Reklama

Polska

O. Bashobora w Radomiu: jeśli się nawrócimy, Bóg nam przebaczy

Znany charyzmatyk o. John Bashobora przebywał dzisiaj w Radomiu. Prowadził zamknięte rekolekcje w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Spotkanie zgromadziło 2 tysiące osób.

[ TEMATY ]

rekolekcje

Bashobora

Radom

Krzysztof Świertok

O. Bashobora

Centralnym punktem spotkania była Msza święta, której przewodniczył ks. Marcin Andrzejewski, proboszcz parafii Chrystusa Króla w Radomiu. Przez wiele lat był misjonarzem w Kamerunie.

Wiernych przywitał ks. Sławomir Płusa, egzorcysta i dyrektor Szkoły Nowej Ewangelizacji w diecezji radomskiej. - Eucharystia to najważniejszy moment naszych rekolekcji. Bóg się uobecnia w Najświętszej Ofierze. Jesteśmy tu, aby wiara w nas rosła a Słowo Bożo pomogło nam, abyśmy zwrócili się do Chrystusa. Otwórzcie serca na miłość Jezusa. Jesteśmy zaproszeni, aby się nawracać - mówił ks. Płusa.

Homilę wygłosił o. John Bashobora. On też odmawiał modlitwę o uzdrowienie. - Przed nami wielkie wyzwanie, aby spełniać wolę Boga. Jeśli się nawrócimy, Bóg nam przebaczy. Dzisiaj patrzy na nas i nasze rodziny z miłosierdziem - mówił kapłan z Ugandy.

Reklama

W czasie nauk rekolekcyjnych o. Bashobora mówił, że Bóg kocha każdego człowieka i pragnie, abyśmy porzucili grzeszne życie i wrócili na drogę prawdy i miłości. - Lęk, czy choroby nie pochodzą od Boga. Są to działania diabła, który chce zniszczyć ludzkość - powiedział charyzmatyk z Ugandy.

O. Bashobora odniósł się również do manifestacji feministek, które odbywają się dzisiaj w kilku polskich miastach. - To nie jest czas na bunt, demonstracje. To czas, by radować się, że jesteś kobietą. 8 marca to świętowanie, a nie potępianie. W Ugandzie przynosimy żółte kwiaty, bo u nas kobiety są szefami w rodzinie. Dzisiaj kobiety zamiast świętować, zaczynają maszerować. To szatańskie. On nie chce byś świętowała - mówił kapłan z Ugandy.

Odniósł się również do osoby Donalda Tuska. - Słyszę teraz, że zdradził Polskę. Ale wyobraźcie sobie, że pojawia się na Mszy świętej. Jedni klaszczą, bo wiele od niego uzyskali, a inni zaczynają buczeć. Ale Jezus powiedziałby: jesteś mój, kocham cię, chce przemienić twoje życie, nie patrzę na Tuska, lecz patrzę na mojego syna - mówił o. Bashobora.

2017-03-08 19:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Odnowić wiarę

2020-02-11 11:53

Niedziela zamojsko-lubaczowska 7/2020, str. II

[ TEMATY ]

rekolekcje

Seminarium Odnowy Wiary

seminarium duchowne

Ks. Krzysztof Hawro

Spotkanie odbyło się w krasnobrodzkim sanktuarium

W diecezji zamojsko-lubaczowskiej w trzech parafiach wierni mogą wziąć udział w Seminarium Odnowy Wiary prowadzonym przez wspólnotę Przyjaciół Oblubieńca.

Tego typu rekolekcje trwają 12 tygodni. Jak podkreślił ks. Piotr Spyra, odpowiedzialny za seminarium, ten czas jest potrzebny, by wzrastać w wierze. Trzydniowe rekolekcje łatwo zapomnieć, natomiast czas przepracowany i otoczony modlitwą może przynieść prawdziwie Boże owoce. Podczas Mszy św. w Krasnobrodzie 2 lutego ks. Piotr wyjaśnił, na czym polega Seminarium Odnowy Wiary.

CZYTAJ DALEJ

Miopatia jest podstępna i nie chce zostawić mnie w spokoju

2020-02-19 12:50

[ TEMATY ]

Caritas

pomoc

Archiwum Caritas Polska

„Nie poddam się łatwo. Będę walczyć do końca. Choroba nie będzie mi dyktować jak mam żyć, nie dam sobie zabrać wolności i radości życia. Miopatia jest podstępna i nie chce zostawić mnie w spokoju.” - mówi Edyta, podopieczna serwisu www.uratujecie.pl prowadzonego przez Caritas Polska.

Miopatia jest bardzo rzadką chorobą, prowadzącą do osłabienia, a w konsekwencji do zaniku mięśni. Jej skala i rozwój zależą od typu, może być genetyczna, hormonalna lub powstawać w wyniku infekcji. Niewielka liczba osób dotkniętych miopatią oznacza długą drogę do prawidłowej diagnozy i ograniczone możliwości leczenia. Leków na miopatię nie ma, nie prowadzi się nawet badań w tym kierunku. Jedyne co można zrobić to ograniczać postępy choroby. Edyta zbiera pieniądze na serię podań komórek macierzystych. To jedyna nadzieja na zatrzymanie postępów nieuleczalnej choroby.

„Jak się żyje z miopatią? Bardzo trudno. Mięśnie działają coraz bardziej opornie, proste czynności np. rozwieszenie prania, wejście na schody, utrzymanie równowagi w autobusie, są problemem. Narasta ogólne osłabienie, poczucie ciągłego zmęczenia, coraz więcej ruchów ulega ograniczeniu.” - opowiada o sobie Edyta.

Edyta pochodzi z niewielkiej miejscowości pod Limanową w Małopolsce, ale na wycieczce w górach była tylko raz. Weszła na Miejską Górę, symbol Limanowej z monumentalnym krzyżem, poświęconym papieżowi Janowi Pawłowi II. Krzyż powstał w odpowiedzi na papieskie słowa: ”Przenieście Krzyż w nowe Tysiąclecie”, wypowiedziane podczas pielgrzymki do Polski.

W domu było ich siedmioro. Tatę, zajętego ciągle pracą, niewiele widywali. Mama zajmowała się domem i gospodarstwem oraz pracowała jako opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych. Edyta często jej pomagała. Zobaczyła z bliska ludzkie cierpienie, bezradność i zależność od innych. W domu się nie przelewało. W czasie wakacji całe rodzeństwo ruszało do prac zarobkowych. Zbierali owoce, grzyby, pomagali w pracach polowych. Za te pieniądze kupowali książki i przybory szkolne. Edyta jako najstarsza z rodzeństwa miała zawsze najwięcej obowiązków, ale nigdy nie zaniedbywała nauki. Bardzo chciała iść na studia, jednak na przeszkodzie stał ciągły brak pieniędzy. Postanowiła na studia zarobić sama i wyjechała na rok do pracy we Włoszech. Miała szczęście. Rodzina, do której trafiła, otoczyła ją przyjaźnią i opieką. Do dziś utrzymują kontakty, dzwonią do siebie.

Po powrocie z Włoch ukończyła Policealne Studium Prawa i Administracji w Nowym Sączu. W odpowiedzi na ofertę pracy wyjechała do Legionowa, gdzie w zamian za opiekę nad starszym panem mogła mieszkać za darmo. Jednocześnie podjęła pracę i planowała rozpoczęcie studiów magisterskich. Przyszłość wyglądała różowo. I nagle zaczęło dziać się coś złego.

O chorobie Edycie trudno jest rozmawiać. „No, nie wygląda Pani na chorą” - słyszy często od osób, które jej nie znają. Żadna z nich nie wie, jak to jest żyć z bólem, słabością, ciągłym zmęczeniem. Płakać z bezsilności w poduszkę. Czuć wściekłość i niezgodę, na przemian z rozpaczą i brakiem nadziei. Codziennie wstawać z łóżka, ustawiać do pionu i z uśmiechem na ustach żyć „normalnie”, mimo że wszystko boli. „Codziennie są momenty, kiedy rozsypujesz się na tysiąc kawałków” – wyznaje Edyta.

Zaczęło się niepozornie. Edyta była ciągle zmęczona, słaba, bolały ją mięśnie. Objawy nasilały się tak, że nie dało się ich zignorować. Zaczęła wędrówkę po lekarzach, ale przez dziesięć lat nikt nie potrafił wydać trafnej diagnozy. Była odsyłana od specjalisty, do specjalisty. Lekarze nie chcieli kierować jej na badania. Niektórzy sugerowali nawet zaburzenia psychiczne. W końcu trafiła do spostrzegawczej lekarki, która zwróciła uwagę na to jak Edyta podpiera się wstając z krzesła. Nie zostawiła tego i przepisała szczegółowe testy EMG mięśni, które reszcie pozwoliły postawić prawidłową diagnozę.

Miopatia – tak brzmiał wyrok, z którym nawet lekarze nie umieli sobie poradzić. Rozkładali ręce nie mając pomysłu na leczenie i nie umiejąc określić jakie są rokowania. Edyta miała wrażenie, że chcą jak najszybciej zobaczyć jak wychodzi z gabinetu. Na szczęście na jej drodze pojawili się także dobrzy lekarze, którzy chcieli znaleźć przyczyny jej cierpienia. Dzięki nim wie, że jedyne co można robić to ćwiczyć i zażywać leki przeciwbólowe. I z żadnym nie przesadzać.

Archiwum Caritas Polska

„Codziennie rano wstaję 2-3 godziny przed wyjściem. Przygotowanie się do pracy zajmuje coraz dłużej. Czasem myślę, że nie dam rady, nie mam już siły, ale jednak wstaję, myję się, ubieram, wychodzę do ludzi, do świata. To mnie trzyma przy życiu. I jeszcze jest rodzina. Wiem, że mam jej wsparcie i miłość. Wiem, że w razie czego mam gdzie wrócić, ale bardzo tego nie chcę. To byłaby ostateczność.” - mówi Edyta.

Podczas jednego z pobytów w szpitalu tomografia komputerowa pokazała, że Edyta ma w głowie dwa tętniaki. Dodatkowo kolejne testy wykazały zmiany świadczące że jej miopatia nie ma pochodzenia zapalnego, a genetyczne. Od tamtej pory Edyta dużo czasu poświęca poszukiwaniom informacji. Chce być pewna, że zrobiła wszystko, dotarła do najbardziej dokładnych źródeł o chorobie i możliwościach jej zatrzymania. Zastanawia się czy dziedziczna choroba nie ujawni się u dzieci jej sióstr.

Życie Edyty toczy się wokół pracy zawodowej, rehabilitacji, pisania próśb i podań, kolejnych badań i wizyt lekarskich. Godziny w poradniach, szpitalach, klinikach, stosy papierów i dokumentów. Edyta śmieje się, że to drugi etat. W Warszawie wynajmuje niewielkie mieszkanie. Pracuje właściwie tylko na czynsz i leczenie. Wyjazd do domu, na Podhale, wymaga dłuższego planowania i odkładania pieniędzy.

„Trudne jest utrzymanie przyjaźni i bliskich relacji, gdy moje dni wypełnione są po brzegi. Nie lubię pytań o chorobę, unikam rozmów na ten temat. Nie chcę być postrzegana tylko przez jej pryzmat, jako ofiara. Bo ja z nią codziennie walczę, nie pozwalam, żeby całkowicie mnie pochłonęła.” - opowiada Edyta

O terapii komórkami macierzystymi Edyta dowiedziała się kilka lat temu z programu Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla reportera”. W programie wystąpiła Ania, młoda dziewczyna z podobnym schorzeniem. Pod wpływem rozmów z Anią Edyta skontaktowała się z dyrektorem Centralnego Banku Komórek Macierzystych w Warszawie. Empatyczny doktor, prekursor przeszczepów komórek macierzystych u dzieci chorych na białaczkę w Polsce, długo i szczegółowo odpowiadał na pytania Edyty. Zachęcił do podjęcia terapii komórkami w połączeniu z rehabilitacją neurologiczną. Tak Edyta trafiła na klinikę w Częstochowie. Nie każdy dostaje pozwolenie na terapię komórkami macierzystymi. Potrzebna jest zgoda Komisji Bioetycznej. Edyta taką zgodę już ma. Brakuje tylko pieniędzy. Koszt terapii to 240 tysięcy złotych – astronomiczna kwota, zupełnie nieosiągalna dla Edyty.

Codzienne życie osób w sytuacji Edyty to tor z przeszkodami. Osoby zdrowe nie mają pojęcia jak wiele jest utrudnień w przestrzeni publicznej. A Edycie coraz ciężej wchodzi się po schodach. Jazda autobusem oznacza nieustanny ból i zesztywnienie. Edyta boi się, że jeśli odpuści i położy się na dłużej, może już nie wstać. Ostatnie badania w Poradni Chorób Mięśni pokazały duże zmiany w mięśniach kręgosłupa i klatki piersiowej. Bez terapii komórkami będzie coraz gorzej.

„Co lubię? Trudne pytanie, tak rzadko mam okazję robić coś bez związku z leczeniem. Oglądam filmy, dokumentalne i historyczne, a szczególnie te, które czyta Krystyna Czubówna. Mogłabym słuchać jej głosu godzinami. - uśmiecha się - jest taki spokojny, kojący.”

Edyta wyznaje, że zawsze lubiła gotować. „To powoli robi się coraz trudniejsze z powodu rosnącego osłabienia mięśni. Dużo kulinarnych umiejętności przywiozłam z Włoch. Nauczyłam się przyrządzać makarony i prawdziwą włoską pizzę. Moje spaghetti carbonara na początku wywołało protesty, ale z czasem cała rodzina polubiła włoskie dania. - mówi Edyta

Edyta wie, że na rodzinę może zawsze liczyć. Ostatnio mama i siostry upiekły 40 ciast na kiermasz dobroczynny w kościele wspierający zbiórkę pieniędzy na leczenie. Trochę się bały, czy ciasta zostaną sprzedane, ale nie zostało ani jedno.

Edyta łatwo się wzrusza. Ma w sobie wrażliwość, która powoduje, że wszystko przeżywa jakby mocniej. Mimo ograniczeń finansowych, nie może powstrzymać się by nie wpłacić chociaż kilku złotych, gdy widzi ludzkie cierpienie, szczególnie bezbronnych dzieci.

„Inni mają jeszcze gorzej, chcę im pomagać. Do kogo mam mieć pretensje, że dotknęła mnie ta choroba? Nie chcę obciążać innych moimi problemami. Nie chcę być ciężarem dla mamy i rodzeństwa.” Niestety czas działa przeciwko Edycie i ten moment może nastąpić, jeżeli nie uda się zebrać pieniędzy na podanie komórek macierzystych.

„Nie tracę nadziei, nie pozwalam sobie na zbyt długie rozczulanie się nad sobą. Moja siła - bo wiem, że jestem silna - pochodzi od Boga i mojej rodziny. To dwa filary, na których mogę się oprzeć. Wierzę, że są wokół mnie ludzie dobrej woli, dzięki którym te pieniądze na terapię uda się zebrać.

Każdy może pomóc Edycie. Wystarczy wejść na www.uratujecie.pli wpłacić na jej zbiórkę.

CZYTAJ DALEJ

Twórzcie wspólnoty, które odnowią kraj

2020-02-19 23:59

[ TEMATY ]

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Anna Gręziak

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Ks. Jerzy nie bał się komunistów, dzięki niemu i myśmy się ich nie bali. On dodawał nam otuchy – mówiła dr Anna Gręziak, świadek życia bł. ks. Popiełuszki w czasie spotkania w Domu Pielgrzyma Amicus przy kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu.

Dzisiejszego błogosławionego spotkała po raz pierwszy w kwietniu 1981 r. Działała wtedy w „Solidarności” Służby Zdrowia, była członkiem zarządu Regionu Mazowsze. Właśnie w tym środowisku zrodził się pomysł stworzenia „banku leków”. - Wtedy leków bardzo brakowało. Było to przedsięwzięcie w uzgodnieniu z Ministerstwem Zdrowia. Powstała lista leków, które zwykle były sprowadzane na tzw. import docelowy – wspominała.

Dr Gręziak zajmowała się rozdysponowywaniem i segregacją tych leków. Trzeba było sprawdzać terminy ważności, decydować, do jakiego szpitala będą kierowane. - Moja znajoma jechała akurat na uroczystość poświęcenia sztandaru Huty Warszawa do kościoła św. Stanisława Kostki. Po tamtej Mszy św. odbyło się spotkanie w mieszkaniu ks. Jerzego. Uczestniczyłam w nim. Myślę, że nie tylko ja, ale wiele osób może powiedzieć, że spotkało w ks. Jerzym przyjaciela – opowiadała.

- Było powszechnie wiadomo, że ks. Jerzy był słabego zdrowia. Ale – mimo że wiedział, iż jestem lekarką i przyjaźniliśmy się – nigdy o swoim zdrowiu nie mówił. Owszem, mówił o innych – że komuś potrzeba leków, czy opieki. Jego zainteresowanie kierowało się zawsze ku innym ludziom – podkreślała.

Zapamiętała odwagę i bezkompromisowość kapłana. - Ks. Jerzy nie bał się komunistów, dzięki niemu i myśmy się nie bali, dodawał nam otuchy. Spodziewał się, że może zostać aresztowany, ale nie bał się. Przed każdą Mszą za Ojczyznę mówił mi: kazanie już napisałem, jest zabezpieczone. Mogą mnie zamknąć, a i tak ktoś je wygłosi.

- Na początku nie przychodziłam na Msze św. za Ojczyznę i Jurek mnie kiedyś zapytał: dlaczego ty nie przychodzisz na Msze za Ojczyznę? Wyraźnie wiedział, kto jest, a kogo nie ma. Odpowiedziałam: religijność raz w miesiącu? Demonstracja polityczno-religijna… jakoś mi to nie odpowiada. A on na to: a czy ty wiesz, ile dzięki tym Mszom św. jest nawróceń? Ludzie nawet po 30 latach nieobecności w Kościele przystępują do sakramentów i zaczynają nowe życie!

Współpracowniczka bł. ks. Jerzego podkreślała, że dla niego to właśnie było ważne. Nie to, że klaskali i doceniali jego trud i pracę, ale to, że ludzie się nawracają. - Od tamtego moment byłam już zawsze na Mszach św. za Ojczyznę – dodała.

Ks. Jerzy zorganizował swoisty uniwersytet, szkolenie przygotowujące działaczy „Solidarności” do przyszłej służby publicznej w duchu społecznej nauki Kościoła. - Było nas 30-40 osób, które w najgłębszej konspiracji brały udział w wykładach i ćwiczeniach z historii, prawa, socjologii, psychologii, relacji międzyosobowych. Zajęcia odbywały się w dolnym kościele św. Stanisława Kostki. Wejście tam poprzedzone było wielokrotnym sprawdzeniem przepustek – wspominała dr Gręziak. Wiosną 1984 r. uczestnicy szkolenia uzyskali dyplom–legitymację z orłem w koronie i Matką Boską Częstochowską z napisem „Bóg i Ojczyzna oraz fragmentem psalmu 29 „Pan da siłę swojemu ludowi”.

Lekarka dobrze pamięta swoje ostatnie spotkanie z ks. Popiełuszką. Było to 11 października 1984 r. Poszła do niego, aby dostać przepustkę na następny rok akademicki. Ks. Jerzy stał w drzwiach miedzy dwoma pokojami swego mieszkania. - Mówił: teraz będziecie musieli działać nieco inaczej. Najważniejsze jest tworzenie wspólnot - w środowiskach pracy, osiedlach, klatkach schodowych – ludzi, którzy będą się wzajemnie wspierać, będą sobie bliscy i razem budować będą odnowioną społeczność kraju. To, co wtedy powiedział, stało się czymś w rodzaju jego testamentu – przyznała.

Dr Anna Gręziak w latach 1980–1981 działała w NSZZ „Solidarność”. Podczas stanu wojennego świadczyła pomoc lekarską dla działaczy „Solidarności”. Od 2005 do 2007 r. była podsekretarzem stanu w Ministerstwie Zdrowia z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Była także doradczynią śp. prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego.

Nauczanie bł. ks. Jerzego jest na Żoliborzu ciągle pogłębiane. Przy kościele św. Stanisława Kostki powstaje wspólnota, która będzie zajmowała się życiem społecznym i pracą w kluczu doświadczeń i duchowości bł. ks. Popiełuszki. Spotkania ruszą w marcu.

Znajdująca się w świątyni kaplica z sutanną bł. ks. Jerzego, którą miał na sobie w dniu męczeńskiej śmierci, będzie niebawem także dostępna dla wszystkich w każdą pierwszą sobotę miesiąca w godzinach działalności Muzeum bł. ks. Jerzego (10.00-17.00). Będzie udostępniona także gablota, w której znajdą się przedmioty należące do bł. ks. Jerzego, takie jak orzełek, grzebień czy zapalniczka, ale też zdjęcia z Mszy św. za Ojczyznę. W tej gablocie znajdą się też szuflady, które będą otwierane przy ważniejszych uroczystościach. W szufladach umieszczona będą przedmioty ks. Jerzego - m.in. koszula, spodnie, buty i inne rzeczy, które nie były do tej pory eksponowane. Finalizację prac zaplanowano na maj.

Spotkania ze świadkiem życia bł. ks. Jerzego Popiełuszki będą odbywać się cyklicznie w każdą trzecią środę miesiąca w Domu Pielgrzyma Amicus o godz. 19.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję