Reklama

Wiadomości

Prowadził Polskę ku prawdzie

Zmarł wielki Polak, który prowadził Polskę ku prawdzie. Autor kilkudziesięciu filmów dokumentalnych i kilkunastu fabularnych – kilka z nich uhonorowano najwyższymi laurami na międzynarodowych festiwalach, m.in. w San Remo, San Sebastián. W 2011r. w Montrealu otrzymał niezwykle prestiżową nagrodę FIPRESCI, przyznaną mu przez krytyków filmowych za film „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”

Niedziela Ogólnopolska 8/2018, str. 40-41

[ TEMATY ]

artysta

Mateusz Wyrwich

Antoni Krauze podczas codziennego spaceru na swoim ulubionym osiedlu Służew nad Dolinką

Antoni Krauze podczas codziennego spaceru na swoim ulubionym osiedlu Służew nad Dolinką

Zapamiętam pana Antoniego siedzącego wraz z żoną w piątej albo czwartej ławce kościoła dominikańskiej parafii pw. św. Dominika w Warszawie – nigdy nie chciał siedzieć w pierwszej, bo, jak powiadał, nie zasługiwał. Rozmodlony, zasłuchany w kazania i śpiew dominikańskiej scholi na coniedzielnych „czternastkowych” Mszach św. Czasami podchodził do chóru, dziękował. Pokornie. Z delikatnym uśmiechem.

Przez ponad czterdzieści lat był mieszkańcem warszawskiego osiedla Służew nad Dolinką w dzielnicy Mokotów. Również przez lata – bywalcem kawiarni nieopodal stacji metra. Spotykał się tam ze znajomymi i kolegami. W tym samym ciągu budynków miał także swoją ostatnią montażownię – montażownię swojego ostatniego filmu „Smoleńsk”.

Patriotyczno-artystyczne inspiracje

Urodził się w Warszawie czasu wojny. Mieszkał z rodzicami i rodzeństwem w jednym z najpiękniejszych punktów miasta – na rogu Królewskiej i Marszałkowskiej. Jak mówił, po wojnie jego świadomość patriotyczną ukształtowali rodzice, stryj Robert Krauze z batalionu „Parasol” i Radio Wolna Europa. Niewątpliwy wpływ na jego gust artystyczny miał Marian Hemar, jednak – co Antoni Krauze często podkreślał – największy wpływ na jego plastyczne postrzeganie miała pierwsza zapamiętana scena czasu wojny. Scena tragiczna, bo kojarząca się z płonącą Warszawą, w jego pamięć zapadła jednak jako jeden z najpiękniejszych obrazów. Mówił: – To będzie dominowało w całym moim życiu artystycznym.

Ta dramatyczna siła kolorów palącego się miasta pchnęła młodego chłopaka do szkoły plastycznej. Później – na Akademię Sztuk Pięknych. Jednak ta ostatnia, jak wspominał, nie zapisała ważnej karty w jego życiorysie. Ogromny wpływ na twórczość Antoniego Krauzego miała natomiast współpraca z dwutygodnikiem literackim „Współczesność”, w którym publikował swoje wiersze. Jak mówił, właśnie to środowisko stało się dla niego kolejną szkołą patrzenia na świat. Poznał tam wówczas autorytet pokolenia – Stanisława Grochowiaka, również artystów tej miary, co Miron Białoszewski, Zbigniew Herbert, Ernest Bryll, Marek Nowakowski. Ale największy wpływ na młodego adepta sztuki miał warszawski Studencki Teatr Satyryków, dzięki któremu mógł na nowo spojrzeć na peerelowskie otoczenie. Krauze podpatrywał w teatrze opowiadanie obrazami i postanowił przenosić to, co się działo wokół, na rzeczywistość filmową. Inspiracją dla niego stało się też nowe włoskie i skandynawskie kino: Antonioni, Fellini, Visconti, Bergman, Widerberg. Wybrał więc studia w łódzkiej Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej. Gdy kończył je w drugiej połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, był nieco rozczarowany.

Reklama

– Miałem wrażenie, że najlepszy czas szkoły już minął – stwierdził.

Zdziwienie cenzora

Apetyt na film rozbudziła w Antonim Krauzem obecność w znakomitym zespole filmowym „TOR” pod kierownictwem Stanisława Różewicza. Zadebiutował filmem „Monidło” – wysmakowanym i wieloznacznym obrazem telewizyjnym, który zdobył wiele nagród i otworzył artyście drogę do wielkiej kariery. Potem był film „Meta” według prozy Marka Nowakowskiego. „Zbyt śmiały” jak na 1971 r. – film ten zamknął drzwi do reżyserskiej kariery Krauzego. Cenzorzy byli wręcz zdziwieni, jak taki obraz mógł powstać w głowie „socjalistycznego twórcy”.

– Kiedy skończył się seans i zapalono światło, wszystko się wyjaśniło. Towarzysz Stefański, wiceprezes telewizji, powiedział do szefa cenzury, ni to pytając, ni to stwierdzając: „No, towarzyszu dyrektorze, prawda, że nie możemy puścić tego filmu?” – wspominał przed laty dla „Niedzieli” Antoni Krauze. Film przeleżał na półkach 10 lat. Taka decyzja cenzorów eliminowała z kina „nieideowo” myślących twórców. Wtedy jednak ujęli się za Krauzem reżyser Wanda Jakubowska, osoba niezwykle wpływowa, oraz Stanisław Różewicz. To sprawiło, że Antoni Krauze nie znalazł się poza kinem. Mógł zrealizować jeden z ważniejszych filmów w polskim kinie – „Palec Boży”, za który dostał Nagrodę im. Andrzeja Munka.

Reklama

Największa nagroda

Kolejna produkcja artysty nie wzbudziła jednak uznania partyjnych decydentów. Dla „poprawienia się” Krauze dostał prawo do przeniesienia na ekran prozy PZPR-owskiego pisarza Zbigniewa Safjana. Z przeciętnego kryminału wyreżyserował obraz „niepryncypialny ideologicznie”, jak napisał cenzor. I choć „Strach” otrzymał nagrodę za reżyserię w San Sebastián, do szerokiej dystrybucji nie został dopuszczony. Kolejny film Krauzego stał się więc „półkownikiem”, jednak nagroda w San Sebastián bardzo reżyserowi pomogła. Partyjne kierownictwo kinematografii nie mogło już tak łatwo zamknąć artysty „na półkach”. Z czasem Antoni Krauze rozpoczął wieloletnią współpracę z telewizją, przez twórców kina na ogół pogardzaną. On jednak, choć otrzymywał liczne wyróżnienia i nagrody, za największą nagrodę uznał wybór Karola Wojtyły na papieża, a także powstanie Solidarności.

Krauzego widzenie naszych spraw

– Wybór Jana Pawła II stał się powodem mojego powrotu do Kościoła – powiedział „Niedzieli” przed laty reżyser. – Zbyt wcześnie podjąłem samodzielne życie i wcześnie odstąpiłem od życia religijnego, choć moja rodzina była bardzo wierząca. Wybór Jana Pawła II był dla mnie nieprawdopodobnym wydarzeniem. Do dziś nie mam żadnych wątpliwości, że modlitwa Jana Pawła II do Ducha Świętego na placu Zwycięstwa w Warszawie to był początek wszystkiego, co dobre dla Polski. Nie byłoby przecież Solidarności bez działania Ducha Świętego. Nie byłoby naszej odwagi. W komunizmie w każdej chwili każdy człowiek mógł zostać aresztowany, zabity. Ale wtedy, po tej modlitwie, myśmy już przestali się bać. Choć może... niestety, jeszcze nie wszyscy i nie zawsze. Podczas pracy nad filmem „Smoleńsk” spotykałem się z ludźmi, którzy się wszystkiego bali. Oni bali się nawet prawdy... Czy nam wtedy, w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, przyszło do głowy, że nie chcemy poznać prawdy? Nie! Pewien szanowany przeze mnie aktor powiedział mi niedawno, że on się boi wystąpić w filmie „Smoleńsk”, bo może się okazać, iż zamach to prawda. I co wtedy...? Sądziłem, że immanentną cechą każdego człowieka jest chęć poznania prawdy. Że jest nam potrzebna jak powietrze do życia. Okazuje się, że dzisiaj, mimo iż nic wielkiego nikomu nie grozi poza utratą jakichś apanaży, zerwaniem kontaktów z innymi ludźmi – niektórzy rezygnują z prawdy. Do dzisiaj mi się to w głowie nie mieści... Jest rok 2014. Czy Polska jest dzisiaj wolna, czy nie? Niestety, uważam, że współcześnie władza terroryzuje ludzi psychicznie, szczególnie tych, którzy myślą inaczej niż ona. Jaki jest dzisiaj ten nasz, mój kraj? To przecież wciąż jeszcze Polska nierozliczonych zbrodni i różnego rodzaju współczesnych przestępstw, które wymagają rozliczenia. Jeżeli więc przyszłe pokolenia chcą, żeby Polska zmieniła się w wolną, lepszą, to muszą rozliczyć zbrodnie. Tu już nie chodzi o to, by tych starych komunistów wsadzać do więzienia, ale by sąd powiedział, że to była zbrodnia i powinna być kara. Bo nie może być tak, że ludzie dokonują strasznych zbrodni i w ogóle nawet nie usłyszą od nikogo, iż są za nie odpowiedzialni. Zło trzeba nazwać złem, bo bez tego nie ma życia. Ale czy my chcemy poznać prawdę...

Taki był Antoni Krauze, takiego będziemy go pamiętać.

2018-02-21 10:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Malowanie jest dla mnie modlitwą i odpoczynkiem

Niedziela rzeszowska 51/2015, str. 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

artysta

Marian Salwik

Kazimiera Zagroba na tle swoich prac w czasie wystawy autorskiej w Ośrodku Kultury w Cmolasie

Kazimiera Zagroba na tle swoich prac w czasie wystawy autorskiej w Ośrodku Kultury w Cmolasie

O pasji, rodzinie, miłości do świata z Kazimierą Zagrobą z Cmolasu, artystką ludową, matką dziewięciorga dzieci, rozmawia Dorota Zańko

DOROTA ZAŃKO: – Pierwszy obraz namalowała Pani w wieku 60 lat. Dlaczego tak późno?

CZYTAJ DALEJ

Recepta na trudną miłość

2023-01-29 23:11

[ TEMATY ]

Częstochowa

Jacek Pulikowski

Szkoła Nazaretu

Maciej Orman/Niedziela

Jacek Pulikowski z żoną Jadwigą

Jacek Pulikowski z żoną Jadwigą

– Jedynym źródłem szczęścia na ziemi jest relacja miłości – powiedział dr Jacek Pulikowski, od wielu lat zaangażowany w działalność duszpasterstwa rodzin i poradnictwo rodzinne. 29 stycznia w Archidiecezjalnym Ośrodku Duszpasterstwa Rodzin Nazaret w Częstochowie, w ramach Szkoły Nazaretu wygłosił konferencję nt. „Jak wyjść z kryzysu i wygrać trudne małżeństwo?”.

Dr Pulikowski przestrzegał mężczyzn przed podporządkowaniem życia „działaniom, firmom, jakimkolwiek sukcesom”. – Jest jedno źródło szczęścia: relacja między istotą obdarzoną wymiarem duchowym a drugą istotą obdarzoną wymiarem duchowym – zaznaczył.

CZYTAJ DALEJ

Abp Ryś: problemem wielu wiernych może być zbytnie przywiązanie do przeszłości

2023-01-30 12:22

[ TEMATY ]

abp Grzegorz Ryś

Ks. Paweł Kłys

Abp Grzegorz Ryś

Abp Grzegorz Ryś

Abp Grzegorz Ryś odprawił dziś Eucharystię z okazji trzydziestej rocznicy erygowania kaplicy w siedzibie Caritas Diecezji Łódzkiej. W kwietniu 1990 roku, kiedy reaktywowano Caritas Diecezji Łódzkiej, rozpoczęto starania o odzyskanie budynku przy ulicy Gdańskiej 111. Obiekt został kupiony przez biskupa Tymienieckiego w 1926 roku, a następnie zagarnięty, przez władze państwowe w 1950 roku. Budynek, który stał się siedzibą Caritas, odzyskano w 1991 roku. Po generalnym remoncie w 1993 roku utworzono w nim kaplicę, której patronem został bł. o. Rafał Chyliński z Łagiewnik.

W homilii metropolita łódzki odwołując się do Ewangelii, podkreślił, że problemem wielu wiernych może być zbytnie przywiązanie do przeszłości. - Bywa, że jesteśmy tak zanurzeni w przeszłości, że chcielibyśmy w niej mieszkać. Takie podejście wyrywa nas z miejsca, gdzie powinniśmy żyć. Porzucamy miejsce, które Bóg nam dał na dziś, na teraz. Historia nie jest po, to by dać się przykuć łańcuchem do pomnika – podkreślił kaznodzieja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję