Reklama

U źródła Bożego Miłosierdzia

2018-10-16 11:31

Maria Palica
Edycja szczecińsko-kamieńska 42/2018, str. I

Maria Palica
Procesja Różana w Myśliborzu

W pierwszą niedzielę października ulicami Myśliborza przeszła Procesja Różana. Niosąc czerwone róże i odmawiając Różaniec, uczestniczący w nich wierni oddali cześć św. Faustynie, apostołce Bożego Miłosierdzia w 80. rocznicę jej śmierci. Jak co roku w myśliborskich „Faustynaliach” udział wzięły setki osób z całej archidiecezji, m.in. przedstawiciele archidiecezjalnej Caritas ze sztandarem oraz 50-osobowa grupa z parafii pw. św. Jerzego w Goleniowie. Przybyli do sanktuarium Miłosierdzia Bożego, by podziękować Jezusowi i Matce Bożej za wszelkie dobro, jakiego od Nich doświadczają, i zaczerpnąć z bijącego w tym miejscu źródła Bożego Miłosierdzia.

Róże i Różaniec

To piękne i wyjątkowe połączenie – czerwona róża, będąca symbolem miłości, i Różaniec, najdoskonalsza, i najpełniejsza modlitwa. W Procesji Różanej idą razem, są jedno. Tak jak razem w modlitwie i zmierzaniu do źródła Bożej miłości są uczestnicy tej procesji. Róże niosą wszyscy – dzieci, które przygotowują się do Pierwszej Komunii św., zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, kapłani i przybyły na to religijne wydarzenie bp Henryk Wejman. Razem z nimi idą obecni w relikwiach św. Faustyna, św. Jan Paweł II, który wyniósł ją na ołtarze, oraz bł. ks. Michał Sopoćko, spowiednik i przewodnik duchowy św. Faustyny.

Procesja tradycyjnie przeszła ulicami Myśliborza spod kolegiaty do sanktuarium Miłosierdzia Bożego, gdzie pod przewodnictwem bp. Henryka Wejmana sprawowana była koncelebrowana Msza św. W homilii, którą w dużej części poświęcił modlitwie różańcowej, bp Wejman wspomniał, że ustanowienie w liturgii Kościoła święta Matki Bożej Różańcowej (7 października) związane jest z historycznym wydarzeniem – zwycięstwem nad turecką flotą w 1571 r. – Jan Paweł II określał modlitwę różańcową nie tylko jako maryjną, ale i chrystologiczną, bo w modlitwie różańcowej towarzyszymy Chrystusowi wraz z Maryją – mówił. – To On jest w centrum każdej części Różańca. Dlatego, kiedy bierzemy do ręki różaniec i na nim się modlimy, to przede wszystkim oddajemy cześć Bogu bogatemu w miłosierdzie, który tę łaskawość względem nas objawił najpełniej w Chrystusie, a Chrystus wciąż się ofiarowuje za nas w Eucharystii. Ale modlitwa różańcowa to także wartość w wymiarze ludzkich relacji, mobilizuje nas do służby potrzebującym. Jeśli odmawia się Różaniec z przeżywaniem jego tajemnic, to nie można być niewrażliwym na Chrystusa w drugim człowieku.

Reklama

Zaczerpnąć ze źródła

„Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg w nas mieszka” brzmiały słowa śpiewu przed Ewangelią głoszoną tego dnia. I właśnie na potrzebę miłości wobec bliźnich, miłości wywodzącej się z Bożego Miłosierdzia zwrócił uwagę bp Henryk Wejman w homilii. – Nie ma innej drogi do Boga, jak droga Chrystusa, a Jego droga to droga miłości miłosiernej – ofiarnej, cierpliwej, a w trudnościach przebaczającej. Skoro Pan Bóg okazał nam swoje miłosierdzie w Chrystusie i wciąż okazuje w sakramencie pokuty i pojednania, to my jesteśmy zobligowani do okazywania miłosierdzia bliźnim. Wyświadczamy je wtedy, gdy wspieramy drugiego człowieka dobrem. Może ono mieć różne przejawy – niekoniecznie ma to być dobro materialne, może to być chwila rozmowy, zwykły gest zauważenia, pociecha w strapieniu i zawsze może to być modlitwa (...). Zechciejmy więc pochylać się nad głębią miłości Chrystusa, który na każdej Eucharystii nam się ofiarowuje, byśmy nią umocnieni, na miarę swoich możliwości świadczyli miłosierdzie bliźniemu – zakończył tę część homilii bp Henryk Wejman.

Procesja Różana jest znakomitym przykładem odpowiedzi na wezwanie okazywania miłosierdzia bliźnim. Dochód ze sprzedaży róż, które wierni niosą w procesji, przeznaczony jest bowiem na prowadzenie parafialnego ośrodka rehabilitacji dla dzieci z porażeniem mózgowym.

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Myśliborzu obchodzi w tym roku 25-lecie swojej działalności. Ustanowił je 1 sierpnia 1993 r. abp Marian Przykucki. Kustoszem sanktuarium jest ks. kan. Janusz Zachęcki.

Tagi:
bł. ks. Michał Sopoćko św. Faustyna Myślibórz Procesja Różana

Śladem bł. ks. Michała Sopoćki w Czarnym Borze

2019-04-10 10:28

Krystyna Smerd
Edycja świdnicka 15/2019, str. I

Ryszard Wyszyński
Niewielki dom, w którym ukrywał się dwa lata ks. Michał Sopoćko podczas II wojny światowej w Czarnym Borze na Litwie. W roku 2012 przy domu umieszczono pamiątkową tablicę

Na ekrany polskich kin w ostatnich dniach wszedł nowy religijny film „Miłość i Miłosierdzie” w reżyserii Marka Kondrata. Film opowiada o św. s. Faustynie Kowalskiej i jej objawieniach, ale też o historii powstania obrazu – pierwszego wizerunku Jezusa Miłosiernego, namalowanego przez Eugeniusza Kazimirowskiego, według wskazówek, jakie dawała malarzowi s. Faustyna. Wielki udział w powstaniu tego obrazu miał spowiednik i przewodnik duchowy s. Faustyny z czasów wileńskich – bł. ks. Michał Sopoćko, który namówił znajomego malarza, żeby ten podjął się namalowania tego obrazu na podstawie wizji, co było wielkim wyzwaniem dla artysty.

Jednym z pierwszych widzów filmu „Miłość i Miłosierdzie”, pokazanego w największym wałbrzyskim kinie 29 marca br., był współpracownik „Niedzieli”, fotoreporter Ryszard Wyszyński, który w 2011 r. odwiedził Wilno. Tuż po seansie filmowym na gorąco dodał kilka refleksji, które ten film obudził z jego pamięci.

– Podwałbrzyska gmina Czarny Bór ma kontakty partnerskie z Czarnym Borem w rejonie wileńskim – mówił. – Wójt naszego Czarnego Boru Adam Górecki zaproponował mi przed laty wyjazd na dożynki do Czarnego Boru na Litwie. Dla mnie był to piękny i wzruszający wyjazd. Dzięki uprzejmości starosty Czarnego Boru Tadeusza Aszkielańca (który urząd ten sprawuje też obecnie) miałem okazję zwiedzić podwileńską miejscowość. Wychodząc rano z domu ze starostą, u którego gościliśmy, wskazał on na stojący na przeciwko nieduży drewniany dom i powiedział: „To w tym domu w czasie II wojny światowej ukrywał się ks. Michał Sopoćko”. Dla mnie było to sygnałem do uwiecznienia tego domu w fotografii. Odwiedziliśmy też polską szkołę oraz nowo wybudowany miejscowy kościół, który w tamtym czasie nie był jeszcze konsekrowany. W tej samej okolicy podczas wojny ukrywał się także znakomity polski pisarz Józef Mackiewicz, który na podstawie swoich przeżyć napisał potem książkę „Droga do nikąd” – mówił nam starosta Aszkielaniec. Zwiedziliśmy również Wilno, Ostrą Bramę, Cmentarz Na Rossie, gdzie jest Grób Matki i Serca jej syna Józefa Piłsudskiego, a było to akurat wówczas, kiedy harcerze mieli przy nim swoją uroczystość. Celem naszego wyjazdu było uczestniczenie w dożynkach organizowanych przez Polaków, na które zjeżdżają Polacy z całej Litwy, a główne uroczystości odbywały się w przedwojennej rezydencji marszałka Piłsudskiego – w Pikieliszkach”.

Gmina Czarny Bór okręgu wileńskiego leży nad rzeką Waką. Ma bogatą historię. W latach 1920-39 istniał w Czarnym Borze klasztor Sióstr Urszulanek i to tutaj, korzystając z pomocy sióstr, w latach II wojny światowej ukrywał się przez ponad dwa lata bł. ks. Michał Sopoćko przed gestapo, które go ścigało za pomoc udzielaną Żydom. Okoliczni mieszkańcy znali ks. Sopoćkę jako Wacława Rodziewicza – stolarza i cieślę, o czym można przeczytać w jego biografii. Na ołtarze został wyniesiony do rangi błogosławionego przez papieża Benedykta XVI. Uroczysta beatyfikacja ks. Michała Sopoćki odbyła się 28 września 2008 r. w Białymstoku w sanktuarium Miłosierdzia Bożego i tu też spoczęły doczesne szczątki Błogosławionego. Warto dodać, że wizerunek bł. ks. Sopoćki znajduje się w jednym z okien nowego kościoła w podwileńskim Czarnym Borze. Tam też zobaczymy witraże z wizerunkami św. s. Urszuli Ledóchowskiej i św. Jana Pawła II.

Trzeba zobaczyć

Film „Miłość i Miłosierdzie” to fabularyzowany dokument. Postać św. s. Faustyny grana przez Kamilę Kamińską jest pierwszoplanowa. Zaprezentowana przez nią postać jest delikatna, a zarazem zdecydowana, co jest bardzo ujmujące dla widza. Młoda aktorka doskonale wywiązała się z powierzonej roli. W filmie równie dużo uwagi jego twórcy poświęcają również postaci bł. ks. Sopoćki, który ją duchowo wspierał i namówił s. Faustynę do prowadzenia „Dzienniczka”. W jego życiu spełniły się zapowiedzi s. Faustyny, że zostanie odsunięty i będzie szykanowany. W swoim kapłaństwie w pewnym momencie otrzymał zakaz głoszenia kultu Miłosierdzia Bożego w oparciu o objawienia s. Faustyny i musiał się go trzymać, ale z drugiej strony pozostał wierny żądaniu Jezusa, o którym mówiła Faustyna ze swoich objawień, by głosić miłosierdzie i do końca swojego życia głosił kult Bożego Miłosierdzia, wydobywając jego „biblijny fundament” i mówiąc o duchu Niedzieli Miłosierdzia. W 1965 r. ks. Michał Sopoćko spotkał się z kard. Karolem Wojtyłą. W filmie przytaczana jest aktorska scenka obrazująca tę rozmowę, w której ks. M. Sopoćko mówi do kard. Wojtyły (Dariusz Jakubowski) o s. Faustynie, że: „Miała najbardziej pokorną duszę, jaką było dane mu poznać. Większość rzeczy, o których ona mówiła, jak: wojna, trudności, zagłada wielkiego miasta – ziściły się – co jest niezwykłym znakiem. Kard. Karol Wojtyła był zafascynowany dokumentami przedstawionymi przez ks. Michała Sopoćkę. Późniejszy błogosławiony Kościoła katolickiego ks. Sopoćko zmarł 15 lutego 1975 r. „Opatrzność jednak – jak relacjonują twórcy filmu – już przygotowała kolejną osobę, która miała być kontynuatorem jego dzieła. To był polski kardynał kard. Karol Wojtyła. Skutkiem jego działań było zniesienie przez Watykan w kwietniu 1978 r. zakazu szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego wg św. Faustyny Kowalskiej. Pół roku później krakowski kardynał zostaje ogłoszony Papieżem”. Jan Paweł II spełnił pragnienie bł. ks. Sopoćki i ustanowił Święto Bożego Miłosierdzia, obchodzone w II Niedzielę Wielkanocną. Wyniósł też na ołtarze – jako pierwszą w nowym tysiącleciu – św. s. Faustynę.

Tajemnica obrazu

Tajemnicą Bożą zostanie to, jak to możliwe, że namalowany przez Kazimirowskiego obraz, który przetrwał wojnę, mieści w sobie tyle podobieństw do wizerunku Jezusa z Całunu Turyńskiego i Chusty z Oviedo, nad czym zastanawiają się nie tylko malarscy eksperci? Był przecież malowany „jedynie” według wskazówek s. Faustyny. Film opowiadający historię jego namalowania może nie daje odpowiedzi wprost na to, ale nam wierzącym podpowiada ją serce. Film „Miłość i Miłosierdzie” trzeba zobaczyć! Na terenie naszej diecezji są trzy kościoły pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego – w Bielawie, Kudowie-Zdroju i Świdnicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Papieski” Harley sprzedany

2019-10-21 20:16

ts / Stafford (KAI)

Biały motocykl - „papieski” Harley-Davidson został sprzedany 20 października na aukcji w brytyjskim Stafford za 48 300 funtów (niemal 250 tys. zł). Poinformował o tym na swojej stronie internetowej dom aukcyjny Bonhams.

pixabay.com

Pobłogosławiony i sygnowany przez papieża Franciszka w Rzymie motocykl, przygotowany specjalnie dla niego, jest darem grupy motocyklistów „Jesus Biker International” z siedzibą w Schaafheimie w niemieckiej Hesji. Ten wyjątkowy egzemplarz przekazał papieżowi w maju dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych w Austrii ks. Karl Wallner. Dochód ze sprzedaży Harleya jest przeznaczony na pomoc dla prowadzonego przez austriacką „Missio” domu sierot w Ugandzie.

Wystawiając „papieskiego” Harleya na aukcję „Jesus Biker” oczekiwali, że przyniesie to co najmniej 300 tys. euro – tyle bowiem potrzeba na budowę planowanego domu sierot. Teraz fani Harleya są „bardzo rozczarowani”, napisała lokalna gazeta niemiecka „Main-Post”.

Papież już wcześniej, bo w czerwcu 2013 r., otrzymał innego Harleya - od producenta. Maszyna, opatrzona zdaniem „Niegdyś własność Jego Świątobliwości Papieża Franciszka” z imieniem „Francisco” na baku została sprzedana na aukcji w Paryżu za 241 500 euro, a zysk ze sprzedaży przeznaczono na schronisko Caritas dla bezdomnych na rzymskim dworcu głównym Termini.

Harley od motocyklistów dla Franciszka nawiązuje do Ameryki Południowej – rodzinnych stron papieża. Jest to maszyna w stylu „chicano”, a więc z wysoko ustawioną kierownicą i szerokim błotnikiem na tylnych kołach. Na błotniku jest widoczny krzyż. Motocykl jest utrzymany w kolorze łamanej bieli i – według ofiarodawców – zawiera wiele specyficznych szczegółów. Samo tylko wykonanie siodełka zajęło około miesiąca.

„Jesus Biker” w Würzburgu istnieje od 2014 r., obecnie liczy około 40 kobiet i mężczyzn różnych wyznań chrześcijańskich, którzy regularnie angażują się w akcje pomocowe. Pragną na nowo uwrażliwić ludzi na wiarę w Boga i pokazać, że miłość do jazdy motocyklami oraz do pokojowego przesłania Jezusa nie muszą się wykluczać, podkreślił założyciel grupy „Jesus Biker” Thomas Draxler.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem