Reklama

Wnieść iskierkę nadziei

2019-02-13 07:44

Monika Kanabrodzka
Edycja podlaska 7/2019, str. IV

Graziako

Bezsilność, brak poczucia swojej wartości, pustka, postrzeganie świata w szarych barwach, ciągły lęk o jutro, to sygnały, że zaczyna dziać się coś niedobrego z nami, bądź kimś z naszego otoczenia. Depresja nie omija także mieszkańców naszego regionu

W rzeczywistości na pozór beznadziejnej, szukamy nadziei, która rozproszy mrok choroby, przygnębienia. Wniesienie odrobiny radości w życie osoby potrzebującej – przez wolontariat, wspólnoty diecezjalne – dowodzi, że szczęście należy do wymiaru ducha, a nie posiadania.

Czarno to widzę

Jesteśmy świadkami gwałtownych przemian na płaszczyźnie polityczno-społeczno-kulturowej. Począwszy od nowinek technologicznych aż po m.in. rozwój różnych dziedzin medycyny, nauki, sztuki. O ile w porównaniu do przeszłości możemy znacznie skrócić czas dojazdu z jednego do drugiego miejsca, porozumiewać się za pomocą przeróżnych komunikatorów, to wobec częstszych przypadków osób dotkniętych depresją, jesteśmy poniekąd bezradni. No bo jak pomóc osobie, która nie upomina się o nią, a zachowane może świadczyć o próbie zwrócenia na siebie uwagę?

Według Światowej Organizacji Zdrowia depresja, czyli czwarty najpoważniejszy problem zdrowotny na świecie, dotyka nierzadko ludzi aktywnych zawodowo, ustabilizowanych materialnie, zaradnych, odnoszących sukcesy zawodowe i osobiste. Nieuzasadniony smutek przed dłuższy czas, brak sensu życia, postrzeganie świata w szarych barwach, pesymistyczne nastawienie, zaburzenia snu, to symptomy, które powinny skłonić do podjęcia konkretnych kroków. Obchodzony 23 lutego Światowy Dzień Walki z Depresją jest okazją do zwrócenia uwagi na chorobę wynikającą z przyczyn zewnętrznych (dramatyczne zdarzenia, utrata kogoś bliskiego), bądź predyspozycji genetycznych czy zaburzeń psychicznych. Spłycanie problemu i próba jego zbagatelizowania może nieść poważne konsekwencje. Bez uświadomienia sobie wagi występującego problemu i zagrożenia nie jesteśmy w stanie podjąć realnych działań, które mogłyby w odpowiednim momencie przeciwdziałać bolesnym doświadczeniom.

Reklama

Mylne rozumienie szczęścia

Szczęście, jako suma pragnień, wpisane jest w ludzką naturę. Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, pragnie miłości, potrzebuje bezpieczeństwa. Pułapką dzisiejszego świata jest mylne definiowanie szczęścia. – Źle sformułowane cele w naszym życiu, wygórowane ambicje dotyczące pracy zawodowej, czy obrazu rodziny, powodują, że człowiek, nie realizując ich, może popaść w depresję – mówi ks. Tomasz Żukowski, wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie. Nie możemy mówić o szczęściu, jako celu samym w sobie. Naszym dążeniem powinno być twórcze i odpowiedzialne życie w prawdzie, która w myśl Arystostotelowskiej koncepcji jest niczym innym jak zgodnością poznania z rzeczywistością. Coraz bardziej lansowana przez postępowych tego świata potrzeba nieustannego, chorego rywalizowania i samokształcenia, zaburza ład psychiczny. Napędzona machina pozoranctwa pragnie zmieść z drogi sferę ducha. Tymczasem Psalm 123 „Nie dbam o rzeczy wielkie, a ani o to, co przerasta moje siły” jasno mówi, że mamy realizować swoje powołanie na miarę swoich sił.

Pozorne znieczulacze

Nietrudno zauważyć kreowany sposób życia „na już”. W tej chwili chcemy mieć mieszkanie, dobrą, stabilną pracę, szczęśliwą rodzinę, przy okazji dobry samochód, a w okresie wakacji wjazd, najlepiej do jakiegoś ciepłego kraju. W świecie konsumpcjonizmu, nastawionym na „mieć” nie ma miejsca na słabości i rozwój ducha. I dziwimy się, że na świecie, gdzie żyje prawie 8 mld ludzi, a w Polsce ok. 38 mln, coraz więcej osób skarży się na samotność. Pomimo przeróżnych narzędzi umożliwiających komunikowanie się, brakuje nam obecności drugiego człowieka. Ból wynikający z samotności, pasma porażek, uśmierzamy pozornymi znieczulaczami, takimi jak: alkohol, hazard, narkotyki. Wymierne korzyści i chęć zaspokajania ciągłych potrzeb okazuje się ułudą, w momencie pojawiania się niepowodzeń. Do przewartościowania życia dochodzi najczęściej w chwili osobistego zetknięcia się z osamotnieniem, cierpieniem czy chorobą.

Wypłyń na głębię

Wiara jest relacją miłości i poznania Pana Boga. Jest to relacja duchowa, transcendentna.

– Człowiek może być szczęśliwy w modlitwie, bo spotyka się z Kimś największym, z Kimś kogo wybrał, dla którego chce żyć – podkreśla ks. Piotr Arbaszewski, diecezjalny duszpasterz rodzin. Najwyższych wartości, takich jak miłość i wiara, jak mówił Jan Paweł II, trzeba doświadczyć. Szczęście możemy dopiero właściwie rozpatrywać w kategoriach psychoduchowych, w relacji, zaufaniu, przebywaniu ze sobą. Trudno znaleźć szczęście w czymś płytkim i powierzchownym. Miłość i wiara domaga się wejścia w głębie. Prośba Jezusa do Szymona: „Wypłyń na głębię” jest zaproszeniem każdego z nas do autentycznego życia, przepełnionego sensem i nadzieją. Jeżeli nie chcemy popaść w marazm, musimy wyjść ze sfery komfortu, podjąć ryzyko, przełamać swoje przyzwyczajenia. Potrzeba wielkiej odwagi i zawierzenia w Bożą opatrzność, by nie zatracić istoty naszego ziemskiego pielgrzymowania i w chwilach próby nie poddać się. Płycizna relacji, brak zaangażowania się i odpowiedzialności dotyka ludzi niezależnie od wieku, czy wykonywanego zawodu. Przerażające dane o tendencji wzrostowej liczby rozwodów skłania do refleksji. – Dzisiaj niektórzy budują nietrwałe związki dlatego, że ich relacje przedmałżeńskie nie były głęboko osobowe, poznanie było bardzo powierzchowne – podkreśla ks. Piotr Arbaszewski. Cała kultura nie sprzyja wychowaniu młodego człowieka do czegoś, co jest trwałe. Bo łatwiej jest założyć maskę i udawać. Próba stanięcia w prawdzie z samym sobą, ze swoimi słabościami, niedomaganiami wymaga wysiłku i odwagi. I dlatego powierzchowność, zawsze prowadzi do depresji, zamknięcia się.

Bogactwo wspólnoty

Wobec narzuconego indywidualistycznego spojrzenia na świat, powinniśmy budować pewien alternatywny front. Możemy uczynić to przez aktywny udział w życiu różnych wspólnot. Na terenie naszej diecezji każdy z nas znajdzie coś dla siebie. Osoby młode mogą wstąpić w szeregi Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i żyć w duchu chrześcijańskich wartości. Z pewnością będzie to czas bogaty w modlitwę, nowe znajomości, przeróżne inicjatywy, czy ciekawe formy spędzania wolnego czasu. Osoby starsze mogą rozważyć formację chrześcijańską w Akcji Katolickiej czy Ruchu Światło-Życie. Oprócz przeżyć duchowych, uczestnictwo w życiu wspólnoty niesie szereg innych korzyści, takich jak: możliwość poznania osób o podobnym przekonaniach i systemie wartości, czy udział w różnych przedsięwzięciach. Caritas Diecezji Drohiczyńskiej również stwarza możliwość zaangażowania się na rzecz krzewienia dobra czy to w parafialnych, czy w szkolnych Kołach Caritas. Bycie wolontariuszem, utwierdza w przekonaniu, iż pomagając innym, pomagamy sobie. Bezinteresowna forma pomocy uszlachetnia daną osobę, przez ofiarowaną cząstkę siebie drugiej sobie.

Zaprezentowane wspólnoty, pozwalają z różnej perspektywy spojrzeć na poruszany problem depresji, wykluczeń, samotności. Otóż wielu z nas w swoim kręgu, czy to w rodzinie, sąsiedztwie, wśród znajomych zna osoby, które faktycznie potrzebują pomocy. A krzyk osób odczuwających głęboki smutek, najczęściej bywa niesłyszalny. Tłumiony wewnętrznie problem różnej natury, prowadzi w rezultacie do poważnych konsekwencji. – Troska o naszych bliskich, znajomych, to gest człowieczeństwa – zauważenia ks. Tomasz Żukowski. Czasami wystarczy mały gest, krótka rozmowa, okazanie zainteresowania, by w życie drugiej osoby wnieść iskierkę nadziei.

Tagi:
depresja

Zaangażowana obecność

2019-02-13 07:44

Ks. Tomasz Podlewski
Niedziela Ogólnopolska 7/2019, str. 54-56

Smutek to jeszcze nie depresja. Żal, niechęć czy przemęczenie zdarza się odczuwać raczej wszystkim. Mówimy czasem: „deprecha mnie łapie”. I najczęściej myślimy wtedy o jakimś przejściowym stanie wyczerpania. Z taką „deprechą” można sobie poradzić samemu. Bo jak szybko złapała, tak szybko puści. Wyzwaniem okazuje się jednak prawdziwa depresja. Z nią nie pójdzie tak łatwo. I na pewno nie da się jej pokonać w pojedynkę

©opticaltech - stock.adobe.com

Depressus” to po łacinie „niski”, „zaniżony”, „poniżony”. W geografii depresją nazywamy teren poniżej poziomu morza. Tak samo można nazwać jakieś zapadlisko, które powstało w skorupie ziemskiej przez ruchy tektoniczne. Mniej więcej to dzieje się z człowiekiem. Coś się w nim obniża, zapada. Schodzi do poziomu, w którym nie jest już w stanie żyć w pełni. I nie umie się sam stamtąd wydostać. Depresja jest chorobą. I bardzo boli. To coś gorszego niż chandra czy utrzymująca się migrena. Dobrze się dzieje, że o problemie jest coraz głośniej. W Polsce już drugą dekadę obchodzi się Dzień Walki z Depresją. Nie bez powodu. Bardzo nieodpowiedzialne byłoby ignorowanie jej obecności czy objawów. Zwłaszcza w kręgu najbliższych. Naszą uwagę powinny przykuwać utrzymujące się długo i połączone ze sobą: utrata zapału do życia, narastające poczucie winy, coraz częstsze rozdrażnienie i coraz niższy próg odporności na stres. Utrata wiary we własne siły i w to, że człowiek będzie w stanie zrobić w życiu coś wartościowego. Coraz trudniej wstać z łóżka. I choć się nie zna przyczyny – czasem się płacze. „Zapadająca się” osoba przestaje zabiegać o relacje. Izolacja i niechęć do wychodzenia na zewnątrz to już poważny znak. Pojawia się widoczna na zewnątrz dezorganizacja życia. Człowiek po prostu gaśnie. I często sam nie wie, dlaczego. Milcząco wyje z bólu. Depresja często wiąże się z utratą sensu życia. Dlatego w skrajnych przypadkach może prowadzić do uzależnień, a nawet samobójstw. Wspomniana chandra poturbuje człowieka maksymalnie kilkanaście godzin. Jeśli jednak taki stan utrzymuje się przez kilkanaście dni, najprawdopodobniej mamy do czynienia z depresją. I tutaj koniecznie trzeba pomocy.

Skąd się to bierze?

Przyczyny są wciąż badane. Doprecyzowywane. Depresja jest pod tym kątem dość niejednorodna. W jakimś sensie wiąże się z właściwą każdemu człowiekowi wrażliwością, którą u każdego można nadwyrężyć w inny sposób. Najczęściej przyczyny wskazuje się po prostu na konkretnych przykładach. Wspomniane wyżej objawy depresji pojawiają się np. u ludzi samotnych, zwłaszcza świeżo po utracie bliskiej osoby. Stan żałoby nieraz przeradza się w stan depresyjny. Podobnie z rozwodem. Do depresji może doprowadzić nagła utrata pracy czy jakiś silny wstrząs emocjonalny. Zdarza się, że depresja dotyka osoby przepracowane. Gdy człowiek chwyta się najróżniejszych zajęć i żyje w biegu, nie fundując swojemu wnętrzu czasu na odpoczynek i ciszę, jest to dużym zagrożeniem dla poczucia sensu życia. Tutaj trzeba zwrócić uwagę także na osoby konsekrowane i kapłanów. Zabieganie i prowadzące nieraz do wyczerpania psychofizycznego usprawiedliwianie go „duchem służby” stały się niestety przyczyną niejednego wypalenia. Nierozpoznana depresja potrafi złamać powołanie. Podobnie z młodymi pracownikami „na dorobku”. Trzeba tutaj szczególnej troski otoczenia i uświadamiania, jakie są grupy ryzyka.

Depresja się czai. Często przychodzi niespodziewana. Po cichu. I uderza nawet w tych, którzy zazwyczaj „kipią energią”. Z depresją można się spotkać u ludzi, którzy doświadczyli poważnego wzgardzenia czy ataku na poziomie własnej wartości. Mówi się dziś wiele o hejcie czy mowie nienawiści. To wcale nie przewałkowany temat. Niejedna osoba „zgasła” właśnie z powodu pozornie niewinnego niszczenia jej przez innych. Trzeba także wspomnieć o osobach, które znalazły się w stanie depresji przy wychodzeniu z uzależnień czy sekt. Czy to możliwe? Czy osoba „uwolniona” nie powinna raczej odczuwać radości z odmiany życia? Tak. Ale jednocześnie odczuwa ogromny żal spowodowany poczuciem „zmarnowanych lat” czy bycia wykorzystaną. Depresja może wreszcie dotyczyć ludzi borykających się z poważnymi kompleksami czy niepowodzeniami. Na końcu warto zadać pytanie: co łączy wszystkie te osoby? Każdą z nich możesz spotkać. I każdą z nich możesz być ty sam.

Psycholog? Proszę mnie nie obrażać!

Wciąż niestety są osoby, które na słowo „psycholog” reagują z lekką drwiną. Tym bardziej, gdy miałoby ono dotyczyć ich samych bądź ich bliskich. Zdarza się, że ktoś powie: „E tam! Po co mi psycholog?” albo: „Moim psychologiem jest Pan Jezus. Innych nie potrzebuję”. Takie podejście może się okazać bardzo płytkie. A czasem pyszne. Gdy boli ząb, nikt nie mówi: „Moim dentystą jest Pan Jezus”. Albo nie radzi choremu: „Słuchaj, po prostu się módl” lub: „Nie przejmuj się. I tak nie masz najgorzej. Inni to w ogóle nie mają zębów”. Nie! Jak boli, to idę do lekarza, bo ból potrafi sparaliżować życie, pracę, a także modlitwę. Jak bolą zęby, to idę po pomoc do dentysty. Jak boli ręka, to idę do ortopedy, bo pracować się nie da. Jeśli więc z takim bólem udaję się po pomoc, to o ile bardziej na specjalistyczną pomoc zasługuje psychika. Bez której przecież nawet ząb i ręka na nic się zdadzą. Czy dobry stan psychiczny nie jest równie ważny i godny tego samego? Nie wolno lekceważyć choroby ludzkiego wnętrza, a nią właśnie jest depresja. Niebezpiecznie jest odmawiać pomocy sobie bądź bliskim albo spodziewać się rozwiązania wszystkich problemów „na spowiedzi”. Najlepszą pomocą dla chorego na depresję jest terapia połączona z przyjaźnią. Podwójne i kompleksowe wsparcie. Jak dla dziecka ojciec i matka, tak dla „zgaszonej” osoby – specjalista i bliscy.

Jak towarzyszyć i jak nie pocieszać?

Z depresją można się zetknąć w rodzinie, w pracy, w duszpasterstwie. Zresztą to się dzieje często. Po pierwsze – ważne jest rozeznanie. Odróżnienie stanu przejściowego od choroby. Gdy sygnały są na tyle niepokojące, że można podejrzewać depresję, przede wszystkim nie wolno panikować i wystraszyć chorego. Drugą skrajnością byłoby lekceważenie tego stanu. Szczera rozmowa i nastawienie się raczej na słuchanie – to fundament dojrzałego towarzyszenia. Osoba chora na depresję boryka się z poczuciem winy: myśli, że jest ciężarem; że zawraca głowę; że jej niemoc wynika z lenistwa, o które coraz bardziej się oskarża. Porównuje się z innymi i widzi siebie jako nieudacznika. Wyrzuty są wielkie. I nie wolno choremu ich dokładać. Dlatego błędem byłoby pocieszanie go czyimś cierpieniem, np.: „Inni mają gorzej”, „Wcale nie masz powodów do smutku” etc. Niewłaściwa jest także skrajna mobilizacja: „Weź się w garść!”, „Ogarnij się!”, „Nie przejmuj się!”. Chory na depresję oddałby przecież wszystko, by się ogarnąć, i marzy o tym, by się nie przejmować! Ale nie potrafi. I to jest właśnie jego problem. Przytoczone wypowiedzi mogą zatem obciążać go jeszcze bardziej i potęgować w nim smutek. Interpretuje je wówczas jako wyrzuty: „Nie umiesz być wdzięczny za to, co masz”, „Jesteś nieogarnięty”. Jean Vanier w swojej książce „Jak pokonać depresję?” pisze: „Osoba pogrążona w depresji musi odczuć, że jest kochana i akceptowana”. To jest to. Taka osoba bardziej potrzebuje doświadczyć bycia przyjętą niż pouczaną. Bardziej kochaną niż znoszoną. Takie doświadczenie odblokowuje w niej obraz siebie jako godnej miłości, a więc atrakcyjnej i wartościowej.

Przyjaciele Hioba

W psalmach jest takie piękne zdanie: „Pan go pokrzepi na łożu boleści. W czasie choroby poprawi mu posłanie” (Ps 41, 4). To jest chyba ten właściwy kierunek. Bóg, który nie przyspiesza, nie pogania. Cierpliwie towarzyszy. Nie mówi: „Wstawaj już!”, ale czuwa przy chorym i poprawia posłanie, aby wygodniej mu się chorowało. To esencja towarzyszenia osobie w depresji.

Ks. Bogusław Szpakowski w książce pt. „Bliskość, która leczy” nazywa taką postawę „zaangażowaną obecnością”. Taka obecność niesie wsparcie. Ma w sobie coś z przyjaciół Hioba, którzy „siedzieli z nim na ziemi siedem dni i siedem nocy, a nikt nie wyrzekł słowa, bo widzieli ogrom jego bólu” (Hi 2, 13). Podobnie rolę przyjaciela w czasie depresji opisuje Parker Palmer, amerykański pisarz, nauczyciel i aktywista. W swojej książce „Na sam dół: depresja i duchowa podróż” wspomina, że w jego chorobie odwiedzało go wielu bliskich. Przeważnie czuł się wtedy samotny i odcięty od przyjaciół: oni mówili wiele, a on trwał uwięziony w bólu, do którego oni nie umieli dotrzeć albo którego nie chcieli zrozumieć. Przychodził jednak jeszcze jeden przyjaciel. Odwiedzał go sam, na kwadrans, tylko po to, by mu zrobić masaż. Prawie nic nie mówił. Pewnego dnia powiedział tylko jedno zdanie: „Palmer, widzę, że dziś chyba jesteś trochę silniejszy”. Autor wspomina, że te słowa, wypowiedziane z serca i po głębokim namyśle, dały mu najwięcej otuchy. Warto się więc wystrzegać zagadania osoby chorej i serwowania jej wielu szybkich i płytkich pociech. Przyjaciele są po to, aby towarzyszyć osobie pogrążonej w ciemności.

Depresja to nie bożek

Niedobrze byłoby oczywiście w czasie choroby czynić z depresji centrum świata. Warto, by życie toczyło się względnie normalnie. Trzeba oczywiście „skontrolować”, delikatnie dopytać chorego o myśli samobójcze czy uzależnienia. Najważniejsze to ukierunkowywać spojrzenie na to, co w nim dobre i piękne. Stawiać przed oczy dobre czasy, które wrócą, oraz wszystko to, co uda się osiągnąć w przyszłości. Osoby z depresją, odpowiednio zachęcone, nieraz znajdują pociechę w różnorodnych pasjach. Ważne, by w przeżywaniu choroby nie wyręczać ani osoby chorej, ani terapeuty. Przyjaciel czy wspierający chorego duszpasterz to jasno określona rola: towarzysz drogi. Cierpliwy i oddany brat. „Spokojnie, każdy ma różne słabości. Ciebie akurat dotknęła depresja. Ale to minie. Zobaczysz. A póki trwa – wcale nie przestaję być z tobą” – takie słowa mogą naprawdę koić. Jeśli stan depresyjny jest na tyle poważny, że obok rozmów z psychologiem (a czasem spotkań z psychiatrą) zalecone zostało także leczenie farmakologiczne, przyjaciel powinien zachęcać do wierności metodzie leczenia.

Modlitwa i duchowość w depresji

Aaron Kheriaty i John Cihak są autorami „Katolickiego przewodnika po depresji”. To nieocenione źródło inspiracji i pomocy w przeżywaniu depresji zarówno od strony chorego, towarzysza, duszpasterza, jak i terapeuty. Dotyka ono bardzo ważnego tematu: modlitwy i w ogóle sfery duchowej w czasie depresji. Zdarza się, że osoba chora nie jest w stanie modlić się tak jak dawniej i przeżywa z tego powodu wiele bólu oraz poczucia winy. Czuje, że oddala się od Boga; że jest Bogu niemiła. Stan depresji to czas, gdy w chorym może się dokonać uzdrowienie obrazu Boga. Modlitwa jest utrudniona, ale nie jest niemożliwa. W przestrzeń bólu warto wlewać balsam prawdy o Jezusie, który nie odtrąca, ale przygarnia: zwłaszcza „tych, którzy się źle mają” (Łk 5, 31).

Samą modlitwę warto ukazywać nie tylko jako rozmowę, ale bardziej jako spotkanie z Bogiem. Taka modlitwa może nauczyć człowieka przychodzenia do Jezusa w całej prawdzie o sobie samym. Modlitwa w depresji może poszerzyć spojrzenie na Boga, na siebie samego oraz na samą modlitwę. We wspomnianym „Przewodniku” autorzy cytują słowa przywołanego wcześniej Parkera Palmera, który stwierdza, że depresja może być uświęcająca. Wydobywa bowiem człowieka z iluzji na temat własnej niezniszczalności. A przecież każde odejście od iluzji tym bardziej zbliża nas do prawdy. Poza tym, gdy osoba w depresji doświadcza cierpliwej obecności przyjaciół, troski terapeuty oraz miłości nieznudzonego jej chorobą Boga, jest w stanie głębiej kontemplować istotę dobra, którego bezinteresownie doświadcza. To z kolei rodzi wdzięczność, a po wyjściu z depresji zostaje w pamięci na zawsze. I uczy bycia takim samym wobec innych.

Exit

Człowiek, który przeżył depresję, staje się głębszy. Jego wrażliwość, nadszarpnięta i zraniona, wydaje jeszcze większe owoce. Wzrasta wewnętrzna siła. „Depresja pokazała mi, że jest we mnie coś głębszego, mocniejszego i prawdziwszego niż moje ego, niż moje emocje, niż mój intelekt i moja wola” – pisze Palmer. W perspektywie depresji bardziej widać, że życie jest darem. Gdy depresja ustępuje, rodzi się przeogromna wdzięczność za ten dar. Wyjście z depresji to nie tylko powrót do formy. To uzdrowienie jakiejś rany. Vanier nazywa depresję „kryzysem wyzwalającym”, który, jeśli jest przeżyty z terapeutą i w obecności przyjaciół, jest w stanie jeszcze bardziej rozwinąć piękne człowieczeństwo. Jednak by wyjść z depresji, sam chory również musi tego chcieć. Warto zatem nie tylko zachęcać, ale wiernie omadlać oddając Bogu w modlitwie osobę chorą i jej wolę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cała Polska zapłakała

2012-12-17 13:16

Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 52/2012, str. 8-9

„Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom” - przestrzegał proroczo 180 lat temu Zygmunt Krasiński

BOŻENA SZTAJNER

Przeor Jasnej Góry na wieść o profanacji dokonanej w drugą niedzielę Adwentu w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej powiedział: - Cała Polska zapłakała, również w sposób fizyczny. Wielu ludzi zwróciło swoje przerażone serca ku Jasnej Górze. Dziękujemy za tę troskę naszego narodu o klasztor, o sanktuarium, o Jasną Górę. Dziękujemy za modlitwy, za słowa wsparcia, a wszystkim służbom - za ich profesjonalną i sprawną akcję spieszenia z pomocą ochrony Jasnej Góry przed tymi, którzy nie wiedzą, co czynią. Wielu z nas atak na Cudowny Obraz odczytuje jako atak na samą istotę polskości.

Przebieg wydarzeń

Przypomnijmy fakty, które nami wszystkimi wstrząsnęły w niedzielę 9 grudnia 2012 r. Otóż tego dnia o godz. 7.45, tuż po zakończeniu Mszy św. wspólnotowej konwentu jasnogórskiego, miała miejsce próba zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Mężczyzna rzucił w Obraz bańkami w kształcie żarówek, wypełnionymi czarną substancją, która rozprysła się na cały ołtarz, dosięgła nawet róży ofiarowanej Matce Bożej przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Sprawcę natychmiast ujął br. Paweł Bryzek, paulin, a straż porządkowa przekazała go policji. Po incydencie Kaplica została zamknięta. Na miejsce przybyli abp senior Stanisław Nowak oraz bp Jan Wątroba, aby sprawdzić stan ikony i podjąć modlitwę ekspiacyjną. Obraz nie został naruszony, gdyż chroni go kuloodporna szyba. O godz. 11.45 Kaplicę Matki Bożej otwarto i udostępniono pielgrzymom. Pod przewodnictwem o. Sebastiana Mateckiego, podprzeora Jasnej Góry, rozpoczęło się nabożeństwo przebłagalne z udziałem obecnego generała Zakonu Paulinów o. Izydora Matuszewskiego.

Sprawcą zbezczeszczenia Cudownego Obrazu okazał się 58-letni mieszkaniec Świdnicy. Po jego przesłuchaniu do Sądu Rejonowego w Częstochowie został skierowany wniosek o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Prokuratura postawiła mu zarzuty zniszczenia dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury i obrazy uczuć religijnych. Jerzy D. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu przestępstw, złożył obszerne wyjaśnienia i nie wykazał skruchy. Grozi mu do dziesięciu lat więzienia. Prokurator zlecił opracowanie opinii psychiatrycznej.

Obudź się, Polsko!

W południe o. Józef Płatek przewodniczył Mszy św. ekspiacyjnej. W homilii zauważył, że obecnie w Polsce atakuje się kolejno trzy najświętsze znaki chrześcijaństwa: Krzyż, Biblię oraz Ikonę - te trzy symbole wiary były uroczyście niesione przez młodych ludzi z całego świata na Szczyt Jasnogórski i adorowane na VI Światowym Dniu Młodzieży w 1991 r., podczas modlitwy pod przewodnictwem Jana Pawła II. - Widzimy, jak kolejno dokonuje się w naszej Ojczyźnie profanacja tych świętych dla nas, chrześcijan, znaków - mówił. Zacytował słowa Henryka Sienkiewicza dotyczące potopu szwedzkiego: „Dziwnie szatan jest na to miejsce zawzięty. I dokłada wszelkich starań, aby nabożeństwu tu przeszkodzić i wiernych jak najmniej do udziału w nim dopuścić. Bo nic tak do takiej desperacji piekielnego dworu nie przywodzi, jak widok czci dla Tej, która głowę węża starła”.

O. Płatek sięgnął też do słów poety Zygmunta Krasińskiego, który 180 lat temu przestrzegał w proroczej wizji: „Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom. Podłość będzie nagradzana orderami lub zaszczytami. Lud ogłupiać będą wódką lub innymi elementami, elity szlifami i stanowiskami, a za głowę tych, co będą stawiać opór, wystawi się watahy, cenę, aby się rozprawić z nimi w stosownej chwili”.

- Trzeba nam wszystkim dużo rozsądku, rozwagi i powagi. Może Pan Bóg dał ten znak nam, stróżom, i wszystkim czcicielom Jasnogórskiej Bogarodzicy, że nadeszła pora i czas przebudzić się w Adwencie. Niedawno wołano: Polsko, obudź się! Jest to kolejny sygnał dla nas, żeby nie zejść na manowce, nie stoczyć się w dół, ale też nie zmarnować swojego życia - mówił o. Płatek.

Modlitwa ekspiacyjna za znieważenie Obrazu trwała na Jasnej Górze przez cały dzień. Na zakończenie każdej Mszy św. śpiewany był błagalny hymn „Święty Boże, Święty Mocny”.

Charakter ekspiacyjny miał także 9 grudnia Apel Jasnogórski w Kaplicy Matki Bożej, któremu przewodniczył przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski. Mieszkańcy Częstochowy i pielgrzymi, przedstawiciele zakonów męskich i żeńskich oraz kapłani z abp. Wacławem Depo bardzo licznie przybyli na tę wieczorną modlitwę Polaków. (Tekst rozważania apelowego, będącego formą przebłagania za dokonaną profanację, wydrukowany jest w całości na stronach 9 i 10 bieżącego numeru „Niedzieli”).

Ekspiacja Częstochowy

Metropolita częstochowski abp Wacław Depo na wiadomość o próbie uszkodzenia Cudownego Obrazu Matki Bożej zwrócił się z prośbą do wszystkich diecezjan, aby wraz ze swoimi duszpasterzami przybywali na Jasną Górę na modlitwę przebłagalną. Zaprosił na comiesięczne jasnogórskie czuwanie nocne z 11 na 12 grudnia - na wielką modlitwę ekspiacyjną całego Kościoła częstochowskiego „za wszystkie profanacje i świętokradztwa, jakie mają miejsce w tych dniach i miesiącach na terenie archidiecezji. Są one skutkiem trwającej od dłuższego czasu antykościelnej i antychrześcijańskiej nagonki niektórych ugrupowań politycznych i mediów” - stwierdził.

Metropolita Częstochowski powiadomił, że modli się także za dopuszczających się wszelkich aktów wandalizmu. Zauważył, iż są oni z jednej strony ich sprawcami, a z drugiej - ofiarami skrzętnie prowadzonej manipulacji antyreligijnej, a czasem ludźmi pogubionymi, którym należy pomóc. „Proszę Boga o łaskę obudzenia sumień wszystkich Polaków, a w sposób szczególny rządzących zarówno naszym miastem, jak i Ojczyzną” - wyznał.

Zgodnie z zapowiedzią abp. Depo, w nocy z 11 na 12 grudnia odbyło się na Jasnej Górze czuwanie modlitewne archidiecezji częstochowskiej, wynagradzające Bogu za próbę zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. W rozważaniu apelowym rozpoczynającym czuwanie Metropolita Częstochowski mówił: - Dzisiaj, przychodzimy do Ciebie, aby obok słów: JESTEM, PAMIĘTAM… wypowiedzieć w Apelowej przysiędze mocne CZUWAM. To słowo wypowiadamy z mocą, aby obudzić uśpione sumienia. Wypowiadamy je nad tymi, którym grozi utrata duchowego słuchu i duchowego wzroku, a tym samym i dziedzictwa dzieci Bożych. Czuwaj nad nami wszystkimi, abyśmy nie zagubili dróg do Twojego Syna, Jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi.

Abp Depo zwrócił uwagę, że to kolejne zranienie oblicza Matki i Syna, na podobieństwo profanacji Obrazu przez husytów w 1430 r., nie może być odbierane wyłącznie w kategoriach odejścia od rozumu czy aktu niewiary. - Ewangelie i Dzieje Apostolskie dostarczają nam aż nadto dowodów, że ludzie chorzy garnęli się do Jezusa, aby u Niego znaleźć pomoc i obronę - podkreślił. - Oni nigdy nie wystąpili przeciw Niemu! Przychodzimy dzisiaj do Ciebie, Maryjo, aby wsłuchać się w bicie Twojego Serca, które wzięło w siebie ten cios, aby przetworzyć go w siłę i jedność dla Narodu i Kościoła, bo przecież jesteś naszą przedziwną pomocą i obroną - mówił z ufnością.

Metropolita Częstochowski zarządził, aby w niedzielę 16 grudnia w kościołach archidiecezji zorganizowano nabożeństwa ekspiacyjne, z odmówieniem Aktu Wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny i odśpiewaniem suplikacji. Ogłaszając to zarządzenie, przypomniał słowa Ojca Świętego Benedykta XVI z 12 września 2012 r., które wobec profanacji Obrazu stały się bardzo aktualne: „Często w obliczu zła mamy poczucie, że nic nie jesteśmy w stanie zrobić, ale to właśnie nasza modlitwa jest pierwszą i najskuteczniejszą odpowiedzią, jaką możemy dać i która umacnia nasz codzienny wysiłek, by chronić dobro”.

Niemiecki protestant przyczynił się do zabezpieczenia Cudownego Obrazu

Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został uratowany dzięki zabezpieczającej go szybie kuloodpornej. O. Józef Płatek, na prośbę „Niedzieli”, podał ważne szczegóły. Uznał, że chcąc mówić o szybie ochraniającej Obraz, trzeba sięgnąć do dnia 23 lutego 1981 r., kiedy to był on generałem Zakonu Paulinów. Właśnie wtedy członkowie Komisji ds. Konserwacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej podczas spotkania z nim, z o. Konstancjuszem Kunzem - ówczesnym przeorem Jasnej Góry oraz z o. Melchiorem Królikiem - referentem ds. konserwacji Obrazu, przy okazji proponowanych prac remontowo-konserwatorskich przy hebanowym ołtarzu w Kaplicy Matki Bożej, wysunęli propozycję zabezpieczenia Cudownego Obrazu kuloodporną szybą. Miało to zapewnić Obrazowi ochronę, a także przemawiały za tym racje konserwatorskie. O. Józef Płatek nawiązał wtedy kontakt z o. Janem Wiesławem Bochenkiem - przeorem klasztoru paulińskiego w Mainburgu w Niemczech i poprosił o pomoc w realizacji tej inicjatywy.

Do prac konserwatorskich przy ołtarzu Matki Bożej przystąpiono na początku 1984 r. W tym czasie o. Jan Bochenek powiadomił o możliwości zakupienia odpowiedniej szyby w Niemczech, jednak jej cena przerastała możliwości Zakonu Paulinów. Ojciec Generał zobowiązał o. Jana Nalaskowskiego - wikariusza generalnego, władającego doskonale językiem niemieckim, i o. Konstancjusza Kunza oraz ojców pracujących w Niemczech do poszukiwania sponsorów dla tej fundacji. Podjęto różne próby zorganizowania funduszu, a o. Jan Nalaskowski dotarł z prośbą do Caritas Konferencji Episkopatu Niemiec, która przeznaczyła na ten cel dużą, lecz mimo wszystko niewystarczającą kwotę. Znaleźli się wkrótce nowi ofiarodawcy. Ze znaczącą pomocą dołączył prof. Helmut Seling, protestant, dyrektor muzeum w Monachium.

Ostatecznie dzięki trosce ówczesnego zarządu jasnogórskiego: o. Rufina Abramka - przeora Jasnej Góry, o. Jana Golonki - kuratora jasnogórskich zabytków, o. Leona Chałupki - administratora Jasnej Góry, o. Izydora Matuszewskiego - kustosza oraz pomocy prof. Helmuta Selinga udało się doprowadzić do końca konserwację jasnogórskiego ołtarza poświęconego Bogarodzicy i umieścić w nim szybę kuloodporną, ochraniającą Cudowny Obraz. Odrestaurowany ołtarz wraz z wmontowaną szybą został poświęcony 8 grudnia 1986 r. przez kard. Józefa Glempa, prymasa Polski.

O. Józef Płatek podał jeszcze inny ważny fakt. Okazuje się, że w 1981 r., na dwa dni przed swoją śmiercią, kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski, na ręce generała Zakonu Paulinów przekazał znaczną ofiarę na odnowę Ołtarza Ojczyzny i Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, jako swój jubileuszowy dar dla Dziewicy Wspomożycielki. On również bardzo zabiegał o bezpieczeństwo Obrazu Jasnogórskiego.

Tak udało się odtworzyć okoliczności, w jakich doszło do wzmocnienia ochrony Obrazu, ze znaczną pomocą niemieckiego protestanta. Dzięki temu 9 grudnia 2012 r. Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został nienaruszony mimo brutalnego ataku.

Modlitwa ekspiacyjna trwa w całej Polsce i poza jej granicami. A w jasnogórskiej zakrystii wyłożono księgi, do których pielgrzymi wpisują słowa żalu i zadośćuczynienia za publiczne znieważenie Najświętszej Ikony Jasnogórskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Maryja jakiej nie znamy – zaproszenie na warsztaty

2019-10-18 12:46

Jasnogórski Instytut Maryjny

W sobotę 19 października i niedzielę 20 października 2019 r. w Jasnogórskim Instytucie Maryjnym odbędą się warsztaty pt. „Maryja jakiej nie znamy” – będzie to spotkanie Maryją i Jej Ikonami! Przewodnikiem w nauce odczytywania słowa zapisanego w Ikonie będzie o. Roman Łaba, paulin z Kijowa; biblista i krajowy duszpasterz Rodzin przy Konferencji Episkopatu Ukrainy.

Jasnogórski Instytut Maryjny

Organizatorzy mają nadzieję, że spotkanie z żywym SŁOWEM i IKONĄ, pozwoli uczestnikom odnowić swoją relację oraz więź z Maryją. Termin:19 i 20 X 2019, godz. 16.00 -19.00. Wstęp wolny. Warsztaty odbędą się w budynku Jasnogórskiego Instytutu Maryjnego (dawny Dom Pątnika).

W czasie Katechezy uczestnicy będą mogli dowiedzieć się również kto jest w centrum każdej Ikony, jakich farb używał św. Łukasz, gdzie jest ukryta „siódma stągiew” z Kany Galilejskiej oraz dlaczego św. Józef trochę się bał Maryi?

Sobór Konstantynopolitański IV, zwołany na przełomie 879/880 roku stwierdził w trzecim kanonie: „Święte ikony Pana Naszego Jezusa Chrystusa nakazujemy otaczać równą czcią, jak księgę świętej Ewangelii”. To zestawienie Ikony i Ewangelii, nie jest przypadkowe – ma głębokie uzasadnienie. Pierwszym i najważniejszym jest tajemnica Wcielenia, która jest niejako sercem Pisma Świętego, bo przez nie Bóg w Jezusie Chrystusie uczynił widzialną swoją Miłość. A skoro Bóg wszedł w nasz świat, stając się jednym z nas, to tym samym przyjął uwarunkowania obowiązujące w komunikacji międzyludzkiej, w której wzrok, jak i słuch, pełnią równorzędną rolę. Dzięki słuchowi słyszymy Słowo Ewangelii, a dzięki wzrokowi – Słowo kontemplujemy na świętej Ikonie.

By poprawnie odczytać Słowo Boże zapisane na kartach Pisma Świętego, musimy pilnować reguł, których Matka Kościół wiernie strzeże i przekazuje z pokolenia na pokolenie. Nie można bez wskazówek Kościoła odczytać, interpretować oraz zrozumieć co naprawdę Słowo Boże znaczy…

Tak też jest i z Ikoną. Aby odczytać przesłanie Świętego Obrazu, również musimy zapoznać się z jego mową, z symboliką, a przede wszystkim odczytywać Obraz w duchu, w którym został on napisany – w duchu wiary Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem