Reklama

Powstanie było potrzebne

2014-11-06 07:51

Z ks. dr. hab. Robertem Kuflem, dyrektorem Archiwum Diecezjalnego w Zielonej Górze, rozmawia Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska (Aspekty) 45/2014, str. 6

Karolina Dziaduszek
Ks. dr hab. Robert Kufel

KAMIL KRASOWSKI: – Zbliża się 96. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości i wybuchu powstania wielkopolskiego. Czy w naszym regionie doszło do jakichś walk powstańczych?

KS. DR HAB. ROBERT KUFEL: – Walki powstańcze można podzielić na dwa okresy. Chodzi o przełom 1918 i 1919 r. Pierwszy okres walk – od chwili wybuchu powstania 27 grudnia 1918 r. do przybycia gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego i objęcia przez niego stanowiska głównodowodzącego 15 stycznia 1919 r. Był to czas właściwego powstania. Z kolei od 16 stycznia do 16 lutego toczyły się walki oddziałów opartych na poborze i była to wojna wielkopolsko-niemiecka. Na terenie naszej diecezji do takich walk rzeczywiście doszło pod Babimostem, Kargową i Kopanicą. Nazwano ten przyczółek Frontem Zachodnim.

– Kiedy?

– W okresie od 16 stycznia do 16 lutego 1919 r., czyli w ostatnim miesiącu powstania. Z tego czasu pochodzą napisy nagrobne w Babimoście, które o tym świadczą.

– Jacy powstańcy zapisali się w historii tych walk?

– Na podstawie zapisów nagrobnych czy pomników możemy zapoznać się z nazwiskami tych ludzi. W Babimoście byli to Edward Groszek, Antoni Janeczek, Michał Mazur, Stanisław Muńko, Franciszek Rychły, Wincenty Tomiak, Franciszek Jabłoński, Walenty Szymański i Karol Przybyła. W Kargowej Andrzej Dulat, we Wschowie Stanisław Szymkowiak. Trzeba powiedzieć, że nazwiska, które widnieją na tych pomnikach, nie są pojedyncze czy raz występujące, tylko rzeczywiście są to ludzie pochodzący z rodów autochtonicznych, którzy mieszkali tu z dziada pradziada i do dzisiaj żyją ich przodkowie, noszący te same nazwiska.

– Jaki był rodowód powstańców walczących w naszym regionie?

– Powstańcy, których wspominamy przy okazji rocznicy poległych, pochodzili ze środowiska mieszczańsko-robotniczo-chłopskiego. Były to przede wszystkim rodziny gospodarzy, ale także rodziny mieszczańskie i rzemieślnicze. Chodzi raczej o klasę niższą. Nie było tutaj bowiem klasy najwyższej, tj. szlachty.

– Gdzie znajdują się mogiły powstańców?

– Trzy czwarte tych miejsc pamięci znajduje się w Wielkopolsce, gdyż tam było źródło i zaczątek powstania. Natomiast na terenie naszej diecezji, która graniczy z Wielkopolską, znajdują się 3-4 miejsca upamiętniające powstańców. Największe z nich to mogiła zbiorowa na cmentarzu parafialnym w Babimoście, w której spoczywa 9 osób, wymienionych z imienia i nazwiska, zmarłych w styczniu i lutym 1919 r. Obok kościoła parafialnego w Ciosańcu są dwie mogiły powstańcze, jednak pochowane tam osoby nie są znane. Na cmentarzu w Kargowej spoczywa jeden powstaniec. W Międzyrzeczu, na starym cmentarzu, istnieje mogiła zbiorowa, w której spoczywa 7 powstańców, nieznanych z imienia i nazwiska. We Wschowie na cmentarzu parafialnym jest grób jednego powstańca – Stanisława Szymkowiaka, który zmarł na skutek ran odniesionych w niemieckim lazarecie 26 czerwca 1919 r.

– Jak przebiegła granica po zakończeniu powstania?

– Granica oddzieliła Wielkopolskę od Brandenburgii i Śląska. Po stronie polskiej pozostały: Leszno, Włoszakowice, Przemęt, Wolsztyn, Obra, Łomnica, Kamionna oraz Międzychód. Natomiast po niemieckiej pozostały: Międzyrzecz, Babimost, Kargowa, Ciosaniec i Wschowa. Przy tych miejscowościach były przejścia granicze, gdzie można było przechodzić przez punkty celne niemieckie.

– Co stało się z Polakami, którzy pozostali po niemieckiej stronie granicy?

– Na podstawie zachowanych materiałów archiwalnych można stwierdzić, że Polacy utrzymywali kontakty ze swoimi bliskimi oraz znajomymi, których granica w ten sposób nienaturalnie podzieliła. Ludność polska w części zajętej przez Niemców nie zrezygnowała ani ze swojej religii, ani ze swoich zwyczajów czy języka. Kościół i szkoła pielęgnowały w dalszym ciągu tradycje polskie i to też pozwoliło Polakom się ostać. Jednak w 1945 r., pozostając w granicach III Rzeszy, musieli bardzo wiele wycierpieć z rąk Sowietów, którzy jako wyzwoliciele traktowali ich na równi z Niemcami. Kościelnie tereny te należały później do prałatury pilskiej, w której duchownych niemieckich znających język polski kierowano na te tereny, gdzie było dużo Polaków, by mogli świadczyć im sakramentalną posługę. Języka polskiego nauczano nie tylko w domach, lecz także w polskich szkołach w Babimoście, Kramsku czy Podmoklach. Istotne, że Polacy pomimo podziału politycznego nie stracili ducha i nie przestali być Polakami.

– Jakby Ksiądz ocenił samo powstanie i walki w naszym regionie?

– Powstanie wielkopolskie należało do powstań zwycięskich. Polacy sięgnęli po broń, ażeby bronić się przed germanizacją, przed wpływami niemieckimi i zachować swoją tożsamość. Powstanie było wynikiem atmosfery i pracy domu rodzinnego, który miał bezwzględny priorytet w wychowaniu młodego pokolenia. W narodzie zawsze było to pielęgnowanie historii, tradycji i patriotyzmu, które przekazywano młodym pokoleniom. Stąd w powstaniu wzięło udział dużo młodych ludzi wychowanych przez rodziców i dziadków w duchu tradycji narodowo-patriotyczno-kościelnej. Chodziło jednak nie tylko o obronę polskości. W tamtym czasie bowiem narodowość łączono z wyznaniem, z religią. Polacy bronili swojej religii, a także prawa do istnienia Kościoła katolickiego. Powstanie miało sens i z punktu widzenia historii było potrzebne w tamtym okresie.

Tagi:
powstanie

189. rocznica Powstania Listopadowego

2019-11-30 21:02

Ryszard Tłuczek

Wieczorem 29 listopada 1830 r. wybuchło Powstanie Listopadowe. Hasło dał por. Piotr Wysocki, instruktor w Szkole Podchorążych. Po nieudanym ataku na Belweder (książę Konstanty podobno w przebraniu przedostał się do stacjonujących w stolicy oddziałów rosyjskich) spiskowcy ruszyli na Stare Miasto

wikipedia.org

Na ich wezwanie: „Polacy, do broni!”, odpowiedzieli mieszkańcy Warszawy i część regularnych oddziałów wojskowych. W nocy powstańcy opanowali całe miasto z wyjątkiem okolic Belwederu, gdzie stały oddziały wierne wielkiemu księciu. Później była zwycięska bitwa pod Stoczkiem i nierozstrzygnięta bitwa o Olszynkę Grochowską (straty w wojsku rosyjskim były jednak tak duże, że głównodowodzący feldmarszałek Dybicz odstąpił od Warszawy).

Do marca 1831 r. pomoc Galicji dla powstania pozostawiona była samorzutnej inicjatywie jednostek (organizowano m.in. zbiórki pieniędzy i żywności). Z chwilą wkroczenia Dwernickiego do Galicji (1 maja 1831 r.) akcja ta przyjęła formę zorganizowaną.

Młodzież galicyjska spiesząca do powstania zaciągała się do Legii Nadwiślańskiej, znajdującej się w Staszowie. Galicjanie formowali też (styczeń - luty) „Chorągiew Złotej Wolności” przy naczelnym wodzu. W brygadzie Stanisława Wąsowicza uformowano dwa szwadrony w sile 309 żołnierzy.

Do powstania poszedł Erazm Chmielewski ur. w 1815 r. w Zaradowie w cyrkule przemyskim. Walczył w randze podporucznika. Po upadku powstania schronił się w Galicji, a następnie wyemigrował do Francji. W powstaniu walczył także jego brat Robert urodzony w Tryńczy k. Przeworska.

Seweryn Cichowski z Nowosiółek to jeden z głównych i pierwszych uczestników sprzysiężenia Wysockiego. W grudniu 1830 r. został awansowany na podporucznika. Walczył w oddziale partyzanckim dowodzonym przez Zaliwskiego. Już jako kapitan brał udział w bitwie pod Białołęką. Ranny, poszukiwany przez władze, wyemigrował do Francji.

Z Hermanowic pochodził Maurycy Krainski, syn Mateusza i Teresy Wisłockiej. Po ukończeniu studiów prawniczych we Lwowie, pełnił funkcję komisarza obwodowego. W Powstaniu Listopadowym był kanonierem w korpusie Dwernickiego. Brał udział w słynnej bitwie pod Boremlem.

Inny uczestnik Powstania Listopadowego Kazimierz Antoni Krasicki pochodził z Dubiecka. Po ukończeniu Akademii Inżynierii Wojskowej w Wiedniu wstąpił - jako podporucznik - do armii austriackiej. Na wieść o wybuchu powstania zbiegł do Królestwa. W styczniu 1831 r. Krasicki przydzielony został do sztabu gen. Weyssenhoffa. Wkrótce - w stopniu kapitana - objął funkcję szefa sztabu oddziału Chłapowskiego.

Noc listopadowa porwała do czynu dwóch młodszych braci Aleksandra Fredry (urodził się w Surochowie k. Jarosławia): Edwarda i Henryka. Obaj nielegalnie przekroczywszy granicę wstąpili w polskie szeregi. Edward opłacił swój udział w powstaniu ciężkimi ranami odniesionymi w bitwie pod Kałuszynem.

Pisząc o uczestnikach Powstania Listopadowego wywodzących się z ziemi przemyskiej nie sposób pominąć osobę Leona Sapiehy. Wybuch powstania zaskoczył go z rodziną w Paryżu. Pomimo, że podobno nie wierzył w zwycięstwo, wrócił do kraju i stanął w powstańczych szeregach. Przydzielony do sztabu Chrzanowskiego, ranny pod Lubartowem, bił się jeszcze przy szturmie Warszawy i przekroczył z armią granicę pruską. Wyniósł z kampanii Krzyż Virtuti oraz poczucie spełnionego patriotycznego obowiązku, co w owych czasach dla wielu ludzi miało duże znaczenie.

Powstanie Listopadowe trwało dziesięć miesięcy. Przez osiem z nich, od końca stycznia do początku października 1831 r., Polacy czuli się wolnym narodem i byli nim, choć żaden kraj w Europie nie uznał niepodległości państwa polskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież zaprosił do serca swojej duchowości

2019-12-14 15:09

Krzysztof Ołdakowski SJ/vaticannews / Watykan (KAI)

W dniu 50.rocznicy święceń kapłańskich Papież Franciszek przybliżył dzieło swojego mistrza duchowego o. Angela Fiorito, argentyńskiego jezuity, który zmarł w 2005 roku. Spotkanie prezentujące jego pisma odbyło się w Kurii Generalnej Towarzystwa Jezusowego. Ojciec Święty zaprosił do wejścia w samo serce swojej duchowości. Pisma o. Fiorito zostały opracowane przez o. José Luisa Narvaję i wydane przez periodyk La Civiltà Cattolica.

Grzegorz Gałązka

Papież podzielił się wieloma osobistymi wspomnieniami i obserwacjami, ukazując swojego duchowego przewodnika jako „cierpliwego i pełnego szacunku mistrza dialogu i rozeznania”. Zwrócił uwagę, że o. Fiorito niewiele mówił, ale posiadał ogromną zdolność słuchania. Obdarzony był trzema szczególnymi łaskami: po pierwsze ignacjańskim magis czyli zdolnością budzenia wielkich pragnień, następnie darem rozeznawania duchów pozwalającym na rozróżnianie wewnętrznych poruszeń serca prowadzących w stronę dobra lub zła. Trzecią łaską była miłość dyskretna (charitas discreta) obdarzająca wewnętrzną siłą do opowiedzenia się w duchowej walce po stronie Królestwa Bożego.

Zdaniem Franciszka był obdarzony charyzmatem proroctwa, w znaczeniu dobrego komunikowania o Bożych darach otrzymywanych w życiu. Ostatnie spotkanie z ojcem Angelem niedługo przed jego śmiercią uświadomiło Papieżowi, że posiadał on również „dar łez” będący wyrazem duchowego pocieszenia. Fiorito nie uczył tylko poprzez słowa, ale również poprzez dzieła miłosierdzia.

„Z pism Fiorita wypływa duchowe miłosierdzie: pouczenia dla tego, kto nie wie, dobre rady dla tych, którzy ich potrzebują, uwagi dla błądzących, niosą pocieszenie smutnym oraz pomagają w zachowaniu cierpliwości w strapieniu «bez dokonywania w takich momentach jakichkolwiek zmian», jak mówi św. Ignacy. Wszystkie te łaski łączą się i streszczają w wielkim dziele miłosierdzia duchowego, jakim jest rozeznanie. Ono uzdrawia nas z najsmutniejszej i najbardziej godnej współczucia choroby: ze ślepoty duchowej, która nie pozwala rozpoznać czasu Boga, czasu Jego nawiedzenia“.

Papież przedstawił również kilka aspektów osobowości o. Fiorito jako „dobrego mistrza”, który dostrzega znaki czasu i jest uważny na to, co Duch mówi Kościołowi. Był ponadto człowiekiem pełnym szacunku dla innych, nie upominał, nie był zazdrosny, nie osądzał i zachowywał ogromną cierpliwość. Potrafił zachować zdrowy dystans, kiedy mówiło mu się o różnych sprawach, nie dlatego, że się nie interesował, ale po to, aby dać przestrzeń dla słuchania, aby każdy czuł się wolny w komunikowaniu. Nie wydawał wtedy sądów i nie przekazywał napomnień. Był przez to wielkim „deideologizatorem”, również z znaczeniu wspólnotowym, ponieważ budził ducha dobrego dialogu ze sobą samym, z innymi oraz z Panem Bogiem.

Franciszek nazwał swojego ojca duchownego „farmaceutą duszy”, nie w znaczeniu podawania leków według gotowej receptury, ale wydobywani „z szuflad swojej apteki” rzeczy nowe, płynące wprost od Ducha Świętego w odpowiedzi na głębokie pytania i żarliwe pragnienia różnych osób. Ludzie korzystający z posługi o. Fiorito odkrywali prawdziwe skarby w jego dyskretnych wskazaniach, które ich ukierunkowywały i pozwalały przynosić owoce w przyszłości. Fiorito nie był nigdy zazdrosny o swoje myśli i notatki. Dzielił się bezinteresownie dorobkiem swojego intelektu oraz pióra. Obdarzony był ogromną cierpliwością. Nie czekał na natychmiastowy efekt. Szanował procesy i rytm działania Pana Boga w życiu konkretnych ludzi.

„Mam nadzieję – powiedział na zakończenie Franciszek, że poprzez wydanie tych pism spełni się wielkie marzenie: zapuszczą one korzenie, zakwitną oraz wydadzą owoc w życiu wielu osób, które będą się karmić łaską otrzymaną przez niego i którą umiał dyskretnie przekazywać, udzielając i komentując Ćwiczenia duchowe”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kamiński do katechetów: Róbcie swoje i zawierzcie Bogu

2019-12-14 21:04

mag / Warszawa (KAI)

Róbcie swoje i zawierzcie Bogu – zachęcał katechetów bp Romuald Kamiński. W auli kurialnej odbył się adwentowy dzień skupienia dla nauczycieli religii z diecezji warszawsko-praskiej. W tym roku naukę rekolekcyjną wygłosił ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski z Opus Dei. Mówił w niej o tym jak skutecznie przepowiadać Ewangelię. Oparł się przy tym na adhortacji papieża Franciszka Christus Vivit oraz nauczaniu papież Benedykta XVI.

Artur Stelmasiak
Bp Romuald Kamiński

Duchowny podkreślił, że podstawowym zadaniem nauczyciela religii jest prowadzić dzieci i młodzież do Jezusa Chrystusa. – Wasze przepowiadanie musi być zawsze oparte na prawdzie. Przyznał, że wymaga to mądrości i roztropności, by stać się ofiarą konfliktu. Zwrócił uwagę, że najskuteczniejszą metodą w edukacji jest doprowadzanie młodego człowieka, by sam mógł odkryć wartości. - W praktyce będzie to oznaczało dla nas umiejętne słuchanie, towarzyszenie, wypracowanie przez wielu z nas umiejętność zadawania pytań, tak aby podprowadzać dzieci i młodzież pod różne odpowiedzi, by sama Prawda swoim pięknem i siłą dobra przyciągnęła ich – tłumaczył ks. Moszoro-Dąbrowski.

Przyznał, że droga ucznia Zbawiciela nigdy nie była prosta. – Trzeba będzie nieustannie iść pod prąd będąc mocnym w wierze. Duchowe męstwo nie oznacza jednak hardości czy braku miłości – podkreślił.

- Jan Chrzciciel mówił a tłumy do niego ciągnęły. W jego ostrym nauczaniu było coś co poruszało ludzi i ich przyciągało. Tak więc nauczając trzeba zawsze wychodzić naprzeciw – mówił rekolekcjonista, zachęcając katechetów by sami starali się postawić w sytuacji konkretnego ucznia.

-W dzieciach jest odbicie tego czego doświadczają w swoich domach. Ich bunt i agresja są wynikiem tego, że sobie nie radzą z tym co ich spotyka. Głosząc więc naukę Chrystusa róbcie to z miłością. Niech w waszej postawie będzie empatia i zrozumienie. Pamiętajcie, że lekarz leczy, a nauczyciel naucza prawdy prowadząc do Jezusa – podsumował duchowny.

Składając katechetom świąteczne życzenia ordynariusz warszawsko-praski, bp Romuald Kamiński podziękował nauczycielom za ich oddaną posługę. Zwrócił uwagę na wyjątkowość i ponadczasowość ich pracy.

W ostatecznym rozrachunku, kiedy człowiek staje na progu wieczności, wszystko co doczesne a więc dobra materialne i intelektualne okazują się nieprzydatne. Pozostaje mu tylko to co może pomóc przejść na drugą stronę. Trzeba jednak mieć w życiu kogoś kto będzie nas należycie prowadził do spotkania z Panem. Wy do tej grupy należycie i z tego się cieszcie – zachęcał bp Kamiński.

Życzył im również wewnętrznej równowagi płynącej z życia w bliskości z Bogiem. Bez względu co będzie się działo w waszym otoczeniu, nie zamartwiajcie się. Róbcie swoje, a waszych sercach niech zawsze panuje pokój – podsumował duchowny.

Na terenie diecezji warszawsko-praskiej pracuje około 800 katechetów. W tym 2/3 to osoby świeckie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem