Reklama

Głos z Torunia

Bp Śmigiel: Polacy cierpliwie wykuwali drogę do wolności

Polacy cierpliwie wykuwali drogę do wolności – mówił bp Wiesław Śmigiel podczas Mszy św. w katedrze Świętych Janów. W Toruniu trwają obchody powrotu Torunia do wolnej Polski – W 1920 r. nikt z torunian nie urodził się w wolnej Polsce, a mimo to nie stracili nadziei i nadal byli Polakami.

[ TEMATY ]

Toruń

Bp Wiesław Śmigiel

BP KEP

Bp Wiesław Śmigiel

Główne uroczystości rozpoczęły się 18 stycznia od złożenia kwiatów pod pomnikiem gen. Hallera oraz inscenizacji wkroczenia wojsk polskich pod dowództwem żołnierzy płk. Stanisława Skrzyńskiego do miasta, powitanych m.in. przez Ottona Steinborna, późniejszego burmistrza komisarycznego oraz ks. Stanisława Pełkę, najstarszego toruńskiego kapłana.

Następnie korowód torunian z władzami miasta na czele przeszedł historyczną trasą na Rynek Staromiejski, gdzie miały miejsce uroczystości patriotyczne. Nie zabrakło również rekonstrukcji przekazania kluczy polskim władzom miasta oraz przemówienia wygłoszonego przez generała 21 stycznia 1920 r. ze słynnym zdaniem: „Serdeczne dzięki wam od wojska polskiego za świetne powitanie, które wskazuje, że tu była, jest i będzie tylko Polska, że jesteście gotowi do spełnienia wszystkich obowiązków narodowych i do ofiar dla dobra odrodzonej Polski”.

Reklama

O godz. 16.00 w katedrze Świętych Janów miała miejsce Msza św. dziękczynna pod przewodnictwem bp. Wiesława Śmigla. Hierarcha zwrócił uwagę, że w historii ewangelicznego Łazarza z Betanii można odczytać dzieje Polski i naszego regionu. „Jednak żałoba narodowa nie ograniczała się do łez. Modlono się, prosząc o cud wskrzeszenia ojczyzny, zabiegano o zachowanie tożsamości narodowej, pielęgnowano historię, a nawet zbierano siły do walki zbrojnej” - powiedział.

Przypomniał również walkę o zachowanie języka i kultury oraz przywołał postaci patriotów związanych z regionem. „Tamte wydarzenia to dla nas lekcja na dziś i na jutro”

2020-01-18 20:42

Ocena: +2 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Toruń: Setna rocznica powrotu Pomorza i Kujaw do Macierzy

[ TEMATY ]

rocznica

Toruń

Bp Wiesław Śmigiel

Pomorze

Kujawy

BP KEP

Bp Wiesław Śmigiel

- Wpatrując się w historię i ucząc się od poprzednich pokoleń, chcemy wspólnym wysiłkiem dar niepodległości i pokoju przekazać bezpiecznie następnym pokoleniom – mówił dziś bp Wiesław Śmigiel podczas Mszy św. za Ojczyznę w toruńskiej katedrze Świętych Janów. W Toruniu rozpoczęły się obchody setnej rocznicy powrotu Pomorza i Kujaw do wolnej Polski.

Na Eucharystii obecni byli: biskup senior Andrzej Suski, toruńscy przełożeni Kościoła prawosławnego – ks. mitrat Mikołaj Hajduczenia oraz Kościoła ewangelicko-augsburskiego – ks. Michał Walukiewicz, jak również samorządowcy różnych szczebli z marszałkami województw kujawsko-pomorskiego i pomorskiego na czele, przedstawiciele rządu Rzeczpospolitej Polskiej, służb mundurowych, harcerzy, szkół i uczelni naszego regionu oraz liczne poczty sztandarowe.

W homilii bp Śmigiel przywołał postaci osób zaangażowanych w działania niepodległościowe na terenie Pomorza i Kujaw, zwłaszcza filomatów pomorskich, którzy za swoje zaangażowanie zapłacili nieraz wysoką cenę. Wymienione przezeń osoby to m.in. ks. Józef Prądzyński, Stefan Łaszewski, Julian Szychowski, ks Władysław Łęga, ks. Antoni Szuman, Józef Wybicki, ks. gen Józef Wrycza czy ks. Julian Dzionara, uczący małych parafian „Katechizmu dziecka polskiego”.

Hierarcha zwrócił również uwagę na wolność wewnętrzną oraz moc, jaką zniewolonym Polakom dawała wiara, która „sprawiała, że nigdy nie umarła w nas nadzieja”. Niezwykłą wagę miało wychowanie patriotyczne.

-

W czasie zaborów byliśmy dumnym narodem bez własnej ojczyzny
, ale słupy graniczne postawiliśmy przy naszych podwórkach i domach. Tam ciągle była Polska. W rozmowach przy stole rodzinnym, w domowych lekcjach, w modlitwie – mówił bp Śmigiel. Dziękując Bogu za odzyskaną wolność, prosił również: - Niech dobry Bóg błogosławi Polskę, nasze małe ojczyzny, nasze rodziny i nas samych.

Tego dnia harcerze oraz władze samorządowe złożyły kwiaty w miejscach pamięci nawiązujących do powrotu Pomorza i Kujaw do wolnej Polski, a w samym Toruniu przed pomnikiem ofiar Zbrodni Pomorskiej, gen. Józefa Hallera, który wraz z Błękitną Armią wyzwalał te tereny w 1920 r. oraz Stefana Łaszewskiego, pierwszego wojewody pomorskiego. Po Mszy św. na historycznej siedzibie województw pomorskich odsłonięto tablicę pamiątkową.

Obchody powrotu Pomorza i Kujaw do Macierzy potrwają przez kilka najbliższych miesięcy. Towarzyszyć im będą koncerty, wystawy, sztafety biegowe, wspólne czytanie „Pana Tadeusza”, pikniki i rekonstrukcje historyczne (m.in. w Toruniu i Golubiu). Msza św. dziękczynna za powrót Torunia do wolnej Polski będzie miała miejsce 18 stycznia o godz. 16.00 w katedrze Świętych Janów.

CZYTAJ DALEJ

Bp Piotr Jarecki: Nasz katolicyzm jest zbyt kultyczny, kard. Wyszyński chciał by był bardziej społeczny!

2020-02-19 09:29

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

bp Piotr Jarecki

kard. Wyszyński

ARCHIWUM

- Misja Kościoła nie może być równoległa do misji świata, ale powinna przenikać rzeczywistość tego świata. I kardynał Wyszyński właśnie o tym dziś nam przypomina – mówi w wywiadzie dla KAI bp Piotr Jarecki, jeden z najlepszych w Polsce znawców katolickiej nauki społecznej. Rozmowa jest próbą odczytania aktualności społecznego nauczania kard. Stefana Wyszyńskiego w dzisiejszych warunkach oraz ich aplikacji do wyzwań przed jakimi stoi Kościół w Polsce.

Marcin Przeciszewski, KAI: Jakie główne akcenty Ksiądz Biskup dostrzega w myśleniu i nauczaniu społecznym Prymasa Tysiąclecia?

Bp Piotr Jarecki: Główną moją myślą jest to, że pomimo, iż mam 40 lat kapłaństwa i 26 biskupstwa, to za mało zajmowałem się myślą kard. Stefana Wyszyńskiego. Dotyczy to zresztą nie tylko mnie, ale i całego Kościoła w Polsce. A tymczasem dzisiaj jego sposób przeżywania wiary i styl wypełniania misji jest nam bardzo potrzebny.

- A w jakim sensie?

- Nasz katolicyzm jest zbyt kultyczny. Za mało zajmujemy się tym, co nazywamy „teologią rzeczywistości ziemskich”. Nazywam to realizacją ducha inkarnacji. Bo przecież nie wierzymy w Boga – ideę, ale w Boga wcielonego. W Boga, który działa w historii. A więc wiarę należy przeżywać w tej konkretnej rzeczywistości w jakiej żyjemy. Misja Kościoła nie może być równoległa do misji świata, ale powinna przenikać rzeczywistość tego świata. I kardynał Wyszyński właśnie o tym dziś nam przypomina.
Sądzę, że dziś Prymas Tysiąclecia powiedziałby mniej więcej tak: „Nie zamieńcie wiary w czystą teorię i nie zamieńcie misji Kościoła w jakiś angelizm oderwany od rzeczywistości”. Starajmy się więc rzucić światło wartości ewangelicznych na konkretną rzeczywistość społeczną jaka nas otacza: polityczną, gospodarczą i kulturową, i narodową. Powinniśmy wypracowywać konkretne rozwiązania, inspirując się oczywiście wartościami ewangelicznymi. To jest dla mnie główna nauka, którą wyprowadzam ze spuścizny kard. Wyszyńskiego. On dokładnie to pokazywał całym swoim życiem.

- Ale postarajmy się to pokazać bliżej, jak on to ukazywał? Na jakie elementy czy cegiełki można jego nauczanie społeczne rozłożyć?

- Kard. Wyszyński dokonywał syntezy Katolickiej Nauki Społecznej (KNS) z konkretną rzeczywistością społeczno-polityczną i kulturową naszej ojczyzny tamtych czasów. Tymczasem na kard. Wyszyńskiego zawsze patrzyliśmy porównując go z kard. Wojtyłą w taki oto sposób: Wojtyła – wysublimowany intelektualista, a Wyszyński to pastoralista, zwolennik Kościoła ludowego... Przynajmniej ja tak to przeżywałem.
Natomiast kiedy czytam jego wystąpienia, dochodzę do wniosku, a nawet nieraz się dziwię, jak głęboko kard. Wyszyński nie tylko znał nauczanie społeczne Kościoła, ale potrafił je adoptować do otaczającej rzeczywistości. A szczególna wartość jego nauczania polegała na tym, że nie były to cytaty z dokumentów czy papieskich encyklik społecznych, ale głęboka synteza zasad katolickiej nauki społecznej z aktualnymi wyzwaniami i „znakami czasu”. Podobny styl prezentuje dzisiaj papież Franciszek. Wyszyński niewątpliwie był intelektualistą, ale nie był oderwany od rzeczywistości.
A to tego przygotowało go życie, a także okres przedwojenny. Pamiętamy jego zaangażowanie we Włocławku, kiedy nie tylko był redaktorem naczelnym znakomitego pisma „Ateneum Kapłańskiego”, ale działał w chrześcijańskich związkach zawodowych. Znał rzeczywistość trudnego życia robotnika. Upominał się o prawa robotników chodząc jako ksiądz do właścicieli zakładów pracy. Znał szarość życia ludzi ciężkiej pracy fizycznej i walczył o ich prawa.

- Dlatego przypięto mu wtedy łatkę „czerwonego księdza”...

- Oczywiście, że mu przypięto. Kard. Wyszyński już od tamtych czasów, przez cale życie głosił niezbywalną godność człowieka. Mówił konkretnie o „przyrodzonej godności człowieka”. Odnosił to do obrazu Boga w każdym z nas, do Bożego ojcostwa. I to jest praźródło, dlaczego mówimy, że każdy człowiek, każdy z nas, ma tak wzniosłą godność. Obojętnie czy jest to szary robotnik czy wysublimowany intelektualista – ich godność jest taka sama. Kard. Wyszyński mówił dosłownie: czy to jest pijak, który leży w rowie, czy to jest człowiek cnotliwy - mają oni taką samą godność.
Jest to niesamowita nauka, obawiam się, że dziś nie potrafimy jej realizować. A realizował to także w niełatwej praktyce własnego życia, kiedy był więziony, internowany. Kiedyś powiedział, że modli się za Bieruta, który go prześladował. Nikogo nie nienawidził – widocznie miał taką łaskę, którą wyprosił u Boga. Starał się miłować nawet największych wrogów, którzy mu tyle zła wyrządzili, którzy otwarcie walczyli z Kościołem.

- Pius XI w encyklice „Quadragesimo anno”, którą w młodości studiował ks. Wyszyński, apelował o tworzenie chrześcijańskiego ustroju społecznego jako „trzeciej drogi” pomiędzy liberalnym kapitalizmem a socjalistycznym kolektywizmem . Jak to postrzegał przyszły prymas?

- Jest to dość złożona kwestia. Wyszyński miał przed wojną wiele wystąpień do robotników nt. kapitalizmu i kolektywizmu. A po którymś z jego wykładów jeden z robotników zabrał głos i mówi: „Księże Doktorze, wedle tego, co Ksiądz powiedział, to i kapitalizm jest do cholery i kolektywizm jest do cholery. Zostaje więc nam powiesić się!” A Wyszyński odpowiada: „Nie spiesz się z tym, kiedy po wakacjach przedłożę propozycję nauczania społecznego Kościoła, to na pewno nie będą ci przychodziły myśli o powieszeniu się”.
Co ciekawe, w jego nauczaniu nie zauważyłem tej propozycji, którą znajdujemy w encyklice „Quadragesimo anno”, czyli że Kościół proponuje tzw. trzecią drogę, pomiędzy kapitalizmem a socjalistycznym kolektywizmem: korporacjonizm. Wyszyński kilkakrotnie w swym nauczaniu mówi - co jest miodem na moje serce - że tak naprawdę, w ostatecznej analizie, kapitalizm i lewicowy kolektywizm – są wrogie człowiekowi. Jeden wpędza w niewolę zysku, a drugi w niewolę państwa. A ponadto kolektywizm wpędza także w niewolę materii, gdyż promuje ideologię „stachanowców”. Po wojnie słynne były memoriały Wyszyńskiego do partii i do rządzących, żeby nie zniewalali człowieka i nie przymuszali go do pracy w niedzielę. Tłumaczył, że jest to wbrew godności człowieka pracy. Uzdrowieńczy rzekomo system przejął naganne cechy kapitalizmu!
Stawiano mu pytanie, dlaczego prymas zajmuje się także tymi którzy należą do partii? A on odpowiadał: to jest moja misja, oni należąc do partii nie przestają być ludźmi. A moją misją, misją Kościoła, jest troska o godność każdego człowieka, partyjnego czy nie partyjnego. Każdy ma prawo i obowiązek pracy, ale ma także prawo do niedzielnego wypoczynku.
Kard. Wyszyński był krytyczny zarówno wobec kapitalizmu, który poznał dobrze przed wojną, a także wobec kolektywizmu i socjalizmu. Zwracał przede wszystkim uwagę, że państwo nie ma prawa narzucania wszystkim obywatelom jednej ideologii. Podkreślał, że państwo nie może także formować młodych w świetle jakiejś z góry narzuconej ideologii, tym bardziej ideologii ateistycznej. Sprzeciwiał się wyciąganiu młodych ludzi z rodzin, i kształtowaniu ich w ateistycznej szkole, co wtedy było powszechnie praktykowane, a na pewno promowane.
Krótko mówiąc, Wyszyński nie był zwolennikiem jakiejś „trzeciej drogi”, ale tego, co w nauce społecznej Kościoła nazywamy podmiotowością społeczeństwa: z czym nie liczy się ani kapitalizm, ani marksistowski i kolektywistyczny socjalizm. I całe jego nauczanie, od kiedy przyszło mu pełnić rolę prymasa aż do śmierci, było walką o podmiotowość społeczeństwa.

- Co rozumiał pod pojęciem podmiotowości społeczeństwa?

- Bogactwo zrzeszeń, które wypełniają przestrzeń społeczną między jednostką i rodziną a państwem. Kard. Wyszyński bardzo na to wskazywał. Mówił o różnych środowiskach i kulturowych i gospodarczych, które mają prawo do istnienia. Podkreślał, że z nimi musi liczyć się państwo i jego władze, że muszą w tym zakresie pozostawiać im swobodę. Uważał, że państwo nie może mieć monopolu. Mówił, że socjalizm i komunizm chce „zemleć tę różnorodność w swoich ideologicznych młynach”.
Przypomina mi się w tym momencie nauka Piusa XII nt. rozróżnienia między „bezkształtną masą”, a podmiotowością narodów, czy podmiotowością ludów. Wyszyński mówił dokładnie to samo, przestrzegał przed niebezpieczeństwem przeobrażenia podmiotowego społeczeństwa czy narodu - który ma swoją kulturę, język, zwyczaje i swoje terytorium - w rodzaj bezkształtnego monolitu. Masy, z którą można robić co się chce i dowolnie nią manipulować.
Takie spojrzenie ks. Wyszyński wyniósł jeszcze z KUL-u, był przecież uczniem ks. prof. Antoniego Szymańskiego, nestora katolicyzmu społecznego w Polsce, a później w tym pomogła mu roczna wędrówka po najlepszych katolickich środowiskach uniwersyteckich Belgii, Holandii, Francji, Szwajcarii i Włoch.

- Wskazałbym jeszcze jeden wątek nauczania kard. Wyszyńskiego: jest to praca jako droga ku uświęceniu. Chyba najsilniej został on zarysowany w jego książce: „Duch pracy ludzkiej”, która wydana została niedługo po wojnie.

- Widzę tam wiele treści, które odnajdujemy później w encyklice „Laborem exercens” Jana Pawła II. Czytając „Duch pracy ludzkiej”, dotykamy kwestii teologii rzeczywistości ziemskich, czyli przeżywania wiary nie tylko poprzez różaniec, nie tylko w kościele czy na Mszy św. Wyszyńskiemu nie chodzi o żaden katolicyzm kultyczny, ale o dostrzeżenie pracy jako świeckiej dziedziny życia, poprzez którą mamy realizować to pierwsze i zasadnicze powołanie człowieka, jakim jest powołanie do świętości. Przecież każdy człowiek najwięcej czasu poświęca właśnie w pracy. Wyszyński zadaje pytanie, czy z tej pracy wychodzę lepszym czy gorszym człowiekiem, niezależnie od tego czy jestem dyrektorem czy zwykłym robotnikiem? Ze smutkiem zauważa, podobnie jak Pius XI, że niestety ludzie przez pracę często się upadlają, stają się gorsi.
Na te wyzwania Wyszyński odpowiada, publikując książkę „Duch pracy ludzkiej”. Pracę człowieka odnosi do Boga, który stworzył świat i który sam pracował. Ukazuje dalej mistykę pracy, jako drogę wzrostu i doskonalenia się człowieka, drogę do Boga i do budowania rzeczywistości ludzkiej. Chodzi mu o to, abym to ja poprzez pracę kształtował się wewnętrznie, abym zbliżał się przez nią do Pana Boga i do drugiego człowieka. Bym zacieśniał z nim więzy wspólnoty. Praca właściwie rozumiana, wykonywana i zorganizowana może być modlitwą.

- Jest chyba duże podobieństwo takiego myślenia z założycielem „Opus Dei”, ks. Josemaria Escrivá de Balaguer, który zresztą opublikował w Hiszpanii tłumaczenie tej książki ks. Wyszyńskiego?

- Faktycznie dla „Opus Dei”, na ile się orientuję, jest to jeden z centralnych elementów ich duchowości. Rzeczywiście istnieje tu bliskie pokrewieństwo z kard. Wyszyńskim. Takie właśnie pojmowanie ducha pracy ludzkiej starałem się zaszczepić na gruncie Akcji Katolickiej w Polsce i - szczerze mówiąc - nie za bardzo mi to wyszło. A chodzi o to, żeby tę świecką dziedzinę, dziedzinę rzeczywistości ziemskich, traktować jako istotną świecką drogę do świętości.
Zresztą, gdyby młody ks. Stefan Wyszyński nie był doskonałym ekspertem od tego co dziś nazywamy teologią rzeczywistości ziemskich, to kard. August Hlond nie powołałby go do Rady Społecznej przy Prymasie Polski. Kard. Hlond widział, że młody ks. Wyszyński nie tylko się na tym znał, ale tym głęboko żył. A widząc jego sposób myślenia i sposób nauczania, mógł go również wskazać na swego następcę jako metropolitę warszawskiego i gnieźnieńskiego.

- W 1967 r. kard. Wyszyński ogłasza Społeczną Krucjatę Miłości. Jakie znaczenie ma ten program?

- Społeczna Krucjata Miłości to niezmiernie ważny element w nauczaniu prymasa Wyszyńskiego. Ja sam dopiero niedawno to odkryłem. Pierwszy raz użył tego określenia w kościele na Kamionku na warszawskiej Pradze. Powiedział, że Polsce potrzebna jest Społeczna Krucjata Miłości a – nawiązując do swego poprzednika kard. Hlonda – dodał, że „zwycięstwo jeśli przyjdzie, to przyjdzie przez Maryję”. Mówił, że pragnie być wykonawcą tej woli, testamentu swego poprzednika, ponieważ kard. Hlond pierwszy użył tego określenia: „społeczna krucjata miłości”.
A w liście na Wielki Post 1967 r. ogłosił program Społecznej Krucjaty Miłości. Pisał w nim: „Pragniemy podjąć pracę nad wprowadzeniem w życie ducha Soboru Watykańskiego II i Ślubów Narodu. Zaczynamy pracę, która potrwa długie lata. Prowadzić ją będziemy w Społecznej Krucjacie Miłości. Kardynał Wyszyński pragnął, aby społeczeństwo podejmowało walkę z otaczającym złem poprzez przemianę swoich serc. Jest to więc program odnowy życia codziennego, zaproszenie do oddziaływania miłością w rodzinie, w domu, w pracy, wśród przyjaciół i nieprzyjaciół, wszędzie. Tak, aby zacząć przemieniać świat od siebie, od najbliższego otoczenia.
Sformułował dwanaście wskazań duchowej odnowy. A w jednym z kolejnych listów, bodajże w 1968 r. po raz kolejny wyjaśniał sens tego dzieła, polemizując z opiniami, że krucjata wydaje się czymś przestarzałym i kryje w sobie konflikt, walkę, może nawet i nienawiść. Tłumaczył, by nie bać się tego określenia, gdyż chodzi tu o krucjatę pojmowaną jako walkę człowieka przede wszystkim ze swoimi własnymi słabościami. Wyjaśniał, że jeżeli tej walki nie podejmiemy, to nie zawracajmy sobie głowy żadnymi zmianami strukturalnymi. Wzywał do wypełnienia pojęcia miłości bardzo konkretną treścią. Nawiązywał do tego, co mówimy na początku każdej Mszy św., czyli abyśmy nie ranili bliźnich oraz Boga: myślą, mową, uczynkiem a także i zaniedbaniem. Najpierw ujął to w formie 12 wskazań, zamienionych później w 10-punktowe ABC Społecznej Krucjaty Miłości.

- Jakie były to konkretnie wskazania? Może warto je dziś przytoczyć w całości?

- Proszę bardzo, oto one:
1. Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje. Bądź wrażliwy na drugiego człowieka, twojego brata.
2. Myśl dobrze o wszystkich - nie myśl źle o nikim. Staraj się nawet w najgorszym znaleźć coś dobrego.
3. Mów zawsze życzliwie o drugich - nie mów źle o bliźnich. Napraw krzywdę wyrządzoną słowem. Nie czyń rozdźwięku między ludźmi.
4. Rozmawiaj z każdym językiem miłości. Nie podnoś głosu. Nie przeklinaj. Nie rób przykrości. Nie wyciskaj tez. Uspokajaj i okazuj dobroć.
5. Przebaczaj wszystko, wszystkim. Nie chowaj w sercu urazy. Zawsze pierwszy wyciągnij rękę do zgody.
6. Działaj zawsze na korzyść bliźniego. Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby tobie tak czyniono. Nie myśl o tym, co tobie jest kto winien, ale co Ty jesteś winien innym.
7. Czynnie współczuj w cierpieniu. Chętnie spiesz z pociechą, radą, pomocą, sercem.
8. Pracuj rzetelnie, bo z owoców twej pracy korzystają inni, jak Ty korzystasz z pracy drugich.
9. Włącz się w społeczną pomoc bliźnim. Otwórz się ku ubogim i chorym. Użyczaj ze swego. Staraj się dostrzec potrzebujących wokół siebie.
10. Módl się za wszystkich, nawet za nieprzyjaciół.
A czytając dziś ten tekst myślę o tym, co Benedykt XVI napisał w swej encyklice „Caritas in veritate”. Mianowicie, że dzisiaj miłość jest jak „pusta skorupa”, którą każdy może wypełnić swą treścią, nawet tą, która jest zaprzeczeniem autentycznej chrześcijańskiej miłości. Społeczna Krucjata Miłości Wyszyńskiego, jest wypełnieniem treścią tej właśnie skorupy. Jeśli każdy z nas poważnie traktuje miłość, to wie jak ma myśleć, jak czuć, jak traktować drugiego człowieka i jak się angażować w przemianę społeczeństwa. Miłość, wedle kard. Wyszyńskiego – to konkret, który warto i trzeba realizować, zaczynając od samego siebie. Społeczna krucjata miłości to jest dekalog rozumienia i realizowania miłości konkretnej, miłości egzystencjalnej, stylu życia, kultury życia. To jest dekalog nadawania konkretnego kształtu życiowego pięknej, wzniosłej idei miłości. Nie tylko poryw serca i wzburzenie emocji, ale praxis życia. Emocje odgrywają w tej praxis oczywiście niezwykle ważną rolę! Znowu wraca logika inkarnacji.

- W myśleniu społecznym kard. Wyszyńskiego ważne miejsce zajmowało również pojęcie narodu. Był twórcą „Teologii narodu”. Temat ten jest zawsze tematem gorącym, gdyż towarzyszyć temu będą posądzenia o nacjonalizm. Jak ujmował to Prymas Tysiąclecia?

- Jest to jeden z centralnych elementów jego nauczania. A jego „teologia narodu” podkreślała, że tak jak rodzina, tak samo i naród istnieje z woli Boga. Dla kard. Wyszyńskiego były to najbardziej naturalne wspólnoty, w których człowiek żyje, dojrzewa, realizuje się oraz uświęca. Co zresztą powinno być oczywiste dla każdego człowieka. Przypominał, że Jezus Chrystus był także członkiem konkretnego narodu. Ukazywał bardzo ścisły związek między rodziną, narodem i Kościołem - były to dla niego naczynia połączone.
Podkreślał, że siłą jednoczącą naród i nadającą mu tożsamość, jest kulturowa suwerenność. Przypominał, że kiedy nie było państwa, to Kościół przechowywał i pielęgnował te idee narodowe. Dodawał, że ta kulturowa suwerenność w Polsce przetrwała dzięki rodzinie. Dlatego te obie wartości warto jest podtrzymywać i pielęgnować. Rodzina i naród.
Ostrzegał, by nie rozpłynąć się w promowanym przez komunistów „internacjonalizmie”, który traktował jako poważne niebezpieczeństwo.
Pojmowanie narodu przez kard. Wyszyńskiego nie miało nic wspólnego z nacjonalizmem. W drugim „Kazaniu świętokrzyskim” z 1976 r. mówił: „Umiłowane dzieci Boże, jeżeli mówię o narodzie, o miłości do narodu, to pragnę, żebyście nigdy tego rozumieli jako popieranie przeze mnie jakiejś formy nacjonalizmu”. Podkreślał potrzebę otwartości na inne narody.
To był człowiek twórczy. Nie ograniczał się, jak niektórzy z nas, do cytowania fragmentów papieskich encyklik. Nauczaniu społecznemu Kościoła nadawał oryginalną formę, biorąc pod uwagę konkretną otaczającą rzeczywistość. Nauczanie to wyrażał podobnie jak Paweł VI w liście apostolskim „Octogesima adveniens”, który mówił, że zadaniem papieża nie jest danie konkretnej recepty, która będzie właściwa dla całego świata, lecz zachęcał do odpowiedzi na konkretne „znaki czasu” związane z daną kulturą i sytuacją życiową. W takim pojmowaniu społecznego nauczania Kościoła Wyszyński był bardzo nowoczesny, bliski duchowi Soboru Watykańskiego II.
Warto podkreślić inne nowatorskie elementy nauczania społecznego kard. Wyszyńskiego, które zostały zapomniane, a mogłyby być dziś cenną inspiracją. Kiedy np. mówił o programach demograficznych, a w latach 60-tych był już to problem w Polsce – to proponował rozważenie czy ojcu i matce, którzy maja 4 czy 5 dzieci nie dać kilku więcej głosów w wyborach, w odróżnieniu od tych, którzy mają jedno dziecko albo żadnego.
Następna sprawa, którą podejmował w swoich rozważaniach, to praca kobiet. Mówił, że zarzuca się Kościołowi, iż postrzega kobiety jako „pracujące w kuchni, zajmujące się dziećmi i chodzące do Kościoła” „Kinder, Kirche und Kueche”. Nie był zwolennikiem ograniczania kobiet do tego. Podkreślał, że kobieta ma prawo do pracy zawodowej, do kariery uniwersyteckiej, ale przy tym nie powinna rezygnować ze swej pierwotnej misji bycia żona i matką. Postulował nawet rozważyć, czy kobieta pracująca zawodowo na pół etatu nie powinna otrzymywać pensji za cały.

- Nawet dziś rządy „dobrej zmiany” nie idą tak daleko…

- Stąd wyciągam wniosek, że był to człowiek, który był oryginalnym myślicielem, rozwijającym tradycyjny kanon katolickiej nauki społecznej. Może lepiej powiedzieć, że nie ograniczał się to teorii, ale proponował konkretne rozwiązania praktyczne wskazań społecznego nauczania Kościoła w konkretnej rzeczywistości. I to mnie u niego fascynuje. Właśnie tego nam dzisiaj brakuje! Jesteśmy zbyt teoretyczni.

- Co w zakresie popularyzacji społecznej myśli kard. Wyszyńskiego może przynieść zbliżająca się jego beatyfikacja?

- Prorockim znakiem jest dla mnie to, że w spotkaniach z wykładowcami nauki społecznej Kościoła kard. Wyszyński mówił o wielkim kryzysie tej dyscypliny. Mówił, że wielu księży i świeckich chce być socjologami a nie interesują się nauką społeczną Kościoła. Dzisiaj jest to samo. Mamy wielu „specjalistów” politologów, a niewielu zajmujących się nauką społeczną Kościoła. Jako owoc beatyfikacji postulowałbym powołanie katolickiej Akademii Społecznej, szkolącej liderów ruchów, wspólnot i dzieł, nie wyłączając także i polityków. Akademia taka winna zgłębiać nauczanie społeczne kard. Wyszyńskiego, a przede wszystkim nauczanie społeczne Kościoła, które także dzisiaj jest w wielkim kryzysie. Powinniśmy upowszechnić w jej ramach nauczanie społeczne Kościoła przedłożone w Kompendium nauki społecznej Kościoła i ubogacić je nauczaniem zawartym w encyklice Benedykta XVI „ Caritas in veritate” oraz w encyklice Franciszka „Laudato si”.
Nawet duchowni nie za bardzo się tymi tematami interesują, a społeczeństwo tego nauczania po prostu nie zna. Do tego stopnia, że jeśli ktoś je prezentuje, naraża się na zarzut „mieszania się do polityki”. W wielu krajach takie akademie działają. Jestem przekonany, że powinien być to jeden z owoców beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego. Nie powinniśmy ograniczyć beatyfikacji do uroczystości kanonizacyjnej i do modlitewnego kultu. Jestem przekonany, że kard. Wyszyński byłby tym głęboko zasmucony. Smutku i cierpienia miał wystarczająco dużo na ziemi. Powiedział przecież: „moje życie było jednym Wielkim Piątkiem”. Nie przedłużajmy tego Wielkiego Piątku!

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Twórzcie wspólnoty, które odnowią kraj

2020-02-19 23:59

[ TEMATY ]

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Anna Gręziak

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Ks. Jerzy nie bał się komunistów, dzięki niemu i myśmy się ich nie bali. On dodawał nam otuchy – mówiła dr Anna Gręziak, świadek życia bł. ks. Popiełuszki w czasie spotkania w Domu Pielgrzyma Amicus przy kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu.

Dzisiejszego błogosławionego spotkała po raz pierwszy w kwietniu 1981 r. Działała wtedy w „Solidarności” Służby Zdrowia, była członkiem zarządu Regionu Mazowsze. Właśnie w tym środowisku zrodził się pomysł stworzenia „banku leków”. - Wtedy leków bardzo brakowało. Było to przedsięwzięcie w uzgodnieniu z Ministerstwem Zdrowia. Powstała lista leków, które zwykle były sprowadzane na tzw. import docelowy – wspominała.

Dr Gręziak zajmowała się rozdysponowywaniem i segregacją tych leków. Trzeba było sprawdzać terminy ważności, decydować, do jakiego szpitala będą kierowane. - Moja znajoma jechała akurat na uroczystość poświęcenia sztandaru Huty Warszawa do kościoła św. Stanisława Kostki. Po tamtej Mszy św. odbyło się spotkanie w mieszkaniu ks. Jerzego. Uczestniczyłam w nim. Myślę, że nie tylko ja, ale wiele osób może powiedzieć, że spotkało w ks. Jerzym przyjaciela – opowiadała.

- Było powszechnie wiadomo, że ks. Jerzy był słabego zdrowia. Ale – mimo że wiedział, iż jestem lekarką i przyjaźniliśmy się – nigdy o swoim zdrowiu nie mówił. Owszem, mówił o innych – że komuś potrzeba leków, czy opieki. Jego zainteresowanie kierowało się zawsze ku innym ludziom – podkreślała.

Zapamiętała odwagę i bezkompromisowość kapłana. - Ks. Jerzy nie bał się komunistów, dzięki niemu i myśmy się nie bali, dodawał nam otuchy. Spodziewał się, że może zostać aresztowany, ale nie bał się. Przed każdą Mszą za Ojczyznę mówił mi: kazanie już napisałem, jest zabezpieczone. Mogą mnie zamknąć, a i tak ktoś je wygłosi.

- Na początku nie przychodziłam na Msze św. za Ojczyznę i Jurek mnie kiedyś zapytał: dlaczego ty nie przychodzisz na Msze za Ojczyznę? Wyraźnie wiedział, kto jest, a kogo nie ma. Odpowiedziałam: religijność raz w miesiącu? Demonstracja polityczno-religijna… jakoś mi to nie odpowiada. A on na to: a czy ty wiesz, ile dzięki tym Mszom św. jest nawróceń? Ludzie nawet po 30 latach nieobecności w Kościele przystępują do sakramentów i zaczynają nowe życie!

Współpracowniczka bł. ks. Jerzego podkreślała, że dla niego to właśnie było ważne. Nie to, że klaskali i doceniali jego trud i pracę, ale to, że ludzie się nawracają. - Od tamtego moment byłam już zawsze na Mszach św. za Ojczyznę – dodała.

Ks. Jerzy zorganizował swoisty uniwersytet, szkolenie przygotowujące działaczy „Solidarności” do przyszłej służby publicznej w duchu społecznej nauki Kościoła. - Było nas 30-40 osób, które w najgłębszej konspiracji brały udział w wykładach i ćwiczeniach z historii, prawa, socjologii, psychologii, relacji międzyosobowych. Zajęcia odbywały się w dolnym kościele św. Stanisława Kostki. Wejście tam poprzedzone było wielokrotnym sprawdzeniem przepustek – wspominała dr Gręziak. Wiosną 1984 r. uczestnicy szkolenia uzyskali dyplom–legitymację z orłem w koronie i Matką Boską Częstochowską z napisem „Bóg i Ojczyzna oraz fragmentem psalmu 29 „Pan da siłę swojemu ludowi”.

Lekarka dobrze pamięta swoje ostatnie spotkanie z ks. Popiełuszką. Było to 11 października 1984 r. Poszła do niego, aby dostać przepustkę na następny rok akademicki. Ks. Jerzy stał w drzwiach miedzy dwoma pokojami swego mieszkania. - Mówił: teraz będziecie musieli działać nieco inaczej. Najważniejsze jest tworzenie wspólnot - w środowiskach pracy, osiedlach, klatkach schodowych – ludzi, którzy będą się wzajemnie wspierać, będą sobie bliscy i razem budować będą odnowioną społeczność kraju. To, co wtedy powiedział, stało się czymś w rodzaju jego testamentu – przyznała.

Dr Anna Gręziak w latach 1980–1981 działała w NSZZ „Solidarność”. Podczas stanu wojennego świadczyła pomoc lekarską dla działaczy „Solidarności”. Od 2005 do 2007 r. była podsekretarzem stanu w Ministerstwie Zdrowia z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Była także doradczynią śp. prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego.

Nauczanie bł. ks. Jerzego jest na Żoliborzu ciągle pogłębiane. Przy kościele św. Stanisława Kostki powstaje wspólnota, która będzie zajmowała się życiem społecznym i pracą w kluczu doświadczeń i duchowości bł. ks. Popiełuszki. Spotkania ruszą w marcu.

Znajdująca się w świątyni kaplica z sutanną bł. ks. Jerzego, którą miał na sobie w dniu męczeńskiej śmierci, będzie niebawem także dostępna dla wszystkich w każdą pierwszą sobotę miesiąca w godzinach działalności Muzeum bł. ks. Jerzego (10.00-17.00). Będzie udostępniona także gablota, w której znajdą się przedmioty należące do bł. ks. Jerzego, takie jak orzełek, grzebień czy zapalniczka, ale też zdjęcia z Mszy św. za Ojczyznę. W tej gablocie znajdą się też szuflady, które będą otwierane przy ważniejszych uroczystościach. W szufladach umieszczona będą przedmioty ks. Jerzego - m.in. koszula, spodnie, buty i inne rzeczy, które nie były do tej pory eksponowane. Finalizację prac zaplanowano na maj.

Spotkania ze świadkiem życia bł. ks. Jerzego Popiełuszki będą odbywać się cyklicznie w każdą trzecią środę miesiąca w Domu Pielgrzyma Amicus o godz. 19.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję