Reklama

O tym, co przeżyły ich ręce i oczy

2013-07-30 09:40

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 31/2013, str. 22-23

Mateusz Wyrwich

Przed dziesięciu laty, z początkiem lipca 2003 r., ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński podpisał decyzję o budowie Muzeum Powstania Warszawskiego. Za jej realizację zabrała się niewielka grupa pasjonatów. Pokoleniowych wnuków powstańców, którym zapowiadano rychłą klęskę. Odnieśli sukces. Połączyli historię ze współczesnością

Dziś muzeum jest najbardziej popularnym obiektem wystawienniczym w kraju. Odwiedziło je ponad 4 mln osób. Posiada ponad 30 tys. eksponatów. Ale oprócz zbiorów materialnych jednym z najcenniejszych „eksponatów” Muzeum Powstania Warszawskiego (MPW) są relacje ponad 2 tys. uczestników powstania. Składa się na nie kilkadziesiąt tysięcy godzin niezwykle dramatycznych opowieści świadków historii.

Mówią świadkowie

Od początku jednym z ważnych miejsc w MPW jest Pokój Kombatanta. Miejsce, do którego przychodzą żołnierze Powstania Warszawskiego. Także osoby cywilne mieszkające w czasie powstania w stolicy. Rodziny, które poszukują informacji o swoich krewnych, zarówno o powstańcach, jak i ludności cywilnej, która przebywała w Warszawie w czasie okupacji. Pokój Kombatanta to miejsce gromadzenia informacji, ale też i dzielenia się wiedzą o uczestnikach Powstania Warszawskiego. Ci, którzy tu przychodzą, często sami chcą uzupełnić swoją wiedzę o członkach rodziny. O tych, którzy zginęli w czasie wojny albo zaginęli, o których nic, albo niewiele do dzisiaj wiadomo. Szukają choćby śladu pamięci o bliskich. O swojej matce, ojcu, rodzeństwie, bo dopiero po ich śmierci dowiedzieli się, że walczyli w powstaniu. Bywają też sami powstańcy, niegdyś warszawiacy, którzy mieszkają gdzieś na krańcach Polski czy świata, tak odległych jak Australia, Argentyna czy RPA. Szukają kolegów z powstania lub uzupełniają opowieści innych o walce na barykadach, o pobycie w obozach i więzieniach. Czy to jeszcze w czasie okupacji niemieckiej, czy już później - sowieckiej. Przychodzą z własnymi opowieściami. A każda z nich jest niepowtarzalna, bo ich losy mają unikalny charakter. Pokój odwiedzają jednak nie tylko ci, którzy wspierali Powstanie Warszawskie, również jego do dziś zagorzali przeciwnicy. Z tamtymi sprzed lat argumentami i z dzisiejszymi. Jakby szukając dla siebie wytłumaczenia, dlaczego nie wzięli udziału w powstaniu.

Pokój to też rodzaj biura poszukiwań. Dzięki nagromadzonej od lat wiedzy na temat Powstania Warszawskiego i jego uczestników 7-letnia wówczas dziewczynka żydowska po 67 latach odnalazła uczestniczkę powstania, która ją ukrywała. Podobnie jak kilkuletnia „Kizia”, zagubiona w wirze walk, znalazła swą 17-letnią „nianię”.

Reklama

Sposób złożenia kartki

W zorganizowanie Pokoju Kombatanta od początku zaangażowana była, i do dziś prowadzi ten dział, Agnieszka Pawelec, z wykształcenia muzealnik, absolwentka historii. Wspomaga ją dwóch wolontariuszy - powstańców: Andrzej Gładkowski i Mieczysław Rybicki oraz kilkunastu innych niezwiązanych z powstaniem, ale z pokolenia powstańczego, a także ich wnuków. Zadaniem, jakie miała pierwotnie do wykonania Agnieszka Pawelec, było zgromadzenie listy teleadresowej, aby móc wysyłać zaproszenia na otwarcie MPW. Dziś poznawanie powstańców jest bardzo ważnym elementem osobistego życia Agnieszki Pawelec. - Właściwie niemal od razu naszą ideą stało się budowanie bazy danych o wszystkich uczestnikach Powstania Warszawskiego - mówi Agnieszka Pawelec. - Gromadziliśmy to wszystko, co możemy dzisiaj zobaczyć na naszej stronie internetowej. Jest to w tej chwili największa baza informacyjna o powstańcach. Zarówno umieszczona w wersji papierowej w tysiącach segregatorów, jak i w wersji elektronicznej. Dotyczy to zarówno poległego czy zmarłego po wojnie powstańca. Również do dziś żyjącego. Ludzie przynoszą swoje pamiętniki. To jest niesamowite. Jak podróż w czasie… Kiedy dostaje się na przykład maleńki kalendarzyk zapisany drobnymi literkami. Ołówkiem. Strona po stronie. Dzień po dniu. To, co wydarzyło się w miejscu, gdzie była tylko ta osoba. W tej godzinie, w tym dniu powstania. Te pamiętniki chcielibyśmy opracować w formie elektronicznej, żeby kolejne pokolenia miały do nich dostęp. Żeby ludzie mogli się zetknąć z żywym obiektem muzealnym. Bo nic bardziej nie oddaje emocji niż napisana ręką powstańca kartka. Nie tylko treść tej kartki, ale też sposób wycięcia czy jej złożenie. Ile miejsca zajmowała. Jakim kolorem była wypisana…

Kombatanci, ich dzieci i wnuki

Pokój Kombatanta z biegiem lat zmieniał swoje oblicze. Najpierw był miejscem, gdzie przychodzili tylko kombatanci, później ich dzieci, a teraz wnuczkowie. Przynoszą po nich pamiątki. I też chcą się czegoś dowiedzieć na temat swoich dziadków. - Dodatkowo zbieramy informacje o ludności cywilnej. Coraz częściej spotykamy się z relacjami cywilów wspierających powstańców - opowiada Jan Ankiersztejn zajmujący się od roku wkładem warszawiaków w powstanie. Cywilnych mieszkańców, którzy ponieśli najwięcej ofiar, bo blisko 200 tys. - Zapoznajemy się z historią osób, które gotowały dla powstańców. Dzieliły się produktami, ubraniami. Angażowały się w budowę barykad czy w prace na zapleczu walki zbrojnej. Trzeba to odnotować. Również informacje, które nam czasem przynoszą ludzie, że ta czy inna osoba, ta czy inna rodzina zostały zamordowane przez Niemców. To też trzeba odnotować. Ktoś nam niedawno powiedział, że jedna z kilkuosobowych rodzin mieszkających w kamienicy przy parku Sowińskiego została w tymże parku zamordowana przez Niemców. To jest ważne, bo mamy nazwiska wielu rodzin, z którymi nie wiadomo, co się stało. Chcemy ich losy opisać, żeby pamięć o nich trwała. To przecież również są ofiary zbrodni niemieckiej. Chcemy te informacje przekazać w formie elektronicznej, aby były dostępne dla każdego na świecie.

- Do Warszawy trafiali w tym czasie przecież różni ludzie, zarówno biorący udział w powstaniu, jak i cywile - opowiada Andrzej Gładkowski, w czasie Powstania Warszawskiego czternastolatek, łącznik pułkownika dr. Stefana Tarnawskiego, szefa służby sanitarnej na Starym Mieście. - W ramach Akcji „Burza” przyjechali ludzie, którzy po raz pierwszy byli w Warszawie. Byli i ci, którzy mieszkali tu od lat. Jedni wiedzieli o wybuchu powstania i przygotowywali się na Godzinę „W”. Inni nie mieli o tym żadnego pojęcia. Szczególnie cywile. Powstanie Warszawskie było początkowo tylko jedną z części Akcji „Burza”, akcji, która obejmowała cały obszar Polski. Tak więc mamy do czynienia z byłymi żołnierzami mającymi doświadczenie wojenne, jak i z osobami, które tego doświadczenia nie miały. I właśnie bardzo ważne jest, aby wiedzę na temat powstania i emocje jego uczestników opisać. Dzięki naszej ewidencji w Pokoju Kombatanta wiemy o powstaniu i powstańcach z każdym rokiem coraz więcej.

Pokój zwierzeń

Ale Pokój Kombatanta to również miejsce zwierzeń, historii częstokroć opowiadanych przez uczestników powstania po raz pierwszy. Przychodzą ludzie, którzy nie tylko opowiadają o swoich doświadczeniach z konspiracją, o tym jak kończyli szkoły podchorążych czy kursy wojskowe, wielomiesięczne przygotowania na zajęciach dla sanitariuszek. - Przychodzą do nas również osoby, które chcą opowiedzieć jedno zdarzenie z powstania, ale niezwykle traumatyczne - mówi Agnieszka Pawelec. - Czasem zadaje się jedno pytanie i w odpowiedzi można usłyszeć całą opowieść. W wielu przypadkach jednak rozmowa jest bardzo trudna, bo łamiemy pewne tabu bądź nieśmiałość. Obawę, która tkwi w tych ludziach od czasu powstania czy stalinizmu. Niekiedy też boją się, że ich relacja może być potraktowana przez kogoś jako nieważna, bo tak czasem traktowano ich opowieści w rodzinach. I wielu z powstańców ma to mocno wpisane w świadomość. Przychodzą także ludzie, którzy chcą się zmierzyć ze swoją historią… Potrzebują takiej osoby, która zapewni, że ich wspomnienia zostaną odpowiednio wykorzystane. I ten szacunek dla ich opowieści, dla ich historii jest czynnikiem najważniejszym. Szczególnie wtedy, kiedy dowiadują się, że jest to potrzebne dla pamięci narodowej. Że nie boimy się pojęcia patriotyzm. Nie wyszydzimy ich.

Nierzadko powstańcy opowiadają o wydarzeniach z ich życia niezwykle delikatnych, wręcz intymnych. Najczęściej po raz pierwszy. Kobiety o tym, jak w czasie powstania zostały zgwałcone przez okupantów. Mężczyźni o śmierci swych największych młodzieńczych miłości. Czy o tym, jak cudownie ktoś ocalał z egzekucji. Przywalony trupami, ciężko ranny, ostatnim impulsem wyrwał się śmierci, wychodząc spod zwałowiska ciał. - W pewnym momencie ktoś przychodzi z dylematem, z którym chodził przez cale życie: dlaczego tylko ja ocalałem z kilkudziesięcioosobowego oddziału, a inni nie? - mówi Agnieszka Pawelec. - Proszę sobie wyobrazić, że przychodzi do nas żołnierz Powstania Warszawskiego, staruszek, i przynosi zdjęcie młodziutkiej dziewczyny. Jakiś czas rozmawiamy, a on wyciąga pukiel włosów ukochanej ucięty w chwilę po tym, jak zginęła. I chodził z tą traumą przez całe życie. Ludzie przychodząc tutaj, otwierają nie tylko swoje szuflady, ale i swoje wnętrza. Czasem również swoje sumienie. Opowiadają o czynach, których dokonali w czasie okupacji. Opowiadają nie tylko o tym, co przeżyły ich oczy, ale i ręce. O tym, co jest bardzo trudno zrozumieć osobie, która nie znalazła się w tak dramatycznych sytuacjach, jakie miały miejsce podczas walk Powstania Warszawskiego. Co tak naprawdę się wydarzyło - poza spontanicznością, euforią i nadzieją na wolność.

Tagi:
pamięć powstanie muzeum

Wieluń: Warsztaty wielkanocne w muzeum

2019-04-10 16:26

Zofia Białas

Czym różni się pisanka od kraszanki, dlaczego dawniej łykano bazie i od czego pochodzi nazwa śmigus-dyngus – tego między innymi można dowiedzieć się podczas warsztatów wielkanocnych organizowanych w Muzeum Ziemi Wieluńskiej.

Zofia Białas

- Wielkanoc to najważniejsze ze świąt w tradycji chrześcijańskiej, które ma także swoją symbolikę w tradycji ludowej. Wielkanoc przypada na wiosnę, kiedy wszystko budzi się do życia. Symbolem tego odrodzenia jest jajko, dlatego na zajęciach wykonujemy pisanki tradycyjną metodą batikową – informuje etnograf Tomasz Spychała z MZW.

Podczas prelekcji dzieci i młodzież poznają tradycje wielkanocne, w tym te charakterystyczne dla terenu ziemi wieluńskiej. Tak jak chodzenie z kogutkiem w drugi dzień Świąt Wielkanocnych. Obecnie zwyczaj ten jest kultywowany jedynie w gminie Ostrówek.

Warsztaty w wieluńskim muzeum trwają od 18 marca, a zakończą się w Wielki Czwartek, 18 kwietnia. Do tej pory wzięło w nich udział prawie 700 osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Piotr Sawczuk nowym biskupem drohiczyńskim

2019-06-17 12:02

tk / Warszawa (KAI)

Biskup Piotr Sawczuk, 57-letni biskup pomocniczy diecezji siedleckiej, został mianowany przez papieża Franciszka nowym biskupem drohiczyńskim. Zastąpił on bp. Tadeusza Pikusa, który złożył rezygnację z tego urzędu.

Episkopat.pl
Bp Piotr Sawczuk

Publikujemy komunikat Nuncjatury Apostolskiej w Polsce:

Komunikat

Ojciec Święty Franciszek:

1. Przyjął rezygnację księdza biskupa Tadeusza Pikusa z posługi biskupa drohiczyńskiego.

2. Mianował biskupem drohiczyńskim dotychczasowego biskupa pomocniczego diecezji siedleckiej Piotra Sawczuka.

Warszawa, 17 czerwca 2019 roku.

ks. prał Kryspin Dubiel Chargé d'Affaires a.i.

Piotr Henryk Sawczuk urodził się 29 stycznia 1962 r. w małżeństwie Henryka i Zofii z d. Guberska. Jego rodzice prowadzili własne gospodarstwo rolne w miejscowości Kornica w woj. mazowieckim. Został ochrzczony 25 lutego 1962 r. w kościele parafialnym w Kornicy, a 1 września 1979 r. przyjął sakrament bierzmowania. Szkołę Podstawową ukończył w 1977 r. w Kornicy, a Liceum Ogólnokształcące im. J. I. Kraszewskiego w Białej Podlaskiej w 1981 r. otrzymując świadectwo dojrzałości.

Zaraz po maturze zgłosił się do Wyższego Seminarium Duchownego w Siedlcach. Po sześciu latach studiów filozoficzno-teologicznych, 6 czerwca 1987 r. w katedrze siedleckiej otrzymał świecenia kapłańskie z rąk bpa dra Jana Mazura. Następnie przez dwa lata był wikariuszem w parafii Wisznice. W tym czasie na Wydziale Teologicznym KUL napisał pod kierunkiem ks. prof. dra hab. Czesława Stanisława Bartnika pracę pt. Komunijność Kościoła wg kardynała Karola Wojtyły i uzyskał 21 czerwca 1988 r. tytuł magistra teologii.

W roku 1989 rozpoczął studia specjalistyczne na Wydziale Prawa Kanonicznego ATK w Warszawie. W 1992 r. uzyskał tytuł magistra prawa kanonicznego, na podstawie pracy pt. Teoria rozdziału Kościoła od państwa w świetle nauki Soboru Watykańskiego II, napisanej pod kierunkiem o. prof. dra hab. Stanisława Pasternaka. Dnia 27 czerwca 1996 r. obronił rozprawę doktorską pt. «Communicatio in sacris» w kanonicznym prawie karnym, napisaną pod kierunkiem ks. prof. dra hab. Jerzego Syryjczyka, uzyskując stopień naukowy doktora prawa kanonicznego. W okresie studiów kanonistycznych pełnił przez 6 lat funkcję kapelana Sióstr Loretanek, w domu głównym, przy ul. Ks. Kłopotowskiego w Warszawie i w siedzibie Wydawnictwa Ss. Loretanek, przy ul. Żeligowskiego w Warszawie-Rembertowie.

W diecezji siedleckiej ks. Piotr Sawczuk pełnił i pełni następujące urzędy i funkcje: był notariuszem w Sądzie Biskupim (1989-1990); od 1993 r. jest sędzią w Sądzie Biskupim; w latach 1996-2003 pełnił urząd notariusza Kurii Diecezjalnej; od 1 lipca 2003 r. do chwili obecnej pełni urząd kanclerza Kurii Diecezjalnej Siedleckiej, a od 7 listopada 2009 r. funkcję wikariusza generalnego. Ponadto od 1996 r. jest wykładowcą prawa kanonicznego w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Siedleckiej im. Jana Pawła II oraz w Instytucie Teologicznym w Siedlcach.

Przez cały czas pracy w Kurii angażował się w funkcjonowanie różnych agendach kurialnych, szczególnie w ostatnim czasie w pracach II Synodu Diecezji Siedleckiej. Wielokrotnie występował jako delegat Biskupów Siedleckich: bp. Jana Wiktora Nowaka i bp. Zbigniewa Kiernikowskiego w rozwiązywaniu różnych, bieżących spraw administracyjnych i duszpasterskich w diecezji, jako szafarz sakramentu bierzmowania oraz przeprowadzał wizytacje kanoniczne w parafiach.

23 stycznia 2003 r. został mianowany kanonikiem honorowym Kapituły Katedralnej Siedleckiej, a 23 stycznia 2009 r. kanonikiem gremialnym i prałatem scholastykiem tejże Kapituły Katedralnej. 20 września 2010 r. Ojciec Święty Benedykt XVI podniósł ks. kan. Piotra Sawczuka do godności Kapelana Jego Świątobliwości.

19 stycznia 2013 r., Ojciec Święty Benedykt XVI mianował ks. prał. dr. Piotra Sawczuka biskupem pomocniczym Diecezji Siedleckiej, ze stolicą tytularną w Ottana.

17 czerwca 2019 r. został mianowany przez papieża Franciszka nowym biskupem drohiczyńskim.

Ks. Sawczuk opublikował drukiem książkę pt.: Kornica – dzieje pisane krwią i kredą, poświęconą 100-leciu powstania parafii rodzinnej oraz wiele artykułów w „Wiadomościach Diecezjalnych Siedleckich” i w tygodniku diecezjalnym „Podlaskie Echo Katolickie” i „Echo Katolickie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielona Góra: rekolekcje filmowe

2019-06-19 07:43

Krystyna Dolczewska

Rekolekcje filmowe, choć nie zostały tak nazwane w tym roku, odbyły się w sali Rektoratu UZ w dniach 14, 15 i 16 czerwca. Prowadzący rekolekcje ks. prof. Andrzej Draguła wybrał dla nas filmy rosyjskiego reżysera Andreja Zwiagincewa: „Powrót”, „Niemiłość” i „Elena”. To są filmy ponadczasowe - jak powiedział jeden z widzów.

Krystyna Dolczewska

Według księdza profesora nienawiść wcale nie jest przeciwieństwem miłości. W języku polskim jest słowo „niemiłość” użyte w tytule filmu. Jest to więcej niż obojętność. To niezauważanie, że drugi człowiek istnieje. Tak traktują rodzice dwunastolatka Aloszę. Gdy ten, ucieka z domu, mają trudności z podaniem policji możliwych miejsc jego pobytu. Policja jest bezradna. Odnajduje go grupa ochotników, ale… już w kostnicy, ciężko poranionego.

Elena, żona lekarza, którego kocha, ale darzy także wielką miłością żonatego już syna, Sieriożę, człowieka nieodpowiedzialnego. Aby wnuk nie poszedł do wojska, syn domaga się od matki pieniędzy na łapówkę, wiedząc, że mąż matki (nie jego ojciec) jest bogaty. Mąż uważa, że to Sierioża jest ojcem i po-winien się wziąć do pracy. Elena rozdarta między mężem, a synem, zabija męża pastylką viagry, gdy on jest po zawale. Bierze jego pieniądze z sejfu i zanosi synowi. Zbrodnia jest doskonała, bo przecież nie wiedziała, że on bierze viagrę…

„Powrót” to film, w którym jest wiele zagadek, choć nie jest kryminałem. Nie chodzi o znalezienie sprawcy i ciała, ale o postępowanie człowieka, który po 12 latach powraca do rodziny. Nie powraca, aby już zostać. On chce odnaleźć skarb, który przed laty ukrył na tym terenie, na wyspie. W tym celu zabiera dwóch synów, niby na wycieczkę. Traktuje ich instrumentalnie narażając na niebezpieczeństwa, zosta-wiając samych. Nie będę odmawiała przyjemności rozszyfrowania tego filmu widzom. Powiem tylko, że ojciec ginie, przypominając sobie w ostatnich momentach życia, że jest ojcem. Synowie wracają do do-mu. Uratowali się, bo podczas wycieczki nauczyli się, dzięki temu złemu ojcu, jak przetrwać. Tak, Pan Bóg pisze prosto po liniach krzywych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem