Reklama

Niedziela Małopolska

Tu chodzi o miłość!

Niedziela małopolska 10/2014, str. 6-7

[ TEMATY ]

Wielki Post

Bożena Sztajner/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Rozpoczął się Wielki Post. Zapewne wielu z nas podjęło już pewne postanowienia na ten czas. Wydaje się, że dziś szczególnie potrzeba nam pokuty – w czasach pełnych niepokoju i konfliktów. Jest to tym trudniejsze, że zewsząd jesteśmy wychowywani do konsumpcjonistycznego stylu życia i nie jest nam łatwo rezygnować z ogólnodostępnych dobrodziejstw czy przyjemności. Nie chodzi tu o rzeczy wielkie – ale o czekoladkę, korzystanie z Internetu czy telewizji, o zakupowe szaleństwa. Często jest tak, że myśląc o poście, narzucamy sobie wyrzeczenia nie do udźwignięcia i szybko z nich rezygnujemy. Całe szczęście coraz więcej mówi się o tym, że w poszczeniu wcale nie chodzi o ilość, ale o... miłość!

Z intencją

Reklama

Czasami zdarza się, że wielkopostne postanowienia czy wyrzeczenia podejmujemy „bo tak trzeba”. Jak bardzo jednak inaczej będziemy przeżywać okres przygotowania do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, jeśli nadamy swoim postanowieniom konkretną intencję. W Ewangelii opowiadającej o wypędzeniu ducha niemego i głuchego z syna jednego z uczonych w Piśmie (por. Mk 9, 14-29), Pana Jezusa zasmucił fakt, że jego uczniowie nie potrafili sobie poradzić z tym przypadkiem. Gdy Jezus uwolnił chłopca z mocy złego ducha, wskazał, że niektóre duchy można wyrzucić tylko modlitwą i postem. Można więc podjąć trud poskramiania swoich namiętności i słabości w konkretnej intencji. Tym bardziej, że o poście, który jest naturalnym dopełnieniem modlitwy chrześcijańskiej Kościół mówił zawsze. Podejmowanie zaś wyrzeczeń skutkuje konkretnymi, dobrymi owocami. Syryjscy chrześcijanie uważają, że dzięki ogłoszonemu przez papieża Franciszka postowi w intencji Syrii 7 września ub. roku, nie doszło tam do konfliktu międzynarodowego. Polska Sekcja Stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie” zachęcała także do ofiarowania ścisłego postu w Środę Popielcową w intencji pokoju i ustania prześladowań w Afryce Środkowej i na całym świecie. Podobnie polscy biskupi poprosili Polaków o podjęcie postu połączonego z modlitwą w intencji pokoju na Ukrainie. Pozostaje nam modlić się o wiarę, że nasze drobne umartwienia przyniosą wiele dobrych owoców. A o tym, że tak dzieje się naprawdę świadczą fakty.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Filiżanka kawy

Piotr Jaskiernia, krakowianin, który od kilkudziesięciu lat mieszka w USA, zaczął pościć w sytuacji, gdy życie jego nowonarodzonej córeczki było zagrożone. Wiktoria urodziła się w 24. tygodniu ciąży i lekarze nie dawali jej szans na przeżycie. A jednak, gorąca modlitwa rodziców wydała wielkie owoce. Dziś Piotr ewangelizuje, będąc kierowcą ciężarówki. Nie ukrywa (choć wcale się tym nie chwali), że często pości o chlebie i wodzie zarówno w intencji zbawienia swoich bliskich, jak i innych, np. w intencji obrony życia dzieci nienarodzonych. O podejmowaniu pokuty słusznie pisze na stronach Wspólnoty „Marto”, której jest inicjatorem: „To musi być pewna droga, a każda droga zaczyna się od pierwszego kroku, dlatego każdy musi sam dokonać wyboru. Ten pierwszy krok może być całkiem malutki, ważne jednak by po nim następowały kolejne. Radykalizm dla każdego oznacza co innego. Dla jednego to czterdziestodniowy post o chlebie i wodzie, dla innego rezygnacja z porannej filiżanki kawy. Bóg widzi nasze serca i wie, że dla wielu ta filiżanka kawy oddana Mu w ofierze jest rzeczywiście wielką ofiarą, największą, na jaką go stać”.

W obronie życia

Reklama

Poszczą także obrońcy życia – nie tylko ci z drugiej półkuli, których działania w tej materii doprowadziły już wielokrotnie do zamknięcia klinik aborcyjnych, ale i w Polsce. Post w obronie życia podejmuje wiele środowisk pro-life, nie tylko w okresie Wielkiego Postu, ale i w innym czasie. Każdy może także włączyć się w modlitwę w obronie nienarodzonych, np. poprzez wejście w wielkopostną akcję „40 Dni dla życia” pod patronatem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy i ofiarować choć jedną z 960 godzin, które składają się na 40 dni modlitwy non stop w powyższych intencjach. Więcej informacji można znaleźć np. na stronach Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Krakowskiej.

Pokusy

Post zazwyczaj nie udaje się bez modlitwy. Bardzo ważne jest proszenie Jezusa o pomoc w wytrwaniu w podjętym postanowieniu. Z odsieczą przychodzi nam wspomniana Ewangelia, w której ojciec opętanego prosi Jezusa: „Zaradź memu niedowiarstwu”. Podobnie i my możemy wołać: „Zaradź mojej słabości, mojej słabej woli, oddal ode mnie pokusy!” A że pokusy się pojawią, tego możemy być pewni.

Pewien ksiądz-egzorcysta opowiada, że gdy ma przeprowadzać egzorcyzm zawsze w tym dniu pości w intencji osoby, za którą będzie się modlił. – Zawsze wtedy jestem bardzo głodny – wyznaje z uśmiechem kapłan. – Bywają dni, kiedy prawie nic nie jem, bo nadmiar obowiązków sprawia, że nie mam czasu na regularne posiłki i wtedy nawet nie pamiętam o jedzeniu. Zawsze jednak kiedy mam odprawiać egzorcyzm, pokusa zjedzenia czegokolwiek jest ogromna.

Na drodze wiary

Bycie chrześcijaninem zobowiązuje nas do podejmowania ofiary. Kroczenie drogą wiary powoduje, że w którymś momencie dochodzimy do tematu postu i każdy winien osobiście rozeznawać, ile oczekuje od niego Pan Jezus. A On przecież nie oczekuje więcej niż potrafimy udźwignąć. Ważne, że robimy to z miłości do Niego i do drugiego człowieka, pragnąc dobra dla niego. Intencje mogą być przeróżne.

Reklama

Jeden z rektorów Wyższego Seminarium Duchownego polecił modlitwę i post w intencji powołań. I rzeczywiście, modlitwa seminarzystów przyniosła bardzo obfite owoce – w kolejnym roku do Seminarium zgłosiło się zaskakująco wielu kandydatów.

Pewien młody człowiek podjął czterdziestodniowy post o chlebie i wodzie w intencji nawrócenia swojego wujka. Inny postem i modlitwą wyprosił sobie żonę.

Dzieło Pokutne

Zainicjowana w krakowskich Łagiewnikach działalność Apostolatu Ratunku Konającym zakłada podejmowanie drobnych umartwień w poszczególne dni tygodnia przez 40 dni w intencji konających – by wypraszać im Miłosierdzie Boże w godzinie śmierci. O Dziele Pokutnym w rozmowie z „Niedzielą” tak mówił jego inicjator, ks. Piotr Mikołaj Marks: „Uczestnik zgłasza się do tzw. „szóstki”. Wybiera swój Dzień Pokutny w dowolnym dniu tygodnia i podejmuje się w nim drobnego umartwienia lub postu i modlitwy. Gdy zgłosi się sześć osób poszczących po sobie od poniedziałku do soboty Koordynator powiadamia o starcie 40-dniowego Dzieła Pokutnego. Intencja wszystkich „szóstek” jest stała: wynagradzamy Najświętszemu Sercu Pana Jezusa za grzechy konających. Dzień Pokutny to dzień szczególnej więzi z Panem Jezusem w Jego Miłosierdziu, dlatego, jeśli to możliwe, zachęcamy też w tym dniu do udziału we Mszy św. i Komunii św. w duchu wynagrodzenia za grzechy wszystkich konających (więcej informacji na stronie: apostolatratunkukonajacym.pl).

W przyjaźni z Jezusem

Reklama

Ile ludzkiej biedy i ludzkich spraw, tyle intencji, które można wesprzeć modlitwą i postem. O potrzebie podejmowania pokuty mówi także Matka Boża we wszystkich objawieniach. W postach i umartwieniach warto pamiętać nie tylko o prośbach, ale o wspomnianym przez ks. Piotra wynagradzaniu. Kiedy podejmujemy taką „trudniejszą” modlitwę, chcąc przeprosić Pana Boga za przewinienia nasze i innych, zaczynamy Go traktować bardziej osobowo i bardziej osobiście. Dzięki wynagrodzeniu stajemy się przyjaciółmi, pozostającymi w żywej relacji. Można więc czas Wielkiego Postu wykorzystać na wiele sposobów.

Postna „szlifierka”

Nie każdy jest w stanie pościć o chlebie i wodzie, ale każdy, znając choć trochę swój styl życia i stan ducha, może określić, czy postem będzie dla niego rezygnacja z jedzenia w ogóle, czy np. zmniejszenie porcji obiadu o połowę. A może mamy jakieś inne przywiązania, które warto poddać postnej „szlifierce”? Ilu rodziców więcej czasu spędza dziś przed komputerem czy telewizorem niż na rozmowie z dziećmi? Czy mamy jakąś umiejętność, którą możemy się podzielić z innymi? A może jesteśmy w stanie dać komuś odrobinę swojego czasu?

Promieniując radością

Sł. Boży Jerzy Ciesielski, który bardzo dokładnie planował swój czas, tuż przed wyjazdem do Chartumu spotkał koleżankę z „Iuventus Christiana”, Marię Władyczankę, której opowiedział o tym „dawaniu swojego czasu” innym: – Wiem już na pewno – mówił J. Ciesielski – „że gdy ktoś zwraca się do nas z jakąś swoją sprawą, nie można odprawiać go „z kwitkiem”. Miałem wczoraj wypełnioną ciasno każdą chwilę. Wiesz, jak to jest przed wyjazdem. Wychodziłem z Politechniki z pośpiechem, gdy w korytarzu zatrzymał mnie jeden z kolegów. W pierwszej chwili chciałem zaproponować mu spotkanie następnego dnia – kiedykolwiek, byle nie w tym momencie. Coś mnie powstrzymało. I całe szczęście. Sprawa była naprawdę ważna, a gdybym odwlókł rozmowę, jestem pewny, że nigdy by już do niej nie doszło”. Maria Władyczanka zaś opowiada, że Jerzy, „mówiąc to, promieniał radością. Jak ktoś, komu nie tylko trafiła się okazja przyjścia drugiemu człowiekowi z pomocą, lecz kto równocześnie dokonał wielkiego odkrycia: zobaczył jego sprawę w nowej proporcji i w takiej perspektywie, że pozwoliło mu to niejako przeskoczyć własną naturę, własny „ulubiony” styl”.

O to chodzi!

Jak więc widzimy, do Boga zbliżają nas nie tylko rzeczy doniosłe, ale i te małe, z pozoru przypadkowe. Ważne, by nie tracić z oczu perspektywy wieczności i takie drobne sytuacje wykorzystywać. A podejmowane w Wielkim Poście wyrzeczenia niech zbliżają nas do Jezusa. Bo przecież o to chodzi!

2014-03-06 11:05

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kogo dzisiaj gorszy krzyż?

Niedziela Ogólnopolska 9/2010, str. 14-15

[ TEMATY ]

krzyż

Wielki Post

Karol Porwich/Niedziela

Kogo krzyż kłuje w oczy, irytuje, prowokuje, zmusza do dyskusji, bywa, że dzieli? A może nikogo już nie gorszy? Jego obecność jest obojętna?...

Zgorszenie krzyżem? Dzisiaj? W Europie albo w Polsce? Nie żartuj! Naprawdę chcecie o tym pisać? Czemu sądzicie, że ludzi to zainteresuje? - usłyszałam serię pytań od pierwszego, którego zapytałam o krzyż w jego życiu. - Powiem szczerze, nigdy o tym nie myślałem. Tak, jestem katolikiem, ale co z tego... Pytałam dalej. Krzysztof. Kilka lat temu zdecydowanie niewierzący. Za namową żony (w oryginale brzmiało to - by przestała marudzić) zgodził się na uczestnictwo w rekolekcjach u jezuitów. Po dwóch latach ochrzcił się. „Myślę o zakonnicy, której na moich oczach stado bezszyich kretynów zdarło krzyż w centrum miasta, które szczyci się największą liczbą kościołów w Polsce. Potem myślę o starym księdzu, którego na Ukrainie ukrzyżowali na drzwiach kościoła, bo nie chciał napluć na krzyż. Myślę o małych koptyjskich chłopcach, którym tatuuje się czarny krzyż między kciukiem a palcem wskazującym. Zostają naznaczeni, by nie wyprzeć się Chrystusa. Ten krzyż rośnie razem z nimi. Wrasta w nich, bywa, że prowokuje prześladowców do ataku. Myślę o chrześcijańskich mieszkańcach małej hinduskiej wioski, których spalono żywcem, a oprawcy podsycali ogień, wrzucając do niego krzyże wyniesione z domów mordowanych. Myślę o umierającej kobiecie, która przekonywała otoczenie, że mniej cierpi, gdy krzyż leży na poduszce tuż przy jej głowie. I o Janie Pawle II przytulającym krzyż do policzka, gdy przez Rzym szedł rozmodlony tłum w Drodze Krzyżowej prowadzonej już nie przez niego... Słowem - pogarda dla krzyża sprawia, że zwracamy na niego uwagę. Bo potrzebny jest cień, żeby dostrzec światło. Dobro widać lepiej na tle zła”. Weronika. Jej ulubionym sposobem na spędzanie wolnego czasu jest rozmowa. W praktyce oznacza to długie godziny dyskusji na temat problemu wolnej woli i przeznaczenia, kwestii niewysłuchanych modlitw i „proście, a będzie wam dane”, niepewności odnośnie do kwestii, czy zwątpienie obraża Pana Boga... „Nie myślę o tych, co na krzyż plują, bezczeszczą go, wyrzucają, złorzeczą. O nich i tak za chwilę nikt nie będzie pamiętał. Ciekawią mnie ci, którzy mają na tyle odwagi, by się do krzyża przyznać. Aktem odwagi jest w Polsce publiczne przeżegnanie się. Spróbuj kiedyś na pełnej przechodniów ulicy, na korytarzu w pracy, w szkole. Zrób to starym polskim zwyczajem przed kościołem, kapliczką, przydrożnym krzyżem... Zwyczajnie, bez manifestacji, ale i bez tego zażenowania, jakby coś cię ugryzło w czoło. Zobaczysz, co się stanie w tym słynącym z tolerancji kraju. Ja spróbowałam. Zalegnie niezręczna cisza, potem zaczną się szepty, chichoty, pokazywanie palcem. Zostaniesz naznaczona, przylepią ci niewidzialną etykietkę z napisem «dewotka» albo «oszołom». Tak naprawdę Polacy nie są tolerancyjni wobec swoich. Zaakceptują najgorsze dziwactwo, byle cudze...”. Pan Jan, emerytowany nauczyciel, człowiek starych zasad i miłośnik szachów. Urodzony na Syberii, do Polski przyjechał w późnych latach 40. i wtedy pierwszy raz poszedł do kościoła. „Ucieszyła mnie sprawa licealistów z Wrocławia - trzech uczniów zażądało zdjęcia krzyży ze szkolnych ścian, bo najwyraźniej martwili się, że obecność krzyża może być niekomfortowa dla niechrześcijan. I co? Zostali momentalnie sflekowani przez swoich rówieśników, którzy zapowiedzieli, że prędzej dowieszą nowe krzyże, niż pozwolą na ich zniknięcie. Dostało się nawet szkolnemu katechecie, że zbyt słabo bronił krzyża. I to mi się podoba - chrześcijanie powinni być czytelni, charakterni... a nie jak mdły kisiel”. Stefan, filozofia jest jego czwartym fakultetem. Do trzydziestki chce objechać dookoła świat. „Rozpięci między tu i teraz. Na skrzyżowaniu czasów. Tak bardzo niepewni siebie ani tego, co wokoło. Ostrożni w uczuciach, minimalizujący ryzyko życiowego bankructwa, bo jednak najpierw lepiej «mieć» niż «być», bo nie da się już «być» bez «mieć». Tęskniący za jakąś własną spokojną zatoką, by znaleźć chwilę wytchnienia. Mój przyjaciel mawia: Mam coraz mniej do powiedzenia światu. Coraz częściej prowadzę wewnętrzny monolog, który niektórzy mogą nazwać modlitwą. Z otoczeniem porozumiewam się na tyle, na ile wymaga tego otoczenie. Pracuję, organizuję rzeczywistość, martwią mnie mnożące się rachunki, coraz więcej nitek przywiązuje mnie do ziemi.... Ale to, co naprawdę ważne, odbywa się, gdy zamknę drzwi do świata. Bez względu na to, jak bardzo kocham, trzeba czasem schować się w sobie. I wtedy pojawia się moje pytanie o krzyż. Powraca do mnie myśl, na ile krzyż jest zgorszony mną. Bo krzyż to przecież pewna filozofia życia, światopogląd. Gdy patrzę na niego, gorszy mnie moja własna słabość, moje wieczne przegrywanie walki z samym sobą”. To nie powinien być koniec. Teraz kolej na każdego z nas. Na odpowiedź podstawową dla każdego chrześcijanina: Na ile Ciebie gorszy krzyż?
CZYTAJ DALEJ

Przebaczyć trzeba „z serca”

2026-08-18 10:57

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Mędrzec Syracydes pisze o gniewie językiem diagnosty: „złość i gniew są obrzydliwością, a człowiek grzeszny się w nich kocha”. Gniew przechowywany staje się zapalczywością, zapalczywość pomstą, a mściwy sam wchodzi w tryby, które go zmiażdżą: „tego, kto się mści, spotka pomsta od Pana”. Ben Syrach odsłania mechanizm, który każda kultura zna aż nadto dobrze. Zemsta rodzi zemstę i nie ma w sobie żadnego punktu zatrzymania.
CZYTAJ DALEJ

Wielki jubileusz w Górzycy

2026-09-13 21:00

[ TEMATY ]

jubileusz

Zielona Góra

Górzyca

Ośno lubuskie

biskupstwo lubuskie

ks. Czesław Grzelak

Górzyca

Górzyca

W Górzycy, która dawniej była stolicą diecezji lubuskiej, odbędą się w dniach 26–27 września uroczystości związane z jubileuszem 750-lecia przeniesienia siedziby biskupstwa lubuskiego z Lebus do Górzycy.

Wydarzenie pod hasłem „Śladami biskupów lubuskich – 750 lat historii pogranicza” rozpocznie się w sobotę 26 września 2026 o godz. 12:00 festiwalem historyczno-kulturalnym na placu przy kościele w Górzycy. O godz. 15:00 będzie sprawowana uroczysta Msza św. z poświęceniem kościoła. Na godz. 18.00 zaplanowano blok artystyczno-muzyczny. O godz. 19:00 uczestnicy będą mogli zobaczyć prezentację „Twarze, które skrywał czas”, poświęconą antropologii w służbie pamięci metodą 3D. O godz. 19:30 rozpocznie się koncert „Modlitwa pokoleń – głos, który trwa”. Pierwszy dzień jubileuszowych obchodów zakończy się Apelem Maryjnym o godz. 21:00.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję