Reklama

Nie lękajmy się świadczyć o Bożej Miłości

Niedziela płocka 28/2004

Homilia wygłoszona przez bp. Romana Marcinkowskiego podczas diecezjalnego dziękczynienia w 5-lecie beatyfikacji płockich Biskupów Męczenników.
Katedra, 12 czerwca 2004 r.

Zachować nadzieję wśród przeciwności

Dzisiaj w kalendarzu liturgicznym naszej diecezji wspomnienie bł. abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego, bp. Leona Wetmańskiego i towarzyszy męczenników, a jutro mija 5 lat od doniosłego wydarzenia dla życia Kościoła płockiego - wyniesienia ich do chwały ołtarzy przez Ojca Świętego Jana Pawła II.
„W tragicznych latach wojny i okupacji - mówił 13 czerwca 1999 r. w Warszawie do wiernych płockiej diecezji Ojciec Święty - Bóg dał wam dwóch pasterzy, świadków bezgranicznej miłości Chrystusa. Jest to niezwykły dar Opatrzności. Błogosławieni męczennicy wołają do naszych serc: Uwierzcie, że Bóg jest miłością! Uwierzcie na dobre i na złe. Obudźcie w sobie nadzieję! Niech ta nadzieja wyda w was owoce wierności Bogu we wszelkiej próbie”.
Życie ludzkie jest zbudowane z nadziei i tyle w nas życia, ile w nas nadziei. Ona stanowi ostoję i oparcie pośród wszystkich utrapień, klęsk i nieszczęść życiowych. Lekarze dobrze znają to doświadczenie. Jeśli chory straci nadzieję na wyzdrowienie, podda się rezygnacji, to nawet najlepszy lekarz mu nie pomoże. Ale i odwrotnie, jest niekiedy tak, że ktoś nie poddaje się ciosom życia, tylko ma silną wolę życia i żyje pomimo że wydano na niego wyrok śmierci.
Życie bez nadziei staje się piekłem. W „Boskiej komedii” Dantego nad piekłem widnieje napis: „Wy, którzy tutaj wchodzicie, porzućcie nadzieję”. Nadzieja to nasza ufność. Pokładamy ją w obietnicach Boga, zwłaszcza w obietnicach królestwa, z którym wiąże się pełnia obiecanego szczęścia. Wszystko to, co poznajemy przez wiarę i przyjmujemy aktem zawierzenia w prawdomówność Boga, znajduje swoje wypełnienie w nadziei. Bóg nigdy nie cofa danych obietnic i jest wierny nawet wtedy kiedy człowiek jest niewierny.
Nadzieja poszerza naszą perspektywę o całe niebo. Nasz „ziemski rachunek” często się nie zgadza i nasze oczekiwania się nie spełniają, ponieważ naszą perspektywę zacieśniamy wyłącznie do ziemskich i doczesnych wymiarów, stąd zamiast stać się uczestnikami szczęścia i błogosławieństwa, żniwujemy przekleństwo. Prorok Jeremiasz napomina: „Przeklęty człowiek, który pokłada swoją nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swoją siłę, a odwraca swoje serce od Boga Jahwe... Błogosławiony zaś człowiek, który pokłada swoją ufność w Panu, dla którego Bóg jest (pełną) nadzieją... Jest ona jak drzewo zasadzone nad wodą. Nie obawia się, gdy przyjdzie upał, nie doznaje lęku w czasie niepokoju i nie przestaje wydawać owoców” (Jr 17, 5.7-8).
Świat jest pełen lęku i niepokoju przed niepewną przyszłością, przed gwałtem i przemocą, przed nicością i pustką. Ponieważ nie znajduje on oparcia dla swoich nadziei i oczekiwań, ten lęk nierzadko przeradza się w przerażenie i rozpacz. W ten świat chrześcijanie mają zawsze wnosić radość z Ewangelii i być znakiem nadziei. Aby być człowiekiem nadziei i urzeczywistniać w ziemskim otoczeniu prawdy oglądane okiem wiary, nieodzowna jest modlitwa. Kto się modli, ten już ma nadzieję. Człowiek zrozpaczony już się nie modli, ponieważ utracił to, co najcenniejsze: nadzieję na polepszenie, na zmianę, na ocalenie.

Świadectwo płockich męczenników

Reklama

Jak poświadczają świadkowie obozowej Golgoty w miejscu kaźni w Działdowie, wielorakie cierpienia fizyczne i udręki moralne przyjmował Arcybiskup w duchu poddania się woli Bożej, dając tym samym niezłomne świadectwo wyznawanej wiary. Źródłem takiej postawy było ustawiczne trwanie na modlitwie.
Obozowa cela Arcybiskupa dzielona wraz z Biskupem Leonem i pięćdziesięcioma sześcioma kapłanami, stłoczonymi na słomianym barłogu, stała się nie tylko prawdziwym sanktuarium cierpienia, ale również szczególnym miejscem uwielbienia Boga, który daje siłę tym, którzy w Nim pokładają nadzieję. Codziennie wieczorem szeptem lub półgłosem modlili się na różańcu. Często odprawiali Drogę Krzyżową, przeżywając w tym miejscu swój Ogrójec i swoją Kalwarię. Modlitwom przewodniczył znacznie młodszy Biskup Leon.
Umocniony i pokrzepiony wewnętrznie Arcybiskup wymownie oddziaływał na więźniów innych cel obozowych, stając się duchowym przywódcą. Błogosławił więźniom z placu, gdy pozostawali w swoich pomieszczeniach, pocieszał ich i podnosił na duchu. Obecność obydwu Biskupów była według relacji więźniów „jakąś dziwną siłą”.
Internowany wraz z Arcybiskupem w Słupnie k. Płocka Biskup Leon zachował wewnętrzny spokój, odwagę i równowagę ducha. Trwał na modlitwie i medytacji świadom tego, co napisał w testamencie 14 kwietnia 1932 r. „Jeślibyś Boże Miłosierny i Dobry, dał mi łaskę, którą nazywają śmiercią męczeńską, przyjmij ją głównie za grzechy moje i za tych, którzy by mi ją zadawali, aby i oni Ciebie, Boże Dobry i Miłosierny całym sercem kochali”.
Choć mógł uniknąć aresztowania przed internowaniem do Słupna, to jednak nie uczynił tego ze względu na Arcybiskupa i diecezjan. Jedna z osób, która go znała z czasu pobytu w Słupnie, stwierdziła, że jego optymizm, głęboka wiara i ufność w Miłosierdzie Boże dodawała ochoty do życia w ciężkich chwilach okupacji niemieckiej. Jego skromne, proste, zgodne z zasadami chrześcijańskimi życie było najlepszym przykładem dla wielu ludzi. Pełnił rolę nauczyciela życia i słowem, i czynem.

Pilna potrzeba formowania sumień

Na wszelkie doświadczenia, upokorzenia i klęski życiowe trzeba patrzeć postawą Chrystusa, by móc je wykorzystać do złożenia ufności w Bogu. Świadectwo męczeństwa i krwi biskupów naszego Kościoła złożone w czasie ostatniej wojny jest dla nas wielkim darem i zobowiązaniem. Nie wolno nam go zmarnować. Ich krew męczeńska woła potężnym głosem o wierność tym wartościom, w służbie których oddali swoje życie, również i dzisiaj.
Nie brak przecież obecnie ludzi, ugrupowań, partii, którzy chcą postawić Boga, Ewangelię i Kościół poza nawiasem społeczeństwa i którzy kwestionują najbardziej podstawowe prawo Boga i człowieka z prawem do życia włącznie.
Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek potrzeba Kościołowi świętych, bo święci byli zawsze źródłem odnowy w najtrudniejszych momentach dziejów Kościoła. Oni niczym płonące pochodnie miłości i świętości rozpalają serca wiernych, by niewzruszenie, nieugięcie, bez reszty, do końca trwać przy Chrystusie. Pytają nas dzisiaj o stan naszych sumień, pytają o naszą wierność własnemu sumieniu.
„Zniszczenie ludzkiego sumienia - jak stwierdza kard. Ratzinger - stanowi dla ludzkości zagrożenie większe od energii nuklearnej i od chorób. Lub inaczej: bomba atomowa, a także niesprawiedliwość na świecie, która powoduje wzrost ubóstwa i głodu, zagrażają nam tylko dlatego, że pobłażliwość w sprawach moralnych, doprowadziła nas do nadużyć możliwości i mocy ludzkiej. Zagrożenia te nadal będą wzrastać, jeżeli nie zrobi się czegoś poważnego w odwrotnym kierunku” (Tygodnik Powszechny, 1999, nr 16, s. 9).
Wraz ze zniszczeniem sumienia zacierają się nieuchronnie różnice pomiędzy miłością i egoizmem, a nawet pomiędzy życiem i śmiercią. Stąd jawi się niezmiernie aktualne pytanie - jak wyglądają nasze sumienia?
W czasie pielgrzymki do Skoczowa 22 maja 1995 r. Ojciec Święty Jan Paweł II z całą mocą nauczał, że „przyszły kształt życia społecznego i państwowego zależy przede wszystkim od tego, jaki będzie człowiek, jakie będzie jego sumienie. Polska woła dziś przede wszystkim o ludzi sumienia.
A być człowiekiem sumienia:
- tzn. słuchać go w każdej sytuacji i jego głosu w sobie nie zagłuszać,
- to angażować się w dobro i pomnażać je w sobie i wokół siebie,
- to nigdy nie godzić się na zło,
- to wymagać od siebie,
- to podnosić się z własnych upadków,
- ciągle na nowo nawracać się,
- budować Chrystusowe Królestwo prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju w rodzinie, społeczeństwie, w całej Ojczyźnie,
- podejmować odważnie odpowiedzialność za sprawy publiczne,
- troszczyć się o dobro wspólne,
- nie zamykać oczu na biedy i potrzeby bliźnich w duchu ewangelicznej solidarności: Jeden drugiego brzemiona dźwigajcie.
Duchu Święty, światłości sumień przebudź nasze sumienia i wybaw nas
- od głupoty udającej mądrość,
- od kłamstwa udającego prawdę,
- od ślepoty udającej dalekowzroczność,
- od fanatyzmu udającego wiarę,
- od brudu udającego czystość,
- od nienawiści udającej miłość,
- od niewoli udającej wolność,
- od obłudy udającej szczerość,
- od pychy udającej pokorę,
- od warcholstwa udającego odwagę,
- od szatana, który mówiąc: „nie” myśli „tak”, a mówiąc „tak”, myśli „nie”.
Przyjdź Duchu Święty i otwórz nasze oczy, uszy, serce!

Bez lęku przyznać się do Jezusa

Dzisiejszy fragment z Ewangelii stanowi fragment mowy misyjnej Jezusa i podaje wskazania, jak zachować się w trudnych sytuacjach. Przede wszystkim nie należy się bać. Potęgi tego świata i zbrodniarze mogą odebrać życie. Ich władza nie dosięga jednak wewnętrznej wolności człowieka. Swoboda ducha pozostaje poza jej zasięgiem. Realnym niebezpieczeństwem dla człowieka pozostanie jedynie potępienie, które obejmie zarówno duszę, jak i ciało. Uzasadnieniem odrzucenia precz wszelkiej bojaźni jest pamięć na Opatrzność Bożą. Jezus charakteryzuje ją przy pomocy porównania. Cóż może być bardziej pospolitego niż dwa wróble, które można nabyć za niewiele. A przecież nawet ich zniknięcie nie wymyka się wszechwiedzy i potędze Boga, który rządzi wszystkim. A podobnie dzieje się z taką drobnostką, na jaką zazwyczaj nie zwracamy najmniejszej uwagi: postradanie jednego włosa. Jezus zapewnia, że nic nie może stać się Jego uczniom bez wiedzy i dopuszczenia Bożego. Będą wystawieni na rozmaite niebezpieczeństwa, ale nie powinni się obawiać. Dlaczego? Dlaczego mamy się nie lękać? Ponieważ człowiek został odkupiony przez Boga. Bóg umiłował świat, tak go umiłował, że Syna Swego Jednorodzonego dał. Ten Syn trwa w dziejach ludzkości jako odkupienie.
Odkupienie przenika całe dzieje człowieka. Jest tym światłem, które „w ciemnościach świeci i żadne ciemności nie potrafią jej ogarnąć” (por. J 1, 5). Potęga Chrystusowego krzyża i zmartwychwstania jest większa od wszelkiego zła, której człowiek może i powinien się lękać. Nie bójcie się - istnieje bowiem ktoś, kto dzierży losy tego przemijającego świata, ktoś, kto ma klucze śmierci i otchłani, ktoś, kto jest Alfą i Omegą dziejów człowieka tak indywidualnych, jak i zbiorowych.
A ten ktoś jest Miłością, Miłością uczłowieczoną, Miłością ukrzyżowaną i zmartwychwstałą, Miłością bez przerwy obecną wśród ludzi. Jest Miłością eucharystyczną. Jest nieustającym źródłem Komunii. On jeden ma pełne pokrycie dla tych słów: „Nie bójcie się, nie lękajcie się”.
Jeżeli mamy się czego obawiać i lękać, to wyłącznie tego, aby nie obrazić i nie wyrzec się Boga. Jezus zapewnia, że jeżeli będziemy Mu wierni i będziemy otwarcie wyznawać Go przed ludźmi, to On przyzna się do nas przed Ojcem niebieskim.
Gdyby natomiast ktokolwiek zaparł się Go przed innymi, tzn. utrzymywał, że Go nie zna, że z Nim nie ma nic wspólnego, że nie jest Jego uczniem, że On go nie interesuje, to Jezus także nie przyzna się do niego w obecności Swego Ojca.
Ks. Jan Zieja, żyjący w latach 1897-1991, kapelan wojskowy, kapelan Szarych Szeregów, harcmistrz, związany z Laskami w rozważaniach „Przyjdź, Panie - Ewangelia i życie”, (Poznań, 1966, s. 192-193) pisze: „Oto dwóch żołnierzy niemieckich w czasie ostatniej wojny. Jeden ma napisane w dowodzie osobistym: katolik, drugi - bezwyznaniowy. Otrzymują rozkaz: wystrzelać we wsi wszystkich mieszkańców, nie oszczędzając kobiet i małych dzieci. »Katolik« przystąpił do wykonywania rozkazu, bo rozkaz to rozkaz. »Bezwyznaniowy« odmówił, bo mu na to nie pozwalało jego sumienie. Został rozstrzelany.
Któryż z tych dwu żołnierzy »wyznał Cię«, Jezu? Chyba ten drugi, choć nie był nawet ochrzczony. Więc co znaczy »wyznać Ciebie przed ludźmi«?
Ani metryka chrztu św., ani medalik zawieszony na szyi, ani obrazy treści religijnej w mieszkaniu, ani chodzenie do świątyni, ani przyjmowanie sakramentów same w sobie nie stanowią jeszcze takiego „wyznawania Ciebie przed ludźmi, jakie nam zaleciłeś. Oczekujesz wyznawania Ciebie całym życiem i całym postępowaniem naszym”.
Wiara bez uczynków jest martwa. W ostatnim orędziu pasterskim do braci kapłanów i diecezjan z 3 grudnia 1939 r. abp Antoni Julian Nowowiejski z ojcowską troską wskazuje na to, co najważniejsze w życiu i postawie każdego chrześcijanina. Pisał: „Obecne przemiany dziejowe mają cel jeden, aby ludzi zwrócić do Boga. Kto więc chce rychlej ujrzeć jutrzenkę lepszych czasów, niechaj postawi dwa sobie pytania.
Pierwsze: czy we mnie i w nas wszystko podobało się Bogu?
Drugie: co mam czynić, abym ja i moi bliscy żyli naprawdę po Bożemu?
Te pytania niechaj sobie postawi każdy - ojciec i matka, synowie i córki - w rodzinie. I ci, co piastowali wysokie czy niższe stanowiska społeczne. Niechaj pytania te postawi sobie również kapłan, aby mógł i sam coraz wyżej się wznosić i innym drogę Bożą zawsze wskazywać.
Jakakolwiek odpowiedź wypadnie na to pytanie, będzie ona treść miała zawsze jednaką: abyśmy porzucili drogi, zarówno my sami jak i nasi najbliżsi, taką zaś drogą poszli, iżby wola Boża była przez wszystkich wykonywana. Niechaj przykładem będą nam owi męczennicy pierwszych wieków, którzy w chwilach najtrudniejszych zapominali o sobie, pytali o jedno tylko, co by mogli dla Boga uczynić.
Niechaj wszyscy biorą udział w tworzeniu prawdziwej chrześcijańskiej opinii społecznej, aby Chrystus w sercach wszystkich królował od najmniejszych dzieci aż do osób najwyżej w hierarchii społecznej stojących.
Módlcie się, a nie przestawajcie, aż uprosicie u Boga wszystkie łaski, jakie wam będą potrzebne. Całym sercem za wszystkich się modlę, a przede wszystkim za tych, co cierpią i są upodobnieni do Zbawiciela naszego na krzyżu” Antoni Julian Nowowiejski (Miesięcznik Pasterski Płocki, 3-4/61, s. 112-114).
Wyniesienie do chwały ołtarzy naszych Biskupów to dziejowa sprawiedliwość i zwycięstwo Bożej Mądrości w tych, których świat odrzucił, sponiewierał, wdeptał w ziemię. Swoją niezłomną postawą w wierze pobudzają nas do zachowania wierności wartościom ewangelicznym w codziennym życiu.
Takich wzorców potrzebuje dzisiejszy świat, nie tyle dla męczeństwa i przelewu krwi, ile dla odrodzenia cywilizacji miłości i pogłębienia wiary w świecie.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zanim wyszli na trasę, odwiedzili "Orzecha"

2021-07-31 23:15

Bogdan Mączyński

Delegacja gr. XIV Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej modliła się dziś przy grobie "Orzecha". Jutro wyruszają na trasę, dlatego dzień przed wyjściem chcieli być przy grobie zmarłego w tym roku ks. przewodnika. 

Na wspólną modlitwę przybyła sześcioosobowa grupa - To dla nas ważne, aby przed wyjściem naszej grupy odwiedzić grób kogoś, kto zapoczątkował pielgrzymkę z Wrocławia, nadał jej ducha i prowadził ją przez 40 lat. Tegoroczna pielgrzymka jest w jakimś sensie historyczna. Fizycznie nie ma z nami ks. Stanisława Orzechowskiego. Pozostał jednak w naszej pamięci, dlatego też chcemy na trasie pielgrzymki modlić się za naszego przewodnika - mówi ks. Łukasz Romańczuk, przewodnik części górowskiej - gr. 14. 

CZYTAJ DALEJ

Powstanie Warszawskie. „To nie była tylko walka” - wspomnienia łączniczki

2021-08-01 11:22

[ TEMATY ]

Powstanie Warszawskie

Anna Przewoźnik

"Wiśka" - Bogumiła Kulik, z domu Rankowska

"Wiśka" - Bogumiła Kulik, z domu Rankowska

"Wiśka" - Bogumiła Kulik, z domu Rankowska. Do powstania poszła mając lat 16. Dziś jest ostatnią mieszkającą w Częstochowie uczestniczką Powstania Warszawskiego. Mimo swoich 93 lat doskonale pamięta tamte dni. Jej wojenny życiorys jest podobny wielu nastolatkom z pierwszego pokolenia II Rzeczpospolitej, wychowanych w patriotycznych rodzinach wspieranych przez szkołę. Rzetelna edukacja i miłość ojczyzny dała im siłę, by z determinacją bronili jej niepodległości. Bogumiła Kulik, choć urodzona w Poznaniu, dzieciństwo i młodość spędziła na warszawskiej starówce. Od 1946 r. jest mieszkanką Częstochowy.

Rodzina

CZYTAJ DALEJ

Urodziny bł. Karoliny Kózkówny

Wspomnienie bł. Karoliny Kózkówny - dziewicy i męczennicy obchodzimy 18 listopada, ale dziś przypada rocznica jej urodzin.

To młoda dziewczyna, która poniosła śmierć z rąk rosyjskiego żołnierza, broniąc swojej czystości. Historia jej krótkiego, ale pięknego życia zachwyca tych, którzy do niej sięgną. Bł. Karolina jest patronką diecezji rzeszowskiej. To wyjątkowe wyróżnienie - mieć przed Bogiem taką orędowniczkę. Choć od jej śmierci mija ponad 100 lat, jednak Jej postawa jest coraz bardziej aktualna i potrzebna dzisiejszym katolikom. Zwraca bowiem uwagę na jeden z największych problemów współczesnego świata, szczególnie świata młodych ludzi - na wartość czystości, o którą dziś trzeba stoczyć nie mniejszą walkę, niż córka Kózków z Zabawy stoczyła z żołdakiem, choć może częściej tej obrony trzeba się podjąć w sercu, w zaciszu domu, niż w sytuacji tak ekstremalnej, w jakiej znalazła się bł. Karolina.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję