Reklama

Strażnicy polskiej tożsamości

2013-07-30 09:40

Z ks. Ryszardem Sztylką i ks. Aleksandrem Dońcem rozmawia ks. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 31/2013, str. 20-21

Monika Książek

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Mówi się, że kraje Beneluxu słyną ze swego bogactwa. Od ilu lat Ksiądz Rektor tam przebywa, jak czuje się w tej pracy i jak postrzega swoją tam obecność, także obecność Kościoła przez swoją osobę?

KS. RYSZARD SZTYLKA: - Na Zachodzie jestem od 36 lat, a jako rektor PMK pracuję 13 lat. Zaczynałem w Brukseli, potem przeszedłem do Charleroi, po 2 latach pracowałem w Holandii, gdzie przebywałem 4 lata, i z powrotem wezwano mnie do Belgii. Kościół polski w Belgii jest największą wspólnotą polonijną. Nie jestem jednak pewien, czy można dzisiaj mówić o wspólnocie polonijnej, bo mamy już raczej do czynienia ze wspólnotą imigracyjną. Nie ma tzw. starej Polonii, która pozostała w tym kraju w okresie powojennym, jeśli zaś chodzi o nową Polonię, tę przybyłą po 1989 r. czy w latach 90. ubiegłego wieku, to jest to wspólnota, która ciągle się zmienia, przybywa i odpływa. To są ludzie, którzy przyjeżdżają tutaj za chlebem, ponieważ sytuacja w Polsce jest trudna i nie widać lepszych perspektyw. Niektórzy pozostają tu dłużej, a inni tylko przez pewien czas, chcą zarobić i wyjechać. Wiąże się to na ogół z problemami duszpasterskimi, bo w sytuacji, kiedy rodziny są w większości rozłączone, gdyż ktoś został w Polsce, a druga osoba pracuje tutaj, dochodzi do stopniowego zaniku więzów, zarówno w małżeństwie, jak i w rodzinie. Skutkuje to nierzadko rozpadem małżeństw, a nawet całych rodzin. Najwięcej cierpią tu dzieci, jeśli są. Mówimy o nich - eurosieroty. Symptomatyczne są w tym kontekście prośby o orzeczenie nieważności małżeństwa. Jest ich sporo, te procesy ciągle trwają, niektóre z nich dochodzą do skutku, niektóre - nie.

- Ponad 40 lat jestem obrońcą węzła małżeńskiego w Sądzie Biskupim i wiem, jak wielką bolączką duszpasterstwa na świecie jest to, że małżeństwa się rozpadają. Czy Ksiądz - zwracam się do ks. Aleksandra Dońca - jako duszpasterz polonijny też często spotyka się z takimi problemami?

KS. ALEKSANDER DONIEC: - Jestem tu dopiero drugi rok, więc nie mam jeszcze wystarczającego rozeznania, a jednak dostrzegam, że niewiele jest młodych małżeństw, które razem budują sobie tu dom, pracują, spłacają kredyty, porządkują swoje życie według nauki Bożej. 80 proc. tych, którzy korzystają z posługi sakramentalnej, to mężczyźni przyjeżdżający tylko do pracy, mieszkający w hotelach dla pracowników.

- Wśród jakich ludzi duszpasterzuje Ksiądz Rektor?

- Na terenie Brukseli, także w jej okolicach, wspólnota polonijna liczy ok. 25-26 tys. osób. Specyfiką tej wspólnoty jest to, że w większości pochodzi ona z części północno- i południowo-wschodniej Polski, a to są ludzie tradycyjnie bardzo mocno przywiązani do wiary. Dlatego są oni obecni w kościele i sprawa sakramentów, tradycji, obrzędów katolickich, rekolekcji, przeżywania duszpasterstwa wokół naszych misji jest dla nich ważna. My, kapłani, możemy na nich liczyć. Możemy także liczyć na ich pomoc fizyczną w misji, jeśli zaistnieje taka potrzeba. Doskonale współpracują z naszą kadrą duszpasterską, chętnie uczestniczą w pielgrzymkach - od niemal 65 lat organizujemy bowiem tradycyjne pielgrzymki: wiosenną do Matki Boskiej Flamandzkiej i jesienną do Matki Boskiej Ubogich w części walońskiej.

- Czy Ksiądz Rektor odwiedza polskie rodziny?

- Tak, oczywiście. Co prawda nie jest to moja domena jak w przypadku pracy proboszcza czy wikarego, ale chętnie korzystam z każdego zaproszenia. W ten sposób się ubogacam i mogę docenić ich wysiłek. Swoje życie okupują rozłąką z krajem ojczystym, jest więc rzeczą ważną, by docenić ich pracę.

- A jak wyglądają spotkania z ludźmi Księdza Aleksandra?

- Ci, którzy są na kontraktach, cały tydzień pracują. Praktycznie można ich spotkać tylko w niedzielę na Mszy św. Podobnie jest, gdy chodzi o młode małżeństwa - nie mają czasu nawet na życie towarzyskie. Jedynie w piątek czy sobotę można się spotkać z zaproszeniem, odwiedzić ten czy inny dom. Natomiast najpiękniejszym przykładem, jaki Polacy dają Belgom, jest obecność dzieci w kościele. Jest przy tym trochę hałasu, ale to jest czynnik wyróżniający Mszę św. z udziałem Polaków. W nabożeństwach odprawianych dla Belgów nie ma młodzieży, są tylko osoby starsze. Jeżeli więc Polacy mogą czymś zachwycać, to tym, że są w kościele młode małżeństwa z dzieciakami w wózkach, na rękach, że jest to Kościół żywy, nie umierający.

- Księże Rektorze, a o czym rozmawiacie z ludźmi, gdy ich odwiedzacie, jakie tematy są poruszane?

- Tematem głównym jest praca. Ci, którzy tu pracują, bardzo sobie tę pracę cenią i bardzo jej pilnują. Ci natomiast, którzy jej nie mają, są skazani na jej poszukiwanie. Często zwracają się do mnie z prośbą o pomoc czy interwencję. W rektoracie w każdy poniedziałek wystawiamy tablicę z ofertami rozmaitych prac. Polacy korzystają z tego. Drugim tematem jest zawsze sprawa Ojczyzny, niewątpliwie widać tu tęsknotę za krajem. Dalej - sprawa wychowania dzieci i młodzieży. Muszą one uczęszczać do szkoły flamandzkiej czy frankofońskiej, więc bywają starcia, czasem także pozytywne, między młodymi, ale rodzice boją się, że dzieci mogą ulec negatywnym przykładom, które zdarzają się w szkołach belgijskich. Muszę tu wspomnieć choćby o narkotykach, o różnego rodzaju ekscesach młodych ludzi, które wpływają na nasze dzieci.

- Nowa ideologia „gender” obala dotychczasową bazę cywilizacyjną. Pojęcia „ojciec” czy „matka” zastępowane są pojęciami „opiekun 1” czy „opiekun 2”. Czy te trendy są także obecne w świadomości tutejszej rodziny?

- Ten temat pojawia się raz po raz, chociaż nie jest tak istotny jak w rodzinach belgijskich. Nasi polonusi kładą jednak nacisk na wartość rodziny, matki i ojca. Z tego się cieszymy, niemniej jednak ludzie boją się, że te prądy z zewnątrz mogą dotknąć ich rodzin. Czasem bezradnie rozkładają ręce, mówiąc: co ja zrobię z moim synem czy córką, którzy mają 17 czy 18 lat i mogą mi powiedzieć: mamo, ja już mam inny punkt widzenia, inaczej myślę. Rodzice boją się, że któregoś dnia dzieci mogą stracić nabytą w domu tożsamość. Tak, niewątpliwie ten temat się pojawia.

- Księże Aleksandrze, a jeśli chodzi o mężczyzn, polskich robotników, to czy u nich zauważa się zamyślenie nad Polską, nad rodziną, pracą czy polityką w kraju? Czy oni rozmawiają o tym z Księdzem?

- Tak. Zawsze przed Mszą św. i po Mszy stoję przed kościołem i rozmawiam z tymi mężczyznami. Jest to okazja, żeby usłyszeć, co mają do powiedzenia. Niewątpliwie, wszyscy kochają Ojczyznę i tęsknią za nią. Przyjechali tu przecież nie dla przyjemności, tylko dla zapewnienia rodzinie godziwych warunków życia. Jeden z nich np. ma siedmioro dzieci i nie miał w Polsce pracy. Tu pracuje na kontrakcie i cieszy się, że może zarobić na wyżywienie swojej rodziny. Oczywiście, niezadowolenie z powodu sytuacji gospodarczej w Polsce jest wielkie. Ludzie ci mają żal, bo woleliby w Polsce pracować i mieszkać.

- A jak Ksiądz Rektor odbiera tutejszych Polaków i ich opinie o sytuacji w kraju?

- Problem jest trudny. Niewątpliwie widać, że w Polsce nie jest dobrze. Polacy, którzy wyemigrowali, nie widzą w Ojczyźnie szans dla siebie na godne życie. Skarżą się, bo wielu ma wykształcenie, a tu, mówiąc kolokwialnie, trzymają miotłę w ręku. Wielu z nich odżegnuje się od spraw politycznych, mówią, że to ich nie interesuje, mają już ułożone swoje życie tutaj, na Zachodzie. Niestety, większość kieruje gorzkie uwagi pod adresem rządzących, parlamentarzystów.

- Rektor Polskiej Misji Katolickiej to właściwie stanowisko równe biskupiemu, od rektora PMK zależy jakość duszpasterstwa Polaków na danym terenie. Czy duszpasterstwo, jakie tutaj prowadzicie, jest skuteczne życiowo? Czy uczy być chrześcijaninem?

- Niewątpliwie tak. Muszę powiedzieć, że nasi księża są gorliwi i pracowici. Zależy im, żeby duszpasterstwo wśród naszej wspólnoty polskiej skutkowało stuprocentową obecnością ludzi na niedzielnej Mszy św. Prowadzimy duszpasterstwo na miarę Kościoła polskiego. W cyklu rocznym organizujemy rekolekcje. W większych placówkach takie praktyki są organizowane zawsze, w mniejszych - jedno- lub dwudniowe, w Adwencie i w Wielkim Poście. Księża pracują z młodzieżą i dziećmi w ramach katechezy. W Brukseli mamy w szkole 1500 dzieci, które uczą się katechezy po polsku. Obsada sióstr jest pełna, a jakość katechezy dobra. Gdybym miał porównać młodego człowieka z belgijskiej szkoły katolickiej i młodego człowieka z naszej polskiej szkoły, to niewątpliwie polska katecheza okazuje się głębsza i mocniejsza. Na te dzieci, a potem na młodzież, możemy liczyć, bo są dobrze przygotowani do życia chrześcijańskiego. Oni na pewno coś w swoje życie wniosą i to zaowocuje w ich czynach. Duchowa i duszpasterska praca nie idzie na marne. To muszę powiedzieć, że księża są pod tym względem odpowiedzialni i dzielni.
Staramy się, by wdrażane były dyrektywy Kościoła polskiego. Jako rektor przedstawiam je księżom na zebraniach, które mamy 2 razy w roku: wiosną i latem, i dbam o wprowadzanie w życie.

- Księże Aleksandrze, czy w duszpasterstwie polonijnym wskazana byłaby obecność jakiegoś pisma katolickiego?

- Myślę, że tak. Tutaj, w Brukseli, rozprowadzany jest „Gość Niedzielny”. Tam, gdzie duszpasterzuję, do tej pory nie było żadnej polskiej gazety, dlatego redaguję biuletyn parafialny z czytaniami i fragmentami homilii czy komunikatu z Episkopatu, żeby wiernych z nimi zapoznać. To są gazetki darmowe, kserowane, z przeznaczeniem, by ludzie wzięli je ze sobą po wyjściu z kościoła. Ale muszę stwierdzić, że nie widzę entuzjazmu, na 300 ludzi w kościele zabiera je może ok. 50, mimo zachęty. Polacy nie mają tu Pisma Świętego, przyjeżdżają do pracy, wskazane jest więc, by przyjrzeli się uważniej Ewangelii. A jednak... Mimo wszystko trzeba się starać, nie zwalnia nas to z obowiązku ewangelizacji.

- A czy Ksiądz Rektor widzi pomoc pastoralną w polskiej prasie katolickiej, np. „Niedzieli”?

- Z pewnością tak. Mam tylko jedno zastrzeżenie: nasi wierni boją się jakiejkolwiek prasy bardziej obszernej, bo to zmusza do zajęcia się nią, a oni raczej po pracy nie są chętni do studiowania. Natomiast chętnie widziałbym stały dodatek do tygodnika katolickiego o tutejszej sytuacji, bo to zainteresuje. Na naszym terenie mamy dobre wzory biuletynów, parafialnych, które drukujemy. Nie ma ich we wszystkich ośrodkach, ale u ks. Aleksandra i u mnie w Limburgii są. To pisemka tygodniowe albo kwartalne, gdzie poruszane są wszystkie sprawy z danego terenu. Zawierają też program pracy duszpasterskiej, spotkań na najbliższe półrocze. Byłoby dobrze, gdyby do katolickiego tygodnika dołączać taki dodatkowy aneks z tutejszymi sprawami.

Tagi:
wywiad emigracja

Czas najwyższy posprzątać po sobie

2019-08-21 11:24

Rozmawia ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 44

O nowych regulacjach unijnych dotyczących tworzyw sztucznych z Pawłem Sałkiem, doradcą Prezydenta RP ds. ochrony środowiska, polityki klimatycznej i zrównoważonego rozwoju, rozmawia ks. Jacek Molka

KS. JACEK MOLKA: – Czy nowe przepisy Unii Europejskiej dotyczące tworzyw sztucznych to naprawdę innowacyjne rozwiązania?

PAWEŁ SAŁEK: – Zanieczyszczenie tworzywami sztucznymi to bardzo poważny problem dla środowiska. Musimy ograniczyć wykorzystywanie plastiku, a tam, gdzie to możliwe, zastąpić go innymi tworzywami oraz zwiększyć poziom recyklingu tworzyw sztucznych, m.in. butelek PET. Temu ma służyć dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ograniczenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odnaleziono ciało jednego z grotołazów zaginionych w Jaskini Wielkiej Śnieżnej

2019-08-23 07:27

PAP

W Jaskini Wielkiej Śnieżnej w Tatrach ratownicy TOPR odnaleźli ciało jednego z dwóch poszukiwanych od soboty grotołazów – poinformował w czwartek po godz. 22 ratownik dyżurny TOPR Krzysztof Długopolski.

sceerszot/AIP

Od soboty w Jaskini Wielkiej Śnieżnej nieprzerwanie trwa akcja poszukiwawcza dwóch grotołazów. Członkowie jednego z wrocławskich speleoklubów podczas eksploracji nieznanych dotąd korytarzy tej największej i najgłębszej tatrzańskiej jaskini w tzw. Przemkowych Partiach zostali odcięci przez wodę, która zalała część korytarza. Czwórka ich towarzyszy zdołała wyjść z jaskini i zawiadomiła ratowników TOPR.

Ratownicy TOPR wspomagani przez swoich słowackich kolegów z Horskiej Zachrannej Służby nieprzerwanie od soboty drążyli kawałek po kawałku ciasny korytarz używając ładunków wybuchowych. Jak mówił naczelnik TOPR Jan Krzysztof, poszukiwania w takich ekstremalnych warunkach nadzwyczaj trudne i skomplikowane.

W czwartek rano nastąpił w rejonie w jaskini samoczynny obryw skalny zrywając m.in. liny poręczowe. Ekipa ratowników musiała odtworzyć zniszczenia, a następnie dalej drążyła przejście.

W czwartek w wieczorem ratownicy natrafili na ciało jednego z poszukiwanych grotołazów. Naczelnik TOPR zwracał uwagę podczas prowadzonej akcji, że szanse przeżycia grotołazów w tak ekstremalnych warunkach są niewielkie. W jaskini panuje stała temperatura około 4 stopni Celsjusza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Piesze pielgrzymowanie - jasnogórska ewangelizacja

2019-08-23 14:13

mir / Radio Jasna Góra / Jasna Góra (KAI)

Letnie pielgrzymowanie na Jasną Górę wciąż postrzegane jest jako fenomen, m.in. ze względu na masowość, różnorodność środków, szeroki przekrój uczestników, wieloraką realizację zadań duszpasterskich i przede wszystkim, w laicyzujących się społeczeństwach - wielkie świadectwo wiary i przywiązania do Chrystusa i Jego Kościoła . W tym roku odnotowano wzrost liczby pątników; nie tylko w grupach pieszych, ale też rowerowych i biegowych.

Bożena Sztajner/Niedziela

Nie ludyczność, nie zabawa, a pokuta i uwielbienie Boga

- Cuda się dzieją, ludzie się nawracają – opisują swoje doświadczenia pielgrzymkowe jasnogórscy pątnicy. O swoim spotkaniu z paulinem o. Maksymilianem i spowiedzi z całego życia opowiadał Wojtek z pielgrzymki wrocławskiej. To już druga jego pielgrzymka, a poszedł „podziękować Maryi za nawrócenie”. Agnieszka z grupy akademickiej „Wawrzyny” przyznała, że przez kilka lat nie chodziła do kościoła. Mimo wielu ofert ciekawych wyjazdów, zdecydowała się wyruszyć na pielgrzymkę – Pielgrzymka to jest wspaniały czas, żeby poznać Kościół od zupełnie innej strony, od strony Kościoła Powszechnego, czyli tego, który tak naprawdę jest stowarzyszeniem grzeszników, którzy uwielbiają Boga. Patrząc od tej strony, w drodze, można to zobaczyć, dotknąć i chcieć w tym uczestniczyć, czyli naprawdę się odnaleźć w Kościele – tłumaczyła młoda pątniczka.

W pielgrzymce dominikańskiej z Krakowa po raz pierwszy znalazł się Michał, na co dzień pracujący zagranicą, a w czasie pielgrzymki opiekujący się niepełnosprawnym Robertem z Katolickiego Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół KLIKA. Na końcu wędrówki wyraził wielką wdzięczność, że dzięki wspólnocie dominikańskiej i niepełnosprawnym przyjaciołom, mógł zobaczyć piękno świata – Chciałem się nawrócić. Nie wiem, czy jestem osobą wierzącą. Przyniosłem tę intencję tutaj, ponieważ chciałbym coś zmienić w swoim życiu, mam ostatnio dużo problemów, kryzys wiary i przyszedłem z tym do Matki Bożej, bo gdzie jak nie tutaj - opowiadał młody pielgrzym.

- Ludzie są głodni Słowa Bożego – oceniał kapucyn br. Sebastian Piasek z pielgrzymki siedleckiej. Stąd powodzenie grup biblijnych i medytacyjnych. Ta ostatnia „zadebiutowała” w Warszawskiej Pieszej Pielgrzymce Metropolitalnej. Prowadzona była przez jezuitów; można było w niej znaleźć wiele elementów z duchowości ignacjańskiej, w tym rachunek sumienia czy spotkania w małych grupach.- Ludzie potrzebuje głębi, nawet czasem zamilczeć, by usłyszeć Boga – podkreślił o. Andrzej Błędziński SJ.

Po raz drugi na trasę wyruszyła „grupa biblijna” w pielgrzymce wrocławskiej. W drodze wykorzystywana jest wielowiekowa metoda przeżywania Słowa Bożego w formie Lectio divina (czytanie – medytacja – modlitwa – kontemplacja). - „W duchu pokuty chcemy wynagradzać za grzechy nasze i całego świata oraz prosić o potrzebne łaski dla nas, dla naszych bliskich, dla młodego pokolenia i Kościoła powszechnego” – reklamowali się bibliści i chętnych nie zabrakło . Grupa ta nie ma też tradycyjnej specjalnej sekcji muzycznej. Po drodze modlono się kanonami z Taizé.

Wszyscy pielgrzymi podkreślali niezwykłe przeżycie, jakim były pielgrzymkowe wieczory uwielbienia, gdzie często na prowizorycznym ołtarzu mogli adorować Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Często Najświętszy Sakrament „wędrował” także w grupach.

Ks. Piotr Wachowski, przewodnik grupy akademicko –młodzieżowej „przeźroczystej” pielgrzymki bydgoskiej zauważył, że dla wielu młodych ludzi wyruszenie na pielgrzymkę to wielkie wyzwanie, ale siła wspólnoty jest na tyle „przekonująca, życiodajna i siłotwórcza”, że pozwala przezwyciężyć wszelkie słabości i kryzysy. - Więc warto namawiać i robić wszystko, żeby ci młodzi ludzie poszli – przekonywał duszpasterz akademicki.

- W tym roku przyszliśmy prosić Maryję by pomogła nam rozwalić kamyki naszych wad i grzechów - powiedział Rafał, jeden z lubomskich pątników. W drugim dniu rekolekcji w drodze pielgrzymi uklęknęli przed Najświętszym Sakramentem z kamykiem w dłoni zabranym w drodze a symbolizującym jeden z popełnianych przez siebie grzechów. - Przyniesiony na Jasną Górę pęka on w Bożej miłości i przebaczeniu - mówili o tym doświadczeniu.

W pielgrzymce kieleckiej przyszedł także raper Piotr Kowalczyk–Tau. – Jestem. Jak co roku pragnę zbliżać się do Boga jeszcze bardziej; nigdy dość, cały czas czuję niedosyt, cały czas pragnę rozszerzać swoje serce, uwrażliwiać się na Boga, na bliźniego, być lepszym ojcem, mężem – powiedział muzyk.

Wobec pojawiających się w ostatnim czasie aktów profanacji symboli religijnych, Eucharystii i Wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej, ataków na nauczanie katolickie, piesi pielgrzymi odpowiedzieli żarliwą modlitwą wynagradzającą i pokutą.

Wejścia pieszych pielgrzymek na Jasną Górę maja zawsze maja imponującą oprawę, towarzyszy temu dużo zabawy, śpiewu, taniec, niekiedy odpalanie kolorowych rac, bo jak tłumaczył bp Jacek Kiciński ( w tym roku po raz 19-ty na pielgrzymce) „to są gody, jesteśmy przed tronem naszej Matki, ale w samej drodze jest dużo refleksji, zasłuchania, ale też cierpienia, obolałych nóg”.

Są i łzy. Nie smutku ani bólu - "łzy jasnogórskie" to znak niezwykle intensywnych przeżyć ducha.

Tomek, student kulturoznawstwa i filozofii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu z pielgrzymka bydgoską szedł po raz szósty. – Najważniejszy jest ten moment, kiedy nagle skręcamy z ulicy i pojawia się Jasna Góra. Łzy się same cisną do oczu – opowiadał student. „Jasnogórskie łzy” nazwał swego rodzaju cudem – „to jest absolutnie niepowtarzalne, człowiek jest w stanie wyjść z domu, iść 11 dni, tylko po to, by spojrzeć na Cudowny Obraz”. Tomek podkreślił też, że pielgrzymka to przede wszystkim pogłębienie relacji z Bogiem, także poprzez to, że „odnajdujemy Go też w każdym z członków grupy, w tej wspaniałej pielgrzymkowej rodzinie, a `cuda` są przy okazji” – zauważył.

O wielkim świadectwie wiary uczestników pielgrzymek mówił ks. Janusz Miąso, antropolog kultury i profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego, z zamiłowania pielgrzym pieszy i rowerowy. – Jestem zbudowany wiarą świeckich. Do kapłanów – jeżeli chcecie się umocnić, to jedźcie ze świeckimi na pielgrzymkę rowerową albo wybierzcie się na pieszą–apelował ks. Miąso. Zwrócił uwagę na ogromną siłę wspólnoty i modlitwy, które pomagają przetrwać kryzysy i wlewają w ludzkie życie wiele nadziei.

Dobre buty, dobry program

Grupy, zarówno piesze, jak i rowerowe i biegowe, podejmowały w swoich „duchowych planach” program roku duszpasterskiego w Polsce: „W mocy Bożego Ducha”. Rozważano tajemnice obecności Ducha Świętego w życiu Kościoła i życiu katolika, dlatego tegoroczne pielgrzymowanie to swego rodzaju „rekolekcje w drodze” o Duchu Świętym.

- Duch Święty chce nas uczyć i prowadzić, byśmy nie pobłądzili wśród labiryntów rzeczywistości XXI w. - mówił ks. Jacek Starosta z Lubomi.

Pielgrzymowanie jest nie tylko wyrazem miłości do Kościoła, ale uczy odpowiedzialności za wspólnotę, którą tworzymy. Wobec grzechów księży, ale i niesłusznych ataków, np. pątnicy rzeszowscy odpowiedzieli modlitwą i ukazywaniem postaw Niezłomnych Kapłanów czasów II wojny światowej i komunizmu.

W czasie rekolekcji w drodze nie tylko modlono się o nowe i święte powołania kapłańskie i zakonne, ale też rozważano różne aspekty życiowego powołania człowieka. Np. uczestnicy Pielgrzymki Diecezji Łomżyńskiej rozmawiali m.in. o zagrożeniach życia ludzkiego, jak aborcja, eutanazja metoda In vitro, eksperymenty genetyczne, a także o destrukcyjnym wpływie nałogów na życie człowieka czy radościach i kryzysach życia kapłańskiego.

Młodzi z grupy akademickiej diecezji bydgoskiej zastanawiali się nad kondycją, problemami i szansami współczesnego Kościoła. Ich hasłem i programem były „Listy do K.”. Podczas konferencji rozważali przekaz kierowany do Kościołów, zawarty w Apokalipsie św. Jana. Szukali słów otuchy, pokrzepienia, ale również napomnienia.

Program o parafii jako wspólnocie uczniów Chrystusa wybrała pielgrzymka tarnowska. Odnosi się on do trwającego V Synodu Diecezji Tarnowskiej.

Z kolei tematem głównym rozważań Pielgrzymki Lubelskiej był Dekalog,. – To powrót do źródeł, powrót do korzeni naszej tożsamości chrześcijańskiej – wyjaśnił ks. Mirosław Ładniak. W drodze wierni archidiecezji lubelskiej modlili się w intencji III Synodu Archidiecezji Lubelskiej, który odbędzie się w następnym roku.

Prowadzona przez paulinów jedna z najstarszych pielgrzymek – pielgrzymka warszawska - była w tym roku także przygotowaniem do podniesienia do rangi sanktuarium kościoła św. Ducha, z którego pielgrzymka wyrusza od 1711r. Świątynia od 30 lat jest ośrodkiem krzewienia Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego czyli modlitwy w obronie życia, która powstała jako odpowiedź na Jasnogórskie Śluby Narodu autorstwa kard. Wyszyńskiego. Modlitwa o rychłą beatyfikację Prymasa Tysiąclecia była jedną z głównych intencji warszawskich pątników. Także pod znakiem nauczania Prymasa Tysiąclecia przebiegała w tym roku m.in. pielgrzymka legnicka: w drodze rozważano program Wielkiej Nowenny. Poprzez przypominanie postawy i myśli kard. Stefana Wyszyńskiego pielgrzymka stała się dla pątników okazją do poznania Prymasa. Pielgrzymowanie bez barier

Jak podkreślają duszpasterze i paulini, w pielgrzymkach na Jasną Górę jest miejsce dla wszystkich pokoleń i stanów. Do Częstochowy wyruszają rodziny, młodzież, emeryci, biskupi, obcokrajowcy. Przybywają zarówno diecezjalne pielgrzymki, jak i inne grupy: strażaków, żołnierzy, studentów, rodzin, bezdomnych i niepełnosprawnych.

W niemal wszystkich grupach pielgrzymkowych zwraca uwagę coraz większa liczba pielgrzymujących rodzin z dziećmi.

- „Wszyscy organizatorzy poszczególnych grup zauważamy ogromną, w porównaniu z poprzednimi latami, liczbę rodzin z dziećmi – podkreślił ks. Damian Koryciński, główny przewodnik z diecezji bielsko-żywieckiej. - Kiedyś jak było jedno dziecko w grupie, to było wielkie wesele – zauważył i wskazał np. na rodzinę, która na pielgrzymkę wyruszyła z 10-ciorgiem dzieci. - Myślę, że to jest odpowiedź Ducha Świętego działającego w nas na to wszystko, co się dzieje. Duch Święty chce pokazać, że rodzina jest piękna. Rodzina, czyli mama, tata i dzieci. I ta rodzina powinna być chrześcijańska, budowana na Ewangelii, z chrześcijańskimi wartościami.– tłumaczył kapłan.

Przychodzą też te mniej typowe pielgrzymki. Od ponad czterdziestu lat przybywa Pielgrzymka Młodzieży i Rodzin Różnych Dróg i Kultur, od ponad dwudziestu – nauczycielskie „Warsztaty w Drodze”. Przyszła też Pielgrzymka Osób Stanu Wolnego, organizowana przez Grupę 33. Cztery dni rekolekcji w drodze organizowanych przez duszpasterstwo osób stanu wolnego (panien i kawalerów) archidiecezji katowickiej to był także czas odkrywania życiowego powołania.

- Pielgrzymkę mierzy się nie krokami, lecz sercem – podkreślali jej uczestnicy. Dzięki pomocy pielgrzymkowych sióstr i braci, a także czworonożnym przewodnikom, Ramzesowi i Luckowi, na Jasnej Górze modlili się niewidomi Daria i Grzegorz z pielgrzymki bydgoskiej. – Nie o uzdrowienie proszę Matkę Boską, nie o uzdrowienie oczu, ale o uzdrowienie ducha, bo tylko poprzez to można żyć dobrze i świadczyć o Panu Bogu i jest pośród nas i działa – zapewniała Daria, która wzrok straciła w wyniku choroby.

Z kolei w pielgrzymce akademickiej z Warszawy przyszli też niewidomi z Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach.

Niepełnosprawny Jacek z pielgrzymką opolską dotarł na Jasną Górę po raz 20-sty - „Zawsze było we mnie takie pragnienie, żeby pokonywać to, co wydawało mi się niemożliwe z ludzkiego punktu widzenia Ale 20 lat temu pojawiła się pewna dziewczyna, która mi zaproponowała, że może ze mną pójść. I tak przyjąłem to na zasadzie – zobaczymy, jak Pan Bóg da, to dojdziemy. Wtedy byłem sprawniejszy, silniejszy, i udało się dojść do Częstochowy. Teraz 20 lat minęło, sił ubyło, ale z Bożą pomocą wciąż się udaje, i to jest niesamowite” – opowiadał Jacek.

W przygotowanie pielgrzymki podlaskiej czynnie zaangażowali się osadzeni w Zakładzie Karnym w Siedlcach, którzy wykonali znaczki pielgrzymkowe i włączyli się modlitwę duchowych pielgrzymów. Z kolei w III Radomszczańskiej Pielgrzymce Biegowej swoje siły połączyli sportowcy, którzy uczą zdrowego stylu życia i osoby, które dźwigają się z uzależnień.

- Wyruszyłam na pielgrzymkę, by uwielbiać Boga, by nie być w domu samotną, a być wśród młodzieży, pobożnych ludzi, bo potrzebuję się rozwijać - wyznała Zofia starsza pątniczka z pielgrzymki elbląskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem