sieci zdobyła pielgrzymkowa wersja Despacito, s. Janina Kaczmarzyk i ks. Jakub Bartczak nagrali – wprost ze szczytu – specjalne zaproszenie. Choć jego popularność nie jest tak duża jak pielgrzymkowego przeboju, to co szczególne cieszy to fakt, że profile Spotkania są promowane przez dziesiątki innych katolickich profili w mediach społecznościowych i na www. To znacznie zwiększa zasięg podawanych w nim informacji i pokazuje też, że katolicy w sieci są razem.

Krzysztof Kunert

Tagi:
ewangelizacja Facebook

Jak być apostołem w codzienności?

2019-12-06 08:46

Damian Krawczykowski

„I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16, 15). To nie polecenie wydane przez Króla królów jedynie dla księży czy misjonarzy. Jezus zwracał się do nas wszystkich! Do mnie i do ciebie. Nie można być chrześcijaninem bez bycia apostołem, bez ewangelizowania innych.

freelyphotos.com

Chęci zazwyczaj rodzą się z dobrego doświadczenia, chęć dzielenia się tym bardziej. Jeśli przeżyjemy pewne wydarzenie, które wywrze na nas ogromnie dobry wpływ, odmieni nas, umocni, uzdrowi, nie chcemy tego zatrzymać jedynie dla siebie. Chcemy pomóc także innym. Jeśli widzimy wokół tylu pogubionych i błądzących, rodzi się w nas chęć niesienia im pomocy.

Być w pełni wierzącym katolikiem, a nie ewangelizować, to tak, jakby widzieć śmiertelnie chorych i nie zanieść im recepty, którą się ma. Ba! My posiadamy ten właściwy i jedyny lek, który może im pomóc: Jezusa Zmartwychwstałego.

Jak rozpocząć ewangelizację?

To oczywiste, że nie każdy jest na takim etapie drogi, w którym bez problemów może podejść do drugiej, pozornie obcej osoby i opowiedzieć jej o Jezusie, o tym, że On może odmienić życie temu człowiekowi. Nasze emocje, charakter i osobowość nie zawsze są nam posłuszne. Często nie idą w zgodzie z serduchem.

Moim zdaniem na początku drogi apostolskiej musimy rozeznać to, do czego powołuje nas Bóg. Nie każdy z nas jest powołany, by założyć nową grupę ewangelizacyjną i być jej liderem, bo zwyczajnie nie każdy ma do tego predyspozycje. Nie każdy może tworzyć muzykę ewangelizacyjną, założyć katolickie radio czy pisać takowe książki.

Droga ewangelizacji, którą obierzemy, wiąże się bezpośrednio z talentami, typem osobowości i uwarunkowaniami, którymi zostaliśmy obdarowani przez Pana. Musimy poprzebywać z Jezusem i odkryć to, co powinniśmy dla Niego robić. Gdy jesteśmy w trakcie takiego rozeznawania, warto nauczyć się i wdrożyć we własne życie tak zwane „odruchy ewangelizacyjne”. Tym terminem nazwałem wszelkie, powszednie, codzienne przejawy przekazywania bliźnim Dobrej Nowiny. Musimy sprawić by było to dla nas tak naturalnym, jak podstawowe czynności dnia codziennego.

Odruchy ewangelizacyjne to na przykład noszenie krzyżyka na szyi, opaski na rękę z cytatami z Pisma Świętego czy różańca, zawieszki, to wspólna modlitwa we własnych domach, to na przykład kubek z Bożym przesłaniem, którego używasz w pracy, to znak krzyża, gdy mijasz kościół, gdy zasiadasz do jedzenia (nie tylko w domu, ale też w szkole, uczelni, w miejscu pracy).

Podstawa ewangelizacyjna to życie godne ucznia Jezusa, nie wstydzenie się bycia chrześcijaninem. To stawanie zawsze po stronie dobra i prawdy, to „wkładanie nóg w szprychy roweru”, czyli wybieranie Jezusa często w zamian za krzywe spojrzenia i brak szacunku u innych.

To wystawienie samego siebie na pośmiewisko świata. Bo naprawdę: jeśli zaczniesz żyć prawdami Ewangelii, świat uzna cię za dziwaka i Bożego wariata. Przyjmij to jako prestiż. Jezus zapowiadał, że będą nas prześladować.

„Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9, 23-24).

Nasz krzyż to prześladowania. To wszystkie krzywe spojrzenia ludzi, które zamiast słów mówią: „Ciągle gada o tym Jezusie, zwariował! Świr!”. To wszystko to, co Zły chce wykorzystać, byśmy przestali żyć jak prawdziwi wojownicy Pana, a zalęknieni siedzieli zamknięci w domach.

Życie Ewangelią wśród ludzi nie jest żadnym wywyższaniem się, chwaleniem czy „obnoszeniem się” z wiarą. Gdy przyjmiemy jako taktykę defensywę, przegramy.

Musimy grać najofensywniej jak się da, nie możemy dać się zepchnąć do narożnika. Musimy walczyć z całych sił, tak by już niedługo wiara w Boga wróciła do polskich domów, a Polacy żyli w głębokiej relacji z Jezusem. Bez wstydu i zakłopotania.

_____________________________________

Artykuł zawiera treść książki Damiana Krawczykowskiego pt. "Apostołowie w dresach. Jezus potrzebuje właśnie ciebie!", wyd. Święty Wojciech. Więcej o książce: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak powstały Jasnogórskie Śluby Narodu

Maria Okońska
Niedziela Ogólnopolska 19/2006, str. 10

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

W bieżącym roku obchodzimy 50. rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu. Jak one powstały i kto je napisał?
Był rok 1955. Prymas Polski Stefan Kardynał Wyszyński przebywał w Komańczy, w czwartym miejscu swego uwięzienia. Po swoim uwolnieniu mówił, że gdy go przewożono z Prudnika na południowy wschód Polski - do Komańczy, miał świadomość, że jedzie tym samym szlakiem, którym przed 300 laty jechał do Lwowa król Jan Kazimierz z Prymasem Leszczyńskim, aby tam złożyć swe Królewskie Śluby (1 kwietnia 1656 r.) i ogłosić Maryję, Matkę Chrystusa, Królową Polski. Wszystko po to, aby Polska była Królestwem Maryi.
Przypominając sobie to wielkie historyczne wydarzenie, Ksiądz Prymas postanowił, że w następnym roku - 1956, a więc w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Z tą myślą jechał do Komańczy i rozpoczął trzeci rok swego uwięzienia.
Takie same myśli nurtowały biskupów Polski i ojców paulinów na Jasnej Górze. Wiedzieli, że musi powstać nowy tekst Ślubów Narodu, uwzględniający potrzeby czasów współczesnych. Wszyscy uważali, że śluby może napisać tylko uwięziony Prymas Polski.
Przebywałam wtedy na Jasnej Górze. Miałam możność otrzymać przepustkę do Komańczy, o czym wiedzieli generał Zakonu Paulinów o. Alojzy Wrzalik i niektórzy biskupi. Wysłano więc mnie z prośbą do Księdza Prymasa o napisanie nowego tekstu Ślubów.
24 marca 1956 r. znalazłam się w Komańczy. Towarzyszyła mi członkini Instytutu Prymasowskiego Janka Michalska. Przedstawiłyśmy prośbę biskupów i ojców paulinów. W pierwszym momencie twarz Ojca rozpromieniła się radośnie. Widoczne było, że Ojciec nie tylko uradował się naszym przybyciem, ale także tą prośbą. Jednak byłyśmy zdumione, bo czas mijał, a Ojciec tych Ślubów nie pisał.
„Ojcze, dlaczego?” - pytałam codziennie. Dawał wymijające odpowiedzi. Wreszcie, a było to 15 maja, padła odpowiedź: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”.
Wtedy przyszła mi nagle olśniewająca myśl i powiedziałam: „Ojcze, przecież św. Paweł Apostoł najpiękniejsze swoje listy do wiernych pisał z więzienia!”. Ojciec popatrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby mnie pierwszy raz zobaczył, i odpowiedział: „Masz rację, najpiękniejsze jego listy pochodziły z więzienia”.
Na drugi dzień rano Ojciec wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”. Szczęście moje nie miało granic. A więc są Śluby!
22 maja Ojciec wysłał Janeczkę Michalską na Jasną Górę z tekstem Ślubów i z listem do Ojca Generała. W liście tym prosił, aby 26 sierpnia 1956 r. tekst Ślubów został odczytany z wałów jasnogórskich wobec zebranych pielgrzymów przez bp. Michała Klepacza, który zastępował uwięzionego Prymasa. Jeżeli władze komunistyczne przeszkodzą, niech tekst Ślubów przeczyta generał Paulinów o. Alojzy Wrzalik. Jeżeli i ten będzie „przeszkodzony”, niech przeczyta przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński. A jeżeli i jemu zabronią, „niech to uczyni kuchcik jasnogórski, byleby tylko Śluby były złożone”. Widać, jak bardzo zależało na tym Księdzu Prymasowi, bo przecież w Ślubach zawarł cały program religijnej i moralnej odnowy Narodu, program, który uczyniłby Polskę rzeczywistym Królestwem Maryi.
W czasie od maja do sierpnia 1956 r. tekst Ślubów był przepisywany przez siostry klauzurowe i nasz Instytut. Osoby przepisujące zostały zobowiązane do tajemnicy pod przysięgą. Rano 26 sierpnia tekst Ślubów - w tysiącach egzemplarzy - został rozdany pielgrzymom, których było ok. półtora miliona.
Zanim to jednak nastąpiło, wszyscy przeżywaliśmy narastające związane z tym napięcie. Będąc znowu na Jasnej Górze, dowiedziałam się, że Ojciec Generał będzie nieobecny w dniu złożenia Ślubów, bo - jak powiedział - „serce by mi pękło w czasie tej uroczystości bez Prymasa”. Mnie także serce by pękło. Pojechałam więc do Komańczy, do uwięzionego Ojca.
Przyjechałam do Komańczy 25 sierpnia wieczorem. Przywiozłam dokładny program uroczystości na Jasnej Górze i prośbę ojców paulinów, aby Ksiądz Prymas czynił to samo w Komańczy, z 10-minutowym wyprzedzeniem. Tak też się stało.
Bardzo przeżyłam moment składania Ślubów. Ojciec stanął przed ogromnym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej, wziął tekst Ślubów do ręki i powiedział do mnie: „Powtarzaj - «Królowo Polski - przyrzekamy!». Jesteśmy jakby symbolem ludu zebranego pod Szczytem Jasnej Góry”. Czytał dobitnie, wyraźnie, z ogromnym wzruszeniem. Ja drżącym głosem powtarzałam: „Królowo Polski, przyrzekamy!”.
Po skończonej uroczystości Ojciec był radosny i szczęśliwy jak nigdy przedtem. Dokonało się to, czego tak bardzo pragnął: Naród złożył Śluby i Prymas złożył Śluby. W zadumie Ojciec powiedział: „Stała się wielka rzecz. Jakiś ogromny, wielki, ciężki kamień przetoczył mi się z ramion na ziemię. Czuję się wolny jak ptak. Ufam, że Królowa Niebios i Polski doznała dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze!”.
Na drugi dzień, 27 sierpnia, musiałam wyjechać z Komańczy. Kończyła mi się przepustka. Przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: „Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud”. I dodał: „Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka. Miał rację Generalny Gubernator w okupowanej Polsce, Hans Frank, mówiąc: «Gdy wszystkie światła dla Polaków zgasną, zostaje jeszcze zawsze dla nich Święta z Częstochowy i Kościół». A inny Niemiec powiedział: «Polacy to najbardziej katolicki naród, bo swoją wiarę w Chrystusa zaczynają od Panienki z Nazaretu»”.
Kończę to szczególne wspomnienie do mojej ukochanej Niedzieli. O, zaprawdę, Matka Boża z Jasnej Góry to największy cud w Narodzie Polskim. Dzięki niech będą Bogu za Nią, za Wielkiego Prymasa Tysiąclecia i za Jasnogórskie Śluby Narodu, które są niejako Magna Charta dla wszystkich Polaków w zwycięskiej pracy nad sobą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Ouellet: papież kocha kapłanów, nawet jeśli ich upomina

2019-12-13 17:02

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Watykan (KAI)

Z okazji 50. rocznicy święceń życzę papieżowi odwagi i przenikliwości w jego pasterskich poczynaniach na rzecz zachowania jedności Kościoła – powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Marc Ouellet, prefekt Kongregacji ds. Biskupów. Podsumowując posługę Ojca Świętego, przyznał, że podziwia u papieża wolę głoszenia Ewangelii. Tym należy tłumaczyć wielość wystąpień Franciszka, który głosi homilie na codziennych Eucharystiach, udziela mnóstwa wywiadów, pisze wstępy do książek, wypowiada się na wszystkie tematy, które są dla niego ważne.

Vatican Media

Jednym z rysów obecnego papieża jest też jego miłość do kapłanów. Wyraża się ona również w tym, że czasem ich napomina.

„Kapłanów darzy wielką miłością. To jego najbliżsi współpracownicy. Zauważyłem, że kiedy zwraca się do nich prowadząc na przykład jakąś medytację, mówi do nich w sposób, który przykuwa uwagę, z wielką miłością, ale zarazem robi też komentarze krytyczne pod ich adresem. Nie ma ich tak wiele, ale to właśnie na nie zwraca się uwagę. W pamięci pozostają jedynie napomnienia. Dlatego można odnieść wrażenie, że papież jest raczej surowy w napominaniu kapłanów. Myślę, że trochę się wyolbrzymia ten aspekt. Trzeba zrozumieć, że papież należy do tradycji rad ewangelicznych: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Taka jest jego duchowość. W ten sposób on przeżywa swoje kapłaństwo i takie też są kryteria oceny innych kapłanów. Dlatego tak często podejmuje takie tematy jak karierowiczostwo, ambicje, układy. Wie bowiem, że takie postawy ranią miłość. Dlatego tak wielki kładzie na to nacisk” - powiedział kard. Ouellet.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem