Reklama

Bp Pikus: Relacje polsko-rosyjskie uzdrowić może modlitwa, post i jałmużna

2014-09-24 20:53

Macin Przeciszewski / Drohiczyn / KAI

Ks. Artur Płachno

O diecezji drohiczyńskiej jako miejscu pokojowego spotkania katolicyzmu z prawosławiem - mówi KAI bp drohiczyński Tadeusz Pikus. Mówi też o trudnościach w dalszym dialogu pomiędzy Kościołem katolickim w Polsce a Rosyjskim Kościołem Prawosławnym, gdyż ten ostatni nie cieszy się autonomią od państwa. Dodaje, że polsko-rosyjskie relacje może uzdrowić modlitwa, post i jałmużna.

KAI: Od 25 maja br. jest Ksiądz Biskup pasterzem diecezji drohiczyńskiej. To teren spotkania różnych kultur, tradycji historycznych i wyznaniowych. Jak to się dziś wyraża? A jak można tę specyfikę scharakteryzować okiem pasterza?

Bp Tadeusz Pikus: Nie jestem w stanie dokonać jakiejś oceny, gdyż jestem tu zbyt krótko. Tereny diecezji drohiczyńskiej są jednymi z najpiękniejszych w Polsce, niezwykłe jest też położenie samego Drohiczyna, na wysokiej skarpie nad Bugiem. Diecezja składa się głównie z małych miast i wsi. Jest to diecezja specyficznie rolnicza. Największym miastem jest Bielsk Podlaski. Diecezja zajmuje 8 tys. km kwadratowych, na których żyje ok. 300 tys. mieszkańców. Problemem jest stopniowe wyludnianie się tych terenów.
Warto też pamiętać, że Drohiczyn – choć dziś jest małych rozmiarów – jest jednym z niewielu miast w Polsce, w którym odbyła się koronacja królewska. W 1253 r. do Drohiczyna przybył legat papieski, abp Opizon, przywożąc dwie korony: jedna była przeznaczona dla księcia halickiego Daniela, a druga dla litewskiego księcia Mendoga. W tym grodzie nadbużańskim, w istniejącej już wtedy świątyni, arcybiskup Opizon koronował księcia Daniela na króla Rusi Halickiej. Uczynił to za pozwoleniem i w imieniu papieża Innocentego IV. Jeszcze przed koronacją książę Daniel złożył wyznanie wiary katolickiej, chociaż niektórzy pisarze przenoszą ten fakt na rok 1247. Dlatego mówi się, że unia drohiczyńska – choć nie była trwała – była próbą budowania zgodnego współistnienia ludzi różnych nacji, kultur i wyznań, wyprzedzając unię florencką czy krewską.
Drohiczyn został bardzo zniszczony podczas potopu szwedzkiego. Dzisiaj liczy 2,5 tys. mieszkańców, jest miastem pełnym uroku, odpoczywa tu wielu warszawiaków.
Na terenie diecezji jest dużo drewnianych kościołów. Są też stare sanktuaria, na ogół z XIV i XV w. Najważniejsze z nich to Miedzna, Ostrożany i Prostyń. Poza tym istnieje wiele znaczących miejsc kultu, noszących miano sanktuariów. Tworzy się szlak Jakubowy, odtwarzany przez powstałą w tym celu fundację Rycerzy Jakubowych. Należą doń bardzo poważni ludzie, np. z samorządu czy oświaty. Oprócz pielgrzymowania prowadzą oni formację duchową i intelektualną. Gdyby więc jakiś pielgrzym chciał wyruszyć do Composteli, mógłby ruszyć stąd.

- Diecezja drohiczyńska leży na terenie tzw. Ściany Wschodniej. Z jakimi problemami społecznymi spotyka się Ksiądz Biskup?

- Niestety, Podlasie, w tym diecezja drohiczyńska, bardzo się wyludnia. Ludzie wyjeżdżają stąd w poszukiwaniu pracy, a może i w celu poznania świata. Udają się do wielkich miast oraz zagranicę. Przykładowo, bardzo wielu naszych wiernych, szczególnie z okolic Siemiatycz, pracuje w Brukseli. Przyjeżdżają tu, ale tylko na wakacje lub święta. Dawniej wyjeżdżał mąż albo żona, a teraz zazwyczaj całe rodziny. Jest to bardzo niekorzystne z punktu widzenia demograficznej przyszłości. Odczuwany coraz większy brak ludzi młodych i aktywnych. Co gorsza, państwo niemal nic nie robi, aby ich tu zatrzymać. Nie ma rządowego planu zagospodarowania tych terenów. Powstaje w ten sposób rodzaj „skansenu”, który, owszem, będzie służyć do celów ekologicznych i wypoczynkowych, ale trzeba go odpowiednio zagospodarować. Wymaga to po pierwsze koncepcji, po drugie solidnych inwestycji.

- A jak ta sytuacja oddziałuje na duszpasterstwo?

- Liczba wiernych zmniejsza się, zaczynają przeważać ludzie w podeszłym wieku. To ma duży wpływ na duszpasterstwo, bo musi być ono inaczej sprofilowane, np. wprowadzając duszpasterstwo rodzin rozłączonych przez emigrację.

- A jakie ruchy młodzieżowe istnieją w diecezji?

- Rozwija się Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Budzi ono wśród młodych silne zainteresowania sprawami społecznymi, co łączą z formacją duchową. Przygotowuje ich do aktywnego udziału w życiu publicznym. Należy też wspomnieć o rozwijającym się duszpasterstwie rodzin, Kościele Domowym, Ruchu Światło-Życie – sporo, jak na te warunki, dzieci i młodzieży bierze udział w formacji prowadzonej przez cały rok.

- Wspominał Ksiądz Biskup o zmniejszającej się liczbie młodych, jak to odzwierciedla się w sferze powołań kapłańskich?

- W diecezjalnym seminarium jest obecnie 37 seminarzystów. W tym roku wstąpiło trzech. Mimo tego spadku, księży w diecezji jest dostateczna liczba, przynajmniej na razie. Nawet ok. 40 pracuje poza granicami diecezji, w różnych punktach świata. Jeśli księży będzie brakować, zawsze mogę któregoś poprosić o powrót.
Seminarium drohiczyńskie afiliowane jest do warszawskiego Papieskiego Wydziału Teologicznego św. Jana Chrzciciela. Nie mamy trudności z wykładowcami, gdyż jest tu ponad 30 doktorów, a duża część z nich kształciła się zagranicą. Jest też trzech samodzielnych pracowników naukowych.
Jeśli chodzi o zakony, to dosyć prężnym ośrodkiem są Serpelice nad Bugiem, gdzie posługuje Zakon Braci Mniejszych Kapucynów. Mocne jest Towarzystwo Salezjańskie w Sokołowie Podlaskim, które prowadzi, oprócz parafii, zespół szkół. Są jeszcze tzw. sercanie biali, którzy posługują w parafii Mielnik. Mamy też kilkanaście zgromadzeń żeńskich: albertynki, benedyktynki, dominikanki, felicjanki, karmelitanki, klaryski, loretanki, misjonarki św. Rodziny, ss. Opatrzności Bożej, salezjanki, sercanki, służki, urszulanki.

- Tereny diecezji drohiczyńskiej są terenami spotkania katolicyzmu i prawosławia. Czy współżycie to jest pokojowe, wolne od napięć?

- Statystyki podają, że mamy ponad 200 tys. katolików i ok. 80 tys. prawosławnych, a więc stanowią oni ok. 30 % ludności. Znajduje się tu klasztor i Góra Krzyży na Grabarce, która jest największym prawosławnym sanktuarium w Polsce. Wyznawcy prawosławia zamieszkują głównie wschodnią część diecezji, działa tu 50 prawosławnych parafii. W niektórych miastach, np. w Hajnówce, liczba prawosławnych sięga nawet 65 proc. Pozostają oni w jurysdykcji warszawsko-bielskiej metropolii prawosławnej, na czele której stoi metropolita Sawa, jak również – w części diecezji – prawosławnego abp. Abla z Lublina. Wśród prawosławnych są też Białorusini i Ukraińcy. Wierni obu Kościołów żyją pokojowo, nie ma napięć międzywyznaniowych czy narodowościowych.
Na poziomie hierarchów i duchowieństwa mamy wypracowany dobry model "modus vivendi". Jedna i druga strona ma świadomość, że jesteśmy Kościołami lokalnymi, a więc nie mamy wystarczających kompetencji do rozwiązywania problemów ogólnokościelnych, umożliwiających odbudowanie jedności obu Kościołów. To może nastąpić tylko na skutek dialogu pomiędzy Stolicą Apostolską z jednej strony, a z drugiej z działającymi "w jednym duchu" zwierzchnicy 15 autokefalicznych Kościołów prawosławnych. Kiedy więc spotykam się z prawosławnym metropolitą Sawą bądź z abp. Ablem, jasno mówimy, że naszym zadaniem – tu, na „dole” – jest szukanie pokojowego współistnienia oraz współpracy.

- Na czym konkretnie polega ta współpraca?

- Katolicy i prawosławni spotykają się z okazji ważnych uroczystości religijnych. 21 sierpnia wraz z biskupem seniorem Antonim Dydyczem zostaliśmy zaproszeni na poświęcenie cerkwi w Słochach Annopolskich pod Siemiatyczami. Przybyły tam relikwie św. Marii Magdaleny oraz fragment krzyża Chrystusowego z Góry Athos. Podczas uroczystości dokonano konsekracji nowo wybudowanej świątyni, a za jej patronkę wybrano właśnie św. Marię Magdalenę. Przyjęto nas bardzo życzliwie.
Byłem też w Bielsku Podlaskim na pikniku zorganizowanym przez parafię katolicką, gdzie przybyły zespoły prawosławne oraz wierni i duchowni z tego Kościoła. Wspólnie gotowano potrawy, śpiewano, a później odbywały się zawody sportowe. W przeciąganiu liny zwyciężyli katolicy, ale przegrali w piłkę nożną. Takie festyny – z udziałem katolików i prawosławnych – organizowane są w wielu miejscowościach. Tak więc jest wspólny udział, z zachowaniem własnej tradycji, w spotkaniach modlitewnych, w sprawowaniu sakramentaliów, w wymianie doświadczeń religijnych, w chrześcijańskim świadectwie wobec świata, w działalności charytatywnej, społecznej i kulturalnej oraz we wszelkich innych inicjatywach służących budowaniu lokalnych społeczności.

- Ksiądz Biskup jest znawcą prawosławia i był współautorem Wspólnego Przesłania do Narodów Polski i Rosji podpisanego w sierpniu 2012 r. w Warszawie. Co dalej z kościelnym dialogiem polsko-rosyjskim w obecnej sytuacji, po agresji rosyjskiej na Ukrainę?

- Praca ta i dokument pozostaną jako dobre i wartościowe wydarzenie o znaczeniu historycznym. Przecież było ono wyjątkowe w polsko-rosyjskiej historii. Natomiast trudno powiedzieć, czy coś z tego wyniknie. Powstanie tego przesłania było wynikiem woli działania i nadziei na dialog i porozumienie z naszej strony oraz z pewnego planu duszpastersko-politycznego rosyjskiego prawosławia.

- Jak ten plan można opisać?

- Wydaje mi się, że zarówno Kremlowi jak i Patriarchatowi Moskiewskiemu chodziło o to, by realizować pewne dobro rozumiane z własnego punktu widzenia. Chciałoby się wierzyć, że w konsekwencji chodzi tutaj o wypełnianie jak najskuteczniej misji powierzonej Kościołowi przez Chrystusa. Patriarchat Moskiewski – z racji swego wielkiego potencjału – jest liczącym się Kościołem w światowym prawosławiu. Mimo, że istnieje równość między zwierzchnikami poszczególnych Kościołów autokefalicznych, to jest świadomość, że ktoś musi przewodzić. I do tego coraz bardziej pretenduje Moskwa.

- Teoretycznie jednak taką rolę spełnia Patriarchat Ekumeniczny w Konstantynopolu?

- To prawda, ale tylko teoretycznie. Moskwie natomiast chodzi nie o teorię, ale o realia. A w sensie wielkości terytorialnej oraz liczby wiernych, najsilniejszym Kościołem prawosławnym na świecie jest Rosyjski Kościół Prawosławny. Z tego mogą wypływać takie roszczenia.
Prawosławnych, szczególnie tych spod znaku Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, charakteryzuje też silne poczucie misji, a towarzyszy temu przekonanie, że odrodzenie i uzdrowienie świata może przyjść ze strony prawosławia. Jest w tym swoisty mesjanizm. Słyszy się pojedyncze głosy duchownych, że jedynie Cerkiew zachowuje zdrowy nurt nauki chrześcijańskiej. Mają oni też poczucie, że wiara Kościoła prawosławnego wyrasta z nauki objawionej, wyrażonej przez Ojców Kościoła, a nieskażonej – jak katolicyzm – różnymi późniejszymi ideologiami, filozofiami itd. Ostatni uznawany przez prawosławie sobór przypada na 787 rok. Są oni przekonani, że wówczas wszystkie prawdy wiary zostały dostatecznie zdefiniowane i niczego nie trzeba do tego dodawać. Kościół katolicki – ich zdaniem – na swych soborach nie jest w stanie i nie tworzy nowych dogmatów wiary, lecz tzw. teologumeny. Pod tym słowem rozumieją pewne prawdy teologiczne, które można przyjmować lub nie, gdyż są niewiarygodne (a nawet błędne) i nie wnoszą nic do zasobów Objawienia.
I właśnie w tym kontekście trzeba spojrzeć na polsko-rosyjskie Wspólne Przesłanie z 2012 r. Zdaniem Patriarchatu Moskiewskiego, Rosyjski Kościół Prawosławny i Kościół katolicki w Polsce są jednymi z silniejszych i bardziej dynamicznych Kościołów w Europie, dlatego podpisane porozumienie może wpłynąć na przemiany społeczne w niektórych krajach. Chodziłoby o zbudowanie wspólnej bazy aksjologicznej opartej na chrześcijaństwie, z możliwością oddziaływania duchowego na innych, przede wszystkim tych, którzy mieszkają w Rosji i w Polsce. Aby stało się to możliwe, pierwszym krokiem – i to jest podkreślone w Przesłaniu – musi być wzajemne poznanie się. Kolejnym winno być tworzenie dzięki Kościołowi prawosławnemu pozytywnej opinii o Polakach i katolicyzmie, a dzięki Kościołowi katolickiemu o Rosjanach i prawosławiu. Obie strony Zespołu uznały, że nie są w stanie podjąć się wyjaśniania trudnej przeszłości. Dlatego postanowiono skoncentrować się głównie na teraźniejszości i przyszłości – historię zostawiając historykom.
Pracy Zespołu przyświecał wspólny cel – danie chrześcijańskiego świadectwa współczesnemu światu. Bo przecież, czy jesteśmy katolikami czy prawosławnymi, łączy nas pewna wspólna baza wartości chrześcijańskich, mianowicie wierność antropologii biblijnej przez uznanie przykazań Bożych i respektowanie prawa naturalnego. Wspólne świadectwo winno wyrażać się także w przeciwstawianiu się relatywizmowi religijnemu i moralnemu w tym rewolucji kulturowej, związanej z aborcją, manipulacją życiem, eksperymentami bioetycznymi, związkami homoseksualnymi, itp.

- Ale Putin przez agresję na Ukrainę skutecznie wyhamował ten dialog?

- Trzeba powiedzieć jasno, że Kościoły mogą prowadzić dialog i współpracę nawet w trudnej sytuacji politycznej czy międzypaństwowej, ale pod warunkiem, że cieszą się autonomią wobec państwa i są samodzielne. Rosyjski Kościół Prawosławny, ze swej potwierdzonej przez historię natury, nie tylko prowadzi lud do Boga, ale i troszczy się o tenże lud w jedności z władzą świecką. Natomiast Kościół katolicki troskę o los państwa dzieli nie z władzą, lecz z narodem. Te silne związki nadprzyrodzonej misji Kościoła z doczesnością sprawiły, że utrwaliły się schematy Rosjanin – prawosławny, Polak – katolik. Dzisiaj wydaje się, że Kościołowi katolickiemu w Polsce łatwiej jest zachować chrześcijański uniwersalizm i swobodniej może on prowadzić dialog międzywyznaniowy i międzynarodowy niż Rosyjski Kościół Prawosławny. Kościół ten jest bowiem przekonany, że wraz z władzą świecką bierze odpowiedzialność za naród rosyjski w wymiarze życia doczesnego i wiecznego.
Warto zauważyć, że – u schyłku trwającej przez 70 lat rewolucji komunistycznej – w Związku Radzieckim pojawiła się szansa na zbudowanie autonomii dla rosyjskiego prawosławia. W październiku 1990 r. – jeszcze za czasów ZSRR – zostało przyjęte liberalne prawo o wolności sumienia i organizacjach religijnych, wedle którego każdy mógł założyć własny Kościół. Ponieważ do tej pory zwalczano wszelką religię, to chcąc od tego uciec, wprowadzono prawo, gdzie wszystkie wyznania i religie są równe, a każdy może wyznawać wiarę, jaką sobie życzy. Odcięto władzę świecką od spraw duchowych, a każde wyznanie zyskało niezależność i autonomię.
Taki stopień wolności okazał się szybko niekorzystny do zachowania 1000-letniego statusu Kościoła prawosławnego w Rosji. Dlatego już po kilku latach w 1993 r. doszło do zmiany prawa, które uznało tylko cztery religie jako tradycyjne. Były to: prawosławie, islam, buddyzm i judaizm. Kościół prawosławny wyraźnie potrzebował wsparcia ze strony państwa, by odbudować swe dominium, zaś władza państwowa potrzebowała prawosławia, jako podstawowego ogniwa spajającego narodową tożsamość Rosjan. W takiej sytuacji szanse na autonomię tego Kościoła zostały znacznie zredukowane. Inne religie i wyznania musiały rejestrować się jako nowo powstające wspólnoty.

- I na skutek tych zmian prawosławie wróciło do swej tradycyjnej roli, także w sensie symbiozy z władzą świecką?

- Tak, gdyż dawna formuła sojuszu ołtarza z tronem wydała się być optymalna, zarówno z punktu widzenia tego Kościoła jak i państwa.

- Ale jak można dziś ocenić postawę rosyjskiego prawosławia w ciągu ostatnich miesięcy, szczególnie w sytuacji agresji Rosji na Ukrainę?

- Obecna sytuacja w Rosji i agresja na Ukrainę stawia rosyjskie prawosławie wobec olbrzymich problemów. Kiedyś zdarzało się, że duchowni chrześcijańscy wszystkich Kościołów, w imię sprawiedliwości, błogosławili - po każdej ze stron frontu - wojska idące na bój. Wydawało się, że jest to słuszne i Boże. Dzisiaj jest już inna świadomość. Kościoły dobrze zdają sobie sprawę, że wojny nie rozwiązują problemów. Tym bardziej trudno jest mówić o inwazyjnej wojnie jako o wojnie sprawiedliwej.
Złożoność sytuacji Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego pogłębia fakt, że Kościół ten jest masowo obecny na Ukrainie, bardziej może nawet niż w Federacji Rosyjskiej, pamiętając przy tym, że chrzest Rusi miał miejsce w Kijowie. A więc przy tej symbiozie Kreml - Patriarchat, pozycja Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego na Ukrainie jest bardzo problematyczna.

- Patriarcha Cyryl stałby się kimś wiarygodnym dla Ukraińców, gdyby otwarcie skrytykował rosyjską agresję na ten kraj. Tymczasem głosi on koncepcję „Ruskiego świata”, która służyć może jako uzasadnienie podporządkowania Rosji obcych terytoriów zamieszkiwanych przez prawosławnych.

- Jest w tym jakaś mesjańska myśl, która pobrzmiewa w wypowiedziach niektórych prawosławnych duchownych postrzegających prawosławie jako swego rodzaju arkę Noego, która uratuje świat, przed bałwochwalstwem i zdziczeniem moralnym. Nie jest to, oczywiście, nauka oficjalna, ale myśl o „zgniłym Zachodzie” nie jest obca wiernym prawosławnym. Dlatego Cerkiew głosi wciąż wspomnianą koncepcje „Ruskiego świata”, „świętej Rusi” jako rzekomej szansy na duchowe zjednoczenie wszystkich prawosławnych w obrębie świata słowiańskiego.

- Powróćmy do dialogu z Kościoła katolickiego w Polsce z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. Czy w tej sytuacji ma on sens, a jeśli tak, to w jaki sposób z naszej strony winien być prowadzony?

- Dla dialogu ekumenicznego nie ma alternatywy. Dążenie do jedności wpisuje się w nauczanie Chrystusa, który mówi uczniom swoim: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13,34). Tak więc jako chrześcijanie mamy być dziećmi światłości, i nie powinniśmy nikomu być nic dłużni – mówi Paweł apostoł – poza wzajemną miłością (por. Rz 13,8). Zatem sens prowadzenia dialogu istnieje zawsze, chociaż nie zawsze jest możliwy. Ze strony Kościoła katolickiego istnieje wciąż gotowość do dialogu i współpracy, niezależnie od sytuacji politycznej. My możemy sobie na to pozwolić, gdyż Kościół katolicki wydaje się bardziej samodzielny w myśleniu i w działaniu. Kiedy pracowaliśmy nad Wspólnym Przesłaniem, to abp Hilarion, zanim rozpoczęliśmy rozmowy, pytał nas, czy w tym zakresie współpracujemy bezpośrednio z rządem. Zdziwił się gdy odpowiedzieliśmy, że nie. Natomiast w ich sytuacji okazało się to konieczne. Podejrzewam więc, że dziś ze strony Patriarchatu Moskiewskiego nie ma takiej możliwości kontynuacji dialogu z Polską, gdyż, być może, trudno byłoby uzyskać poparcie wiernych prawosławnych, rosyjskiego państwa i jego prezydenta.
Natomiast jeśli chodzi o Kościół katolicki w Polsce, to uważam, że takie próby powinniśmy kontynuować w ramach autentycznego dialogu, bez domieszek polityki czy też pozorowanych działań. W obecnej dramatycznej sytuacji wojny na Ukrainie Kościoły chrześcijańskie powinny być zwiastunami Dobrej Nowiny i stróżami pokoju. Kościołom w Polsce i Kościołom w Rosji potrzebne są zatem: post, modlitwa i jałmużna w intencji pokoju, wzajemnego poszanowania oraz pojednania narodów. Tylko to może uzdrowić relacje polsko-rosyjskie i w tym duchu możemy się spotkać i budować dalsze relacje.

Tagi:
wywiad bp Tadeusz Pikus

Reklama

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Piotr Kołodziejski (KAI): Po wygranej w programie była nagrana płyta, a potem... decyzja o wstąpieniu do seminarium. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy lat?

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ingres do katedry drohiczyńskiej bp. Piotra Sawczuka

2019-07-20 12:05

moni / Drohiczyn (KAI)

W katedrze drohiczyńskiej 20 lipca 2019 r. rozpoczął się ingres do katedry drohiczyńskiej ks. biskupa Piotra Sawczuka. W uroczystości biorą udział licznie zgromadzeni duchowni, przedstawiciele władz i wierni.

episkopat.pl

Bp Piotr Sawczuk w uroczystej procesji został wprowadzony do kościoła katedralnego. W drzwiach katedry drohiczyńskiej biskup senior Tadeusz Pikus, prepozyt kapituły katedralnej oraz proboszcz parafii ks. Wiesław Niemyjski przywitali pasterza diecezji.

Zobacz zdjęcia: Ingres bp. Piotra Sawczuka

Przedstawiciel Nuncjatury Apostolskiej odczyta bullę nominacyjna papieża Franciszka, mocą której Piotr Sawczuk został powołany do posługi w diecezji drohiczyńskiej. Nowy pasterz Kościoła drohiczyńskiego otrzyma z rąk ks. arcybiskupa Salvatore Pennacchio, Nuncjusza Apostolskiego w Polsce, pastorał, który jest symbolem władzy pasterskiej w diecezji. Będzie to pastorał pierwszego biskupa drohiczyńskiego ks. bpa Władysława Jędruszuka. Istotnym momentem będzie uroczyste wprowadzenie na katedrę ks. Biskupa Piotra Sawczuka. Przedstawiciele duchowieństwa, kapituł kanonickich, osoby życia konsekrowanego, alumni Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie złożą przed nowym biskupem drohiczyńskim homagium, będące publicznym aktem czci, szacunku i chrześcijańskiego posłuszeństwa. Bp Piotr Sawczuk, dotychczasowy biskup pomocniczy diecezji siedleckiej, został mianowany przez Ojca Świętego Franciszka biskupem drohiczyńskim. Nowo powołany biskup będzie następcą przechodzącego ze względów zdrowotnych na wcześniejszą emeryturę bp. Tadeusza Pikusa.

- Ufam, że z Bożą pomocą potrafię udźwignąć brzemię odpowiedzialności za Kościół Drohiczyński i strzec duchowych skarbów, jakie ona ma – powiedział w homilii hierarcha.

Bp Piotr Sawczuk w uroczystej procesji został wprowadzony do kościoła katedralnego. W drzwiach katedry drohiczyńskiej biskup senior Tadeusz Pikus, prepozyt kapituły katedralnej ks. prał. Zbigniew Rostkowski oraz proboszcz parafii katedralnej ks. kan. Wiesław Niemyjski przywitali pasterza diecezji.

Przedstawiciel Nuncjatury Apostolskiej w Polsce odczytał bullę nominacyjną papieża Franciszka, na mocy której bp Piotr Sawczuk został powołany do posługi w diecezji drohiczyńskiej, po czym wręczył ją nowemu ordynariuszowi. Nowy biskup drohiczyński otrzymał z rąk abp. Salvatore Pennacchio, nuncjusza apostolskiego w Polsce pastorał, symbol władzy pasterskiej w diecezji. Jest to pastorał papieża Piusa XII ofiarowany pierwszemu biskupowi drohiczyńskiemu Władysławowi Jędruszukowi. Wymownym momentem ingresu było wprowadzenie bp Sawczuka na katedrę.

Następnie przedstawiciele duchowieństwa, kapituł kanonickich, osoby życia konsekrowanego, alumni Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie, władze samorządowe, ludzie oświaty i nauki, służby mundurowe, ruchy i stowarzyszenia oraz wierni reprezentowani przez rodzinę z Siemiatycz złożyli przed nowym biskupem drohiczyńskim homagium, będące publicznym aktem czci, szacunku i chrześcijańskiego posłuszeństwa.

- Urodziłem się na Podlasiu, a teraz przychodzę do Drohiczyna, który jest historyczną stolicą tego regionu. Ciągle wiec pozostaje w jego granicach - powiedział bp Sawczuk w homilii. Hierarcha wspomniał o ziemi podlaskiej, która, jak zauważył, ma swoją historię, tradycję, kulturę i piękno.

– Przed tym chwalebnym dziedzictwem trzeba chylić czoła i tak też czynię – podkreślił biskup. - Ufam, że z Bożą pomocą potrafię udźwignąć brzemię odpowiedzialności za Kościół drohiczyński i strzec duchowych skarbów, jakie ona ma. O to proszę i na to liczę, będąc wspierany przez dwóch biskupów: bp. Tadeusza Pikusa i bp. Antoniego Dydycza.

Dodał, że opierając się na ich modlitwie, myśli, trudzie, chce budować dalej. Podkreślił, że "wszyscy jesteśmy w jednym kościele Chrystusa, i na różne sposoby mamy przyczyniać się do jego wzrostu".

Jak zauważył bp Sawczuk, patrząc z Bożej perspektywy nie ma przecież wschodu, czy zachodu, centrum czy prowincji. - Panu Bogu jest jednakowo blisko do wszystkich – powiedział. Dodał, że z Bożego mandatu mamy mieszać się w życie świata, zabiegając jednocześnie o to by, się z nim nie zmieszać, by się z nim zbytnio nie spoufalić.

Życzenia nowemu biskupowi drohiczyńskiemu złożyli m.in. prezydent RP Andrzej Duda, w imieniu którego list gratulacyjny odczytał ks. kan. Zbigniew Kras, kapelan prezydenta, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki, metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda, a także przedstawiciele kościoła prawosławnego.

Bp Piotr Sawczuk, dotychczasowy biskup pomocniczy diecezji siedleckiej, został mianowany przez papieża Franciszka biskupem drohiczyńskim. Kanoniczne objęcie diecezji przez bp. Sawczuka odbyło się dzień wcześniej. Nowo powołany ordynariusz będzie następcą przechodzącego ze względów zdrowotnych na wcześniejszą emeryturę bp. Tadeusza Pikusa.

Bp Piotr Sawczuk urodził się 29 stycznia 1962 r. w Kornicy w woj. mazowieckim. 6 czerwca 1987 r. w katedrze siedleckiej otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Jana Mazura. Studia specjalistyczne w zakresie prawa kanonicznego na Wydziale Prawa Kanonicznego Akademii Teologii Katolickiej uwieńczył 27 czerwca 1996 r. obroną rozprawy doktorskiej.

W diecezji siedleckiej był od 1993 r. sędzią w Sądzie Biskupim. Wcześniej pełnił tam urząd notariusza. W latach 1996-2003 był notariuszem kurii diecezjalnej. Od 1 lipca 2003 był kanclerzem kurii diecezjalnej w Siedlcach, a od 7 listopada 2009 r. również wikariuszem generalnym. Wykładał prawo kanoniczne w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Siedleckiej im. Jana Pawła II oraz w Instytucie Teologicznym w Siedlcach. Ojciec Święty Benedykt XVI podniósł ks. kan. Piotra Sawczuka do godności Kapelana Jego Świątobliwości. Od 19 stycznia 2013 r. był biskupem pomocniczym diecezji siedleckiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katowice: Msza św. z okazji 100-lecia Policji Państwowej

2019-07-21 14:27

ks. sk / Katowice (KAI)

Metropolita katowicki przewodniczył Eucharystii z okazji 100-lecia Policji Państwowej w Katowicach. W homilii podkreślał, że Bóg uzdalnia człowieka do osiągnięcia zamierzonej przez Niego miary ludzkiej wielkości.

Ks. Paweł Kłys

Zwracając się do policjantów przypomniał, że ich służba ma „z natury głębokie znamiona troski o sprawiedliwość, zwłaszcza tę w wymiarze społecznym”. Zauważył, że muszą się oni zmagać z konkretnym złem, „które zapuszcza swe korzenie w człowieka, niszcząc w nim Boży obraz – piękna, prawdy i dobra”.

Metropolita katowicki zauważył, że policjanci do wypełniania swojej misji potrzebują „siły, której źródłem nie jest człowiek, ani regulaminy ale sam Bóg”. – Potrzeba Wam odwagi i wrażliwości, którą może wzbudzić tylko Ten, który sam będąc Bogiem i Człowiekiem doświadczył ludzkiego losu i zna wnętrze człowieka. Potrzeba Wam nadziei, ożywianej Bożą mocą, aby nie zwątpić, nie stracić sensu tej ważnej służby i aby samemu być odpornym na zło – stwierdził.

Przypominając początki tworzenia oddziałów policji przytoczył istotę działania tej służby polegającą na „zapewnieniu mieszkańcom wielonarodowej Rzeczypospolitej bezpieczeństwa, a w życiu publicznym właściwego porządku i społecznego ładu”.

Mówiąc o nauczaniu Kościoła i Papieży XX wieku zauważył, że Bóg niczego nie zabiera człowiekowi, który wybiera Go na swego Pana. – Przeciwnie! Bóg uzdalnia człowieka do osiągnięcia zamierzonej przez Niego miary ludzkiej wielkości, do podejmowania służby bliźniemu aż po heroiczną nieraz ofiarę z życia – mówił abp Skworc.

Arcybiskup nawiązał do roty przysięgi policjantów z 24 lipca 1919. Przypomniał, że na początku i na końcu odwołuje się ona do Boga. - On jest niejako pierwszą i ostatnią literą alfabetu policyjnej przysięgi i etosu policjanta. Tak właśnie służbę państwowej policji i policjantów postrzegali założyciele tej zasłużonej dla ojczyzny formacji – mówił abp Skworc.

Metropolita katowicki przypomniał także dramatyczną historię funkcjonariuszy policji na początku II wojny światowej. Przywołał rozstrzelanych w Kalininie (obecnie Twer) policjantów, których pochowano w Miednoje. – Jak wiemy spoczywa tam 6311 policjantów. Aż 1231 z nich służyło w Policji Województwa Śląskiego. Wielu z policjantów, którzy wpadli w ręce niemieckiego okupanta, zwłaszcza tych, którzy brali udział w akcji powstańczo-plebiscytowej na Górnym Śląsku, trafiło do obozów koncentracyjnych. Katowicki Oddział IPN szacuje, że spośród przeszło 3 tys. śląskich policjantów 80 procent nie przeżyło II wojny – powiedział.

Zwrócił także uwagę, że po 1945 wyrzucenie Boga z przysięgi milicji obywatelskiej nie przyniosło właściwego podejścia do bezpieczeństwa obywateli i porządku publicznego. - Milicja razem ze Służbą Bezpieczeństwa, jak dobrze o tym wiemy, stała się narzędziem opresji totalitarnego państwa, czego najjaskrawszym dowodem były morderstwa Polaków, którzy nie chcieli się poddać nowemu zniewoleniu swojej ojczyzny. Tragicznym potwierdzeniem tego stwierdzenia są krzyże (znak obecności Boga) – w Poznaniu, Gdańsku i Katowicach oraz inne ofiary stanu wojennego, w tym bł. ks. Jerzy Popiełuszko – mówił.

W Eucharystii wzięli udział przedstawiciele rządu, parlamentarzyści, władze samorządowe, ludzie świata nauki, służby mundurowe i harcerstwo.

Uczestnicy uroczystości udali się następnie na plac Bolesława Chrobrego, gdzie przy pomniku Józefa Piłsudskiego odbył się uroczysty apel podczas którego wręczone zostały ordery, odznaczenia oraz akty mianowania na wyższe stopnie policyjne. Całość zakończył koncert Orkiestry Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach poprzedzony defiladą oraz pokazem musztry.

Polska Policja została powołana do istnienia 24 lipca 1919 jako formacja służąca społeczeństwu i przeznaczona do ochrony bezpieczeństwa ludzi oraz do utrzymywania bezpieczeństwa publicznego i porządku publicznego. W swojej historii przechodziła liczne zmiany. Ostatnia reforma struktur miała miejsce w 1990.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem