Widok niczym za "najlepszych" lat PRL-u: w kolejce stoi około stu osób. Niektórzy próbują przecisnąć się jak najbliżej drzwi wejściowych, inni nerwowo przeskakują z nogi na nogę. Wszyscy czekają na godzinę 16.00, kiedy Zespół "Caritas" działający przy gorzowskiej parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny rozpocznie wydawanie świątecznych paczek dla najuboższych.
Oddział Caritas pracujący przy ulicy Mieszka I w Gorzowie Wlkp. jest najprężniej działającym w mieście. - Budżet na 2002 r. nie został jeszcze zamknięty, ale suma pieniędzy, jakimi dysponowaliśmy, to kwota rzędu 20 tysięcy złotych - mówi prezes zespołu, Bożena Ćwiertniak. To ona dziewięć lat temu samodzielnie rozpoczynała charytatywną działalność w parafii. Obecnie razem z nią pomoc potrzebującym niesie 9 osób. Punkt otwarty jest w każdą środę od 16.00 do 18.00, ale pracy jest tyle, że przynajmniej część zespołu przychodzi do swej siedziby co drugi dzień. Nikt na brak zajęcia nie narzeka.
Ilość projektów zrealizowanych przez tych ludzi w minionym roku niewątpliwie wzbudza podziw i uznanie. - Otaczająca rzeczywistość przynosi wiele okazji do niesienia pomocy - tłumaczy Bożena Ćwiertniak. Z okazji Dnia Dziecka przygotowali i poprowadzili festyn dla uczniów Zespołu Szkół Specjalnych. Placówka ta otrzymała również (podobnie jak Szkoła Podstawowa nr 1) 1000 złotych na zapewnienie posiłków dla swoich uczniów. W okresie wakacji zespół zorganizował półkolonie dla dzieci ze świetlicy środowiskowej oraz najbiedniejszych rodzin. W ramach letniego wypoczynku kilkadziesiąt młodych osób miało okazję uczestniczyć m.in. w wycieczce do Safari ZOO w Świerkocinie oraz pojeździć konno w pobliskich Chwalęcicach. Zebrano także sporą ilość artykułów żywnościowych i ubrań dla dzieci, które przyjechały na wakacje z Białorusi. Rozpoczęcie roku szkolnego stało się okazją do pomocy najmłodszym uczniom. Specjalnie dla nich przygotowano tzw. wyprawki (tornistry, zeszyty, przybory do pisania - właściwie wszystko prócz książek). - W pracach Zespołu wydatnie pomagają wszyscy kapłani - podkreśla Pani prezes. - Oprócz ks. Krzysztofa Hołowczaka, naszego opiekuna, wielkie zaangażowanie wykazuje zarówno proboszcz ks. prał. Witold Andrzejewski, jak i ks. Rafał Mocny, bez pomocy których dużo dobra nie mogłoby zaistnieć.
Tydzień Miłosierdzia stał się okazją, aby nawet Proboszcz swoim talentem aktorskim wsparł po raz kolejny charytatywne działania. Poetycki występ razem z parafialną scholą pomógł w zebraniu 250 złotych na leczenie chorego na nowotwór chłopca oraz 125 złotych na leczenie poparzonego mężczyzny. Kwoty niby niewielkie, ale jakże potrzebne.
Grosz do grosza
Najwięcej pracy przynoszą okresy świąteczne. Po paczki, które zawierają: olej, mąkę, cukier, konserwy, makaron, kaszę, słodycze, ryż, kawę i herbatę przed Wigilią zgłosiło się 130 osób. Co roku liczba chętnych do otrzymania żywności wzrasta. Wartość przekazywanych paczek jest zróżnicowana. Decyduje liczba osób w rodzinie, którą wydający weryfikują poprzez wpisy w dowodzie osobistym. Większe problemy raczej nie występują. Choć raz, kiedy rozdawano 150 par butów, doszło do przepychanek, które zakończyły się interwencją kapłanów. Ale takie sytuacje to rzadkość i są przy takim zgromadzeniu ludzi raczej nieuniknione. Czasami ktoś wyrazi swoją dezaprobatę, iż spodziewał się "czegoś więcej". O rozprowadzaniu darów nie trzeba nawet informować z ambony. Pocztą pantoflową wszyscy zainteresowani zostają o wiele szybciej poinformowani. - Dużą część pieniędzy otrzymujemy dzięki dotacji z Wydziału Spraw Społecznych Urzędu Wojewódzkiego - informuje B. Ćwiertniak. - A resztę? Jeździmy, gdzie się da, w poszukiwaniu ludzi dobrej woli. Tu jakiś bank przekaże 500 złotych, tam jakaś firma ofiaruje 100 złotych. Niebagatelny wpływ mają również comiesięczne, drobne ofiary składane przez Grono Wspierających Ubogich (ponad czterdzieści osób), którzy raz w roku, przy kawie, uczestniczą w spotkaniu będącym formą podziękowania.
We środę kolejny dyżur. Najbardziej potrzebujący parafianie zgłoszą się po artykuły żywnościowe i ubrania, bo zima jest mroźna. Część z przybyłych to chorzy, którzy poproszą o pomoc przy wykupie recept. - Bardzo staramy się, by dyżur zawsze się odbył, by pukający nie zastali zamkniętych drzwi - puentuje Pani prezes.
Rosnąca liczba chrztów dorosłych w wielu krajach Europy Zachodniej jest coraz częściej postrzegana przez zwierzchników kościelnych jako zjawisko mające wpływ na cały Kościół. Jest to kluczowy wniosek z obradującego w miniony weekend w Wiedniu spotkania Eurocat, uważa Daniel Vychytil, odpowiedzialny za katechumenat dorosłych w Austrii.
„To, co wcześniej było sprawą jednostek, staje się teraz kwestią ogólną dla Kościoła” - powiedział Vychytil w rozmowie z agencją katolicką Kathpress 5 października. Podkreślił, że potencjał tego rozwoju jest znaczący; katechumenat dorosłych może stać się „siłą napędową nowej ewangelizacji, nowego spotkania z wiarą, a tym samym nowej witalności w kościołach”.
Paweł dowodzi niezależności swojej Ewangelii biografią, i jest to biografia zeznana jak przed sądem: „słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć”. Apostoł niczego nie retuszuje. Jego przeszłość prześladowcy jest częścią argumentu. Nikt nie mógł go nauczyć Ewangelii, bo nie przebywał wśród uczniów. Był po przeciwnej stronie. „Prześcigałem w żarliwości o judaizm wielu rówieśników”. Gorliwość Pawła była gorliwością zelotyczną, wzorowaną na Pinchasie i Eliaszu, gotową do przemocy w obronie Prawa. Przełom opisuje językiem powołań prorockich: „gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie”. To niemal dosłowne echo Jeremiasza (Jr 1,5) i Sługi Pańskiego (Iz 49,1). Paweł opisuje nawrócenie jako powołanie w obrębie tej samej historii Boga z Izraelem. Ten, który posyłał proroków, posłał i jego, „abym Ewangelię o Nim głosił poganom”. Znamienna jest dyskrecja: „objawić Syna swego we mnie”. Wydarzenie damasceńskie, które Łukasz opowie trzykrotnie z narracyjnym rozmachem, sam Paweł wspomina półzdaniem. Chronologia, którą podaje, ma wartość dowodową. Nie radził się „ciała i krwi”, poszedł do Arabii, wrócił do Damaszku, dopiero po trzech latach udał się do Jerozolimy „zapoznać się z Kefasem” i pozostał u niego piętnaście dni, nie widując innych apostołów oprócz Jakuba. Grecki czasownik historēsai, zapoznać się, znaczy tyle co odwiedzić w celu poznania. Z tej wizyty nie da się wyprowadzić zależności doktrynalnej. A jednak Paweł nie buduje Ewangelii przeciwko Jerozolimie. Przyszedł do Kefasa, bo komunia z Piotrem należy do prawdy jego posłannictwa. Niezależność objawienia i więź z Kościołem apostolskim nie kłócą się u niego ani przez chwilę. Finał jest doksologią cudzej wdzięczności. Kościoły Judei, znające go tylko ze słyszenia, „wielbiły Boga z mojego powodu”. Prześladowca głosi wiarę, którą chciał zniszczyć. Taka odmiana ma tylko jedno wytłumaczenie, i właśnie ono jest treścią uwielbienia.
Kinowa „Lalka” Macieja Kawalskiego ma rozmach, piękne kostiumy i znakomitych aktorów. Zabrakło w niej jednak sceny, w której Prus zawarł być może swoje najważniejsze przesłanie: śmierci Ignacego Rzeckiego – ostatniego romantyka – i trzech łacińskich słów odnalezionych w jego kieszeni.
Podziel się cytatem
W końcowym, powieściowym wątku „Lalki” Prusa doktor Szuman wypowiada do Ignacego Rzeckiego, wciąż czekającego na powrót Napoleona i Wokulskiego, znamienne słowa: „Romantycy muszą wyginąć, to darmo: dzisiejszy świat nie dla nich….Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić…”. Rzecki zostaje potem sam. Wkrótce umiera. W jego pokoju - z okrągłym stołem z czarnym kałamarzem, ćwierćwiekową pajęczyną i ćwierćwiekową firanką - gromadzą się dawni znajomi. Na koniec zostają tylko Szuman i Ochocki. „Przypatrz mu się pan - mówi doktor Szuman - ostatni to romantyk! Jak oni się wynoszą… Jak oni się wynoszą….”. Ochocki pochyla się, by ująć „zimną już rękę Rzeckiego”, gdy nagle w bocznej kieszeni zmarłego dostrzega list Węgiełka z nakreśloną strofą Horacego: Non omnis moriar (Nie wszystek umrę).
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.