Reklama

Nie możemy spać spokojnie - wywiad z abp. Stanisławem Budzikiem

2014-02-27 11:36

Alina Petrowa-Wasilewicz, Marcin Przeciszewski / Warszawa

Katarzyna Artymiak

Musimy rozpocząć nową ewangelizację i uczyć się jej metod od Ojca Świętego Franciszka – mówi abp Stanisław Budzik. W wywiadzie dla KAI metropolita lubelski opowiada o wizycie „Ad limina” polskich biskupów, o tym, czy Kościół w Polsce odeprze proces laicyzacji, prezentuje liczne inicjatywy ewangelizacyjne w archidiecezji lubelskiej.

KAI: Zakończyła się bardzo ważna, pierwsza za pontyfikatu papieża Franciszka wizyta „Ad limina Apostolorum” polskich biskupów. Jakie wnioski z niej płyną?

Abp Stanisław Budzik: Spotkanie z Ojcem Świętym było dla nas wielkim przeżyciem. Z jednej strony z satysfakcją przyjęliśmy słowa uznania pod adresem Kościoła w Polsce. Papież widzi w nim ogromny potencjał wiary, modlitwy i czynnej miłości. Na nasze pytanie, czy nie znudziły się mu już spotkania z biskupami z Polski, odpowiedział z uśmiechem, że przynosimy przecież dobre wiadomości. Ale ze spotkania z papieżem i z dyskusji w poszczególnych dykasteriach watykańskich wynosimy także ostrzeżenie, iż nie możemy spać spokojnie i siedzieć z założonymi rękami w przekonaniu, że z Kościołem u nas jest tak dobrze. Papież apelował, byśmy otwierali szeroko drzwi Kościoła, wychodzili na zewnątrz, szukając ludzi, którzy do kościoła już systematycznie nie przychodzą. A w katolickiej Polsce jest ich co najmniej połowa.

Papież Franciszek nie mówi jakichś rewelacyjnie nowych rzeczy, nie zmienia nauki i praktyki Kościoła, ale używa nowego języka, stawia nowe akcenty. W struktury Kościoła wnosi nowy, ożywczy powiew Ducha i wielką zachętę do powrotu do źródeł. Metodę, którą tak świetnie zaprezentował w swojej adhortacji Evangelii gaudium obserwowaliśmy podczas wizyty na co dzień. Nie tylko rozmawialiśmy z Ojcem Świętym, ale mieliśmy także okazję widzieć go "w akcji", podczas audiencji ogólnej i spotkania z rodzinami Drogi Neokatechumenalnej z wielu krajów. Błogosławił i rozsyłał rodziny na misje do różnych krajów na świecie, nawet tak odległych geograficznie i kulturowo jak Chiny. Fenomen papieża Franciszka zmusza nas, duszpasterzy do refleksji. Możemy się od niego wiele nauczyć. Ten pontyfikat to wielka szansa dla całego Kościoła, w tym i Kościoła w Polsce.

Reklama

Oczywiście dla nas wciąż aktualne jest to, co powiedział Jan Paweł II na początku trzeciego tysiąclecia: nie musimy szukać jakiejś nowej nauki, ale trzeba sięgnąć do źródeł i wypłynąć na głębię. Te słowa wciąż mamy w pamięci. Franciszek formułuje to wezwanie w sposób jeszcze bardziej radykalny, mówiąc, że Kościół winien dokonać wewnętrznego, ewangelizacyjnego, misyjnego, duszpasterskiego nawrócenia – abyśmy wszyscy skuteczniej głosili światu Ewangelię.

KAI: Kościół w Polsce jest chyba na szczególnym etapie, na swego rodzaju historycznym zakręcie. Z jednej strony możemy zachwycać się jego potencjałem, z drugiej strony widzimy pewne, dość znaczne osłabienie. I o tym też mówił papież Franciszek.

- "Zachwyt potencjałem" Kościoła w Polsce mogą wyrażać ludzie odwiedzający nasz kraj, widząc pewne zewnętrzne objawy, zwłaszcza pełne świątynie, powołania, czytając niektóre statystyki i porównując z sytuacją u siebie. Ale na spotkaniach biskupów nigdy nie zauważyłem „zachwytu”, raczej wielką troskę o stan Kościoła nad Wisłą. Jest nam coraz trudniej docierać do współczesnego człowieka, który jest kształtowany przez masową kulturę i środki społecznego przekazu niechętne Kościołowi. To potężna „konkurencja” w procesie kształtowania świadomości wiernych, dlatego musimy się zdobyć na wielki wysiłek.

Słyszeliśmy o tym na każdym kroku w Stolicy Apostolskiej – ze strony Ojca Świętego i w poszczególnych dykasteriach. Przypominano nam wciąż, że stajemy wobec procesów, które w całym świecie doprowadziły do bardzo dramatycznych sytuacji w zakresie powołań, rodziny, świadectwa chrześcijańskiego. Te wszystkie procesy zaczynają się u nas w Polsce, mamy tego wyraźne symptomy. Powinny być one dla nas źródłem wielkiego, twórczego niepokoju.

KAI: Może nasza polska droga będzie jednak inna i nie powtórzymy błędów innych Kościołów lokalnych, szczególnie tych na Zachodzie, dotkniętych największą falą sekularyzacji?

- Wielu obserwatorów życia religijnego i kościelnego w Polsce ma nadzieję, że tego scenariusza nie powtórzymy. Wciąż jednak powraca pytanie, w jakim stopniu posiadamy możliwość wpływania na procesy sekularyzacyjne, a w jakim są one od nas niezależne. Czy to, co się stało w różnych środowiskach kościelnych na Zachodzie Europy jest efektem zaniedbania ze strony tamtejszych Kościołów, wyboru niewłaściwej strategii działania czy też są to procesy, na które ludzie Kościoła nie mają decydującego wpływu.

KAI: Mówienie o nieuchronności sekularyzacji oznaczałoby zakwestionowanie ludzkiej wolności. Może jednak się okazać, że mieszkamy w Niniwie, a laicyzacja nie jest nieodwołalnym walcem, który po nas przejedzie, że dużo zależy od nas samych.

- W żadnym wypadku nie możemy odchodzić od koncepcji wolności. Jest ona dla nas, wierzących czymś podstawowym. Bez wolności nie byłoby odpowiedzialności. Nauka o wolności to samo serce antropologii chrześcijańskiej. Ale wiemy nie od dziś, że człowiek może utracić wolność, popaść w niewolę. Różne działania zewnętrzne i wewnętrzne mogą tę wolność osłabić, usidlić, skrępować. Wiele jest dzisiaj takich działań, zewnętrznych, nacisków, procesów społeczno-kulturowych uzależniających człowieka, wpływających na jego świadomość, zagrażających jego wolności, wrażliwości jego sumienia. „Wolność nie jest ulgą, lecz trudem wielkości” – mówi poeta. Potrzeba wielkiego trudu i dobrego rozeznania, aby wolność ocalić. Dla nas wierzących decydujące jest słowo Chrystusa: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.”

KAI: Poważnym powodem kryzysu Kościoła na Zachodzie była kondycja teologii z jednej strony, a z drugiej naciski ze strony ludzi świeckich rozumiejących swą rolę w Kościele, głównie jako rolę krytyczną i wolność do obalania tego, co zastali. Nie do końca rozumieli na czym w istocie polega ich misja apostolska. Oba te środowiska domagały się nieustających zmian i modernizacji Kościoła. U nas jest inaczej. Świeccy w Polsce są może mniej aktywni, ale chyba mocniej utożsamiają się z Kościołem.

- Nie ma wątpliwości, że tak jest. Gdy w latach osiemdziesiątych studiowałem i mieszkałem na Zachodzie, odnosiłem wrażenie, że w tamtejszych wspólnotach kościelnych dominują raczej skrajne nurty, brakuje zaś zdrowego środka. Po powrocie do Polski łatwo było zauważyć, że ten zdrowy środek w Kościele płynie szerokim nurtem i jest mocny. Dzisiaj widać nowe niebezpieczeństwo. Olbrzymia polaryzacja życia społecznego i politycznego w Polsce przekłada się na Kościół, dzieląc go od wewnątrz. Gdyby ten proces się utrwalał, byłoby to dla życia kościelnego bardzo niebezpieczne, wręcz destrukcyjne.

KAI: A w czym ta polaryzacja, na gruncie kościelnym się wyraża?

- W braku jedności wśród wyznawców Chrystusa. Wspólnota polityczna staje się ważniejsza niż wspólnota wiary. Ktoś, chyba Zbigniew Nosowski, opisał ironicznie zasadę stosowaną przez wielu: "Miłuj bliźniego swego, z wyjątkiem przeciwnika politycznego”. Przecież przykazanie miłości to centrum Ewangelii. Czyżby nie odnosiło się do obszaru życia społecznego i politycznego? Kościół będący – zgodnie z definicją soborową – sakramentem zbawienia, czyli znakiem i narzędziem budowania jedności rodzaju ludzkiego, nie może o tym zapomnieć. Podziały i napięcia polityczne nie powinny się wciskać do Kościoła. Kościół powinien być domem dla wszystkich. Inaczej nie spełni swojego powołania, aby nieść ludziom zbawienie i stawać się zaczynem jedności całego rodzaju ludzkiego.

KAI: Do jedności zachęcał biskupów papież Franciszek podczas „Ad limina”. Czytamy o tym już w pierwszym akapicie jego przemówienia do polskich biskupów. Dlaczego potraktował to jako najważniejsze wskazanie?

- Pewnie z tych powodów, o których mówiliśmy wcześniej, a które Papieżowi są doskonale znane. Przecież zanim pojechaliśmy do Rzymu, każda z diecezji przekazała do Stolicy Apostolskiej szczegółowe sprawozdanie z życia kościelnego i sytuacji Kościoła w społeczeństwie. Syntezę tego poznał Ojciec Święty. Papież otrzymuje także informacje nuncjatury apostolskiej. Zdaje sobie sprawę, jak bardzo jedność w Kościele jest nam potrzebna. Fakt, że jesteśmy chrześcijanami, powinien nas wszystkich łączyć i chronić przed pokusą formowania wewnątrzkościelnych obozów. Kościół w Polsce musi się zmobilizować, nawrócić się jako wspólnota, aby być widzialnym znakiem i narzędziem jedności.

KAI: Papież Franciszek wiele mówi o „nawróceniu duszpasterskim, nawróceniu misyjnym Kościoła”. Co to oznacza w praktyce?

- Mogę to zilustrować na przykładzie archidiecezji lubelskiej. Na początku marca rozpoczniemy rekolekcje ewangelizacyjne w parafiach. Chcemy dotrzeć z orędziem Ewangelii do wszystkich, zwłaszcza do tych, którzy przestali jej słuchać. Projekt ewangelizacyjny wpisuje się w program duszpasterski Kościoła w Polsce. Przygotowując się na jubileusz 1050-lecia chrześcijaństwa w Ojczyźnie, chcemy odkryć chrześcijańskie korzenie, z których wyrastamy. To odkrycie ma być impulsem do odnowienia i umocnienia naszej wiary, do postawienia Boga w centrum naszego życia.

Rekolekcjom ewangelizacyjnym, trwającym zwyczajnie od czwartku do niedzieli, towarzyszyć będzie peregrynacja Krzyża. W kilkuletnią wędrówkę po wszystkich parafiach wyruszy z Archikatedry kopia słynącego łaskami Krzyża Trybunalskiego. Umieszczone w niej będą relikwie Krzyża Świętego, które są od pewnego czasu w posiadaniu archidiecezji.

Rekolekcje ewangelizacyjne przeprowadzą zespoły, w których z kapłanem współpracować będzie grupa świeckich. Treścią rekolekcji będzie głoszenie kerygmatu, czyli podstawowych prawd Ewangelii. Po rekolekcjach Krzyż Święty pozostanie w parafii jeszcze przez tydzień. W kolejnych dniach wspólnota parafialna, która doświadczyła spotkania z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, stanie się Wieczernikiem Kościoła, zgromadzonego na modlitwie wraz z Maryją i oczekującego na Zesłanie Ducha Świętego. W tym czasie podczas nabożeństw wieczornych będziemy dziękować za bezcenne dary Wieczernika, którymi są Eucharystia, Kapłaństwo, Kościół posłany do wszystkich narodów, Maryję jako Matkę Kościoła, przykazanie miłości oraz Ducha Świętego zesłanego na odpuszczenie grzechów. Dziesiątego dnia od rozpoczęcia rekolekcji, w sobotę, peregrynacja Krzyża zakończy się liturgią Sakramentu Bierzmowania, udzielanego przez biskupa. Będzie to parafialne Zesłanie Ducha Świętego i posłanie wiernych, aby z radością głosili Ewangelię współczesnemu światu.

KAI: A jak z tą misją ewangelizacyjną dotrzeć do tych, co do kościoła nie przyjdą?

- Będziemy iść od domu do domu i zapraszać ludzi do udziału w rekolekcjach ewangelizacyjnych. Pomogą nam w tym różne grupy działające w diecezji. Będziemy wzywać tych, którzy nie garną się zwyczajnie do kościoła: „Pójdźcie do źródła! Skosztujcie wody żywej!” – projekt ewangelizacyjny nosi bowiem nazwę „Źródło”. Chcemy "przeorać" w ten sposób całą diecezję. Ufam, że będą to ważne lata dla archidiecezji lubelskiej.

Są też inne motywy, które wybrzmią w dziele „duszpasterskiego nawrócenia” i nowej ewangelizacji. W tym roku obchodzimy 300-lecie seminarium duchownego w Lublinie. Jego wychowankowie pracują dziś na całym świecie – od Argentyny aż po Papuę-Nową Gwineę. Powiedziałem to Ojcu Świętemu Franciszkowi, który z ożywieniem opowiadał o roli polskich kapłanów w dziele ewangelizacji Argentyny. W seminarium lubelskim przygotowują się do kapłaństwa, już od kilkudziesięciu lat, także grekokatolicy z Polski i Ukrainy. Także ta wiadomość wzbudziła duże zainteresowanie Ojca Świętego.

W następnym 2015 roku, będziemy obchodzić z kolei 250-lecie koronacji obrazu Matki Bożej Chełmskiej. Na Chełmskiej Górce już w XIII w. znajdowała się katedra diecezji prawosławnej. Chełm był także stolicą księcia Daniela Romanowicza, założyciela Lwowa, jedynego władcy Rusi Halickiej, który otrzymał korony papieskie. To ważna postać także dla dzisiejszej Ukrainy w kontekście jej aspiracji europejskich.

Od wczesnego średniowiecza czczony był na Górze Chełmskiej obraz Matki Bożej, jedna z najstarszych o otoczonych największą czcią ikon Wschodu. Przez wieki był przedmiotem kultu wyznawców prawosławia, potem – po zawarciu Unii Brzeskiej – Kościoła greckokatolickiego, dla którego wybudowano obecną świątynię. Następnie, po kasacie diecezji greckokatolickiej przez carat w 1875 r., świątynię i obraz przejęli prawosławni. Po I wojnie światowej, pod wpływem migracji ludnościowych świątynia przeszła na własność parafii rzymskokatolickiej.

Jubileusz koronacji będzie okazją do uświadomienia sobie bogactwa archidiecezji lubelskiej, na które składają się różne wątki, wyznania, języki i kręgi kulturowe. Lublin i okolice należały przez 800 lat do diecezji krakowskiej, z kolei Ziemia Chełmska kształtowała się pod wpływem kultury wschodniej. Zostało to pięknie zobrazowane w kaplicy Trójcy Świętej na Zamku Lubelskim, gdzie w gotyckiej kaplicy odkryto wspaniałe freski bizantyjskie z początku XV wieku. Będzie to okazja, żeby uświadomić sobie wielką szansę, jaką stwarza spotkanie kultur, narodów i religii.

Zaś rok później, w 2016 r., będzie obchodzone 1050-lecie Chrztu Polski i Światowy Dzień Młodzieży w Krakowie, do którego już się intensywnie przygotowujemy. W Lublinie i naszej archidiecezji chcemy przyjąć młodzież z całego świata, ale z pewnością najwięcej będzie gości ze Wschodu. Te kontakty z młodzieżą zza wschodniej granicy już są zresztą liczne i różnorodne. Stymulują je przede wszystkim uniwersytety, także Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, który jest bardzo, ceniony w tych krajach, zwłaszcza na Ukrainie.

Kolejne rocznice to 600-lecie praw miejskich Lublina, będące okazją do refleksji nad świetną i wielowątkową historią miasta i regionu oraz stulecie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Biskup lubelski Marian Fulman przyjął w 1918 r. studentów nowego Uniwersytetu pod dach seminarium duchownego w Lublinie na cztery lata. Z okazji rocznicy Uniwersytetu chcemy zaprosić do Lublina Konferencję Episkopatu Polski na zebranie plenarne.

Wspomniane rocznice będą inspirować do przyjrzenia się bogactwu dziedzictwa archidiecezji lubelskiej. Chcemy też w ten sposób podjąć wezwanie Ojca Świętego Franciszka do nawrócenia ewangelizacyjnego, do osobistego wyboru Chrystusa. A w ślad za tym do takiej mobilizacji ludzi, aby wszyscy wierzący czuli się wezwani do radosnego głoszenia Ewangelii.

Mamy nadzieję, że dzięki temu uda się nam wyłowić ludzi gotowych zaangażować się dla ewangelizacji w sposób bardziej systematyczny. Zaproponujemy im odbywanie formacji w ośrodku diecezjalnym w Dąbrowicy koło Lublina, po czym będą ewangelizować w kolejnych środowiskach.

Ufamy, że ta akcja ewangelizacyjna jest realizacją posłania, jakie kieruje do nas Chrystus w Ewangelii i powtarza na zakończenie każdej Eucharystii: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię!” Za przykładem Ojca Świętego chcemy czynić to w sposób dynamiczny i radosny. Cieszymy się, że ta akcja tak wpisuje się w postulaty Papieża Franciszka, choć była zaplanowana jeszcze przed jego wyborem na papieża jako owoc przeżywanego w diecezji Roku Wiary.

KAI: To on wzywa do wyjścia ze świątyni, wyjścia ku wszystkim duchowo zagubionym i potrzebującym, do swego rodzaju „rabanu” w Kościele...

- Wierni w Lublinie wychodzą na ulice kilkanaście razy do roku. Uczestniczą w trzech Drogach Krzyżowych. Pierwsza to akademicka, która wędruje ulicami dzielnicy studenckiej obok KUL-u i UMCS-u. Uczestniczy w niej kilka tysięcy studentów. Druga organizowana jest na terenie byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku dla młodzieży z całej diecezji, często z udziałem młodzieży ukraińskiej. Trzecia wędruje ulicami Starego Miasta i ma wymiar ekumeniczny: duchowni różnych wyznań przygotowują i wygłaszają teksty modlitw. W tradycję Lublina wpisana jest wieczorna procesja Maryjna 3 lipca. Tłumy wiernych idą w Orszaku Trzech Króli, uczestniczą w marszu życia, w procesji tajemnic światła oraz w kilku innych procesjach i marszach organizowanych co roku.

KAI: W tych dniach wszyscy żyjemy Ukrainą. To tuż za granicą archidiecezji lubelskiej.

- Ziemia lubelska ma wiele związków z Ukrainą. To nasi najbliżsi sąsiedzi. Wielu z nich mieszka, studiuje i pracuje w Lublinie. Kapłani z naszej archidiecezji pomagają Kościołowi rzymskokatolickiemu na Ukrainie w pracy duszpasterskiej. W zeszłym roku byłem w Kijowie z okazji 1025-rocznicy Chrztu Rusi, obchodzonej przez Kościół greckokatolicki i połączonej z konsekracją kijowskiej katedry Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Miałem okazję zobaczyć piękny Kijów, poznać jego dzieje – to przecież chrzcielnica i „Jerozolima” Kościoła wschodniego. Byliśmy też wówczas na Placu Niepodległości a dzisiejszym Majdanie, na który skierowane były i są w tych dniach oczy całego świata.

Patrzymy na przemiany u naszych wschodnich sąsiadów z wielką nadzieją i życzliwością a także niepokojem, biorąc pod uwagę skomplikowany układ geopolityczny. Mamy nadzieję, że uda się zachować jedność Ukrainy, wprowadzić reguły demokratyczne, dźwignąć gospodarkę, a nade wszystko odnowić duchowo naród. Jego dusza jest przecież głęboko chrześcijańska. Widział to cały świat podczas dramatycznych zmagań w Kijowie.

Tagi:
wywiad abp Wiktor Skworc ad limina

Zaszczyt i zobowiązanie

2019-12-10 10:48


Edycja warszawska 50/2019, str. VI

Z przeorem o. Markiem Tomczykiem OSSPE, kustoszem nowo powołanego sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia przy ul. Długiej 3 w Warszawie, rozmawia Andrzej Tarwid

Łukasz Krzysztofka
Sanktuarium posłuży propagowaniu Dzieła Duchowej Adopcji i ekspiacji za grzechy przeciwko życiu – mówi o. Marek Tomczyk OSSPE

Andrzej Tarwid: – Od 8 grudnia kościół Ducha Świętego ma tytuł sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia. Co ta zmiana nazwy świątyni oznacza?

O. Marek Tomczyk OSSPE: – Ustanowienie sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia oznacza przede wszystkim jeszcze większe zaangażowanie w szerzeniu kultu Najświętszej Maryi Panny oraz w rozwój duchowości i pobożności maryjnej. Ponadto specyfika tego miejsca posłuży propagowaniu Dzieła Duchowej Adopcji i ekspiacji za grzechy przeciwko życiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oczy Maryi żyją

2014-07-08 13:29

Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Graziako/Niedziela

BERNADETA GRABOWSKA: - Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: - Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie - z włókien agawy - niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień...

- Jak doszło do jego powstania?

- 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak - trudno się dziwić - nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów - róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

- Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi...

- Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie...

- Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

- Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem... Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii - Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

- To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe...

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa - „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

- Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia...

- Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą - wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu - Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

- Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

- Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów - niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli... Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

- Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

- Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

- Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin - Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

- Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

- Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes - biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie - trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie - dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka - Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

- O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

- Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych - nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga - jest ono święte i nienaruszalne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież do francuskich apostołów miłosierdzia: Bóg chce podźwignąć z każdej ludzkiej nędzy

2019-12-13 16:59

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Watykan (KAI)

Nie ma takiej ludzkiej nędzy, do której Bóg nie chciałby dotrzeć, której nie chciałby dotknąć i podźwignąć – powiedział papież, przyjmując w Watykanie przedstawicieli francuskich ruchów i stowarzyszeń, które zajmują się głoszeniem Bożego miłosierdzia. Przedstawiając ich Franciszkowi, kard. Philippe Barbarin zaznaczył, że odkrycie Bożego Miłosierdzia jest dla Kościoła ogromnym darem. Zawdzięczamy to Janowi Pawłowi II i jego następcom – przypomniał arcybiskup Lyonu.

Vatican Media
Papież do francuskich apostołów miłosierdzia

Franciszek zauważył, że tym, co jednoczy wszystkie te ruchy jest głoszenie światu radości miłosierdzia. „Miłosierdzie jest bowiem ostatecznym i najwznioślejszym aktem, poprzez który Bóg wychodzi na spotkanie i w którym otwiera nasze serca na nadzieję bycia kochanymi na zawsze, bez względu na naszą nędzę i nasz grzech – podkreślił Ojciec Święty. - Miłość Boża nie jest dla nas słowem abstrakcyjnym. Stała się widzialna i dotykalna w Jezusie Chrystusie. Podobnie też, «na tej samej częstotliwości», musi być ukierunkowana miłosierna miłość chrześcijan. Jak kocha Ojciec, tak też kochają Jego dzieci. Jak miłosierny jest On, tak też i my mamy być miłosierni”.

Papież wskazał na istotne miejsce miłosierdzia w nowej ewangelizacji. Od niego zależy wiarygodność Kościoła. Ważne jest jednak, aby ten, kto głosi miłosierdzie, sam go doświadczał w swoim sercu, aby trudy działalności dobroczynnej nie przytłumiły w nas czułości i współczucia.

„Autentycznym apostołem miłosierdzia można być, jak sądzę, tylko wtedy, kiedy samemu ma się głęboką świadomość tego, że się jest przedmiotem miłosierdzia ze strony Ojca i że sami z pokorą doświadczamy tego miłosierdzia, kiedy je praktykujemy – zaznaczył papież. - Św. Jan Paweł II napisał: «Musimy stale oczyszczać wszelkie nasze działania i wszelkie intencje działań, w których miłosierdzie bywa rozumiane i praktykowane w sposób jednostronny: jako dobro czynione drugim. Tylko wówczas bowiem jest ono naprawdę aktem miłości miłosiernej, gdy świadcząc je, żywimy głębokie poczucie, iż równocześnie go doznajemy ze strony tych, którzy je od nas przyjmują. Jeśli tej dwustronności, tej wzajemności brak, wówczas czyny nasze nie są jeszcze prawdziwymi aktami miłosierdzia»”.

Na zakończenie Ojciec Święty zachęcił francuskich apostołów miłosierdzia Bożego do kontemplacji żłóbka. Stanowi on bowiem zaproszenie do poczucia i dotknięcia ubóstwa, które Syn Boży wybrał dla siebie. Pośrednio jest to też wezwanie do naśladowania Go na drodze uniżenia, ubóstwa i ogołocenia, która ze stajni w Betlejem zaprowadzi Go na Krzyż – dodał Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem