Reklama

Polska

Strażnicy polskiej tożsamości

2013-07-30 09:40

Niedziela Ogólnopolska 31/2013, str. 20-21

[ TEMATY ]

wywiad

emigracja

Monika Książek

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Mówi się, że kraje Beneluxu słyną ze swego bogactwa. Od ilu lat Ksiądz Rektor tam przebywa, jak czuje się w tej pracy i jak postrzega swoją tam obecność, także obecność Kościoła przez swoją osobę?

KS. RYSZARD SZTYLKA: - Na Zachodzie jestem od 36 lat, a jako rektor PMK pracuję 13 lat. Zaczynałem w Brukseli, potem przeszedłem do Charleroi, po 2 latach pracowałem w Holandii, gdzie przebywałem 4 lata, i z powrotem wezwano mnie do Belgii. Kościół polski w Belgii jest największą wspólnotą polonijną. Nie jestem jednak pewien, czy można dzisiaj mówić o wspólnocie polonijnej, bo mamy już raczej do czynienia ze wspólnotą imigracyjną. Nie ma tzw. starej Polonii, która pozostała w tym kraju w okresie powojennym, jeśli zaś chodzi o nową Polonię, tę przybyłą po 1989 r. czy w latach 90. ubiegłego wieku, to jest to wspólnota, która ciągle się zmienia, przybywa i odpływa. To są ludzie, którzy przyjeżdżają tutaj za chlebem, ponieważ sytuacja w Polsce jest trudna i nie widać lepszych perspektyw. Niektórzy pozostają tu dłużej, a inni tylko przez pewien czas, chcą zarobić i wyjechać. Wiąże się to na ogół z problemami duszpasterskimi, bo w sytuacji, kiedy rodziny są w większości rozłączone, gdyż ktoś został w Polsce, a druga osoba pracuje tutaj, dochodzi do stopniowego zaniku więzów, zarówno w małżeństwie, jak i w rodzinie. Skutkuje to nierzadko rozpadem małżeństw, a nawet całych rodzin. Najwięcej cierpią tu dzieci, jeśli są. Mówimy o nich - eurosieroty. Symptomatyczne są w tym kontekście prośby o orzeczenie nieważności małżeństwa. Jest ich sporo, te procesy ciągle trwają, niektóre z nich dochodzą do skutku, niektóre - nie.

- Ponad 40 lat jestem obrońcą węzła małżeńskiego w Sądzie Biskupim i wiem, jak wielką bolączką duszpasterstwa na świecie jest to, że małżeństwa się rozpadają. Czy Ksiądz - zwracam się do ks. Aleksandra Dońca - jako duszpasterz polonijny też często spotyka się z takimi problemami?

KS. ALEKSANDER DONIEC: - Jestem tu dopiero drugi rok, więc nie mam jeszcze wystarczającego rozeznania, a jednak dostrzegam, że niewiele jest młodych małżeństw, które razem budują sobie tu dom, pracują, spłacają kredyty, porządkują swoje życie według nauki Bożej. 80 proc. tych, którzy korzystają z posługi sakramentalnej, to mężczyźni przyjeżdżający tylko do pracy, mieszkający w hotelach dla pracowników.

- Wśród jakich ludzi duszpasterzuje Ksiądz Rektor?

- Na terenie Brukseli, także w jej okolicach, wspólnota polonijna liczy ok. 25-26 tys. osób. Specyfiką tej wspólnoty jest to, że w większości pochodzi ona z części północno- i południowo-wschodniej Polski, a to są ludzie tradycyjnie bardzo mocno przywiązani do wiary. Dlatego są oni obecni w kościele i sprawa sakramentów, tradycji, obrzędów katolickich, rekolekcji, przeżywania duszpasterstwa wokół naszych misji jest dla nich ważna. My, kapłani, możemy na nich liczyć. Możemy także liczyć na ich pomoc fizyczną w misji, jeśli zaistnieje taka potrzeba. Doskonale współpracują z naszą kadrą duszpasterską, chętnie uczestniczą w pielgrzymkach - od niemal 65 lat organizujemy bowiem tradycyjne pielgrzymki: wiosenną do Matki Boskiej Flamandzkiej i jesienną do Matki Boskiej Ubogich w części walońskiej.

- Czy Ksiądz Rektor odwiedza polskie rodziny?

- Tak, oczywiście. Co prawda nie jest to moja domena jak w przypadku pracy proboszcza czy wikarego, ale chętnie korzystam z każdego zaproszenia. W ten sposób się ubogacam i mogę docenić ich wysiłek. Swoje życie okupują rozłąką z krajem ojczystym, jest więc rzeczą ważną, by docenić ich pracę.

- A jak wyglądają spotkania z ludźmi Księdza Aleksandra?

- Ci, którzy są na kontraktach, cały tydzień pracują. Praktycznie można ich spotkać tylko w niedzielę na Mszy św. Podobnie jest, gdy chodzi o młode małżeństwa - nie mają czasu nawet na życie towarzyskie. Jedynie w piątek czy sobotę można się spotkać z zaproszeniem, odwiedzić ten czy inny dom. Natomiast najpiękniejszym przykładem, jaki Polacy dają Belgom, jest obecność dzieci w kościele. Jest przy tym trochę hałasu, ale to jest czynnik wyróżniający Mszę św. z udziałem Polaków. W nabożeństwach odprawianych dla Belgów nie ma młodzieży, są tylko osoby starsze. Jeżeli więc Polacy mogą czymś zachwycać, to tym, że są w kościele młode małżeństwa z dzieciakami w wózkach, na rękach, że jest to Kościół żywy, nie umierający.

- Księże Rektorze, a o czym rozmawiacie z ludźmi, gdy ich odwiedzacie, jakie tematy są poruszane?

- Tematem głównym jest praca. Ci, którzy tu pracują, bardzo sobie tę pracę cenią i bardzo jej pilnują. Ci natomiast, którzy jej nie mają, są skazani na jej poszukiwanie. Często zwracają się do mnie z prośbą o pomoc czy interwencję. W rektoracie w każdy poniedziałek wystawiamy tablicę z ofertami rozmaitych prac. Polacy korzystają z tego. Drugim tematem jest zawsze sprawa Ojczyzny, niewątpliwie widać tu tęsknotę za krajem. Dalej - sprawa wychowania dzieci i młodzieży. Muszą one uczęszczać do szkoły flamandzkiej czy frankofońskiej, więc bywają starcia, czasem także pozytywne, między młodymi, ale rodzice boją się, że dzieci mogą ulec negatywnym przykładom, które zdarzają się w szkołach belgijskich. Muszę tu wspomnieć choćby o narkotykach, o różnego rodzaju ekscesach młodych ludzi, które wpływają na nasze dzieci.

- Nowa ideologia „gender” obala dotychczasową bazę cywilizacyjną. Pojęcia „ojciec” czy „matka” zastępowane są pojęciami „opiekun 1” czy „opiekun 2”. Czy te trendy są także obecne w świadomości tutejszej rodziny?

- Ten temat pojawia się raz po raz, chociaż nie jest tak istotny jak w rodzinach belgijskich. Nasi polonusi kładą jednak nacisk na wartość rodziny, matki i ojca. Z tego się cieszymy, niemniej jednak ludzie boją się, że te prądy z zewnątrz mogą dotknąć ich rodzin. Czasem bezradnie rozkładają ręce, mówiąc: co ja zrobię z moim synem czy córką, którzy mają 17 czy 18 lat i mogą mi powiedzieć: mamo, ja już mam inny punkt widzenia, inaczej myślę. Rodzice boją się, że któregoś dnia dzieci mogą stracić nabytą w domu tożsamość. Tak, niewątpliwie ten temat się pojawia.

- Księże Aleksandrze, a jeśli chodzi o mężczyzn, polskich robotników, to czy u nich zauważa się zamyślenie nad Polską, nad rodziną, pracą czy polityką w kraju? Czy oni rozmawiają o tym z Księdzem?

- Tak. Zawsze przed Mszą św. i po Mszy stoję przed kościołem i rozmawiam z tymi mężczyznami. Jest to okazja, żeby usłyszeć, co mają do powiedzenia. Niewątpliwie, wszyscy kochają Ojczyznę i tęsknią za nią. Przyjechali tu przecież nie dla przyjemności, tylko dla zapewnienia rodzinie godziwych warunków życia. Jeden z nich np. ma siedmioro dzieci i nie miał w Polsce pracy. Tu pracuje na kontrakcie i cieszy się, że może zarobić na wyżywienie swojej rodziny. Oczywiście, niezadowolenie z powodu sytuacji gospodarczej w Polsce jest wielkie. Ludzie ci mają żal, bo woleliby w Polsce pracować i mieszkać.

- A jak Ksiądz Rektor odbiera tutejszych Polaków i ich opinie o sytuacji w kraju?

- Problem jest trudny. Niewątpliwie widać, że w Polsce nie jest dobrze. Polacy, którzy wyemigrowali, nie widzą w Ojczyźnie szans dla siebie na godne życie. Skarżą się, bo wielu ma wykształcenie, a tu, mówiąc kolokwialnie, trzymają miotłę w ręku. Wielu z nich odżegnuje się od spraw politycznych, mówią, że to ich nie interesuje, mają już ułożone swoje życie tutaj, na Zachodzie. Niestety, większość kieruje gorzkie uwagi pod adresem rządzących, parlamentarzystów.

- Rektor Polskiej Misji Katolickiej to właściwie stanowisko równe biskupiemu, od rektora PMK zależy jakość duszpasterstwa Polaków na danym terenie. Czy duszpasterstwo, jakie tutaj prowadzicie, jest skuteczne życiowo? Czy uczy być chrześcijaninem?

- Niewątpliwie tak. Muszę powiedzieć, że nasi księża są gorliwi i pracowici. Zależy im, żeby duszpasterstwo wśród naszej wspólnoty polskiej skutkowało stuprocentową obecnością ludzi na niedzielnej Mszy św. Prowadzimy duszpasterstwo na miarę Kościoła polskiego. W cyklu rocznym organizujemy rekolekcje. W większych placówkach takie praktyki są organizowane zawsze, w mniejszych - jedno- lub dwudniowe, w Adwencie i w Wielkim Poście. Księża pracują z młodzieżą i dziećmi w ramach katechezy. W Brukseli mamy w szkole 1500 dzieci, które uczą się katechezy po polsku. Obsada sióstr jest pełna, a jakość katechezy dobra. Gdybym miał porównać młodego człowieka z belgijskiej szkoły katolickiej i młodego człowieka z naszej polskiej szkoły, to niewątpliwie polska katecheza okazuje się głębsza i mocniejsza. Na te dzieci, a potem na młodzież, możemy liczyć, bo są dobrze przygotowani do życia chrześcijańskiego. Oni na pewno coś w swoje życie wniosą i to zaowocuje w ich czynach. Duchowa i duszpasterska praca nie idzie na marne. To muszę powiedzieć, że księża są pod tym względem odpowiedzialni i dzielni.
Staramy się, by wdrażane były dyrektywy Kościoła polskiego. Jako rektor przedstawiam je księżom na zebraniach, które mamy 2 razy w roku: wiosną i latem, i dbam o wprowadzanie w życie.

- Księże Aleksandrze, czy w duszpasterstwie polonijnym wskazana byłaby obecność jakiegoś pisma katolickiego?

- Myślę, że tak. Tutaj, w Brukseli, rozprowadzany jest „Gość Niedzielny”. Tam, gdzie duszpasterzuję, do tej pory nie było żadnej polskiej gazety, dlatego redaguję biuletyn parafialny z czytaniami i fragmentami homilii czy komunikatu z Episkopatu, żeby wiernych z nimi zapoznać. To są gazetki darmowe, kserowane, z przeznaczeniem, by ludzie wzięli je ze sobą po wyjściu z kościoła. Ale muszę stwierdzić, że nie widzę entuzjazmu, na 300 ludzi w kościele zabiera je może ok. 50, mimo zachęty. Polacy nie mają tu Pisma Świętego, przyjeżdżają do pracy, wskazane jest więc, by przyjrzeli się uważniej Ewangelii. A jednak... Mimo wszystko trzeba się starać, nie zwalnia nas to z obowiązku ewangelizacji.

- A czy Ksiądz Rektor widzi pomoc pastoralną w polskiej prasie katolickiej, np. „Niedzieli”?

- Z pewnością tak. Mam tylko jedno zastrzeżenie: nasi wierni boją się jakiejkolwiek prasy bardziej obszernej, bo to zmusza do zajęcia się nią, a oni raczej po pracy nie są chętni do studiowania. Natomiast chętnie widziałbym stały dodatek do tygodnika katolickiego o tutejszej sytuacji, bo to zainteresuje. Na naszym terenie mamy dobre wzory biuletynów, parafialnych, które drukujemy. Nie ma ich we wszystkich ośrodkach, ale u ks. Aleksandra i u mnie w Limburgii są. To pisemka tygodniowe albo kwartalne, gdzie poruszane są wszystkie sprawy z danego terenu. Zawierają też program pracy duszpasterskiej, spotkań na najbliższe półrocze. Byłoby dobrze, gdyby do katolickiego tygodnika dołączać taki dodatkowy aneks z tutejszymi sprawami.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biskup: lepiej budować mosty niż mury, ale w Nigerii potrzebny jest mur

2019-10-24 19:06

[ TEMATY ]

emigracja

Afryka

Nigeria

mosty

mury

ochrona obywateli

Politics of Biafra Future of Nigeria / youtube.com

bp Mathhew Hassan Kukah

To oczywiste, że lepiej budować mosty niż mury, jednakże państwa muszą chronić swych obywateli. Nie oznacza to, że nikt nie może do nich przybyć, jednak kraje muszą być wolne w regulowaniu imigracji – powiedział bp Mathhew Hassan Kukah, ordynariusz diecezji Sokoto. Dodał zarazem, że on jako Nigeryjczyk, chciałby, by jego kraj, zwłaszcza na północy, wybudował na granicy mur i chronił Nigerię przed napływem tysięcy morderców i bandytów, którzy atakują i zabijają niewinnych ludzi.

W wywiadzie dla portalu Crux bp Kukah wspomniał też o licznej emigracji z jego ojczyzny. Jest to skrajny przejaw desperacji ze strony Afrykańczyków, którzy uciekają przez ubóstwem, konfliktami i korupcją.

Zdaniem nigeryjskiego biskupa głównym problemem Czarnego Lądu są skrajnie nieodpowiedzialne elity polityczne, które w najmniejszym stopniu nie myślą o poprawie warunków życia swych obywateli, a sami opływają w ogromne bogactwa. Jako przykład podał on, że w Nigerii każdy z parlamentarzystów zarabia miesięcznie równowartość 70 tys. dolarów. Za połowę parlamentarnych wynagrodzeń można by stworzyć miejsca pracy dla 50 tys. osób.

Zdaniem bp Kukaha, to właśnie taka postawa rządzących sprawia, że Afryka się nie rozwija. Dotyczy to również krajów najbardziej zasobnych w bogactwa naturalne, takich jak Nigeria, RPA czy Demokratyczna Republika Kongo.

CZYTAJ DALEJ

Franciszek: oby szczyt w Berlinie doprowadził do pokoju w Libii

2020-01-19 12:49

[ TEMATY ]

papież

papież Franciszek

Libia

Grzegorz Gałązka

Życzenie, aby odbywający się dziś w Berlinie szczyt w sprawie sytuacji w Libii doprowadził do pokoju w tym kraju wyraził papież Franciszek po modlitwie „Anioł Pański” na placu św. Piotra w Watykanie.

- Drodzy bracia i siostry, dziś odbywa się w Berlinie konferencja mająca na celu omówienie kryzysu w Libii. Mam gorącą nadzieję, że ten tak ważny szczyt będzie początkiem drogi ku zaprzestaniu przemocy i wynegocjowanego rozwiązania, które prowadzi do pokoju i tak bardzo upragnionej stabilizacji kraju - powiedział Ojciec Święty.

Odbywające się pod patronatem ONZ spotkanie ma być próbą znalezienia rozwiązania kryzowej sytuacji w Libii, gdzie od 2014 r. trwa wojna domowa. Wzmogła się ona jeszcze bardziej w kwietniu 2019 r. W konfrontację zamieszane są też inne państwa, które wspierają jeden z dwóch rządów istniejących w tym kraju.

W stolicy Niemiec obecni są dwaj główni przywódcy walczących stron: Fajiz as-Sarradż, premier rządu uznawanego przez ONZ z siedzibą w Trypolisie i Chalifa Haftar, który kontrolował jedynie fragment południowej części Libii, lecz w kwietniu rozpoczął ofensywę w celu podbicia całego kraju i od miesięcy oblega Trypolis.

Do Berlina przybyli także przywódcy zaangażowanych w konflikt państw: prezydent Rosji Władimir Putin, wspierający Haftara i prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan, wspierający as-Sarradża. Są też przedstawiciele Egiptu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, sprzymierzonych z Haftarem, Ligii Arabskiej, Unii Europejskiej, Unii Afrykańskiej oraz pięciu państw członkowskich Rady Bezpieczeństwa ONZ, w tym sekretarz stanu USA Mike Pompeo.

Spotkanie, zorganizowane przez rząd Niemiec, ma położyć podwaliny pod „wewnętrzny proces pojednania”, który doprowadzi do pokoju i „suwerennej Libii”.

CZYTAJ DALEJ

Przygarniajcie siebie nawzajem

2020-01-20 09:50

Osławiony „Blue Monday”, czyli trzeci poniedziałek miesiąca, ponoć najsmutniejszy dzień w roku, przypomina o samotności, dżumie XXI w. Oddala nas od siebie wyścig szczurów w dążeniu do zysku i sławy, oddala także uzależnienie od smartfonów.

Lublin ma długą tradycję otwartości na dzieła wspólnotowe. Tu początki miał polski neokatechumenat (kościół św. Piotra) i pierwsze grupy Comunione e Liberazione (środowisko KUL); tutaj też rozwijał się Ruch Światło-Życie animowany przez księży Franciszka Blachnickiego i Wojciecha Danielskiego (Sławinek).

Przygarniajcie siebie nawzajem, jak i Chrystus przygarnął was - apelował św. Paweł (Rz 15,7). W Bożym Narodzeniu zostaliśmy przygarnięci przez Chrystusa. Na trudne czasy szalejącej samotności musimy stawać przy ludziach. To dzieje się przez częste spotkania, szczere rozmowy i dawany innym czas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję