Reklama

Depresja a wiara

2012-11-19 12:00


Edycja szczecińsko-kamieńska 13/2009

h.koppdelaney / Foter.com / CC BY-ND

Poczucie braku sensu życia, tzw. pustka, postrzeganie świata w szarych barwach, brak chęci i sił do działania może, choć nie musi, być sygnałem, że dzieje się coś niedobrego z nami lub z kimś z naszego otoczenia. To może być depresja, podstępna i trudna do wyleczenia choroba. Tylko jak odróżnić depresję od złego nastroju? O coraz częstszym problemie polskiego społeczeństwa rozmawiam z Janem Lewandowskim, psychologiem i terapeutą w SP ZZOZ w Gryficach.

Julia A. Wester: - Przeglądając kolorowe pisemka, zauważyłam, iż w dobrym tonie jest mówienie, że jest się chorym na depresję, ale przecież depresja do nie żart, tylko bardzo poważna i, niestety, dla wielu wstydliwa choroba. Co jest najczęstszą przyczyną zachorowania na depresję w naszym społeczeństwie i jakie są jej symptomy? Jak odróżnić ją od złego samopoczucia, które od czasu do czasu dotyka każdego człowieka?

Jan Lewandowski: - Rozumiem, że nie jest to artykuł naukowy, więc możemy sobie pozwolić na pewne uproszczenia. Wyjaśnijmy pojęcia. Terminu „depresja” używa się do określenia obniżonego (depresyjnego) nastroju, którego istotną cechą jest przygnębienie, niezdolność odczuwania radości, utrata zainteresowań. Przyczyną depresji mogą być wydarzenia życiowe (najczęściej poczucie straty), zaburzenia psychiczne (najpoważniejsza - choroba afektywna), czynniki oddziaływujące na nasz system nerwowy. Natomiast „nastrój” to stan uczuciowy (emocjonalny), zabarwiający przez dłuższy czas naszą psychikę, może być też krótkotrwały. W warunkach prawidłowych nastrój podlega wahaniom zależnym od czynników zewnętrznych (zdarzenia) i wewnętrznych (uczucia). Dobry nastrój jest odbiciem poczucia komfortu psychicznego. Nastrój może być prawidłowy, obniżony (ten jest właściwy do depresji), dysforyczny (obniżony, z cechami drażliwości), euforyczny, labilny (wahania między nastrojem obniżonym a wzmożonym) itd. Nastrój mija, depresję trzeba leczyć.
Depresja jest stanem zdominowanym przez smutek, bez zaburzenia kontaktu z rzeczywistością. Najczęściej depresja występuje jako reakcja na stresowe sytuacje (utrata bliskiej osoby, pracy, zdrowia, nadziei itp.), ten typ depresji nie zawsze wymaga leczenia szpitalnego. Natomiast depresja w zaburzeniu maniakalno-depresyjnym (naprzemienne występowanie depresji i stanów podwyższonego nastroju) ma najczęściej ciężką postać, z którą wiąże się duże ryzyko popełnienia samobójstwa. Najczęściej spotykanymi objawami depresji są utrzymujące się przez kolejne dwa tygodnie takie dolegliwości, jak: bezsenność lub nadmierna senność, utrata energii życiowej, utrata apetytu lub jego wzmożenie, utrata zainteresowania seksem, trudności z koncentracją, płaczliwość, przygnębienie, myśli negatywne na własny temat, myśli samobójcze, poczucie winy, spowolnienie ruchowe. Jeżeli zauważymy takie objawy, powinniśmy zasięgnąć porady lekarza. Samopoczucie dobre czy złe ulega samoczynnej zmianie, depresja może się tylko pogłębić.

- Na pewnym forum internetowym o wierze i depresji przeczytałam taką oto wypowiedź: „Głęboko wierzyć, czuć bliskość Boga, mieć nadzieję - to powinno wykluczać depresję, a, niestety, tak nie jest. Są osoby, które pokładają nadzieję w Bogu, a jednocześnie odczuwają lęki irracjonalne, a swój stan określają jako «moje codzienne umieranie». Wierzą w życie wieczne, a jednocześnie czują paniczny lęk przed śmiercią, powodujący omdlenia, wymioty. A może to nie do końca prawdziwa wiara, może to namiastka zaufania, religijności?”. Dalej ta sama osoba pyta o sprzeczności, dlaczego osoby mające depresję i jednocześnie wierzące w życie wieczne czują bezsens istnienia i jednocześnie są szczęśliwe w swojej wierze, wierzą w Boga, mimo że nie mają wiary w siebie, że odczuwają niską wartość swojej osoby. Nienawidzą siebie za swoje codzienne lęki, za paraliż myślowy, za nieśmiałość…
Na tymże forum pojawiły się nawet zarzuty, że to wiara powoduje depresję (!), że ograniczenie wiary może być lekarstwem lub środkiem zapobiegającym rozwinięciu depresji. Te stwierdzenia wywołują we mnie pewne zdziwienie, bo zawsze myślałam, że wiara „raczej” pomaga pokonać wszelkie trudności, zrozumieć zło dziejące się wokół, dowartościować siebie.
Moje zdanie podziela inny forumowicz: „Od kiedy to wiara lub niewiara mają coś wspólnego z depresją? Moim zdaniem, to czy ktoś wierzy, czy nie, nie ma żadnego wpływu na depresję” - pisze. Ktoś inny cytuje jednego z nowojorskich psychoterapeutów, który miał powiedzieć, że gdyby każdy, kto choruje na depresję, był chrześcijaninem, to on byłby bankrutem. Inny forumowicz stwierdza, że lęk o jutro, nerwica, depresja to widoczne znaki, jak daleko jesteśmy od nauki Jezusa. I zadaje pytanie retoryczne, czy jest nadzieja na ratunek, na które sam sobie odpowiada, stwierdzając, że „człowiek musi prosić Boga o pomoc, a jednocześnie zaufać, że ta pomoc nie nadejdzie, lecz już nadeszła (!)”. A jakie jest Pańskie zdanie na ten temat? Czy depresja może mieć coś wspólnego z wiarą i odwrotnie - czy wiara może pomóc choremu?

- Przypomnę taką scenę z serialu „Ranczo”, kiedy do lekarza zgłaszają się jednocześnie wójt i proboszcz z objawami depresji (czują się niedoceniani, niepotrzebni). Porada lekarza była taka: „medycyna na ból duszy wymyśliła tabletki, taka już jest ta medycyna, ale to pomaga, sam biorę, po czym dodał z lekkim smutkiem: i tryskam optymizmem”. Jestem z wykształcenia psychologiem, a nie teologiem, więc trudno jest mi autorytatywnie odnieść się do stwierdzenia, jaki wpływ ma wiara na depresję. Mogę podzielić się tylko własnymi przemyśleniami na ten temat. U podłoża mogącej wystąpić w naszym życiu depresji leży brak miłości, akceptacji i przynależności. Nie mamy umocowania (zakotwiczenia). To powoduje, że tracimy orientację życiową i sens życia. Stajemy się ofiarami przemijających mód, różnego rodzaju nadużyć. Tworzymy fałszywy obraz własnej osoby i padamy jego ofiarą. Jak sobie z tym poradzić? Odwołam się tu do „Księgi Starców” i opowieści o św. Antonim Wielkim, który w pierwszych wiekach chrześcijaństwa medytował na pustyni i zadawał Bogu następujące pytania: „Dlaczego tak jest, że jedni są biedni, a drudzy bogaci, jedni są chorzy, a inni zdrowi”, otrzymał odpowiedź: „Antoni, zajmij się sobą, reszta to są sądy Boże i zrozumienie ich nie wyjdzie ci na korzyść”. Ta przypowieść mówi nam: nie wpatruj się w siebie ani w swoją przeszłość, ani w swoją przyszłość, ani w swoje powodzenia, ani w klęski, ani w swoją młodość, ani w starość, bo ogarnie cię obłędny strach i rozpacz. Trzeba przekraczać krąg własnego „ja” przez zaangażowanie, poświęcenie, miłość, ufność, wiarę. Oddajmy głos poetce K. Iłłakowiczównie:
„Życia mojego codzienny, zawsze nad siły wysiłek,/ Poplątały powszednie losy, zdarzenia zwyczajne rozbiły./ Wlokłam kłody po ciężkim piachu, płynęłam wodospadom naprzeciw,/ Każdy mój czyn się rozkruszył, każdy się statek rozleciał./ Nie umiałam się modlić, Boże, ani walczyć o Ciebie czuciem,/ Tylko złapać najbliższy ciężar i na przeszkodę się rzucić./ Trzeba Cię sercem chwalić, wznieść do Ciebie kadziłem,/ Ale mnie szept modlitwy usypiał, „wyłamywał do dołu skrzydła”./ Dziś runął dom mój, zwaliły się belki w dół i kamienie,/ A może byłby się ostał, budowany tylko na tchnieniu?/ A może byłby mocny, wyniosły i niespożyty,/ Gdyby nie z czyny zrodzić się chciał, ale z modlitwy?!”.

- Najpoważniejszym skutkiem nieleczonej depresji jest popełnienie samobójstwa przez osobę chorą. Aż 15% pacjentów z depresją umiera śmiercią samobójczą, wynika ze statystyk Światowej Organizacji Zdrowia (dane z Internetu). Czy można zauważyć, że ktoś chce popełnić samobójstwo i czy można pokusić się o stwierdzenie, że osoby chore na depresję, ale wierzące rzadziej popełniają samobójstwa?

- Możliwość popełnienia samobójstwa, którą zawsze należy brać pod uwagę w odniesieniu do chorego w stanie depresyjnym, dotyczy zwłaszcza depresji mniej głębokiej, tj. zespołu subdepresyjnego. Niebezpieczeństwo wiąże się z zachowaniem pewnych zdolności do działań ruchowych. Dlatego też poprawa polegająca na spłyceniu objawów depresji i zmniejszeniu spowolnienia ruchowego musi być oceniana z całą wnikliwością i ostrożnością, tym bardziej że chory zawsze ukrywa przed otoczeniem ewentualne zamiary samobójcze. Nie ma tu dobrej recepty, jak zapobiegać, trzeba być uważnym. Nie mam takiej wiedzy ani doświadczenia, by móc odpowiedzieć, czy wiara chroni przed samobójstwem w depresji. Po raz kolejny odwołam się do własnych przemyśleń, zawsze pamiętam w swoich działaniach o słowach z Ewangelii wg św. Jana (15, 5): „Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto twa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”. Uważam, że dojrzała wiara może chronić przed depresją, a tym samym przed próbą samobójczą. W przypadku choroby jest już różnie. Dlatego można powiedzieć: „Dobry Bóg zrobił, co mógł, teraz trzeba zawołać fachowca” i nie ma tu sprzeczności, ponieważ Bóg działa przez ludzi i jest najlepszym lekarzem, z miłości do nas dał nam wolną wolę, a co my z tym darem zrobimy, to już inna sprawa. Dlatego też choroby nie należy się wstydzić czy traktować jej jak karę Bożą, należy ją leczyć.

- Gdzie szukać pomocy, gdy zauważamy, że nie radzimy sobie sami ze sobą i gdy z najbliższymi dzieje się coś niedobrego? Czy na terenie archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej istnieją specjalne poradnie, do których mogliby zgłosić się chorzy na depresję?

- Depresji nie należy leczyć domowymi sposobami. Leczyć się trzeba w poradniach zdrowia psychicznego, poradniach psychiatrycznych. Należy pamiętać o tym, że osobą upoważnioną do stwierdzenia depresji jest lekarz specjalista. Wiadomo, że leki plus psychoterapia dają najlepsze efekty. Tego typu poradnie znajdują się w każdym mieście naszej archidiecezji.

Tagi:
ludzie depresja psychika chorzy choroba

Coś tu syczy

2019-03-20 09:25

Jarosław Kumor
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 48

Victor Koldunov/fotolia.com

Powiedziałem pewnego dnia swojemu spowiednikowi, że jestem obecnie na „duchowej górce”. Bardzo się zaniepokoił i stwierdził: „Coś mi tu syczy...”. Pomyślałem, że może gdzieś ulatnia się gaz albo skądś ucieka powietrze. A on dokończył: „Już wiem. To pycha”. Nie do końca się z nim zgadzałem. Efekt? Na kolejne nasze spotkanie przyszedłem mocno poobijany. Widocznie schodząc z mojej „górki”, potknąłem się o jakiś kamień...

Chyba najgorsze, co może zrobić głowa rodziny, to wpaść w samozadowolenie. Oczywiście, powinniśmy jako mężczyźni wyznaczać sobie jasno sprecyzowane, ważne i osiągalne cele, a potem je realizować. Do tego momentu wszystko jest w porządku. Schody zaczynają się wtedy, gdy uznamy, że to nasza zasługa, że to my sami wspięliśmy się na „duchową górę”. Samoadoracja wychodzi nam wtedy koncertowo, a właściwy „obiekt” naszego kultu, czyli Bóg, staje w rzędzie naszych pomocników w osiągnięciu sukcesu.

Od takiego absurdalnego poczucia zostaje nam już tylko krok do wywyższania się ponad bliskich: żonę, która wśród domowych obowiązków nie potrafi znaleźć czasu dla Boga, dzieci, które stronią od modlitwy, rodzeństwo, które żyje „nie po Bożemu”... No tak. Tylko my jesteśmy tymi prawymi, którzy rozwijają się duchowo, a przy okazji taką postawą dajemy antyświadectwo zamiast inspirować. Oczekujemy, że to na nas będą patrzeć i dzięki nam zmieniać swoje życie, nie dzięki Bogu. Oczywiście, chętnie krzykniemy „Chwała Panu!”, bo to łatwo przechodzi przez usta, ale w rzeczywistości najchętniej zostawilibyśmy tę chwałę dla siebie.

Kiedy z jednej strony słyszę św. Pawła, który mówi: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł”, a z drugiej Jezusa, który mówi, że nie jestem lepszy od tych, których uważam za ciężkich grzeszników, dostaję przed oczy realny obraz swojego położenia. Mogę się rozwijać, jako głowa rodziny wręcz nie mam innego wyjścia, ale nigdy nie mogę zastąpić w tym rozwoju samego Pana Boga.

Jarosław Kumor
Mąż i ojciec, dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny i jeden z liderów programu formacyjnego dla mężczyzn Droga Odważnych (www.odwazni.pl)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sutanna, w której zginął ks. Jerzy Popiełuszko ma zostać udostępniona wiernym

2019-07-16 16:26

Informacja prasowa

W Parafii Świętego Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu znajdują się bezcenne przedmioty będące świadkami dramatycznych wydarzeń sprzed blisko 35 lat. Sutanna, którą w dniu śmierci miał na sobie ksiądz Jerzy Popiełuszko, koloratka, koszula i inne przedmioty, dzięki wparciu Ministerstwa Kultury oraz Polskiej Fundacji Narodowej poddane zostały konserwacji. Na 35. Rocznicę śmierci męczennika czasu komunizmu, będą one umieszczone w specjalnych gablotach, aby w ważnych momentach mogły być udostępniane wiernym.

Informacja prasowa

Przedmioty, o których mowa noszą ślady dramatycznych wydarzeń z 19 października 1984 roku, kiedy agenci służby bezpieczeństwa uprowadzili, a następnie w bestialski sposób zamordowali kapelana Solidarności. Tkaniny wciąż są poszarpane, pobrudzone, ze śladami błota. Przedmioty te po zakończeniu śledztwa i procesu toruńskiego zostały ostatecznie przekazane Archidiecezji Warszawskiej i dziś znajdują się w Sanktuarium Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki mieszczącym się w Parafii Świętego Stanisława Kostki. Ich konserwacja została dokonana tak, żeby zachować wszelkie ślady dramatu. Działanie to przeprowadziła konserwatorka Joanna Sielska, współpracująca z Muzeum Auschwitz i z Muzeum Powstania Warszawskiego. Kiedy badając tkaniny napotykałam na ślady dramatu, zdawałam sobie sprawę, z jak niezwykłymi przedmiotami mam kontakt. Była to trudna praca – powiedziała specjalistka. Są to relikwie a kontakt z nimi jest wstrząsający, powinny przypominać dzisiejszym pokoleniom o odpowiedzialności za bliźnich i o aktualności sporu dobra ze złem – powiedział ksiądz Marcin Brzeziński, proboszcz Parafii Świętego Stanisława Kostki.

Specjalistyczne gabloty będą odporne na uszkodzenia fizyczne, niepalne oraz regulujące temperaturę i wilgotność. Koszt ich wykonania to 60 tys. zł. Z założenia nie chcemy aby zakup finansował zewnętrzny sponsor. Zwracamy się z prośbą do zwykłych ludzi – jeśli jest to dla nich ważne – projekt zostanie ukończony – powiedział Paweł Kęska z działającego w Sanktuarium i Muzeum księdza Jerzego Popiełuszki.

Więcej informacji o projekcie na stronie: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zakopane: marianie zapraszają do zwiedzania kaplicy na Jaszczurówce

2019-07-16 19:06

jg / Zakopane (KAI)

W te wakacje z inicjatywy księży marianów wprowadzono nieodpłatną profesjonalną usługę przewodnicką w kaplicy Najświętszego Serca Pana Jezusa na Jaszczurówce. Można także w jej podziemiach zobaczyć wystawę twórców lokalnych pt. "Oto drzewo krzyża".

zakopedia.pl

Inicjatorem oprowadzania bezpłatnego po Kaplicy na Jaszczurówce był proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego na Cyhrli, marianin ks. Grzegorz Belczak. Z oprowadzania można skorzystać codziennie (z wyjątkiem niedziel) w godzinach 9.30 – 14.30.

- Prelekcja dotyczy również historii Jaszczurówki, parku narodowego, budownictwa regionalnego oraz wybitnych postaci związanych w tym miejscem - podkreśla ks. Belczak.

Jednocześnie w okresie wakacyjnym w podziemiach kaplicy będzie czynna codziennie w godzinach 10.00 – 17.00 wystawa z pracami lokalnych artystów. Tym razem tematem wiodącym wystawy, organizowanym po raz 32 jest sentencja "Oto drzewo krzyża". Wstęp na wystawę jest bezpłatny. Wśród twórców wystawiających swoje prace jest m.in. Anna Liscar. Artystka od wielu lat wykonuje dla abp. Marka Jędraszewskiego obrazki, które potem hierarcha rozdaje w czasie spotkań z wiernymi.

Wystawa gromadzi obrazy malowane na szkle, które są jednym z rodzajów sztuki ludowej Podhala. Galeria zrzesza wspólnotę kilkunastu artystów nadal tworzących oraz rodzin artystów już zmarłych. Sztuka malowania na szkle, którą oni się trudnią, zorientowana jest przede wszystkim na tematy związane z religią, choć przejawia różnorodność form i stylów.

Kaplicę Najświętszego Serca Pana Jezusa na Jaszczurówce zaprojektował Stanisław Witkiewicz. Rozpoczęto ją budować w 1904 r., a poświęcono w 1907 r. Administracyjnie leży w granicach parafii pw. Miłosierdzia Bożego na zakopiańskiej Cyrhli, prowadzonej przez księży marianów. Stanowi bardzo ważny zabytek stylu zakopiańskiego. Jest bardzo chętnie i licznie odwiedzanym miejscem przez turystów.

Obecnie jest to kościół filialny parafii pw. Miłosierdzia Bożego na Cyhrli, gdzie posługę duszpasterską sprawują Księża Marianie, a kaplica jest pod ich opieką od 1984 roku. Msze Święte w kaplicy sprawowane są o godzinie 17.00 (dni powszednie), o godzinie 10.00 i 17.00 (niedziele i święta).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem