Reklama

Polityka

W emerytalnej pułapce

Mało kiedy polscy ekonomiści byli tak podzieleni w sądach, jak w przypadku Otwartych Funduszy Emerytalnych jako obowiązkowego filara zabezpieczenia na starość. Nie ma dnia bez polemik, a nawet oskarżeń o płatne lobbowanie na rzecz instytucji finansowych, wbrew interesom przyszłych emerytów. Toczy się spór ostry jak brzytwa. Przeciętny obywatel niewiele z tego rozumie

Spora część ludzi dawno już przestała wierzyć, że ma na cokolwiek wpływ. Odnosi wrażenie, że bywa potrzebna politykom wyłącznie podczas ich zalotów o głosy przed wyborami. 270 tys. ludzi rocznie nie wybiera samodzielnie obowiązkowego OFE, zdając się na losowanie. Jest im wszystko jedno. Ale teraz z jednej strony słyszą, że ich emerytury mogą być głodowe, a z drugiej - otrzymują przekaz, że likwidując OFE, rząd chce ich okraść. Dotąd jednak nie wiadomo, czy rząd rzeczywiście chce zlikwidować powszechność OFE, czy tylko kolejny raz okroić wpłacaną do funduszy składkę.

Minister finansów mówi w telewizji, że „OFE to rak na reformie, który urósł do gigantycznych rozmiarów i niszczy cały system emerytalny, a teraz przerzucił się na finanse publiczne”. Osoby z jego otoczenia twierdzą natomiast, że o całkowitej likwidacji OFE mowy być nie może. Mamy kompletną dezinformację. Chociaż interes jeszcze się kręci, widać jak na dłoni, że system zabezpieczenia na starość trzeba w Polsce zmienić, bo polski sen o dostatnim życiu na emeryturze nie sprawdził się. Politolodzy twierdzą jednak, że ten, kto powie Polakom, że czekają ich głodowe emerytury, przegra wybory. Według szacunków, emerytury Polaków z nowego systemu będą wynosić 20-30 proc. ostatnich zarobków. Dziś jest to jeszcze 60 proc.

„Moje” czy „nasze”?

Żyjemy w czasach naporu finansowego kuglarstwa, sprzyjającego dezorientacji i bezradności zwykłych ludzi wobec interesów rynków finansowych oraz ryzyka, na które są wystawione ciężko zarobione przez pracowników pieniądze odkładane na jesień życia. A w kwestii OFE nie ma prawdziwej debaty, są raczej „pyskówki”. Nie widać starań o zawarcie nowej umowy społecznej w sprawie nowego modelu systemu emerytalnego. Zamiast debaty, w środowisku ekonomistów i polityków obserwujemy żenującą walkę buldogów pod dywanem.

Reklama

Część wtajemniczonych twierdzi, że likwidacja OFE jest już przesądzona, minister finansów Jan Vincent-Rostowski natomiast zaprzecza, chociaż przyznaje, że poraziła go propozycja Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, by emerytury z OFE wypłacane były w formie wypłaty programowanej w miesięcznych ratach przez… 10 lat. Co wtedy, gdy emeryt pożyje dłużej? Rostowski uspokaja zszokowanych, że emerytury będą dożywotnie, bo i tak ostatecznym ich gwarantem jest państwo.

Na początku działalności OFE obiecywały emerytom złote góry. Reklamy wabiły wczasami pod palmami, a emerytury z obu filarów (ZUS i OFE) szacowano średnio na 4 tys. zł. Palm ani kokosów nie będzie. Pierwsze kobiety, które w 1999 r. osiągnęły wiek emerytalny (o 5 lat wcześniej niż mężczyźni), otrzymały z OFE 20-40 zł. Mówiono, że tak niskie świadczenie spowodowane jest faktem, że kobiety uczestniczyły zbyt krótko w kapitałowym systemie. Ale i dziś, po 14 latach, emerytura z OFE to średnio - 85 zł. Aby uniknąć dramatu, znowelizowano szybko ustawę i pozwolono kobietom wybrać korzystniejszą emeryturę z ZUS, jeśli ten wybór dawał im wyższe świadczenie. Taka możliwość istnieje tylko do końca tego roku. Od stycznia 2014 r. na pierwsze dwufilarowe emerytury zaczną przechodzić pierwsi mężczyźni.

Jest połowa roku, a nie wiadomo dotąd, kto będzie wypłacał emerytury z OFE, bo brakuje regulacji określających sposób wypłat. Zgodnie z obowiązującą ustawą, OFE tego robić nie mogą, a ZUS ma do tego upoważnienie tylko do 2013 r. Według koncepcji z 1999 r., emerytury z II filaru wypłacać miały zakłady emerytalne, które za wypłaty pobierałyby 7 proc. prowizji! Przy tak niskich świadczeniach „skubanie” emerytów dodatkowo jeszcze 7-procentowym haraczem byłoby skandalem. Sprawą otwartą pozostaje też kwestia dziedziczenia kapitału po zmarłym członku OFE w przyszłości. Dotąd prawo takie dotyczy jednak nie emerytur, lecz uzbieranych przez zmarłego składek w OFE, które od dnia, w którym pracownik przechodzi na emeryturę, natychmiast dziedziczone być przestają. Teraz ekonomiści wzięli się za czuby i nie są w stanie Kowalskiemu wytłumaczyć, czy składki z OFE są jego, czy „nasze”, skoro budżet państwa musi dopłacać do najniższych świadczeń tym, którzy nie wypracowali najniższej emerytury krajowej.

Reklama

Wszyscy byli „umoczeni”

Zadziwia beztroska rządu Jerzego Buzka, który wdrażał reformę w 1999 r. Odtrąbiono sukces, chociaż reforma nie była jeszcze projektem skończonym. Kapitał gromadzony latami w OFE, inwestowany w obligacje Skarbu Państwa, akcje przedsiębiorstw notowanych na giełdzie i w papiery wartościowe - miał zarabiać na przyszłe emerytury Polaków i zapobiec katastrofie finansów publicznych w sytuacji braku zastępowalności pokoleń i grożącej Polsce zapaści demograficznej. System ZUS-owski oparty na zasadzie, że rzesza pracujących finansuje bieżące wypłaty emerytów, stawał się coraz bardziej niewydolny i wkrótce niemożliwy do sfinansowania ze środków publicznych. Element kapitałowy miał częściowo z państwa zdejmować ciężar emerytalnych zobowiązań.

Tak jakby czekała nas tylko świetlana przyszłość, a w kapitalizmie nie występowały kryzysy i bezrobocie. Niestety, wszystkie te plagi boleśnie dotknęły Polskę. Tylko w 2008 r. polscy emeryci wpadli w pułapkę kryzysu: OFE w wyniku bessy na giełdzie straciły 24 mld zł. W 2011 r. - 5 mld.

- W tej ruletce zarobił tylko krupier - komentuje Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK-ów. Szewczak uważa OFE za największy przekręt III RP i domaga się dla odpowiedzialnych za tę reformę Trybunału Stanu. Prof. Józefina Hrynkiewicz nazywa OFE piramidą finansową. Krytykują ją ekonomiści od prawa do lewa.

Przez obowiązkowe OFE, na które z emerytalnej składki (19, 52 proc. pensji) ZUS musiał przekazywać do funduszy 7, 3 proc. (dopiero od maja 2011 r. zmniejszono składkę do 2, 3 proc.), rosła budżetowa dziura, bo ZUS-owskiej kasie uszczuplonej przez transfery do OFE - mimo pożyczek w bankach komercyjnych i zasilania z budżetu państwa - wciąż brakuje pieniędzy na wypłatę bieżących emerytur. W roku 2012 deficyt ZUS wyniósł 55 mld zł. Pożera już prawie 20 proc. dochodów państwa. Za 4 lata może urosnąć do 80 mld i rozsadzić finanse publiczne. Po dodaniu deficytu w KRUS-ie suma brakujących środków w systemie ubezpieczeń społecznych przekroczy poziom 100 mld zł!

Gdy wdrażano nowy system emerytalny, ubytek w ZUS-ie wynikający z transferu do OFE uzupełniać miały dochody z prywatyzacji. Jednak chociaż prywatyzacja majątku narodowego postępowała, wpływy z przekształceń własnościowych „zostały przejedzone” - lamentują teraz ekonomiści.

Gdzie byli przez 14 lat? Większość zasiadała w radach nadzorczych OFE i innych ciałach doradczych funduszy, pobierając duże wynagrodzenia. - Zresztą większość osób, która ów system promowała, znajduje się w kręgu najbliższych doradców premiera Donalda Tuska albo jego bliskich współpracowników - komentuje Szewczak. - Wśród twórców i propagatorów tego systemu jest obecny minister w rządzie Tuska - Michał Boni - wylicza.

Bogusław Grabowski, dziś członek Rady Gospodarczej przy premierze Tusku, przez całe lata kierujący OFE Skarbiec, uderza się w piersi. - Pomyliliśmy się - przyznaje. - OFE są błędem młodzieńczym naszej krótkiej demokracji. - Choć jestem ekonomistą, musiałem długo pogłówkować, zanim zrozumiałem istotę problemu. Budujemy OFE ze wzrostu długu, a to, nie dając żadnych korzyści systemowi emerytalnemu, zagraża śmiertelnie finansom publicznym i wzrostowi gospodarczemu - przekonuje. Nie wszyscy jednak przyznają się do błędu. Prof. Leszek Balcerowicz, który wraz z Jerzym Buzkiem tę reformę wdrażał, toczy ostry spór w sprawie OFE z ministrem Rostowskim i broni funduszy jak lew.

Na tych „młodzieńczych błędach” OFE zarobiły przez 14 lat z prowizji za zarządzanie emeryckimi składkami 16 mld zł! Przez wiele lat brały prowizję dwa razy wyższą, niż ją dopuszczała w 1999 r. ustawa (niektóre nawet do 10 proc.!), bo za rządów SLD-PSL wylobbowały sobie w parlamencie zwiększenie wysokości opłat za zarządzanie, i to niezależnie od wypracowanych dla emerytów zysków.

Warto nadmienić, że z 14 OFE operujących dziś na polskim rynku finansowym aż 10 ma zagranicznych właścicieli. - OFE już swoją dolę wzięły - mówi Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. Wielu ekonomistów uważa, że OFE bardziej opłaca się już nawet w Polsce interes zwinąć niż się handryczyć z rządem w sprawie programowanych czy dożywotnich wypłat. W razie czego zaskarżą państwo polskie w międzynarodowym arbitrażu o odszkodowanie za wywłaszczenie z poczynionych inwestycji i będziemy musieli im „za szkodę” zapłacić.

Agencja ratingowa Moody’s na wieść o możliwości okrojenia lub likwidacji OFE już pogroziła Polsce możliwością obniżenia wiarygodności finansowej.

W poszukiwaniu rozwiązań

W czerwcu mają być opublikowane dane z przeglądu efektywności OFE i funkcjonowania systemu emerytalnego. Zostaną przedstawione różne warianty rozwiązań i scenariusze. Eksperci Ministerstwa Finansów spodziewają się, że konsultacje potrwają miesiąc, potem potrzebna będzie ustawa, bo od 1 stycznia 2014 r. zmiany w systemie emerytalnym powinny wejść w życie.

Brzmi to jak żart. W sprawie emerytur musi być zawarta nowa umowa społeczna z udziałem rządu, pracodawców i związków zawodowych. Po 14 latach obowiązywania nowej ustawy emerytalnej trzeba się wreszcie zastanowić, co z rzeszą ludzi, którzy z powodu ogromnego bezrobocia nie mają szans na wypracowanie niezbędnego do emerytury stażu zatrudnienia. Czy nie przyjąć wariantu emerytury państwowej na poziomie minimalnym (przy niskiej składce lub wręcz bez składki), na którą jako podstawowy wariant należny obywatelom zdecydowały się inne kraje? Taka emerytura przyznawana byłaby podobnie jak emerytura z KRUS-u.

Czy też, jak na Węgrzech zrobił to premier Viktor Orbán: dać ludziom wybór: ZUS czy OFE? Gdy Orbán zaproponował: wybierajcie, 99 proc. ludzi wróciło do odpowiednika węgierskiego ZUS-u, a 10, 7 mld euro ulokowanych na kontach funduszy emerytalnych przeznaczono na zmniejszenie deficytu państwowego funduszu emerytalnego i długu publicznego.

Demontaż systemu czy kontynuacja?

W Polsce tylko do końca ubiegłego roku na kontach 16 mln ludzi zgromadzono w OFE 270 mld zł. Trzeba podjąć decyzję: demontaż systemu czy kontynuacja? A jeśli modyfikacja, to jaka?

To podstawowe pytania, na które trzeba odpowiedzieć. Ale tego nie da się zrobić na kolanie. Należy zbadać nie tylko wpływ zmian w OFE na wysokość emerytur Polaków, ale też na polski rynek kapitałowy. OFE mają w portfelach akcje o wartości 100 mld zł, co odpowiada 20 proc. kapitalizacji całej warszawskiej giełdy. - Likwidacja OFE byłaby katastrofalna w skutkach, bo akcje wielu przedsiębiorstw, w których OFE ulokowały środki, dramatycznie straciłyby na wartości - ostrzega część ekonomistów.

Trzeba uwzględnić też fakt, że 4 mln kont w OFE pozostaje nieczynnych, ponieważ z różnych względów (bezrobocie, wyjazdy do pracy za granicę) nie odnotowuje się na nich spływu składki. To też pokłosie zatrudniania „na czarno”, umów śmieciowych i innych patologii występujących na polskim rynku pracy - sygnał o zagrożeniu brakiem przyszłych emerytur dla sporej grupy ludzi. Trzeba podjąć decyzję, czy uczestnictwo w OFE ma być dobrowolne, czy pozostać jak dotąd oparte na feudalnej zasadzie przywiązania chłopa do ziemi. I czy przymus nakładany przez państwo na obywatela, by obowiązkowo uczestniczył w giełdowej ruletce i lokował pieniądze w prywatnych, w większości zagranicznych, funduszach kapitałowych, jest zgodny z Konstytucją RP? To dobre pytanie, bo toczy się gra interesów. Czy oprócz dbałości o interes grup wpływów ktoś jeszcze myśli o interesie obywatela?

2013-06-17 14:50

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o emeryturach i rentach z FUS

2020-07-08 19:07

[ TEMATY ]

emeryci

emerytura

Krysztof Sitkowski/KPRP

Nowelizacja ustawy o emeryturach i rentach z FUS jest efektem dwóch projektów, które regulują sytuację emerytów z rocznika 1953 – rządowego i senackiego.

Podczas prac w Sejmie projekty były rozpatrywane wspólnie, jednak za główną uznano propozycję rządową.

W nowelizacji ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych obowiązującej od 1 stycznia 2013 r. zapisano, że wysokość emerytury przysługującej w związku z osiągnięciem powszechnego wieku emerytalnego powinna być pomniejszana o wypłacone tzw. emerytury wcześniejsze. Zapis ten w odniesieniu do osób z rocznika 1953 zakwestionował w marcu ub.r. Trybunał Konstytucyjny.

Nowelizacja ma umożliwić uzyskanie prawa do emerytury powszechnej bez zastosowania mechanizmu pomniejszania podstawy jej obliczenia o sumę kwot pobranych emerytur wcześniejszych. Z takiej możliwości będą mogli skorzystać ubezpieczeni z rocznika 1953, którzy przed wydaniem wyroku przez TK występowali do ZUS o przyznanie emerytury powszechnej oraz ci, którzy z takim wnioskiem wystąpią po raz pierwszy.

W uzasadnieniu do projektu nowelizacji wskazano, że wcześniejsze roczniki, tj. 1949-1952, dysponowały odpowiednim czasem i wiedzą, aby przygotować się do wprowadzonych zmian.

Ustawa przewiduje także zwrócenie ubezpieczonym różnicy między pobieraną dotychczas emeryturą a emeryturą, która powinna być wypłacana, ponowne przeliczenie renty rodzinnej, a także zawieszenie lub umorzenie postępowań w sprawie ponownego ustalenia podstawy obliczenia emerytury, wszczętych przed dniem wejścia w życie ustawy.

Przeliczenie z urzędu emerytur przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych nastąpi po upływie 6 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy.

Według rządowych wyliczeń na zmianach skorzysta ok. 76 tys. osób z rocznika 1953. W większości przypadków średnia miesięczna podwyżka emerytur wyniesie 202 zł, a wyrównanie zaniżonej emerytury - średnio 12 786 zł.

Wcześniej powstał projekt senacki dotyczący emerytur kobiet z rocznika 1953. 18 grudnia ub.r. został ponownie skierowany do Sejmu po tym, jak wraz z zakończeniem poprzedniej kadencji parlamentu prace nad senacką inicjatywą zostały przerwane.(PAP)

autorka: Olga Zakolska

CZYTAJ DALEJ

Gniezno: rozpoczął się e-obóz Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia

2020-07-10 11:59

[ TEMATY ]

Dzieło Nowego Tysiąclecia

Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia

Karol Wiecheć

W Gnieźnie rozpoczął się w piątek e-obóz dla studentów stypendystów Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Wirtualnie z uczestnikami spotkał się m.in. Prymas Polski abp Wojciech Polak, s. Tomira Brzezińska MSF, o. Wojciech Surówka OP oraz małżeństwo Gomułków.

Dwudniowe spotkanie transmitowane jest na kanale YouTube archidiecezji gnieźnieńskiej. Rozpoczęło się rozmową w Studio Dzieło TV, gdzie z internautami spotkali się: abp Wojciech Polak, ks. Dariusz Kowalczyk, przewodniczący zarządu FDNT, prezydent Gniezna Tomasz Budasz oraz ks. Radosław Kaźmierski, koordynator FDNT w archidiecezji gnieźnieńskiej.

„Kiedy na początku kwietnia okazało się, że obozy w tym dużym wymiarze nie mogą się odbyć, a przypomnę, mieliśmy się tu spotkać w liczbie około 700 studentów, zaczęliśmy myśleć o zastąpieniu obozu w przestrzeni realnej e-obozem. Podpowiedzieli to sami stypendyści” – wyjaśnił ks. Dariusz Kowalczyk zapowiadając, że podobny obóz dla uczniów szkół średnich odbędzie się za dwa tygodnie w Krakowie.

Przewodniczący zarządu FDNT mówił też o obchodzonej w tym roku 20. rocznicy istnienia Fundacji, która – jak przypomniał – powstała po papieskiej pielgrzymce do Polski w 1999 roku, i której głównym zadaniem jest wspieranie młodych ludzi z mniejszych miejscowości zarówno finansowo, jak i duchowo.

„Fundacja to szereg działań na różnych polach: to stypendia, obozy, koncerty, Dzień Papieski, nagrody Totus Tuus, a nade wszystko formacja, formacja i jeszcze raz formacja” – podkreślił kapłan streszczając krótko rozwój i działalność organizacji na przestrzeni dwóch minionych dekad.

Prymas Polski abp Wojciech Polak wspominał z kolei Jana Pawła II, który jest patronem FDNT, i którego 100. rocznicę urodzin w tym roku obchodziliśmy. Cytując fragment „Tryptyku rzymskiego” wyraził nadzieję, że te dwa dni będą dla stypendystów okazją, by zaczerpnąć ze źródła i poczuć „ożywczą świeżość”.

Prymas wspominał też dwukrotny pobyt Jana Pawła II w Gnieźnie w 1979 roku i w 1997 roku. Przypomniał zarówno pamiętne słowa, jak i mniej znane fakty z obu pielgrzymek. W programie tej pierwszej – jak mówił – Gniezna nie było. Papież sam zdecydował, by je dopisać.

„Jan Paweł II powiedział wówczas, że przez Polskę wiedzie szczególny duchowy szlak, który ma początek w Gnieźnie, przechodzi przez Jasną Górę i kończy się w Krakowie, czyli biegnie od św. Wojciecha, od źródeł chrzcielnych Polski, przez Maryję do św. Stanisława w Krakowie, o którym często się mówi, że pobyt w nim św. Jana Pawła II był swoistym bierzmowaniem narodu” – przypomniał Prymas.

Prezydent Gniezna Tomasz Budasz mówił z kolei o mieście, jego historii i życiu codziennym. Jak podkreślił, to miasto, gdzie sacrum przenika się z profanum, a wielowiekową historię czuć na każdym kroku. Zaprosił też stypendystów na obóz w roku przyszłym.

Gościem studia był także ks. Radosław Kaźmierski, koordynator FDNT w archidiecezji gnieźnieńskiej, który opowiedział o archidiecezjalnej wspólnocie stypendystów, która liczy obecnie 82 młodych ludzi. Czym jest dla nich Fundacja powiedzieli sami na nagranym wcześniej filmie, który wyemitowano w czasie trwania studia. Internauci mieli również okazję posłuchać „Barki” w ich wykonaniu, nagranej z okazji 100. rocznicy urodzin św. Jana Pawła II.

O 12.00 w katedrze gnieźnieńskiej rozpocznie się Msza św. pod przewodnictwem Prymasa Polski, która również będzie transmitowana on-line. O 15.00 gośćmi obozu będą Monika i Marcin Gomułkowie, a o 20.00 zaplanowano transmisję adoracji z gnieźnieńskiego klasztoru sióstr karmelitanek bosych.

W sobotę o 9.00 ponownie rozmowa w Studiu Dzieło TV, o 14.00 Msza św., a o 17.00 panel dyskusyjny z udziałem abp. Wojciecha Polaka, o. Wojciecha Surówki OP oraz s. Tomiry Brzezińskiej MSF. Temat – młodzi, wyzwania, powołanie, zaangażowanie, miejsce w Kościele.

Stypendyści spotkają się też w grupach dzielenia na platformie ZOOM.

„Nie pozwala zamknąć się w tym świecie i wyczerpać swe siły wokół spraw tego świata. Nie pozwala też uciekać w jakieś dalekie zaświaty. Każe nam trzeźwo stąpać po ziemi i przypomina – jak pisał młodym św. Jan Paweł II – że Chrystus jest nie tylko nauczycielem dobrym, który wskazuje drogi życia na ziemi, ale jest świadkiem ostatecznych przeznaczeń, jakie człowiek ma w Bogu” – przypomniał Prymas.

Metropolita gnieźnieński przekonywał też za Parati semper, że nie chodzi o to, by „wyrzec się świata i uciec w jakąś niszę własnego szczęścia”, ale przeciwnie, umiłować świat zachowując do niego zdrowy dystans. Być w tym świecie ziarnem nadziei, bo tylko logika ziarna, które obumiera, logika pokornej miłości, jest drogą Boga, i tylko taka logika wydaje owoc.

„Tylko ta logika rodzi życie – przekonywał Prymas, powtarzając przestrogę papieża Franciszka: jesteś żarłoczny, lubisz mieć wiele rzeczy, ale wszystko utracisz, nawet twoje życie, czyli: kto kocha to, co własne i żyje dla swoich interesów, chełpi się tylko sobą, traci. Kto natomiast przyjmuje, jest dyspozycyjny i służy innym, żyje na sposób Boga: wówczas jest wygrywającym, zbawia siebie samego i innych”.

Transmisje wszystkich spotkań na kanale YouTube archidiecezji gnieźnieńskiej oraz na stronach www.prymaspolski.pl i www.archidiecezja.pl

CZYTAJ DALEJ

COMECE: budujmy bardziej sprawiedliwą i przyjazną Europę

2020-07-10 20:53

[ TEMATY ]

Unia Europejska

Europa

kryzys

COMECE

Vatican News

Wobec kryzysu i trudności, które przeżywa, Europa potrzebuje wspólnego działania, aby była bardziej sprawiedliwa, gdzie wszyscy będą mieli jednakowe szanse i będą jednakowo traktowani, gdzie poszanowany będzie zrównoważony rozwój. Opinię tę wyraził sekretarz generalny Komisji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE) po spotkaniu ze stałym obserwatorem Niemiec przy Unii Europejskiej Michaelem Claussem. Kraj ten od 1 lipca br. sprawuje prezydencję w UE.

Ks. Manuel Barrios Prieto podkreślił, że u początków powstania Unii leżała świadomość, iż tylko wspólnie można przezwyciężyć trudności i budować pokój i dobro wspólne. Wskazał także na główne tematy ważne z punktu widzenia Kościoła. Mówi sekretarz generalny COMECE

Głos Kościoła głosem biednych, obrony życia, najsłabszych

„Uważam, że głos Papieża jest dziś jednym z najbardziej autorytatywnych na poziomie światowym wśród różnych spraw, o których mówi. Są tematy, na poziomie europejskim, które są bardzo istotne, jak ochrona stworzenia, czyli temat troski o nasz wspólny dom. To jest bardzo ważne i naprawdę razem musimy się o niego troszczyć, nie tylko ludzie wierzący, ale także i wszyscy ludzie dobrej woli, gdyż rozwój Unii Europejskiej niesie ze sobą zrównoważony rozwój, dbałość o przyszłe pokolenia ze wszystkimi trudnościami, które może on ze sobą przynieść – powiedział w wywiadzie dla Radia Watykańskiego ks. Manuel Barrios Prieto. - Naszym zdaniem najważniejsze są następujące tematy: troska o najsłabszych w naszych społeczeństwach, o tych, którzy tracą pracę, o osoby, które naprawdę zostaną dotknięte kryzysem gospodarczym. Trzeba myśleć o młodych, którzy poniosą koszty tego kryzysu, a którzy będą wchodzić w świat pracy. Nie można zapominać także o temacie migracji, który dla Kościoła jest tak ważny. To czas, kiedy jako Kościół musimy zabrać głos, który jest także głosem biednych, rodzin, głosem obrony życia, obrony najsłabszych, sprawiedliwości. Obronimy się razem, tylko w ten sposób możemy przezwyciężyć kryzys. Albo wszyscy zwyciężymy, albo wszyscy poniesiemy porażkę. Istnieje bowiem ryzyko, że projekt europejski, który narodził się po II wojnie światowej, rozmyje się i to dla ludzkości byłoby wielką stratą.“

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję