Reklama

Felietony

Nagłówki premiera

Kiedyś mówiło się, że politykę robi się faktami, a emocje są tylko opakowaniem. Dziś bywa odwrotnie: opakowanie staje się treścią, a fakt ma się dopasować. Najlepszy dowód? Premier państwa, człowiek z gabinetem doradców, PR-owców i analityków, publicznie komunikuje obywatelom, że swoje oskarżenia wobec prezydenta buduje… na nagłówkach. Nie na stenogramie, nie na pełnym cytacie, nie na kontekście rozmowy – tylko na tym, co „poszło” w obieg.

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

A zarzuty padły poważne:„Prezydent Nawrocki oznajmił właśnie, że bliżej mu do rusofila i antysemity Brauna niż do mnie. Nigdy w to nie wątpiłem. A od dziś przynajmniej nikt nie może udawać, że jest inaczej” – zatweetował szef rządu, a pod jego wpisem internauci dopisali informację kontekstową w dwóch zdaniach: „premier Donald Tusk skłamał. W wywiadzie dla WP nic takiego z ust prezydenta Karola Nawrockiego nie padło”.

Tylko, że słowa poszły w świat, fake news stał się politycznym „faktem”, mimo iż w przytoczonej wypowiedzi prezydenta Karola Nawrockiego nie ma żadnej deklaracji „bliżej mi do Brauna”. Jest pragmatyczna odpowiedź na sztucznie ustawione pytanie: kto w tej chwili „szkodzi Polsce bardziej” z perspektywy realnej władzy i realnej możliwości współpracy. Nawrocki mówi o doświadczeniu z rządem, który istnieje i działa – i o skutkach jego polityki. To jest ocena bieżącej sytuacji i rządzącego premiera, nie kogoś (Brauna) kto u władzy nigdy nie był, nie jest to laurka dla kogokolwiek. W normalnym świecie to byłby koniec tematu: ktoś odpowiada, inni się z tym zgadzają albo nie, spór trwa na argumenty.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Świat nagłówków

Reklama

W tej przestrzeni spór przerabia się na moralny szantaż. Wystarczy jedno zdanie premiera w mediach społecznościowych i już rodzi się „prawda” alternatywna: prezydent rzekomo „wybrał rusofila i antysemitę”. I nawet jeśli pod spodem internauci dopisują kontekst, nawet jeśli każdy może sprawdzić cytat, mechanizm już ruszył. Kłamstwo ma przewagę startową: jest prostsze, bardziej jadowite, lepiej się klika.

Potem do gry wchodzi telewizja „w likwidacji” i cała ta operacja dostaje państwowy megafon. Kula śnieżna rośnie: prowadzący, goście, komentarze, paski, skróty. Nie po to, żeby zrozumieć, co prezydent naprawdę powiedział, tylko żeby przykleić etykietę, która ma się trzymać. To nowa metoda polityczna: nie wygrać sporu, tylko zagłuszyć go narracją. Osłabić, zniechęcić, obrzydzić – i najlepiej jeszcze wmówić widzom, że to oni „widzą prawdę”, bo widzieli ją w nagłówku.

Ten sam schemat widać w innej historii: pytaniu „co brał” – wybitnym w tytule artykułu o prof. Sławomirze Cenckiewiczu w „Gazecie Wyborczej”, świadomie napisanym tak, by brzmiało jak opowieść o jakimś prawie że ćpunie, a przy okazji zahaczającym o wrażliwe dane medyczne człowieka z obszaru bezpieczeństwa państwa. Nie chodzi o informację, tylko o skojarzenie. O to, żeby czytelnik nie miał czasu na odróżnianie „zażywał leki” od „brał”. Wystarczy cień, sugestia, brud na mankiecie.

I wtedy warto przypomnieć zdanie samego Donalda Tuska z czasów, gdy był w opozycji i oskarżał ministra Adama Niedzielskiego: o władzy, która chce kontrolować, „na co chorujemy”. Wtedy brzmiało to jak ostrzeżenie. Dziś brzmi jak opis praktyki tego obozu rządzącego: kontrola poprzez etykiety, poprzez emocjonalne skróty, poprzez wpychanie ludziom do głowy gotowych osądów i grzebanie w ich receptach.

A na końcu zostaje jeszcze jeden paradoks: kiedy w realnym życiu pojawiają się realne problemy – zdrowie, leki, limity badań, dostęp do operacji – polityczna energia idzie w stronę tematów zastępczych, gier tożsamościowych i „dyskryminacji pozytywnej” (to słowa minister Katarzyny Kotuli, tłumaczącej dlaczego dodaje się kobietom punkty za płeć w naukowych konkursach) jakby to ona była najpilniejszym priorytetem kraju. Starszy człowiek, który nie doczeka tomografii, ma się uśmiechać, bo ktoś mu wyjaśni, że to „postęp”? Tylko że uśmiech nie zastąpi rezonansu, a nagłówek nie zastąpi prawdy.

W demokracji precyzja słowa jest jak pas bezpieczeństwa: niewygodna, dopóki nie dojdzie do zderzenia. A my właśnie żyjemy w epoce, w której władza chwali się, że jeździ bez pasów – i jeszcze krzyczy na tych, którzy proszą, by wreszcie zapiąć.

2025-12-17 07:37

Oceń: +14 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ukryta agenda

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Lewicowe środowiska w Polsce i Europie lubią przedstawiać siebie jako niestrudzonych obrońców tolerancji, stawiając na piedestale hasła o równości, wolności i prawach mniejszości. Chętnie piętnują nietolerancję wobec żydów czy muzułmanów, co samo w sobie jest słuszne i godne pochwały. Problem pojawia się jednak, gdy mowa o chrześcijanach, a szczególnie o Kościele katolickim. Wobec tej okrutnej rzeczywistości milkną, a nawet zdarza się, że sami biorą udział w przejawach agresji wobec chrześcijaństwa.

Świetnym przykładem tego jest ostatnia debata w Parlamencie Europejskim. Szwedzka europosłanka Evin Incir grzmiała z mównicy o potrzebie walki z wrogością wobec muzułmanów i żydów. Nie ma wątpliwości, że każdy przejaw nienawiści zasługuje na potępienie. Problem w tym, że Incir, podobnie jak wielu jej lewicowych kolegów, całkowicie zignorowała kwestię chrześcijan – najbardziej prześladowanej grupy religijnej na świecie. Gdy polski europarlamentarzysta Bogdan Rzońca zwrócił jej uwagę na ten fakt, odpowiedziała w klasycznym stylu lewicowej retoryki – oskarżeniem o nienawiść. Jak to możliwe, że prosta prośba o równe traktowanie wywołała aż tak gwałtowną reakcję?
CZYTAJ DALEJ

Na pustyni ze Słowem Bożym – list pasterski metropolity warszawskiego na I niedzielę Wielkiego Postu

2026-02-22 11:27

[ TEMATY ]

Wielki Post

List Pasterski

Abp Adrian Galbas

archwwa.pl

Do wyjścia w czasie Wielkiego Postu na wewnętrzną pustynię - w większym skupieniu, milczeniu, na modlitwie i otwartości na Słowo Boże zachęca wiernych w czytanym dzisiaj w kościołach Archidiecezji Warszawskiej liście pasterskim abp Adrian Galbas.

Metropolita warszawski podkreśla, że aby stanąć na pustyni nie trzeba opuszczać swojego miejsca zamieszkania i donikąd wyjeżdżać. „Chodzi tu o pustynię wewnętrzną, na którą można się udać bez pakowania walizek i kupowania biletu”.
CZYTAJ DALEJ

Wybory 2027 (?). Pierwsze manewry

2026-02-22 20:24

[ TEMATY ]

polityka

wybory

Karol Porwich/Niedziela

Rozbicie Polski 2050 otworzyło perspektywę poważnego kryzysu politycznego, bowiem niezależnie od deklaracji obu zwaśnionych części tej formacji, sytuacja ta wprost godzi w stabilność Koalicji D. Tuska (KDT). Konsekwencją takiego stanu rzeczy mogą być (choć nie muszą) wcześniejsze wybory. Jednak niezależnie od tego, wydarzenie to pcha główne siły polityczne do szybszych decyzji związanych z przyjęciem określonej strategii udziału w wyborach.

Różne przymiarki trwały już od pewnego czasu i pod kątem testowania medialnego różnych scenariuszy Centrum Analiz Wyborczych (CAW) przeprowadziło symulacje potencjalnych wariantów.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję