Reklama

Kapelani na ostrym dyżurze

2019-02-06 11:52


Edycja warszawska 6/2019, str. VI

Andrzej Tarwid
Ks. Arkadiusz Zawistowski

Z ks. Arkadiuszem Zawistowskim, krajowym duszpasterzem Służby Zdrowia oraz kapelanem w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w Warszawie, rozmawia Andrzej Tarwid

Andrzej Tarwid: – Przed nami XXVII Światowy Dzień Chorego. Jak trudnym wyzwaniem dla kapłanów jest towarzyszenie chorym?

ks. Arkadiuszem Zawistowski: – Można powiedzieć, że bycie kapelanem w szpitalu czy hospicjum to służba na ostrym dyżurze. Zawsze trzeba być gotowym do posługi. Jednak, żeby dobrze wywiązywać się ze swoich zadań, trzeba dodatkowo znać się na fizjologii i psychice ludzi chorych. Choćby po to, by nie poddać się osobom, które z powodu swojego cierpienia bywają zniechęcone czy nawet nieprzyjemne w pierwszym kontakcie. Trzeba wiedzieć, że po kilku dniach pobytu w szpitalu stan emocjonalny pacjentów zmienia się. Chorzy chcą porozmawiać z kapłanem, pomodlić się, wyspowiadać itd.

– Jaką ma Ksiądz receptę na przetrwanie tego początkowego okresu „zniechęcenia”?

– Już św. Augustyn mówił, że „miłość nie czuje ciężaru”. Wystarczy więc trochę miłości do tego, co się robi oraz do chorych. To daje cierpliwość i pokorę w trudnych sytuacjach.

– Czy doświadczenie choroby bądź inwalidztwa zmienia ludzi?

– Każdy przypadek jest indywidualny. Niemniej, analizując ten problem od strony socjologicznej, można powiedzieć, że chorzy dzielą się na dwie główne grupy. Pierwszą tworzą ludzie, którzy się nie zmienią. Oni zazwyczaj buntują się przeciw chorobie. Grupa druga to osoby, w których pod wpływem cierpienia fizycznego dokonuje się przemiana ich duszy. W konsekwencji także zmienia się ich myślenie i postawa. Oni łączą swoje cierpienie ze ścieżką życia duchowego…

– ...wtedy nawiązują też silną więź z kapelanami, a duchowni z nimi. Jak księża radzą sobie w przypadkach, kiedy takie osoby umierają?

– Rzeczywiście, czasami jest tak, że chory potrafi swoje cierpienia przerzucać na inną osobę. Najczęściej jest to ktoś z rodziny, ale może to być też kapłan, który jeśli jest niedoświadczony, to może nie dać sobie rady ze swoimi emocjami i zbyt mocno przeżywać czyjeś odejście. Dlatego w posłudze kapelana szpitalnego czy hospicyjnego ważne jest znalezienie takiej granicy w relacji z chorym, która z jednej strony pozwoli zachować wrażliwość i empatię wobec cierpienia pacjenta. Natomiast z drugiej strony uświadomi kapłanowi, że pewnych spraw czy emocji nie wynosi się poza szpital.

– Co pomaga w odkryciu tej granicy, a potem w jej nieprzekraczaniu?

– Zdecydowanie nasza wiara. Ja wiem, że to wszystko, co spotyka mnie w posłudze kapelana szpitalnego ma sens i powierzam to Panu Bogu.

– Jak obecnie kapłani przygotowują się do posługi w szpitalach, hospicjach czy domach opieki?

– Bardzo różnie. Są np. Podyplomowe Studia z Opieki Duszpasterskiej w Krakowie na Uniwersytecie św. Jana Pawła II współprowadzone przez ojców bonifratrów. Jest to świetna szkoła. Jej wykładowcy wiele czasu poświęcają m.in. na naukę wspomnianego wcześniej komunikowania się z chorymi. Ponadto – jako Krajowe Duszpasterstwo Służby Zdrowia – organizujemy coroczne szkolenia dla kapelanów. Na tych spotkaniach omawiamy zagadnienia psychologiczne, medyczne i duszpasterskie. Staramy się, aby taka formacja odbywała się w diecezjach. Szkolenia te mają charakter otwarty, więc każdy kapelan jest na nie zaproszony.

– Z jakimi wyzwaniami najczęściej spotykają się dzisiaj kapelani towarzyszący chorym?

– W mniejszych miastach pacjenci są bardziej otwarci na posługę kapelana. Natomiast w Warszawie częściej spotykamy się z postawą obojętności wobec życia duchowego. Czasami też w naszej posłudze przeszkadzają media.

– W jaki sposób?

– Wystarczy jakaś medialna nagonka na księży i od razu ludzie nie przyznają się, że są praktykującymi katolikami. W takich przypadkach mniej pacjentów przychodzi także na Msze św. odprawiane w szpitalnych kaplicach.

– Kilka lat temu zorganizowano akcję „Nie wstydzę się Jezusa”. Była ona odpowiedzią na to, że dzisiaj generalnie ludzie nie przyznają się do wiary w miejscach publicznych czy też w swojej pracy. A jak to wygląda w szpitalach?

– Kiedy wolontariusz chodzi do sal szpitalnych, zapraszając pacjentów na Eucharystię czy nabożeństwo, to często jest tak, że jak w sali jedna osoba od razu powie, że przyjdzie, to natychmiast zgłaszają się kolejni chętni. Jednak wystarczy, że tej pierwszej chętnej osoby nie ma, zapada chwila kłopotliwego milczenia i nikt się zgłasza. Te osoby potem przychodzą do kaplicy i mówią, że bały się przyznać do wiary, bo mogłyby być np. zakrzyczane.

– Na początku rozmowy powiedział Ksiądz o grupie ludzi obojętnych duchowo i jednocześnie buntujących się przeciwko chorobie. Czy ci chorzy nawracają się?

– Nie wszyscy, ale każdy kapelan może powiedzieć o wielu osobach, które nawróciły się albo – co zdarza się jeszcze częściej – że odnowiły swoje życie duchowe. W mojej pamięci szczególnie utkwił przypadek pewnej pani, która wiele lat temu odeszła od Kościoła. Kilka razy podchodziłem do niej z pytaniem, czy nie chciałaby porozmawiać? Za każdym razem odmawiała, ale po jakimś czasie sama poprosiła o rozmowę, a po kolejnych spotkaniach – o sakramenty. W jej przypadku to choroba sprawiła, że na nowo odkryła Pana Boga. W innych sytuacjach nawrócenie w szpitalu dokonuje się też pod wpływem naszych wolontariuszy.

– Na przykład?

– W Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim jeden z pacjentów zapytał wolontariuszkę, czy robi to bezinteresownie? Pani powiedziała, że do szpitala przychodzi dlatego, gdyż jako osoba wierząca, chce swój wolny czas dawać chorym. W toku dalszej rozmowy opowiedziała choremu, kim jest, gdzie pracuje oraz o swoim mężu i dzieciach. Świadectwo tej wolontariuszki tak poruszyło pacjenta, że i on zbliżył się do Boga.

– Wcześniej powiedział Ksiądz, że choroba zbliżyła pacjentkę do Boga. Jak zrozumieć ten paradoks, że ludzie zaczynają cenić życie i odkrywać wiarę bądź do niej wracać dopiero wtedy, kiedy zachorują?

– Choroba pozwala na to, aby człowiek zreflektował się i na nowo przemyślał wiele spraw. Pamiętam młodego chłopaka, który leżał na „erce” i nie mógł sam siebie obsługiwać. Młodzieniec ten powiedział mi, że dopiero ta trudna sytuacja uświadomiła mu, jakim był egoistą przed chorobą, jak wówczas wykorzystywał rodziców, itd. To częsty przypadek, że zdarzenia graniczne sprawiają, że ludzie zaczynają zadawać sobie pytania o sens swojego życia. I właśnie wtedy Boża Łaska zaczyna w nich działać.

– A jakie ma Ksiądz doświadczenie z rodzinami chorych. Jak one reagują na chorobę najbliższych?

– Jako kapelani spotykamy się z całą gamą bardzo różnych reakcji – od próśb rodziny o wyspowiadanie chorego i udzielenie mu sakramentu namaszczenia do całkowitego nieradzenia sobie z chorobą osób najbliższych. Ten ostatni przypadek może mieć i taką konsekwencję, że odrzuca się wsparcie kapłanów. Pamiętam, jak córka kobiety chorej na nowotwór nie chciała, abym porozmawiał z jej mamą. Ale któregoś razu, kiedy jej nie było, zapytałem chorą, czy chce się wyspowiadać? Pani ta odpowiedziała tylko dwoma słowami: „tak, bardzo”. W dzisiejszych czasach problemem jest także to, że rodziny oddają chorych do specjalistów, bo sami nie umieją się nimi zaopiekować. Nie wiedzą, jak przewinąć czy umyć taką osobę. Jedni się tego boją, inni nie chcą. Jedni i drudzy wolą zdać się na specjalistów.

– W orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Chorego papież Franciszek wezwał wszystkich do „promowania kultury bezinteresowności i daru, niezbędnych do przezwyciężenia kultury zysku i odrzucenia.” W mediach słyszymy, że w okresie świąt warszawskie szpitale zamieniają się w przechowalnie dla chorych...

– To skomplikowany problem. Z moich obserwacji wynika, że apogeum przywożenia do szpitali ludzi chorych w okresie świątecznym miało miejsce w latach 2007-13. Teraz takich przypadków jest trochę mniej, ale nadal jest to poważny problem. I co ważne, nie dotyczy on tylko okresów świątecznych, ale widzimy go również w czasie ferii i wakacji.

– Czy jest jakiś sposób, aby temu zaradzić?

– Przede wszystkim nie można wszystkich przypadków traktować tak samo. Często spotykam się z opiniami osób, które są na stałe z chorymi. I one chciałyby chociaż trochę odpocząć, bo naprawdę są zmęczone. Myślę, że w takich przypadkach rozwiązaniem jest stworzenie domów, w których można byłoby spokojnie oddać pod opiekę ludzi starszych na kilka dni, tydzień.

– W jednym z wywiadów powiedział Ksiądz, że obecnie wyzwaniem dla kapelanów w stolicy jest dotarcie do wszystkich chorych...

– ...miałem wówczas na myśli to, że w największych warszawskich szpitalach jest bardzo duża rotacja pacjentów. W takiej sytuacji kapelani nie są w stanie dotrzeć do wszystkich.

– Księży mamy tylu, ilu jest, co więc robić?

– Rozwiązaniem tego problemu jest budowanie wolontariatu; mówiąc precyzyjnie, budowanie zespołów opieki duszpasterskiej, w których skład wchodzą nie tylko wolontariusze, ale też np. nadzwyczajni szafarze, klerycy oraz osoby z grup modlitewnych. Takie zespoły są w stanie wspomóc kapelanów szpitalnych w ich posłudze.

– Na koniec nie wypada więc nie zapytać, kto może zostać wolontariuszem w szpitalu? I co trzeba zrobić, aby nim zostać?

– Najprostsza ścieżka to zgłosić się do kapelana w szpitalu. On wszystko wyjaśni i pokieruje, gdzie trzeba. Serdecznie do tego zachęcam.

Tagi:
Dzień Chorego

Reklama

Nie marnować swojego cierpienia

2019-02-27 11:01

Elżbieta Zdeb
Edycja rzeszowska 9/2019, str. V

Elżbieta Zdeb
W przygotowanie Dnia Chorego zaangażowała się m.in. młodzież z SKC

Światowy Dzień Chorego ma swoją tradycję w parafii Dobrego Pasterza w Nowej Wsi. Od wielu lat jest to czas wspólnej modlitwy, zawierzenia, a także radosnego spotkania. W tym roku uroczystość została zorganizowana w sobotę poprzedzającą święto Matki Bożej z Lourdes. 9 lutego o godz. 11 rozpoczęła się uroczysta Msza św. koncelebrowana przez dyrektora Caritas Diecezji Rzeszowskiej – ks. Piotra Potyrałę oraz ks. Kazimierza Żaka, proboszcza.

W Eucharystii uczestniczyli licznie zgromadzeni cierpiący, ich rodziny, parafialny i szkolny Caritas oraz przedstawiciele lokalnych władz. Młodzież ze Szkolnego Koła Caritas przygotowała czytanie, modlitwę wiernych i procesję z darami. W homilii ks. Potyrała zwrócił się do chorych, prosząc, by swojego cierpienia nie marnowali, ale by właśnie przez nie czynili dobro. Kaznodzieja zwrócił się również do osób opiekujących się chorymi, by służyli im z oddaniem i miłością. Po Mszy św. nastąpiła adoracja Najświętszego Sakramentu i błogosławieństwo na sposób lourdzki.

Dzięki życzliwości dyrektora szkoły Grzegorza Szczepana oraz zaangażowaniu wielu ludzi mogła odbyć się druga część spotkania. W sali gimnastycznej czekały już nakryte stoły, a z kuchni rozchodziły się rozkoszne zapachy. Wszystko to zasługa Parafialnego Zespołu Caritas (PZC), który bardzo dba o ludzi starszych. Przedstawicielki Róż różańcowych upiekły ciasto. Osoby, którym trudno byłoby dotrzeć na spotkanie, mogły liczyć na pomoc Ochotniczej Straży Pożarnej. Nad organizacją czuwała przewodnicząca Parafialnego Zespołu Caritas Elżbieta Polak oraz sołtys Maria Rzuciło.

Opiekunka Szkolnego Koła Caritas (SKC) oraz przedstawicielka Zespołu Parafialnego podzieliły się efektami działalności charytatywnej za rok ubiegły. Przewodnicząca Rady Gminy Bernadetta Świątek wyraziła radość, że może spotkać się w tym gronie i złożyła wszystkim serdeczne życzenia.

W części artystycznej wystąpił Zespół Taneczny Largo pod kierunkiem Agnieszki Piątek Dembowskiej. Następnie Dzieci z I i III klasy SP zaśpiewały piosenki i przedstawiły zabawne scenki z życia babci i dziadzia. Małych artystów przygotowały panie wychowawczynie Maria Bednarz i Małgorzata Szwagiel. Dorośli też chcieli pochwalić się talentami. Dlatego zaraz rozległy się ludowe melodie prezentowane przez zespół Żytnioki z Zaczernia. Seniorzy z Nowej Wsi stanęli przy mikrofonie i wyśpiewali wszystkim, co im w duszy gra. Teksty specjalnie na tę okazję ułożyła Zofia Orczyk. I tak w miłej i radosnej atmosferze minęło sobotnie popołudnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rozpoczęła się Wakacyjna Ewangelizacja Bieszczadów

2019-07-16 14:18

pab / Polańczyk (KAI)

Nad Jeziorem Solińskim rozpoczęła się Wakacyjna Ewangelizacja Bieszczadów „Bieszczady dla Jezusa 2019”. Do czwartku ewangelizatorzy będą odbywać rekolekcje oraz przygotowywać się pod względem warsztatowym. Akcja ewangelizacyjna rozpocznie się w piątek.

wikipedia.org

– W naszej ekipie są ludzie z różnych środowisk i z różnych stron Polski. Rekolekcje to czas, żeby złapać wspólnotę ze sobą. To też warsztaty do akcji. Uczestnicy bardzo doceniają tan czas. Najpierw my się umacniamy, żeby później iść i przekazać to dalej – mówi w rozmowie z KAI ks. Mateusz Rutkowski, moderator Szkoły Nowej Ewangelizacji św. Jakuba Apostoła Archidiecezji Przemyskiej.

W akcji uczestniczy 70 osób dorosłych. Niektórzy przyjechali całymi rodzinami. Jedną z ewangelizatorek, która przyjechała kolejny już raz, jest Jadwiga Komenda. – Na przybliżanie się do Pana Boga nigdy nie jest za późno i nigdy nie można powiedzieć, że już jestem na tyle uformowany, że nie potrzebuję rekolekcji – mówi o przeżywanym obecnie czasie. – Ten czas pomaga budować wspólnotę i przygotować się do wyjścia do ludzi – dodaje.

– Wakacyjna Ewangelizacja Bieszczadów mocno wpisała się w moje życie. Odczuwam pragnienie, żeby tu być. Nawet urlop podporządkowuję pod ewangelizację – opisuje.

Ks. Maciej Ziębiec, redemptorysta z Torunia. W pierwszej homilii wskazywał, że Chrystus stawia pytanie: „Po co tutaj jesteś, co chcesz zrobić z tym czasem?”.

W czwartek wieczorem w Sanktuarium Matki Bożej Pięknej Miłości w Polańczyku abp Józef Michalik będzie przewodniczył Mszy św. posłania dla ewangelizatorów. W piątek i sobotę zaplanowany jest specjalny performance na Zaporze Solińskiej.

W piątek wieczorem ulicami Polańczyka przejdzie Droga Krzyżowa, a w sobotę w tamtejszym amfiteatrze „Christo Dancing”, który poprowadzi DJ Cris. – Ma to być doświadczenie Kościoła, który nie jest w grobie, ale się bawi i potrafi to robić bez używek – zaznacza ks. Rutkowski.

W niedzielę natomiast na plaży odbędzie się festyn i koncert zespołu Bankruci.

Wakacyjną Ewangelizację Bieszczadów koordynuje Szkoła Nowej Ewangelizacji Św. Jakuba Apostoła Archidiecezji Przemyskiej i Katolickie Stowarzyszenie „Unum”. Włączają się w nią inne ruchy i stowarzyszenia katolickie działające na terenie archidiecezji przemyskiej.

Bieszczadzkiemu spotkaniu patronuje metropolita przemyski abp Adam Szal.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy: oburzenie skazaniem na śmierć głodową Vincenta Lamberta

2019-07-17 18:03

lk / Warszawa (KAI)

Przygnębienie i oburzenie decyzją lekarzy, którzy zaniechali odżywiania i nawadniania, skazując na śmierć głodową Vincenta Lamberta, pacjenta Kliniki Uniwersyteckiej w Reims we Francji, wyraziło Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich. Mężczyzna zmarł dziewięć dni po odłączeniu go od aparatury podtrzymującej życie.

Poniżej tekst stanowiska przesłanego KAI:

Stanowisko Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich wobec zaniechania żywienia chorego Vincenta Lamberta

1. Jesteśmy oburzeni i przygnębieni decyzją lekarzy, którzy od dnia 3.07.2019 r. zaniechali odżywiania i nawadniania, skazując na śmierć głodową Vincenta Lamberta - pacjenta Kliniki Uniwersyteckiej w Reims we Francji.

2. Działania zespołu medycznego w ostatnich 9 dniach życia Vincenta są sprzeczne z prawami człowieka i zasadami etyki lekarskiej, są formą eutanazji i aktem okrucieństwa wobec pacjenta i jego rodziców. Niszczy to wizerunek lekarza i podważa zaufanie do naszego zawodu.

3. Nie jest uporczywą terapią żywienie przez sondę i pojenie wodą pacjenta z zachowanym samodzielnym oddechem oraz minimalną świadomością.

4. Żaden wyrok sądowy ani opinia specjalistów nie usprawiedliwiają działań zmierzających do zakończenia życia chorego, pozbawienia go jedzenia, picia i pomocy najbliższych oraz odbierania mu możliwości leczenia i rehabilitowania w innym ośrodku medycznym.

5. Mamy nadzieję, że historia choroby i śmierci głodowej Vincenta Lamberta oraz walka jego rodziców i tysięcy ludzi na całym świecie o jego ocalenie przyczynią się do ochrony życia i godności innych ciężko chorych pacjentów.

W imieniu Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich:

dr n.med. ELŻBIETA KORTYCZKO, prezes KSLP, specjalista pediatrii i neonatologii,

prof. BOGDAN CHAZAN, wiceprezes KSLP i prezes Oddz. Mazowieckiego, specjalista ginekologii i położnictwa,

lek. ANNA GRĘZIAK, Honorowy Prezes KSLP, anestezjolog, członek Zespołu przy Rzeczniku Praw Pacjenta ds. opracowania standardów postępowania w terapiach medycznych stosowanych w okresie kończącego się życia,

lek. GRAŻYNA RYBAK, delegat Oddz. Mazowieckiego KSLP, specjalista pediatrii,

lek. MARZENNA KOSZAŃSKA, wiceprezes Oddz. Mazowieckiego KSLP, specjalista pediatrii

----

42-letni Vincent Lambert, który po wypadku w 2008 r. był sparaliżowany, żył przez 11 lat w stanie minimalnej świadomości. Na wniosek żony i lekarzy, wbrew prośbom rodziców, którzy chcieli go przenieść do ośrodka opieki, francuski wymiar sprawiedliwości wydał zgodę na jego uśmiercenie. Zmarł 11 lipca, dziewięć dni po tym, jak został odłączony od sztucznego nawodnienia i odżywiania. Dwa dni później odbył się jego pogrzeb.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem