Reklama

Polska

Bp Pikus: Relacje polsko-rosyjskie uzdrowić może modlitwa, post i jałmużna

O diecezji drohiczyńskiej jako miejscu pokojowego spotkania katolicyzmu z prawosławiem - mówi KAI bp drohiczyński Tadeusz Pikus. Mówi też o trudnościach w dalszym dialogu pomiędzy Kościołem katolickim w Polsce a Rosyjskim Kościołem Prawosławnym, gdyż ten ostatni nie cieszy się autonomią od państwa. Dodaje, że polsko-rosyjskie relacje może uzdrowić modlitwa, post i jałmużna.

[ TEMATY ]

wywiad

bp Tadeusz Pikus

Ks. Artur Płachno

KAI: Od 25 maja br. jest Ksiądz Biskup pasterzem diecezji drohiczyńskiej. To teren spotkania różnych kultur, tradycji historycznych i wyznaniowych. Jak to się dziś wyraża? A jak można tę specyfikę scharakteryzować okiem pasterza?

Bp Tadeusz Pikus: Nie jestem w stanie dokonać jakiejś oceny, gdyż jestem tu zbyt krótko. Tereny diecezji drohiczyńskiej są jednymi z najpiękniejszych w Polsce, niezwykłe jest też położenie samego Drohiczyna, na wysokiej skarpie nad Bugiem. Diecezja składa się głównie z małych miast i wsi. Jest to diecezja specyficznie rolnicza. Największym miastem jest Bielsk Podlaski. Diecezja zajmuje 8 tys. km kwadratowych, na których żyje ok. 300 tys. mieszkańców. Problemem jest stopniowe wyludnianie się tych terenów.
Warto też pamiętać, że Drohiczyn – choć dziś jest małych rozmiarów – jest jednym z niewielu miast w Polsce, w którym odbyła się koronacja królewska. W 1253 r. do Drohiczyna przybył legat papieski, abp Opizon, przywożąc dwie korony: jedna była przeznaczona dla księcia halickiego Daniela, a druga dla litewskiego księcia Mendoga. W tym grodzie nadbużańskim, w istniejącej już wtedy świątyni, arcybiskup Opizon koronował księcia Daniela na króla Rusi Halickiej. Uczynił to za pozwoleniem i w imieniu papieża Innocentego IV. Jeszcze przed koronacją książę Daniel złożył wyznanie wiary katolickiej, chociaż niektórzy pisarze przenoszą ten fakt na rok 1247. Dlatego mówi się, że unia drohiczyńska – choć nie była trwała – była próbą budowania zgodnego współistnienia ludzi różnych nacji, kultur i wyznań, wyprzedzając unię florencką czy krewską.
Drohiczyn został bardzo zniszczony podczas potopu szwedzkiego. Dzisiaj liczy 2,5 tys. mieszkańców, jest miastem pełnym uroku, odpoczywa tu wielu warszawiaków.
Na terenie diecezji jest dużo drewnianych kościołów. Są też stare sanktuaria, na ogół z XIV i XV w. Najważniejsze z nich to Miedzna, Ostrożany i Prostyń. Poza tym istnieje wiele znaczących miejsc kultu, noszących miano sanktuariów. Tworzy się szlak Jakubowy, odtwarzany przez powstałą w tym celu fundację Rycerzy Jakubowych. Należą doń bardzo poważni ludzie, np. z samorządu czy oświaty. Oprócz pielgrzymowania prowadzą oni formację duchową i intelektualną. Gdyby więc jakiś pielgrzym chciał wyruszyć do Composteli, mógłby ruszyć stąd.

- Diecezja drohiczyńska leży na terenie tzw. Ściany Wschodniej. Z jakimi problemami społecznymi spotyka się Ksiądz Biskup?

- Niestety, Podlasie, w tym diecezja drohiczyńska, bardzo się wyludnia. Ludzie wyjeżdżają stąd w poszukiwaniu pracy, a może i w celu poznania świata. Udają się do wielkich miast oraz zagranicę. Przykładowo, bardzo wielu naszych wiernych, szczególnie z okolic Siemiatycz, pracuje w Brukseli. Przyjeżdżają tu, ale tylko na wakacje lub święta. Dawniej wyjeżdżał mąż albo żona, a teraz zazwyczaj całe rodziny. Jest to bardzo niekorzystne z punktu widzenia demograficznej przyszłości. Odczuwany coraz większy brak ludzi młodych i aktywnych. Co gorsza, państwo niemal nic nie robi, aby ich tu zatrzymać. Nie ma rządowego planu zagospodarowania tych terenów. Powstaje w ten sposób rodzaj „skansenu”, który, owszem, będzie służyć do celów ekologicznych i wypoczynkowych, ale trzeba go odpowiednio zagospodarować. Wymaga to po pierwsze koncepcji, po drugie solidnych inwestycji.

- A jak ta sytuacja oddziałuje na duszpasterstwo?

- Liczba wiernych zmniejsza się, zaczynają przeważać ludzie w podeszłym wieku. To ma duży wpływ na duszpasterstwo, bo musi być ono inaczej sprofilowane, np. wprowadzając duszpasterstwo rodzin rozłączonych przez emigrację.

- A jakie ruchy młodzieżowe istnieją w diecezji?

- Rozwija się Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Budzi ono wśród młodych silne zainteresowania sprawami społecznymi, co łączą z formacją duchową. Przygotowuje ich do aktywnego udziału w życiu publicznym. Należy też wspomnieć o rozwijającym się duszpasterstwie rodzin, Kościele Domowym, Ruchu Światło-Życie – sporo, jak na te warunki, dzieci i młodzieży bierze udział w formacji prowadzonej przez cały rok.

- Wspominał Ksiądz Biskup o zmniejszającej się liczbie młodych, jak to odzwierciedla się w sferze powołań kapłańskich?

- W diecezjalnym seminarium jest obecnie 37 seminarzystów. W tym roku wstąpiło trzech. Mimo tego spadku, księży w diecezji jest dostateczna liczba, przynajmniej na razie. Nawet ok. 40 pracuje poza granicami diecezji, w różnych punktach świata. Jeśli księży będzie brakować, zawsze mogę któregoś poprosić o powrót.
Seminarium drohiczyńskie afiliowane jest do warszawskiego Papieskiego Wydziału Teologicznego św. Jana Chrzciciela. Nie mamy trudności z wykładowcami, gdyż jest tu ponad 30 doktorów, a duża część z nich kształciła się zagranicą. Jest też trzech samodzielnych pracowników naukowych.
Jeśli chodzi o zakony, to dosyć prężnym ośrodkiem są Serpelice nad Bugiem, gdzie posługuje Zakon Braci Mniejszych Kapucynów. Mocne jest Towarzystwo Salezjańskie w Sokołowie Podlaskim, które prowadzi, oprócz parafii, zespół szkół. Są jeszcze tzw. sercanie biali, którzy posługują w parafii Mielnik. Mamy też kilkanaście zgromadzeń żeńskich: albertynki, benedyktynki, dominikanki, felicjanki, karmelitanki, klaryski, loretanki, misjonarki św. Rodziny, ss. Opatrzności Bożej, salezjanki, sercanki, służki, urszulanki.

- Tereny diecezji drohiczyńskiej są terenami spotkania katolicyzmu i prawosławia. Czy współżycie to jest pokojowe, wolne od napięć?

- Statystyki podają, że mamy ponad 200 tys. katolików i ok. 80 tys. prawosławnych, a więc stanowią oni ok. 30 % ludności. Znajduje się tu klasztor i Góra Krzyży na Grabarce, która jest największym prawosławnym sanktuarium w Polsce. Wyznawcy prawosławia zamieszkują głównie wschodnią część diecezji, działa tu 50 prawosławnych parafii. W niektórych miastach, np. w Hajnówce, liczba prawosławnych sięga nawet 65 proc. Pozostają oni w jurysdykcji warszawsko-bielskiej metropolii prawosławnej, na czele której stoi metropolita Sawa, jak również – w części diecezji – prawosławnego abp. Abla z Lublina. Wśród prawosławnych są też Białorusini i Ukraińcy. Wierni obu Kościołów żyją pokojowo, nie ma napięć międzywyznaniowych czy narodowościowych.
Na poziomie hierarchów i duchowieństwa mamy wypracowany dobry model "modus vivendi". Jedna i druga strona ma świadomość, że jesteśmy Kościołami lokalnymi, a więc nie mamy wystarczających kompetencji do rozwiązywania problemów ogólnokościelnych, umożliwiających odbudowanie jedności obu Kościołów. To może nastąpić tylko na skutek dialogu pomiędzy Stolicą Apostolską z jednej strony, a z drugiej z działającymi "w jednym duchu" zwierzchnicy 15 autokefalicznych Kościołów prawosławnych. Kiedy więc spotykam się z prawosławnym metropolitą Sawą bądź z abp. Ablem, jasno mówimy, że naszym zadaniem – tu, na „dole” – jest szukanie pokojowego współistnienia oraz współpracy.

- Na czym konkretnie polega ta współpraca?

- Katolicy i prawosławni spotykają się z okazji ważnych uroczystości religijnych. 21 sierpnia wraz z biskupem seniorem Antonim Dydyczem zostaliśmy zaproszeni na poświęcenie cerkwi w Słochach Annopolskich pod Siemiatyczami. Przybyły tam relikwie św. Marii Magdaleny oraz fragment krzyża Chrystusowego z Góry Athos. Podczas uroczystości dokonano konsekracji nowo wybudowanej świątyni, a za jej patronkę wybrano właśnie św. Marię Magdalenę. Przyjęto nas bardzo życzliwie.
Byłem też w Bielsku Podlaskim na pikniku zorganizowanym przez parafię katolicką, gdzie przybyły zespoły prawosławne oraz wierni i duchowni z tego Kościoła. Wspólnie gotowano potrawy, śpiewano, a później odbywały się zawody sportowe. W przeciąganiu liny zwyciężyli katolicy, ale przegrali w piłkę nożną. Takie festyny – z udziałem katolików i prawosławnych – organizowane są w wielu miejscowościach. Tak więc jest wspólny udział, z zachowaniem własnej tradycji, w spotkaniach modlitewnych, w sprawowaniu sakramentaliów, w wymianie doświadczeń religijnych, w chrześcijańskim świadectwie wobec świata, w działalności charytatywnej, społecznej i kulturalnej oraz we wszelkich innych inicjatywach służących budowaniu lokalnych społeczności.

- Ksiądz Biskup jest znawcą prawosławia i był współautorem Wspólnego Przesłania do Narodów Polski i Rosji podpisanego w sierpniu 2012 r. w Warszawie. Co dalej z kościelnym dialogiem polsko-rosyjskim w obecnej sytuacji, po agresji rosyjskiej na Ukrainę?

- Praca ta i dokument pozostaną jako dobre i wartościowe wydarzenie o znaczeniu historycznym. Przecież było ono wyjątkowe w polsko-rosyjskiej historii. Natomiast trudno powiedzieć, czy coś z tego wyniknie. Powstanie tego przesłania było wynikiem woli działania i nadziei na dialog i porozumienie z naszej strony oraz z pewnego planu duszpastersko-politycznego rosyjskiego prawosławia.

- Jak ten plan można opisać?

- Wydaje mi się, że zarówno Kremlowi jak i Patriarchatowi Moskiewskiemu chodziło o to, by realizować pewne dobro rozumiane z własnego punktu widzenia. Chciałoby się wierzyć, że w konsekwencji chodzi tutaj o wypełnianie jak najskuteczniej misji powierzonej Kościołowi przez Chrystusa. Patriarchat Moskiewski – z racji swego wielkiego potencjału – jest liczącym się Kościołem w światowym prawosławiu. Mimo, że istnieje równość między zwierzchnikami poszczególnych Kościołów autokefalicznych, to jest świadomość, że ktoś musi przewodzić. I do tego coraz bardziej pretenduje Moskwa.

- Teoretycznie jednak taką rolę spełnia Patriarchat Ekumeniczny w Konstantynopolu?

- To prawda, ale tylko teoretycznie. Moskwie natomiast chodzi nie o teorię, ale o realia. A w sensie wielkości terytorialnej oraz liczby wiernych, najsilniejszym Kościołem prawosławnym na świecie jest Rosyjski Kościół Prawosławny. Z tego mogą wypływać takie roszczenia.
Prawosławnych, szczególnie tych spod znaku Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, charakteryzuje też silne poczucie misji, a towarzyszy temu przekonanie, że odrodzenie i uzdrowienie świata może przyjść ze strony prawosławia. Jest w tym swoisty mesjanizm. Słyszy się pojedyncze głosy duchownych, że jedynie Cerkiew zachowuje zdrowy nurt nauki chrześcijańskiej. Mają oni też poczucie, że wiara Kościoła prawosławnego wyrasta z nauki objawionej, wyrażonej przez Ojców Kościoła, a nieskażonej – jak katolicyzm – różnymi późniejszymi ideologiami, filozofiami itd. Ostatni uznawany przez prawosławie sobór przypada na 787 rok. Są oni przekonani, że wówczas wszystkie prawdy wiary zostały dostatecznie zdefiniowane i niczego nie trzeba do tego dodawać. Kościół katolicki – ich zdaniem – na swych soborach nie jest w stanie i nie tworzy nowych dogmatów wiary, lecz tzw. teologumeny. Pod tym słowem rozumieją pewne prawdy teologiczne, które można przyjmować lub nie, gdyż są niewiarygodne (a nawet błędne) i nie wnoszą nic do zasobów Objawienia.
I właśnie w tym kontekście trzeba spojrzeć na polsko-rosyjskie Wspólne Przesłanie z 2012 r. Zdaniem Patriarchatu Moskiewskiego, Rosyjski Kościół Prawosławny i Kościół katolicki w Polsce są jednymi z silniejszych i bardziej dynamicznych Kościołów w Europie, dlatego podpisane porozumienie może wpłynąć na przemiany społeczne w niektórych krajach. Chodziłoby o zbudowanie wspólnej bazy aksjologicznej opartej na chrześcijaństwie, z możliwością oddziaływania duchowego na innych, przede wszystkim tych, którzy mieszkają w Rosji i w Polsce. Aby stało się to możliwe, pierwszym krokiem – i to jest podkreślone w Przesłaniu – musi być wzajemne poznanie się. Kolejnym winno być tworzenie dzięki Kościołowi prawosławnemu pozytywnej opinii o Polakach i katolicyzmie, a dzięki Kościołowi katolickiemu o Rosjanach i prawosławiu. Obie strony Zespołu uznały, że nie są w stanie podjąć się wyjaśniania trudnej przeszłości. Dlatego postanowiono skoncentrować się głównie na teraźniejszości i przyszłości – historię zostawiając historykom.
Pracy Zespołu przyświecał wspólny cel – danie chrześcijańskiego świadectwa współczesnemu światu. Bo przecież, czy jesteśmy katolikami czy prawosławnymi, łączy nas pewna wspólna baza wartości chrześcijańskich, mianowicie wierność antropologii biblijnej przez uznanie przykazań Bożych i respektowanie prawa naturalnego. Wspólne świadectwo winno wyrażać się także w przeciwstawianiu się relatywizmowi religijnemu i moralnemu w tym rewolucji kulturowej, związanej z aborcją, manipulacją życiem, eksperymentami bioetycznymi, związkami homoseksualnymi, itp.

- Ale Putin przez agresję na Ukrainę skutecznie wyhamował ten dialog?

- Trzeba powiedzieć jasno, że Kościoły mogą prowadzić dialog i współpracę nawet w trudnej sytuacji politycznej czy międzypaństwowej, ale pod warunkiem, że cieszą się autonomią wobec państwa i są samodzielne. Rosyjski Kościół Prawosławny, ze swej potwierdzonej przez historię natury, nie tylko prowadzi lud do Boga, ale i troszczy się o tenże lud w jedności z władzą świecką. Natomiast Kościół katolicki troskę o los państwa dzieli nie z władzą, lecz z narodem. Te silne związki nadprzyrodzonej misji Kościoła z doczesnością sprawiły, że utrwaliły się schematy Rosjanin – prawosławny, Polak – katolik. Dzisiaj wydaje się, że Kościołowi katolickiemu w Polsce łatwiej jest zachować chrześcijański uniwersalizm i swobodniej może on prowadzić dialog międzywyznaniowy i międzynarodowy niż Rosyjski Kościół Prawosławny. Kościół ten jest bowiem przekonany, że wraz z władzą świecką bierze odpowiedzialność za naród rosyjski w wymiarze życia doczesnego i wiecznego.
Warto zauważyć, że – u schyłku trwającej przez 70 lat rewolucji komunistycznej – w Związku Radzieckim pojawiła się szansa na zbudowanie autonomii dla rosyjskiego prawosławia. W październiku 1990 r. – jeszcze za czasów ZSRR – zostało przyjęte liberalne prawo o wolności sumienia i organizacjach religijnych, wedle którego każdy mógł założyć własny Kościół. Ponieważ do tej pory zwalczano wszelką religię, to chcąc od tego uciec, wprowadzono prawo, gdzie wszystkie wyznania i religie są równe, a każdy może wyznawać wiarę, jaką sobie życzy. Odcięto władzę świecką od spraw duchowych, a każde wyznanie zyskało niezależność i autonomię.
Taki stopień wolności okazał się szybko niekorzystny do zachowania 1000-letniego statusu Kościoła prawosławnego w Rosji. Dlatego już po kilku latach w 1993 r. doszło do zmiany prawa, które uznało tylko cztery religie jako tradycyjne. Były to: prawosławie, islam, buddyzm i judaizm. Kościół prawosławny wyraźnie potrzebował wsparcia ze strony państwa, by odbudować swe dominium, zaś władza państwowa potrzebowała prawosławia, jako podstawowego ogniwa spajającego narodową tożsamość Rosjan. W takiej sytuacji szanse na autonomię tego Kościoła zostały znacznie zredukowane. Inne religie i wyznania musiały rejestrować się jako nowo powstające wspólnoty.

- I na skutek tych zmian prawosławie wróciło do swej tradycyjnej roli, także w sensie symbiozy z władzą świecką?

- Tak, gdyż dawna formuła sojuszu ołtarza z tronem wydała się być optymalna, zarówno z punktu widzenia tego Kościoła jak i państwa.

- Ale jak można dziś ocenić postawę rosyjskiego prawosławia w ciągu ostatnich miesięcy, szczególnie w sytuacji agresji Rosji na Ukrainę?

- Obecna sytuacja w Rosji i agresja na Ukrainę stawia rosyjskie prawosławie wobec olbrzymich problemów. Kiedyś zdarzało się, że duchowni chrześcijańscy wszystkich Kościołów, w imię sprawiedliwości, błogosławili - po każdej ze stron frontu - wojska idące na bój. Wydawało się, że jest to słuszne i Boże. Dzisiaj jest już inna świadomość. Kościoły dobrze zdają sobie sprawę, że wojny nie rozwiązują problemów. Tym bardziej trudno jest mówić o inwazyjnej wojnie jako o wojnie sprawiedliwej.
Złożoność sytuacji Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego pogłębia fakt, że Kościół ten jest masowo obecny na Ukrainie, bardziej może nawet niż w Federacji Rosyjskiej, pamiętając przy tym, że chrzest Rusi miał miejsce w Kijowie. A więc przy tej symbiozie Kreml - Patriarchat, pozycja Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego na Ukrainie jest bardzo problematyczna.

- Patriarcha Cyryl stałby się kimś wiarygodnym dla Ukraińców, gdyby otwarcie skrytykował rosyjską agresję na ten kraj. Tymczasem głosi on koncepcję „Ruskiego świata”, która służyć może jako uzasadnienie podporządkowania Rosji obcych terytoriów zamieszkiwanych przez prawosławnych.

- Jest w tym jakaś mesjańska myśl, która pobrzmiewa w wypowiedziach niektórych prawosławnych duchownych postrzegających prawosławie jako swego rodzaju arkę Noego, która uratuje świat, przed bałwochwalstwem i zdziczeniem moralnym. Nie jest to, oczywiście, nauka oficjalna, ale myśl o „zgniłym Zachodzie” nie jest obca wiernym prawosławnym. Dlatego Cerkiew głosi wciąż wspomnianą koncepcje „Ruskiego świata”, „świętej Rusi” jako rzekomej szansy na duchowe zjednoczenie wszystkich prawosławnych w obrębie świata słowiańskiego.

- Powróćmy do dialogu z Kościoła katolickiego w Polsce z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. Czy w tej sytuacji ma on sens, a jeśli tak, to w jaki sposób z naszej strony winien być prowadzony?

- Dla dialogu ekumenicznego nie ma alternatywy. Dążenie do jedności wpisuje się w nauczanie Chrystusa, który mówi uczniom swoim: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13,34). Tak więc jako chrześcijanie mamy być dziećmi światłości, i nie powinniśmy nikomu być nic dłużni – mówi Paweł apostoł – poza wzajemną miłością (por. Rz 13,8). Zatem sens prowadzenia dialogu istnieje zawsze, chociaż nie zawsze jest możliwy. Ze strony Kościoła katolickiego istnieje wciąż gotowość do dialogu i współpracy, niezależnie od sytuacji politycznej. My możemy sobie na to pozwolić, gdyż Kościół katolicki wydaje się bardziej samodzielny w myśleniu i w działaniu. Kiedy pracowaliśmy nad Wspólnym Przesłaniem, to abp Hilarion, zanim rozpoczęliśmy rozmowy, pytał nas, czy w tym zakresie współpracujemy bezpośrednio z rządem. Zdziwił się gdy odpowiedzieliśmy, że nie. Natomiast w ich sytuacji okazało się to konieczne. Podejrzewam więc, że dziś ze strony Patriarchatu Moskiewskiego nie ma takiej możliwości kontynuacji dialogu z Polską, gdyż, być może, trudno byłoby uzyskać poparcie wiernych prawosławnych, rosyjskiego państwa i jego prezydenta.
Natomiast jeśli chodzi o Kościół katolicki w Polsce, to uważam, że takie próby powinniśmy kontynuować w ramach autentycznego dialogu, bez domieszek polityki czy też pozorowanych działań. W obecnej dramatycznej sytuacji wojny na Ukrainie Kościoły chrześcijańskie powinny być zwiastunami Dobrej Nowiny i stróżami pokoju. Kościołom w Polsce i Kościołom w Rosji potrzebne są zatem: post, modlitwa i jałmużna w intencji pokoju, wzajemnego poszanowania oraz pojednania narodów. Tylko to może uzdrowić relacje polsko-rosyjskie i w tym duchu możemy się spotkać i budować dalsze relacje.

2014-09-24 20:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Poseł Uściński: Nie popełniajmy błędów Platformy Obywatelskiej

2020-06-04 07:12

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Artur Stelamsiak

Konserwatyści chcą ratować Prawo i Sprawiedliwość przed tym, by nie popełniała błędów zachodniej chadecji. Polską racją stanu jest pielęgnowanie wartości - mówi poseł PiS Piotr Uściński, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Życia i Rodziny.

Artur Stelmasiak: - Jaka jest pozycja konserwatystów w PiS? Chodzi mi o takie osoby, dla których np. kwestie ochrony życia są ważne?

Piotr Uściński, poseł PiS: - Zdecydowana większość polityków Prawa i Sprawiedliwość jest konserwatystami. Choć jesteśmy wielonurtową partią, to jednak co do zasadniczych wartości prawie wszyscy się zgadzamy. Przecież nikt z PiS nie odważył się zagłosować za odrzuceniem projektu Zatrzymaj Aborcję.

- Pan zawsze głosuje także za życiem, ale inni czasami miewają z tym problemy.

- Mamy bowiem różną wrażliwość. Ale nawet te najtrudniejsze głosowania świadczą o tym, że w PiS jest ok. 50 posłów, na których można zawsze liczyć.

- A jak głosowaliście za natychmiastowym procedowaniem projektu Zatrzymaj Aborcję?

- Choć nie był to nasz wniosek to obok 11 posłów Konfederacji poprało go 52 posłów z klubu PiS. Większość naszego klubu wybrało pracę nad ustawą w komisji, co nie świadczy przecież o postawie przeciwnej życiu. Przeciwnie, jest wiele głosów mówiących, że prace w komisji będą zdecydowanie szybsze niż w zeszłej kadencji. Ale pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, który złożyłem w grudniu wraz z posłem Bartłomiejem Wróblewskim podpisało się ponad 100 posłów z PiS. Osób, które chcą bronić życia i konserwatywnych wartości jest wystarczająco wielu, by nasze postulaty były zauważane w partii.

- Pytam o to, bo docierają do mnie takie głosy, że konserwatyści i osoby o poglądach pro-life nie mogą w partii zrobić kariery. Czy jesteście tłamszeni i spychani na margines w PiS?

- Konserwatywne postulaty są w partii dostrzegane, choć niestety nie wszystkie realizujemy. To odkładanie w czasie nie może trwać w nieskończoność i uważam, że teraz jest czas, by powrócić do tych wartości i spraw, które są ważne dla naszego elektoratu.

- Ostatnio mówi się wiele o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej. Czy to jest jeden z waszych postulatów?

- Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki PiS rządzi to gender nie będzie wprowadzone w Polsce. Obecnie może Konwencja Stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości może być inaczej. Kiedyś, gdy PO-PSL ratyfikowały konwencję, powiedziałem, że ten dokument ma jeden dobry zapis.

- Jaki?

- Jest tam punkt mówiący o tym, że Konwencję Stambulską można wypowiedzieć. Uważam, że ta niebezpieczna konwencja powinna być zastąpiona jakimś innym pozytywnym dokumentem międzynarodowym jak np. Konwencja o Prawach Rodziny. Taki sygnał z Polski mógłby pomóc także innym państwom wycofać się z Konwencji Stambulskiej.

- Sprawa Konwencji Stambulskiej jest bardzo ważna dla konserwatywnego elektoratu. Gdy była procedowana nawet politycy PO mieli wobec niej wiele zastrzeżeń. A jakie ma plany PiS wobec ochrony życia? Prezes PiS mówił przecież, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Projekt leży już drugą kadencje w Sejmie i nic.

- Cały czas czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

- .... Bardzo długo czekamy, bo już drugą kadencję. Pan był w grupie, która domagała się od Prezes TK zajęcia się tą sprawą. Niestety też nieskutecznie.

- Dlatego tuż po wyborach złożyliśmy nowy wniosek i czekamy. Jeżeli sprawa w Trybunale Konstytucyjnym znów będzie się przedłużać, to należy to zrobić ustawą sejmową i zająć się procedowaniem Zatrzymaj Aborcje.

- Wiem, że Pan Poseł nie jest odosobniony w swoich poglądach, bo wiem, że w PiS jest wielu polityków, dla których takie sprawy są ważne. Czy konserwatyści w PiS chcą się jakoś upodmiotowić? W jaki sposób chcecie przywrócić konserwatywną agendę w partii?

- Prawdą jest, że konserwatystów w PiS jest bardzo dużo. I teraz jest czas byśmy zaczęli upominać sie o wartości, z którymi szliśmy do wyborów... Ja mam przecież dzieci, które kiedyś zapytają mnie: Tato przez dwie kadencje byłeś w Sejmie i nie udało ci się zrealizować wszystkiego tego, na czym tak bardzo ci zależy? Co ty w tym sejmie przez 8 lat robiłeś?

- Takie najprostsze pytania są najtrudniejsze. To jak tata/poseł Uściński zamierza działać?

- I dlatego chciałbym uczynić wszystko, by móc kiedyś na takie pytania odpowiadać swoimi dziećmi nie tylko o moim zaangażowaniu w naprawę finansów publicznych czy wspieranie gospodarki, co oczywiście jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Chcę dzieci wychować w katolickich wartościach i powinienem pokazać im, że o te wartości potrafię skutecznie walczyć. Jestem też to winien moim wyborcom, Polakom, którzy tego ode mnie oczekują. Razem z kolegami i koleżankami musimy zadbać o to, by konserwatyzm w PiS był bardziej obecny i wyrazisty. Dostrzegam zagrożenie politycznej nie jakości i braku wyrazistości, a to odpycha ludzi o konserwatywnych poglądach.

- Rozumiem, że jesteście zniecierpliwieni. Czy w jakiś sposób zaczniecie skuteczniej działać?

- Rzeczywiście cierpliwość się kończy i chcemy działać, by postulaty konserwatywne były wreszcie realizowane. Oczywiście zostały zrealizowane programy jak 500+, dzięki któremu rodzi się więcej dzieci. Pewnie jakaś cześć z nich, gdyby nie 500+, zginęłaby w podziemiu aborcyjnym. A więc ten program też jest prolife. Jest jeszcze dobra ustawa „za życiem”. Nie jest tak, że nic rząd PiS nie zrobił, ale to ciągle zbyt mało. Są też inne postulaty, problemy jakich rozwiązania oczekują wyborcy konserwatywni. Naprawdę jest jeszcze dużo do zrobienia, i te tematy muszą znaleźć się w pracach rządu i parlamentu.

- Te postulaty są podnoszone prawie tylko dzięki mediom katolickim i konserwatywnym. Media publiczne i prorządowe nie zajmują się praktycznie tym tematem. Tam też nie widać tych posłów, którzy chcą bronić życia nienarodzonych. Z czego to wynika?

- Bardzo byśmy chcieli, by ten konserwatywny dyskurs ws. ochrony życia się w końcu pojawił. Temat jest ważny dla milionów Polaków i powinien pojawiać się w debacie publicznej, w filmach, serialach i różnych programach. Aby ten przekaz był skuteczny powinien trafić do tzw. popkultury, a takich działań zupełnie nie widzę. Temat pro-life jak najbardziej wpisuje się w misję mediów publicznych, bo przecież chodzi o życie najmniejszych Polaków.

- A druga strona nie próżnuje.

- Silne media liberalne i lewicowe cały czas robią swoje. Promują aborcję i pod tym kątem pracują nad nastrojami społecznymi, które mogą wychylić się w lewą stronę. Ten proces jest szkodliwy dla Polski i powinniśmy pracować nad tym, by ten kurs odwrócić.

- A dlaczego Pana Posła nie ma w TVP?

- Dobre pytanie, ale chyba nie do mnie....(śmiech). Jeszcze raz powtórzę, że konserwatyści powinni mieć głos w mediach publicznych. Przecież my reprezentujemy wyborców PiS, którzy zagłosowali na nas dlatego, że np. popieraliśmy obronę życia. Teraz powinniśmy mieć możliwość tej obrony nie tylko w mediach katolickich, ale także w publicznych.

- Nie boi się Pan, że zaszkodzi w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie, bo przecież prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że agenda konserwatywnej polityki może być podnoszona. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się, że podpisze ustawę zwiększającą ochronę życia, gdy ona tylko trafi na jego biurko. Dlatego ja zachęcam elektorat konserwatywny i swoich wyborców do głosowania na obecnego prezydenta. On jest jedynym liczącym się kandydatem, który będzie wspierał nasze postulaty konserwatywne. Andrzej Duda jest bowiem gwarantem tego, że nasze postulaty prolife i prorodzinne będą mogły być realizowane.

- Jesteśmy cały czas na wojnie kulturowej. Wojnie, w której cywilizacja życia walczy z cywilizacją śmierci. Oczywiście PiS zrobił wiele dobrych kroków, ale jest wielki niedosyt. Czy cywilizacja życia potrzebuje bardziej zdeterminowanych rycerzy na tej wojnie?

- Jako polityk rozumiem, że jesteśmy partią, która musi pozyskiwać elektorat i otwierać się na nowe grupy wyborców o różnej wrażliwości. Ale nie możemy osierocać elektoratu, dzięki któremu zdobyliśmy większość. Nie możemy zapominać o naszym trzonie, czyli elektoracie bardziej konserwatywnym. W zeszłej kadencji były poważne programy prorodzinne, naprawa finansów państwa i gospodarki, a teraz jest czas na sprawy podstawowe, których oczekuje od nas bardzo duża część naszych wyborców.

- Ale walka o cywilizację życia nie jest ważna tylko dla PiS, ale także dla Polski. Trwanie przy prawdziwych wartościach, to trwanie przy naszych korzeniach.

- W interesie naszym jest konserwatyzm, ochrona rodziny i życia. Polskość w różnych trudnych chwilach przetrwała dzięki rodzinie, przywiązaniu do Kościoła i wartości katolickich. Z tymi wartościami jako naród jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na zewnętrzne zagrożenia. Te wartości są kapitałem społecznym, który powinniśmy pielęgnować.

- Jeżeli nie postawimy sobie tych wartości za cel i nie określimy ich jako polską rację stanu, to popłyniemy tak jak Zachód w Europy w lewą stronę. Czy Piotr Uściński zgodzi się z taką diagnozą?

- Jestem daleki od twierdzeń, że Polska może uzyskać tylko wtedy sukces, gdy będzie wspierała Berlin. Polacy są zbyt dumnym narodem, by być kogoś wasalem i płynąć w głównym nurcie. My mamy swoją tożsamość, którą powinniśmy pielęgnować. Nie tylko powinniśmy zachować nasze wartości w Polsce, ale być także drogowskazem dla innych państw i wnosić nasze cenne wartości do Europy. Ten główny nurt genderowy prowadzi świat na manowce, a polską racją stanu jest przeciwstawienie się tej ideologii.

- Jednym słowem Pan Poseł jest obrońcą PiS. Dlaczego broni Pan partii przed drogą zachodniej chadecji.

- Nie możemy pójść drogą zachodniej chadecji, bo to byłoby przede wszystkim niedobre dla Polski. Przecież zachodni tzw. "konserwatyści" często realizują lewicowe postulaty. A po to powstał PiS i ja jestem po to w PiS-ie, by służyć Polsce i Polakom. Powinniśmy uczyć się na błędach zachodnich partii politycznych i nie popełniać ich błędów.

- Jeżeli PiS nie wróci do pryncypiów takich jak ochrona życia i ochrona rodziny, to wcześniej, czy później wejdzie na drogę partii Angeli Merkel. Takie kroki uczyniła już wiele lat temu Platforma Obywatelska. Czy PiS pójdzie po jej śladach?

- Niestety niektórym się wydaje, że jest to jedyna możliwa droga i nie ma alternatywy. Wskazują, że polskie społeczeństwo pójdzie drogą zachodnią, a klasa polityczna będzie za tymi nastrojami podążać. Jednak na tym polega racja stanu i prawdziwa polityka, czyli troska o wspólne dobro, by się takim trendom przeciwstawiać. Jeżeli wiemy, że ta droga jest dla Polski i Polaków zła, to róbmy wszystko, co możliwe, by ich z tej drogi zawrócić. Polską racją stanu nie jest upodobnianie się do Zachodu, a Polacy nie po to głosowali na PiS, by politycy tej partii popełniali wiele błędów swoich zachodnich kolegów. Platforma Obywatelska nie miała tyle siły by się temu trendowi przeciwstawić, a ja wierzę w to, że Prawo i Sprawiedliwość taką siłę w sobie ma.

CZYTAJ DALEJ

Abp Budzik: Chcemy zrobić inwentaryzację naszego życia diecezjalnego

2020-06-05 19:47

[ TEMATY ]

synod

Lublin

abp Stanisław Budzik

Paweł Wysoki

Członkowie synodalnej komisji misyjnej

- Chcemy zrobić sobie rachunek sumienia czy inwentaryzację tego, w jakim miejscu naszej wspólnej, archidiecezjalnej drogi się znajdujemy. Jakie zadania stawiają obecne czasy ludziom wierzącym i jaka jest nasza wierność Ewangelii – powiedział abp Stanisław Budzik. Metropolita lubelski wręczył nominacje członkom dwunastu komisji III Synodu Archidiecezji Lubelskiej. W prace zespołu są zaangażowani zarówno duchowni jak i świeccy.

Zwracając się do zgromadzonych, abp Stanisław Budzik zauważył, że choć trwająca pandemia uniemożliwiła uroczyste otwarcie Synodu to aktualna sytuacja pozwala na podjęcie pracy w małych grupach. – Postanowiliśmy zaprosić państwa i wręczyć nominacje tak, aby podjąć prace przygotowawcze. Tym samym, gdy nasz Synod się rozpocznie, jego obrady będą mogły przebiegać sprawniej i owocniej – mówił.

Metropolita lubelski przypomniał także znaczenie Synodu Diecezjalnego dla życia lokalnego Kościoła. – Chcemy zrobić sobie rachunek sumienia czy inwentaryzację tego, w jakim miejscu naszej wspólnej archidiecezjalnej drogi się znajdujemy. Jakie zadania stawiają obecne czasy ludziom wierzącym i jaka jest nasza wierność Ewangelii. Co nam dobrze wychodzi, z czym sobie radzimy, jakie mamy środki do dyspozycji, jak się sprawdzają te struktury, które funkcjonują w naszej Archidiecezji. Chcemy sprowokować rozmowy na temat tego jak funkcjonują nasze wspólnoty parafialne, poprzez te w dekanatach, aż do życia diecezjalnego – tłumaczył abp Budzik.

O zasadach prac komisji opowiedział ks. dr Adam Jaszcz, sekretarz Synodu. – Członkami zespołów są osoby, które mają doświadczenie danej dziedziny życia Kościoła.

Zespoły synodalne to nie tylko zespoły parafialne i dekanalne, mamy także zespoły na poziomie ruchów i stowarzyszeń jakie funkcjonują w naszej diecezji, swój zespół mają także księża seniorzy i alumni seminarium.
Zachęcamy, aby pierwsze spotkania miały charakter modlitewny z adoracją Najświętszego Sakramentu. Przed nami jest przygotowanie projektów uchwał synodalnych, które w przyszłości będą dokumentem roboczym dla ostatniej fazy synodu – mówił duchowny.

W skład wszystkich gremiów synodu zostali powołani księża, jak i świeccy. Wśród tematów prac komisji znalazły się zagadnienia takie jak: powołanie świeckich w Kościele, duchowość i posługa kapłańska, życie konsekrowane, liturgia, katechizacja i ewangelizacja, młodzież, rodzina, miłosierdzie, ekumenizm i dialog międzyreligijny, misje, dialog z kulturą oraz odpowiedzialność za dobra materialne.

Pierwszy Synod Diecezji Lubelskiej został zwołany przez biskupa Mariana Leona Fulmana. Odbywał się od 25 do 27 września 1928 r. Jego celem było uporządkowanie prawa diecezjalnego w oparciu o opublikowany wcześniej Kodeks Prawa Kanonicznego.

Przygotowane uprzednio projekty statutów synodalnych zostały odczytane i przedyskutowane na trzech sesjach publicznych w katedrze i podczas czterech zebrań ogólnych w seminarium duchownym. Statuty synodalne, podpisane przez biskupa Fulmana i opublikowane, zaczęły obowiązywać od 31 marca 1929 r.

Kolejny synod został zwołany przez bp. Bolesława Pylaka i przeprowadzony w latach 1977-1985. Przedmiotem jego obrad było osiem szerokich zagadnień z życia lokalnego Kościoła: przepowiadanie słowa Bożego, posługa katechetyczna, życie liturgiczne, kapłani diecezjalni, posługa instytutów zakonnych, apostolat świeckich, struktury duszpasterskie i działalność pastoralna. Mimo, że od jego zakończenia minęły 34 lata, dokumenty na nim uchwalone obowiązują nadal i wiele z nich nie straciło swej aktualności.

CZYTAJ DALEJ

Mateusz Morawiecki: Mam głęboką nadzieję, że część żołnierzy wycofywanych z Niemiec trafi do Polski.

2020-06-06 11:06
- Mam głęboką nadzieję, że część żołnierzy wycofywanych z Niemiec trafi do Polski - powiedział premier Morawiecki podczas porannej rozmowy w radiu RMF FM. Poruszono także m.in. temat wyborów, ataków na ministra Szumowskiego, inwestycji drogowych i handlu w niedzielę. Morawiecki na pytanie o doniesienia, że część amerykańskiego kontyngentu z Niemiec ma trafić do Polski odpowiedział, że ma głęboką nadzieję, że część żołnierzy wycofywanych z Niemiec trafi do Polski. Rozmowy na ten temat trwają. "Mam głęboką nadzieję, że w wyniku wielu rozmów, które odbyliśmy i poprzez pokazanie tego, jak solidnym partnerem jesteśmy w ramach NATO, że część tych żołnierzy stacjonujących dzisiaj w Niemczech i wycofywanych przez Stany Zjednoczone rzeczywiście trafi do Polski. Będzie to wzmocnienie wschodniej flanki NATO" – powiedział premier. Bezpieczeństwo Polski wzrasta. Jeszcze 4 lat temu w Polsce było 500 żołnierzy. Dzisiaj jest to blisko 5000 żołnierzy amerykańskich w Polsce. Premier odniósł się także do zarzutów, które pojawiły się pod adresem ministra Szumowskiego. - Mam pełne zaufanie do ministra Szumowskiego. To, że są ataki na niego wynika z tego, że po stronie opozycji była niezdrowa nadzieja, że u nas sytuacja epidemiczna będzie zła. To wszystko, co opozycja zarzuca ministrowi Szumowskiemu, okazało się całkowitą nieprawdą, to polityczna hucpa. I wiąże się ona z tym, że poradziliśmy sobie z pandemią. - ocenił. Morawiecki był też pytany o to, czy namówi Szumowskiego, by ten ujawnił swój majątek i majątek swojej żony. "Z całą mocą chcę jeszcze raz podkreślić, że to wszystko, co zarzucała opozycja ministrowi Szumowskiemu jest zupełną nieprawdą" - odpowiedział premier. Morawiecki przypomniał też, że ustawa dotycząca ujawniania majątków rodzin polityków jest w Trybunale Konstytucyjnym. "Jak będzie podstawa prawna, to to zrobimy - zapewnił Morawiecki. Na uwagę, że opozycja także wobec niego wysuwała żądanie, by ujawnił majątek swojej żony, Morawiecki powtórzył, że natychmiast jak tylko będzie podstawa prawna, to zostanie to ujawnione. Jednocześnie zaznaczył, że zarówno on, jak i minister Szumowski wypełnili oświadczenie majątkowe. - Jak będzie tylko podstawa prawna będziemy ujawniać wszystko. Nie ma tu nic do ukrycia. Oświadczenie majątkowe z panem ministrem (zdrowia) w pełni ujawniliśmy. - Agresja słowna w Sejmie jest czymś absolutnie niebywałym. Poziom agresji i prymitywne ataki są tak wielkie, że trzeba powiedzieć „dość”. - Osobą najbardziej atakowaną jest pan prezes Jarosław Kaczyński. Jest to wojna elit politycznych z człowiekiem, który walczył o los zwykłego człowieka.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję