Reklama

Niedziela Kielecka

Nowe nogi Gabrysi

Siedem lat temu nie mogła marzyć o tym, że będzie chodzić jak inne dzieci. Choroba sprawiła, że mała Gabrysia z Kamerunu poruszała się na kolanach, pomagając sobie rękami. Jej życie zmieniło się, gdy trafiła pod opiekę sióstr pasjonistek

Niedziela kielecka 16/2017, str. 6-7

[ TEMATY ]

misje

pomoc

Kamerun

Archiwum misji

Siostra Norberta, Gabrysia i Władysław Burzawa

Siostra Norberta, Gabrysia i Władysław Burzawa

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jedna z nich, s. Norberta z Polski postanowiła zmienić życie odrzuconego przez ojca dziecka. Szukając pomocy dla Gabrieli, znalazła lekarzy w Europie, którzy zechcieli przeprowadzić operację nóg dziewczynki. Potrzebne były tylko pieniądze na zabieg.

Dar żywej szopki

Reklama

Niespotykanym zrządzeniem losu, jej prośba o pomoc trafiła do mnie. Operacja miała kosztować tylko 6 tys. zł. Postanowiłem, że pieniądze zebrane podczas organizowanej przeze mnie co roku żywej szopki zostaną przekazane na leczenie dziecka. Przedstawiciele Lekarzy Bez Granic przylecieli do Kamerunu i przeprowadzili operację. Po miesiącach rehabilitacji dziewczynka założyła protezy i po raz pierwszy w życiu zaczęła chodzić, pomagając sobie kulami. To zmieniło jej życie. Od tego momentu minęło siedem lat. Gabrysia jest dorastającą dziewczynką, jej stare protezy już nie spełniały swojej funkcji. Dziecko zaczęło mieć problemy z biodrami, dlatego niestrudzona s. Norberta znowu szukała pomocy wśród ludzi dobrej woli. Znalazła ich w Stanach Zjednoczonych, dzięki ich hojności zostały zakupione nowe protezy, które kosztowały 60 tys. zł. Kwota niewyobrażalną dla mieszkańców Afryki. Gabrysia po nowe protezy potrzebowała przyjechać do Polski. I znów zaczęły się problemy z uzyskaniem pozwoleń, zakupem biletów i wyrobieniem paszportu. Potrzebne były pieniądze. Po raz kolejny pomogliśmy Gabrysi, przekazując s. Norbercie część pieniędzy zebranych podczas ubiegłorocznej żywej szopki. Na początku marca Gabrysia z s. Norbertą przyjechały do Polski.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Tu wszystko jest takie inne

Reklama

– Miałam ogromne trudności z przyjazdem – mówi siostra, na lotnisku nie chcieli nasz wpuścić do samolotu, pani z obsługi twierdziła, że chcę wywieźć Gabrysię z Kamerunu, mimo iż miałam wszystkie zezwolenia i potrzebne dokumenty potwierdzające wyjazd dziecka na leczenie, ale się udało – mówi z uśmiechem siostra. Odwiedziliśmy Gabrysię w domu sióstr pasjonistek w Warszawie. Siostry mieszkają w pobliżu świątyni Opatrzności Bożej na Wilanowie. S. Norberta nie ukrywa, że to wszystko, co do tej pory się udało, to właśnie dzięki Bożej Opatrzności. Widząc mnie i żonę oraz naszą rodzinę, Gabrysia uśmiecha się, jednak widać jej zakłopotanie. Co innego jest pisać do siebie listy, a co innego spotkać się twarzą w twarz. Jednak pierwsze lody zostają przełamane. Gdy rozmawiamy z s. Norbertą, Gabriela co chwilę przerywa i mówi: „Siostro, tłumacz mi, o czym mówią moi rodzice”. Gabrysia zwraca się do nas „mamo” i „tato”, ponieważ „zaadoptowaliśmy” ją siedem lat temu. Co roku wysyłamy pieniądze na jej utrzymanie i wykształcenie. Dziewczynka przysyła nam listy, informując nas, jak się czuje, i pisze o postępach w nauce, a na potwierdzenie tego przysyła ksero świadectwa ze szkoły. Jest bardzo inteligentna, ma dobre serce i mimo swojej niepełnosprawności i tylko jedenastu lat, pomaga w domu. Między innymi przyrządza posiłki. Co jedzą ludzie w Kamerunie? Ryż, maniok i gotowane liście miejscowych roślin, smak mięsa zna niewiele osób, a smaku ciasta nigdy nie poznali.

Tylko nie w porze suchej

Z każdą chwilą Gabrysia nabiera odwagi, śmieje się, żartuje i opowiada o sobie. Do żony mówi, że jest podobna do pani doktor z Kamerunu. – Czy ta pani doktor jest biała? – pyta żona. – Nie, ona jest czarna jak ja – mówi dziewczynka, śmiejąc się od ucha do ucha. Siostra zachęca dziewczynkę, aby próbowała ciasta, jednak ta wzbrania się. – Nie lubi słodkich wypieków – pytamy zdziwieni. – Ona nie zna smaku ciasta, nigdy nie widziała sera, a co dopiero sernika polanego czekoladą – wyjaśnia nam s. Norberta. – Ludzie w Polsce często mi mówią: „wiemy, jakie tam w Afryce są realia”. – Otóż nie, mieszkańcy Polski nie zdają sobie sprawy z warunków, jakie panują na Czarnym Lądzie, ich wiedza pochodzi z filmów przyrodniczych i krótkich migawek w wiadomościach. Aby poznać warunki życia w Afryce, trzeba tam zamieszkać choć na kilka tygodni – podkreśla. – Kiedy przyjedziecie do mnie, tato i mamo, do Kamerunu? – pyta Gabrysia. – Tylko nie przyjeżdżajcie w porze suchej, bo będziecie codziennie brązowi od kurzu – mówi z uśmiechem. – To będziemy się myć – odpowiadam. – Ale woda u nas też jest brązowa – dodaje Gabrysia. S. Norberta potwierdza: – Rzeczywiście, nie mamy dostępu do czystej wody, mamy tylko rdzawą ciecz.

Reklama

– Żeby coś sobie ugotować, umyć się musimy przywozić wodę z odległych miejsc – wyjaśnia Siostra. – Szkoda, że nie zrobiono mi zdjęcia dziesięć lat temu, to by pan porównał, o ile wydłużyły mi się ręce od noszenia baniek z wodą – śmieje się Siostra. Brak wody to jeden z największych problemów. Dzieci zamiast uczyć się, wysyłane są po wodę. Pijąc brudną wodę, często chorują i umierają. Marzeniem siostry jest wybudowanie studni.

Potrzebna studnia

Koszt budowy studni w Kamerunie to około 65 tys. zł. Aby dotrzeć do czystej wody, trzeba wywiercić w granitowej skale otwór na głębokość przeszło 80 m. To olbrzymie przedsięwzięcie. Siostra korzystając z tego, że jest w Warszawie, szukała pomocy w kilku fundacjach budujących studnie w Afryce i Azji. Tylko w jednej otrzymała ustne zapewnienie, że pomogą, ale dadzą najwyżej połowę pieniędzy – skąd wziąć resztę? Gdy siostra dowiaduje się, że dzięki hojności kielczan wybudowane zostały trzy studnie w Afryce, milknie. – Jak to? – pyta. Opowiadam o projekcie „Makulatura na Misje”, o tym, jak mieszkańcy Kielc i całej diecezji zbierają makulaturę, którą sprzedajemy, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczamy na budowę studni. Obiecuję, że pomożemy, chociaż potrzebna kwota jest olbrzymia, a kilogram makulatury to tylko 15 groszy.

Zostanie dyrektorką szkoły

Gabrysia z s. Norbertą będzie w Polsce do początku maja. Dziecko chodzi jeszcze na rehabilitację, protezy są „dostrajane” do jej potrzeb. – Są nowoczesne i bardzo drogie, ale proszę popatrzeć na te stare – mówi siostra, pokazując protezy. Wyglądają, jakby były wykonane w średniowieczu, zapinane są metalową klamrą na pas. Są ciężkie i nieporęczne, zastanawiamy się, jak dziecko mogło w nich chodzić. Do nowych Gabrysia musi się przyzwyczaić, już się dwa razy przewróciła, ale nie poddaje się, chodzi coraz lepiej, jest wyprostowana i zadowolona. Chciałaby ładnie chodzić, bo ostatnio spotkała ją przykrość. Mama uszyła jej piękną sukienkę na miejscową paradę. Dzieci długo ćwiczyły. – Na dzień przed świętem pani nauczycielka powiedziała mi, że nie pójdę na paradę, bo opóźniam pochód. Tato, jak będę duża – zwróciła się do mnie Gabrysia – to zostanę dyrektorką szkoły, w której będą się uczyć niepełnosprawne dzieci i wszystkie będą chodzić na parady.

Długo żegnaliśmy się z Gabrysią, wymieniliśmy prezenty. Pięknie wygląda w nowych sukienkach. Ona też przywiozła dla nas prezent z Kamerunu, orzeszki ziemne, które mama zasmażyła w cukrze, to taki ich najlepszy podarunek od serca.

2017-04-11 10:22

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Parafia pw. Chrystusa Dobrego Pasterza w Szczecinie na os. Bukowym

W sobotę 15 września br., kontynuując swoją peregrynację przez parafie archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, kopia najstarszego Krzyża na Pomorzu Zachodnim dotarła do parafii pw. Chrystusa Dobrego Pasterza, położonej na os. Bukowym w Szczecinie. Zatem rozpoczęło się jego nawiedzenie w dekanacie Szczecin-Słoneczne, który obejmuje 9 parafii położonych w prawobrzeżnej części miasta. Parafia pw. Chrystusa Dobrego Pasterza jest wśród nich najmłodsza. Została erygowana 20 sierpnia 1998 r., swoim obszarem obejmując zachodnią część os. Bukowego, zamieszkałą przez ponad 4200 mieszkańców. Od jej powstania posługę proboszcza pełni w niej ks. prał. Andrzej Pastuszak. Przyszło mu zmierzyć się z zadaniem wzniesienia od podstaw kościoła parafialnego. Wywiązał się z niego znakomicie, zaprojektowana przez inż. arch. Annę Zaniewską świątynia wybudowana została w latach 2000-2005. Kościół dobrze wpisuje się w krajobraz okolicznych domów mieszkalnych. Prof. Czesław Dźwigaj z Krakowa jest autorem całości wyposażenia wnętrza. W kościele zwraca uwagę wykonany z metalu ołtarz główny z postacią Chrystusa Dobrego Pasterza stojącego na dziobie łodzi, witraże oraz pełne treści cztery wejściowe drzwi z wykonane z brązu. Przed kościołem znajduje się pomnik bł. Jana Pawła II w oryginalnym przedstawieniu. Ojciec Święty klęczy w otwartych Drzwiach Świętych Bazyliki św. Piotra, gdy zainaugurował Wielki Jubileusz Roku 2000. Wkrótce oddana zostanie do użytku plebania. 9 września br., w niedzielę poprzedzającą przybycie Krzyża, podczas wszystkich Mszy św. nauki przygotowujące głosił dominikanin o. Tomasz Alexiewicz, który podjął się prowadzenia misji. Misyjny Krzyż wprowadził do parafii ks. dr Piotr Skiba w asyście ks. dziekana kan. Józefa Filipka i ks. kan. Emanuela Lose. - Postanowiłem wypełnić siedem dni w najprostszy i zarazem ewangeliczny sposób - relacjonuje o. Tomasz pytany o program nauk. - Ewangelia jest prosta, katechezy Jezusa wypowiedziane są najprostszym językiem. Ponieważ są to „Misje u stóp Krzyża”, rozważania oparłem na siedmiu wypowiedziach Jezusa z krzyża, oraz pokazałem postaci, które Ewangelia ukazuje pod krzyżem. Postanowiłem także zaprosić na wieczorne nabożeństwa i modlitwę uwielbienia członków Stowarzyszenia „Przymierze Miłosierdzia”, którzy od niedawna mają swoją grupę w Szczecinie, a którą współprowadzę. Uczę się od nich odwagi wychodzenia z Najświętszym Sakramentem do ludzi. Podczas czterech wieczorów na nabożeństwach zaproszeni przedstawiciele Przymierza Rodzin prowadzili modlitwę uwielbienia. Ci młodzi ludzie zostali zaproszeni, by dawać świadectwo życia. Bez świadectwa przepowiadanie jest tylko czczym gadaniem. Takie świadectwo złożyły Ana i Paula, Brazylijki. „Przymierze” właśnie tam ma swój początek. Powstało w Roku Miłosierdzia (2000) w Sao Paulo, by głosić Ewangelię najuboższym mieszkańcom faweli brazylijskich. Paula opowiedziała historię Nivaldo, jednego z braci wspólnoty, który oddał życie, chcąc ratować młodego narkomana. Chciałbym podkreślić także udział dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 74 im. Stanisława Grońskiego. Do Krzyża Chrystusowego prowadziły uczniów katechetki Anna Galant i Emilia Stankiewicz. I one mogły pokłonić się Krzyżowi, i otrzymać błogosławieństwo z przyłożeniem monstrancji do serca. Starałem się uczestniczyć w całości „Misji u stóp Krzyża”, nie tylko z obowiązku reportera, ale jako mieszkaniec tej parafii. Myślę, że dla ogromnej liczby uczestników misji różne formy bliskości Najświętszego Sakramentu były nowym doświadczeniem. Monstrancja była przykładana do serca, położenie ręki na repozytorium (miejsce umieszczenia Hostii), otaczanie przez wiernych ołtarza z wystawioną monstrancją, przejście przez kościół z błogosławieniem obecnych, wszystkie te zbliżenia do Pana Jezusa Eucharystycznego były przeżyte bardzo emocjonalnie. Oby to owocowało także świadomością wielkości Miłosierdzia Bożego, którą w swych rozważaniach i modlitwach z mocą podkreślał o. Tomasz. W piątek 21 września pod pomnikiem Ojca Świętego Krzyż przekazany został kolejnej parafii - pw. św. Jadwigi Królowej (Szczecin-Kijewo).
CZYTAJ DALEJ

Kraków wybrał nowego prezydenta

2026-10-11 21:01

Adobe Stock

Łukasz Gibała z wynikiem 61 proc. wygrywa przedterminowe wybory prezydenta Krakowa; Monika Piątkowska - 39 proc.

Łukasz Gibała wygrał przedterminowe wybory prezydenta Krakowa z wynikiem 61 proc. – wynika z sondażu exit poll przeprowadzonego przez Ipsos dla TVP, TVN i Polsatu. Zgodnie z badaniem jego kontrkandydatka senator Monika Piątkowska zdobyła 39 proc. głosów. Frekwencja wyniosła 44,7 proc. - podał Ipsos.
CZYTAJ DALEJ

Ewangelizacja bez Internetu. Jak bł. Honorat Koźmiński docierał do ludzi?

2026-10-12 20:35

[ TEMATY ]

bł. Honorat Koźmiński

diecezja.waw.pl

Bł. Honorat Koźmiński

Bł. Honorat Koźmiński

Dziś, aby podzielić się treścią religijną, wystarczy nagrać krótki film, opublikować post albo przygotować podcast. Internet daje możliwości, o których jeszcze kilkadziesiąt lat temu trudno było marzyć. Ewangelizacja nie zaczęła się jednak wraz z rozwojem nowych technologii. W XIX wieku, w zupełnie innych warunkach, swoją misję prowadził bł. Honorat Koźmiński. Nie miał do dyspozycji mediów społecznościowych, a mimo to potrafił docierać do ludzi i pomagać im odkrywać powołanie.

Działalność Honorata przypadła na czas zaborów, kiedy władze carskie ograniczały swobodę życia religijnego, a po kasacie wielu klasztorów życie zakonne w Królestwie Polskim znalazło się w trudnej sytuacji. W takich okolicznościach kapucyn szukał sposobów, by nadal służyć ludziom.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję