Reklama

Dzieła sztuki z Muzeów Watykańskich na wystawie w Pekinie

2019-05-27 19:52

ts / Pekin (KAI)

Margita Kotas

Blisko 80 dzieł sztuki z Muzeów Watykańskich można oglądać na wystawie w Muzeum Pałacowym w centrum Pekinu. Jak poinformowano 27 maja w Watykanie, jest to pierwsza wspólna wystawa w jednym z najbardziej znaczących muzeów w Chinach.

Pod hasłem „La bellezza ci unisce” (Piękno, które łączy) eksponowanych jest 76 dzieł sztuki ludowej buddyjskiej i chrześcijańskiej z Muzeów Watykańskich oraz wybrane dzieła z miejscowego Muzeum Narodowego. Twórcom wystawy chodziło o to, aby ukazać punkty styczności między sztuką chrześcijańską i tradycyjną sztuką chińską. Wystawa w Pekinie będzie czynna do 14 lipca.

Obok 76 eksponatów z dziedziny „Anima mundi” Muzea Watykańskie pokazują w Pekinie także dwa obrazy olejne z watykańskiej Pinakoteki: „Adam i Ewa w ziemskim raju” austriackiego malarza Wenzla Petera (1745-1829) oraz „Odpoczynek podczas ucieczki do Egiptu”, znany również jako „Madonna z wiśniami”, włoskiego malarza baroku Federico Barocciego. Muzeum Pałacowe pokazało dzieła katolickiego artysty Wu Li (1535-1612) oraz jezuity z Mediolanu Giuseppe Castiglione (1688-1766), znanego w Chinach jako Lang Shining.

Tagi:
muzea

Ściany, które krzyczą

2019-02-20 11:32

Wojciech Bobrowski
Niedziela Ogólnopolska 8/2019, str. 40-42

Przed rokiem Muzeum Powstania Warszawskiego we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości otworzyło stałą wystawę poświęconą powojennym losom dużej liczby powstańców i żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego

Muzeum Powstania Warszawskiego
Wejście na wystawę. Po prawej stronie cytat z Jana Rodowicza „Anody”

Cele bezpieki w dawnym Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego to miejsce, gdzie znalazło się wielu z nich, i to nie tylko tych, którzy czynnie uczestniczyli w ruchu oporu przeciwko komunistycznej okupacji Polski, ale nawet tych, których jedynym celem było spokojnie żyć i utrzymać rodzinę. Byli tam więzieni m.in. gen. August Emil Fieldorf „Nil”, pilot gen. Stanisław Skalski, prof. Wiesław Chrzanowski i Władysław Bartoszewski.

Czas terroru rok po roku

Podstawowy pomysł organizacji tej wystawy stanowi linia czasu (oś czasu). Jest to doskonały projekt, gdyż klarowne osadzenie kolejnych wydarzeń w czasie umożliwia wyjaśnienie, co jest przyczyną, a co skutkiem. Bez spełnienia tego warunku historia jest tym samym, czym geografia bez mapy, a fizyka bez matematycznego opisu zjawisk. Starzy nauczyciele mówili, że to trucizna dla naszego rozumu, gdyż nie uczy nas myślenia. Wystawa zaczyna się od serii wywiadów z ludźmi urodzonymi w pierwszych latach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Relacje te wprowadzają nas w etos tamtego pokolenia – bez jego znajomości nie będziemy rozumieli bohaterów wystawy, którzy motywacje do walki z brunatnym i czerwonym totalitaryzmem czerpali z gorącego patriotyzmu. Pierwszym rokiem opowiadanej historii jest 1945. Wówczas reprezentacyjną i mało zniszczoną kamienicę w Alejach Ujazdowskich, składającą się z wielu luksusowych apartamentów, przejęło Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, a nazwę tej najpiękniejszej warszawskiej ulicy zmieniono na Aleje Stalina. W piwnicach budynku mieścił się areszt śledczy. Tam też przesłuchiwano więźniów, stosując metody wymuszania zeznań, wobec których blednie nawet okrucieństwo gestapo i SS. Zwykle mówimy o tym grupom dorosłych gości.

Jakubub Szymczuk/KPRP
Pałac Prezydencki w Warszawie – iluminacja w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, 1 marca 2018 r.

Do 1948 r. w wielu częściach Polski istniały jeszcze zwarte odziały partyzanckie, które usiłowały się przeciwstawić czerwonemu terrorowi. Żołnierzy trzymała nadzieja wojny zachodnich aliantów ze Związkiem Sowieckim. Wielu z nich nie miało też dokąd wracać, gdyż powrót oznaczał śmierć. Później trwały już tylko polowania na niedobitki partyzantów męczenników, podobnie jak wtedy gdy po powstaniu styczniowym carski gubernator Michaił Murawjow „wieszatiel” pacyfikował północno-wschodnie ziemie I Rzeczypospolitej. W metaforyczny sposób oddają hołd tym ludziom pierwsze sceny filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Mały Alek – tak nazywano ks. Jerzego w domu rodzinnym – i jego ojciec byli podczas grzybobrania świadkami pościgu za grupą kilku niedobitków. Chłopiec zapytał, czy ci, którzy uciekają, to żołnierze, ojciec odpowiedział: nie, raczej rycerze. W następnym kadrze przyszły kapelan Solidarności odnajduje na strychu stare pismo i czyta tytuł: – „Rycerz Niepokalanej”.

Kolejny ważny rok to 1953. W marcu umiera Stalin, w Związku Sowieckim zaczyna się odwilż. W Polsce przeciwnie – terror jeszcze się zaostrza, zostaje aresztowany prymas Stefan Wyszyński. Jego sekretarz bp Antoni Baraniak rozpoczyna swoją trzyletnią więzienną gehennę, która miała go złamać, tak aby był świadkiem koronnym na planowanym procesie kard. Wyszyńskiego. Rokiem polskiej odwilży i amnestii dla więźniów politycznych był 1956, jednak jeszcze w przeddzień ich wejścia w życie w katowniach bezpieki wykonywano wyroki śmierci. W sumie było ich ponad 4 tys., a wydano 8,5 tys. takich wyroków, jednak w więzieniach i podczas przesłuchań zmarło w tym czasie ok. 21 tys. ludzi, kobiet i mężczyzn. Jeżeli liczby te powiększymy o poległych w lasach partyzantów i Polaków zesłanych w głąb Związku Sowieckiego, skąd niewielu wróciło, to przekonamy się, że koszt wprowadzenia reżimu komunistycznego do Polski grubo przekroczył 50 tys. istnień ludzkich (por. referat prof. Jana Żaryna, 19 marca 2010 r.). Prawdziwą liczbę ofiar zna jednak tylko Pan Bóg.

Muzealna linia czasu prowadzi nas dalej – przez październikową odwilż, tragedię grudniową, radosny przełom wyboru Papieża Polaka i w jego konsekwencji zryw Solidarności aż do stanu wojennego i transformacji gospodarczo-politycznej lat 90., i dalej w XXI wiek.

„Nie dajmy zginąć poległym”

Apel ten jest cytatem z wiersza Zbigniewa Herberta użytym też przez Macieja Roszkowskiego jako motto do godnej polecenia książki: „Jan Rodowicz «Anoda». Jeden z pokolenia”.

Całą wystawę otwiera tablica ze słowami tego bohatera napisanymi podczas pracy przy tworzeniu archiwum batalionu „Zośka”.

Muzeum Powstania Warszawskiego
Przedmioty wykonane przez więźniów politycznych w różnych komunistycznych więzieniach

„Wierzymy głęboko: – Za piękne było ziarno Waszej pracy w tę ziemię polską rzucone, zbyt piękną i młodą krwią i prochami ziemia ta została nasycona, aby nie wyrósł z niej najpiękniejszy owoc, dla którego od wieków potrafią żyć, walczyć i umierać wszyscy szlachetnie myślący Polacy, a jest to – Niepodległość i potęga Polski”.

Jak wiele tajemnic kryją archiwa bezpieki, prześledźmy na podstawie losów jego i ludzi, którzy go zamordowali.

Bohater ten jest nam znany m.in. z opisu akcji pod Arsenałem w „Kamieniach na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Poniósł on śmierć męczeńską w budynku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, stało się to 70 lat temu – 7 stycznia 1949 r. „Anodę” aresztował major UB Wiktor Herer w dzień Wigilii Bożego Narodzenia 1948 r. w mieszkaniu jego matki. Funkcjonariusz ten był komunistą pochodzącym z żydowskiej rodziny ze wschodnich terenów II Rzeczypospolitej. Znał on polskie obyczaje i dobrze wiedział, że Rodowicz tego wieczoru znajdzie się w rodzinnym domu, tym bardziej że jego starszy brat Zygmunt poległ w Powstaniu Warszawskim. Szefową Herera była słynna z wyrafinowanego okrucieństwa Julia Brystiger, zwana „Krwawą Luną”. On sam wyraził sposób, w jaki rozumie swoją funkcję w MBP, podczas jednego ze śledztw prowadzonych w 1948 r. następującym stwierdzeniem: „Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa”. Dalej nie wiemy zupełnie nic o drodze krzyżowej Jana Rodowicza, zakończonej wyrzuceniem już martwego ciała lub jeszcze niedomęczonego warszawskiego powstańca z IV piętra budynku MBP. Matka jednego z poległych kolegów „Anody” z batalionu „Zośka” – Jerzego Gawina „Słonia”, kiedy dowiedziała się od córki o kolejnych aresztowaniach wśród powstańców, powiedziała do niej: „Wiesz, tak sobie myślę, że chyba lepiej, że on zginął z bronią w ręku, niż gdyby dotrwał do tych czasów i by go tam mordowali...”.

Powiedzmy jeszcze kilka słów o dalszej karierze kata „Anody”, Wiktora Herera. Jeszcze w tym samym roku dostał on awans do stopnia podpułkownika oraz nominację na funkcję naczelnika wydziału w MBP, później, już jako pułkownik UB, został on przeniesiony do pracy w sektorze gospodarczym, którym wówczas kierował Hilary Minc – bliski przyjaciel Julii Brystiger. Jednocześnie Herer robił błyskawiczną karierę naukową na najważniejszej uczelni ekonomicznej w PRL-u – w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (SGPiS), doszedł aż do tytułu profesora.

Panie, to niemożliwe!

Najciekawsze jest jednak to, co się stało dużo później. W 1980 r. lewicowi ekonomiści Ryszard Bugaj i Waldemar Kuczyński włączyli Herera do grona doradców Solidarności, tak że był on nawet jednym z autorów ekonomicznych planów tego związku zawodowego. Publikował też często w tygodniku związkowym, do którego wprowadził go ówczesny redaktor naczelny Tadeusz Mazowiecki. Herer (wspólnie z Władysławem Sadowskim) napisał m.in. artykuł „Obrona złotówki – bez mistyfikacji”, który opublikowano w numerze 11/1981. Jednak największym jego protektorem w środowisku związkowym był Jacek Kuroń. Znana jest konfrontacja między nim a byłym więźniem UB prof. Wiesławem Chrzanowskim, kiedy ten rozpoznał w ekspercie związkowym swojego kata. Na zdemaskowanie ubeka Kuroń zareagował słowami skierowanymi do Chrzanowskiego: „Jak się wam nie podoba, to możecie wyjść”. Wydarzenie to miało miejsce w 1981 r. w Gdańsku. Jednak nawet w latach 90. nie pociągnięto Herera do odpowiedzialności, gruba kreska działała niezawodnie. Nigdy niezreformowany system sądowniczy sprawił, że on i jemu podobni zabójcy polskich bohaterów uniknęli potępienia i kary. Wiktor Herer pracował na SGH jeszcze w połowie lat 90., wykształcił wielu z ludzi kierujących obecnie polską gospodarką. Zauważmy, że nauczyciel akademicki, wykładając, nie tylko przekazuje wiedzę, ale także kształtuje studentów swoją osobowością i postawą życiową. Myślę, że ten epizod mówi więcej o korzeniach III RP niż wiele rozpraw i analiz, zostawmy to jednak bez komentarza.

Kiedy opowiadam tę historię, spotykam się często z niedowierzaniem. Od jednego ze zwiedzających usłyszałem zdanie: „Panie, to niemożliwe!”. Jednak wszystkie te fakty dokumentuje w publikacji IPN z 2015 r. „Granice kompromisu. Naukowcy wobec aparatu władzy ludowej” Przemysław Benken – autor rozdziału „Od «utrwalacza władzy ludowej» do roli doradcy Solidarności – zmienne koleje losu profesora Wiktora Herera”. Z powątpiewaniem u zwiedzających spotykam się dość często także przy relacjonowaniu innych faktów. Jesienią ub.r. oprowadzałem po wystawie w podziemiach budynku dawnego UB grupę młodych prawników z kilku europejskich krajów. Nie dowierzali, kiedy powiedziałem, że strażnikami byli tam sprowadzeni w tym celu francuscy komuniści, tak aby żadna informacja z katowni nie przedostała się do polskiej opinii publicznej. Powiedziano im, że pilnują polskich faszystów. Gdy więźniowie znający język francuski zdołali po jakimś czasie zasiać w strażnikach podejrzenia, wówczas wszystkich ich wymieniano na nowych. Dziś także polscy patrioci, np. uczestnicy Marszu Niepodległości, to faszyści dla ludzi zachodniej lewicy. Tak zostali oni nauczeni już 70 lat temu. Dlatego zwolennicy lewicowych ideologii także teraz gotowi są nas nadzorować jak niegdyś żołnierzy niezłomnych w celach bezpieki.

Bilans pierwszego roku działania wystawy

W tym czasie odwiedziło ją już kilka tysięcy zwiedzających. Można tam poznać historię komunistycznego terroru przedstawioną na linii czasu, a także obejrzeć cele i karcery, w których przebywali więźniowie, oraz wiele oryginalnych rekwizytów. Są to przedmioty wykonane przez więźniów – jak różaniec, szachy czy zapiski i rysunki wydobyte ze ścian przez konserwatorów. Jednak ekspozycja jest ciągle rozwijana i wzbogacana o nowe środki multimedialne, powstają także sale dydaktyczne umożliwiające prowadzenie lekcji muzealnych dla grup młodzieży licealnej. Stałym przewodnikiem oprowadzającym po ekspozycji jest p. Andrzej Komuda. Opowiedział mi on następujące zdarzenie: – Przybyła do nas grupa młodzieży z liceum w Andrychowie. Jedna z uczennic nie chciała jednak przekroczyć progu budynku dawnego MBP. Kiedy ją zapytałem dlaczego, usłyszałem odpowiedź: „Ja tam nie wejdę, bo te ściany krzyczą”. Pomyślałem, że może ona nie potrzebuje zwiedzać wystawy, gdyż już wszystko rozumie.

Wszystkich czytelników artykułu zachęcam do obejrzenia wystawy „Cele bezpieki” przy Al. Ujazdowskich 11 w Warszawie (wejście od ul. św. Teresy) i chwili refleksji nad życiem „Anody” i jego kolegów. Szczegóły, jak np. czas otwarcia ekspozycji, najłatwiej znaleźć na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego – www.1944.pl w zakładce CELE BEZPIEKI.

Dziękuje moim koleżankom i kolegom z Muzeum za pomoc w napisaniu tego tekstu i przekazane mi fotografie.

Wojciech Bobrowski
Autor jest przewodnikiem wolontariuszem w Muzeum Powstania Warszawskiego i jego filii „Cele Bezpieki”. Od ponad roku współpracuje z „Niedzielą”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Łukasz – patron Służby Zdrowia

Oprac. Józef Rydzewski
Edycja podlaska 41/2001

Janusz Szpyt, „Św. Łukasz”/fot. Graziako

18 października Kościół katolicki obchodzi liturgiczne wspomnienie św. Łukasza Ewangelisty. W tym dniu świętuje cała Służba Zdrowia: lekarze, pielęgniarki, siostry zakonne pracujące w szpitalach i domach opieki, jednym słowem wszyscy, którzy mają coś wspólnego z pomocą chorym, ponieważ patronuje im św. Łukasz.

Według Ojców Kościoła św. Łukasz urodził się w Antiochii Syryjskiej i był poganinem. Z zawodu był lekarzem. Należał do ludzi dobrze obeznanych z ówczesną literaturą i wykształconych. Świadczy o tym jego piękny język grecki, dokładność informacji i umiejętność korzystania ze źródeł. Pewien uczony żyjący w VI wieku pisze, że św. Łukasz będąc malarzem, namalował obraz Matki Bożej, który zabrała z Jerozolimy cesarzowa Eudoksja i przesłała go w darze św. Pulcherii - siostrze cesarza. Odtąd ta legenda stała się powszechna i autorstwo wielu starożytnych obrazów jest przypisywane św. Łukaszowi.

Św. Łukasz nie należał do 72. uczniów Pana Jezusa. Św. Paweł umieszcza go wśród osób nawróconych z pogaństwa. Po przyjęciu chrześcijaństwa Łukasz stał się współpracownikiem św. Pawła i towarzyszem jego misyjnych podróży. Św. Łukasz jest autorem Ewangelii i Dziejów Apostolskich. To właśnie jemu zawdzięczamy prawie wszystkie wiadomości o: zwiastowaniu narodzin św. Jana Chrzciciela i Pana Jezusa, nawiedzeniu św. Elżbiety, narodzeniu Pana Jezusa, pokłonie pasterzy i całym dzieciństwie Jezusa. Bardzo starannie zabrał się do pisania Ewangelii. Sam to potwierdza we wstępie: "Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami oraz sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś mógł przekonać się o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono" (Łk 1, 1-4). W swojej Ewangelii Łukasz przedstawił Chrystusa jako lekarza dusz i ciał ludzkich. Przekazał nam przypowieść o synu marnotrawnym, o odpuszczeniu grzechów jawnogrzesznicy i skruszonemu łotrowi na krzyżu. Bardzo pięknie Dante nazwał św. Łukasza, a mianowicie: historykiem łagodności Chrystusowej. Niemniej cennym dziełem są Dzieje Apostolskie. To właśnie z nich dowiadujmy się o tym, co działo się bezpośrednio po wniebowstąpieniu Pana Jezusa.

Według tradycji św. Łukasz poniósł śmierć męczeńską w Achai. Nie wiemy jednak gdzie znajduje się jego grób. Symbolem św. Łukasza i jego Ewangelii jest wół, ponieważ Autor rozpoczyna swą Ewangelię opisem ofiary Starego Testamentu. Inna interpretacja tej ikonografii mówi, że wół symbolizuje ciężką i systematyczną pracę historyka jaką wykonał św. Łukasz opisując życie Zbawiciela.

W katakumbach Kommodylli w Rzymie znajduje się fresk z VII wieku przedstawiający św. Łukasza w stroju rzymskim. W Polsce nie spotyka się kościołów ani ołtarzy św. Łukasza. Za to jego wizerunek wśród czterech Ewangelistów jest niemal wszędzie, w rzeźbie i na obrazach. Jego imię spotyka się rzadziej, choć ostatnio zaczyna być popularne. Do chwały ołtarzy zostało wyniesionych 12 świętych o imieniu Łukasz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obchody 35. rocznicy męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki

2019-10-18 12:22

pk / Warszawa (KAI)

35 lat temu ksiądz Jerzy Popiełuszko, kapelan Solidarności, przygotowywał się do wyruszenia w podróż do Bydgoszczy. Tam, w duszpasterstwie ludzi pracy, miał wygłosić słowa dotyczące sprawiedliwości, prawdy i męstwa a także zaniechania nienawiści i przemocy. Z podróży tej, jak pokazała historia, nigdy nie powrócił. Zakatowane przez funkcjonariuszy komunistycznej służby bezpieczeństwa ciało kapłana odnaleziono w wodach Wisły. Nieprzypadkowo data 19 października przez parlament i prezydenta RP wybrana została na doroczne Święto Duchownych Niezłomnych.

Graziako/Niedziela
Ks. Jerzy Popiełuszko”, Teresa Chromy (1984 r.)

Od 18 do 20 października w Sanktuarium Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki przy parafii Świętego Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu odbędą się uroczystości upamiętniające 35. rocznicę dramatycznej śmierci kapłana. Już w piątek 18 października wieniec przed grobem księdza Jerzego około 18:30, w obecności świadków życia kapłana złoży prezydent Andrzej Duda. Tego samego dnia o godzinie 19:00 odbędzie się Wieczór Świadków podczas którego pięć osób związanych z księdzem Jerzym Popiełuszką opowie o jego drodze życia oraz dojrzewaniu do świętości.

19 października o godzinie 18:00 będą miały miejsce centralne uroczystości. W ich trakcie kardynał Kazimierz Nycz, przewodniczący liturgii, dokona poświęcenia kaplicy w której w specjalnej gablocie wystawione zostaną relikwie sutanny jaka miał na sobie męczennik w momencie śmierci. Uroczystą liturgię zakończy modlitwa o kanonizację kapłana oraz złożenie wieńców przy jego grobie przez członków rządu, przedstawicieli służb mundurowych, Solidarności oraz licznych instytucji. W uroczystościach weźmie udział rodzina księdza Jerzego, jego bliscy, przedstawiciele rządu i samorządów. Cały dzień honorową wartę przy grobie pełnić będzie blisko sto pocztów sztandarowych Solidarności.

20 października zaś, Muzeum księdza Jerzego Popiełuszki znajdujące się na terenie parafii Świętego Stanisława Kostki, zaprasza do uczestnictwa w grze miejskiej. Jej uczestnicy poznają miejsca związane z działalnością kapelana Solidarności na terenie stolicy. Jednym z miejsc będzie Huta Warszawa, gdzie emerytowani członkowie Solidarności z 1980 opowiedzą uczestnikom o burzliwych latach 80tych, o walce o wolność i o zaangażowaniu w nią księdza Jerzego Popiełuszki.

„Osoba księdza Jerzego Popiełuszki nie należy jedynie do historii… ideały, które wskazał ksiądz Jerzy są uniwersalne i wskazują nam jak żyć dziś i jak myśleć o przyszłości” – powiedział kustosz sanktuarium księdza Jerzego Popiełuszki, ks. Marcin Brzeziński.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko, urodzony w 1947 roku w Okopach na Białostocczyźnie, po zdaniu matury wstąpił do Warszawskiego Seminarium Duchownego. Jako kleryk odbywał przymusową służbę wojskową w specjalnej jednostce kleryckiej w Bartoszycach, gdzie wobec komunistycznej indoktrynacji dał się poznać jako niezłomny obrońca wiary i wartości. Po święceniach kapłańskich otrzymanych w 1972 roku pełnił posługę w kilku parafiach Archidiecezji Warszawskiej, zajmując się m.in. duszpasterstwem młodzieży i służby zdrowia. W ostatnich latach życia posługiwał w parafii Św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu gdzie związał się z Solidarnością oraz celebrował comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę gromadzące wokół świątyni wielotysięczne tłumy.

W czasie Stanu Wojennego ksiądz Jerzy występował w obronie internowanych wskutek czego stał się obiektem nękania i prowokacji ze strony służb komunistycznego reżimu. Swoją ostatnią duszpasterską podróż odbył 19 października 1984 roku do parafii Świętych Polskich Braci Męczenników do Bydgoszczy. Podczas podróży powrotnej został bestialsko zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, jego umęczone ciało wrzucono do Wisły na wysokości tamy we Włocławku. Pogrzeb Księdza Jerzego, który miał miejsce 3 listopada 1984 roku zgromadził blisko milionową rzeszę ludzi. Od 1984 roku grób męczennika odwiedziły blisko 23 miliony wiernych, w tym liczni kardynałowie, biskupi, prezydenci i przedstawiciele świata kultury. Papież Benedykt XVI 6 czerwca 2010 roku zaliczył księdza Jerzego Popiełuszkę do grona błogosławionych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem