Reklama

Zaangażowana obecność

2019-02-13 07:44

Ks. Tomasz Podlewski
Niedziela Ogólnopolska 7/2019, str. 54-56

©opticaltech - stock.adobe.com

Smutek to jeszcze nie depresja. Żal, niechęć czy przemęczenie zdarza się odczuwać raczej wszystkim. Mówimy czasem: „deprecha mnie łapie”. I najczęściej myślimy wtedy o jakimś przejściowym stanie wyczerpania. Z taką „deprechą” można sobie poradzić samemu. Bo jak szybko złapała, tak szybko puści. Wyzwaniem okazuje się jednak prawdziwa depresja. Z nią nie pójdzie tak łatwo. I na pewno nie da się jej pokonać w pojedynkę

Depressus” to po łacinie „niski”, „zaniżony”, „poniżony”. W geografii depresją nazywamy teren poniżej poziomu morza. Tak samo można nazwać jakieś zapadlisko, które powstało w skorupie ziemskiej przez ruchy tektoniczne. Mniej więcej to dzieje się z człowiekiem. Coś się w nim obniża, zapada. Schodzi do poziomu, w którym nie jest już w stanie żyć w pełni. I nie umie się sam stamtąd wydostać. Depresja jest chorobą. I bardzo boli. To coś gorszego niż chandra czy utrzymująca się migrena. Dobrze się dzieje, że o problemie jest coraz głośniej. W Polsce już drugą dekadę obchodzi się Dzień Walki z Depresją. Nie bez powodu. Bardzo nieodpowiedzialne byłoby ignorowanie jej obecności czy objawów. Zwłaszcza w kręgu najbliższych. Naszą uwagę powinny przykuwać utrzymujące się długo i połączone ze sobą: utrata zapału do życia, narastające poczucie winy, coraz częstsze rozdrażnienie i coraz niższy próg odporności na stres. Utrata wiary we własne siły i w to, że człowiek będzie w stanie zrobić w życiu coś wartościowego. Coraz trudniej wstać z łóżka. I choć się nie zna przyczyny – czasem się płacze. „Zapadająca się” osoba przestaje zabiegać o relacje. Izolacja i niechęć do wychodzenia na zewnątrz to już poważny znak. Pojawia się widoczna na zewnątrz dezorganizacja życia. Człowiek po prostu gaśnie. I często sam nie wie, dlaczego. Milcząco wyje z bólu. Depresja często wiąże się z utratą sensu życia. Dlatego w skrajnych przypadkach może prowadzić do uzależnień, a nawet samobójstw. Wspomniana chandra poturbuje człowieka maksymalnie kilkanaście godzin. Jeśli jednak taki stan utrzymuje się przez kilkanaście dni, najprawdopodobniej mamy do czynienia z depresją. I tutaj koniecznie trzeba pomocy.

Skąd się to bierze?

Przyczyny są wciąż badane. Doprecyzowywane. Depresja jest pod tym kątem dość niejednorodna. W jakimś sensie wiąże się z właściwą każdemu człowiekowi wrażliwością, którą u każdego można nadwyrężyć w inny sposób. Najczęściej przyczyny wskazuje się po prostu na konkretnych przykładach. Wspomniane wyżej objawy depresji pojawiają się np. u ludzi samotnych, zwłaszcza świeżo po utracie bliskiej osoby. Stan żałoby nieraz przeradza się w stan depresyjny. Podobnie z rozwodem. Do depresji może doprowadzić nagła utrata pracy czy jakiś silny wstrząs emocjonalny. Zdarza się, że depresja dotyka osoby przepracowane. Gdy człowiek chwyta się najróżniejszych zajęć i żyje w biegu, nie fundując swojemu wnętrzu czasu na odpoczynek i ciszę, jest to dużym zagrożeniem dla poczucia sensu życia. Tutaj trzeba zwrócić uwagę także na osoby konsekrowane i kapłanów. Zabieganie i prowadzące nieraz do wyczerpania psychofizycznego usprawiedliwianie go „duchem służby” stały się niestety przyczyną niejednego wypalenia. Nierozpoznana depresja potrafi złamać powołanie. Podobnie z młodymi pracownikami „na dorobku”. Trzeba tutaj szczególnej troski otoczenia i uświadamiania, jakie są grupy ryzyka.

Depresja się czai. Często przychodzi niespodziewana. Po cichu. I uderza nawet w tych, którzy zazwyczaj „kipią energią”. Z depresją można się spotkać u ludzi, którzy doświadczyli poważnego wzgardzenia czy ataku na poziomie własnej wartości. Mówi się dziś wiele o hejcie czy mowie nienawiści. To wcale nie przewałkowany temat. Niejedna osoba „zgasła” właśnie z powodu pozornie niewinnego niszczenia jej przez innych. Trzeba także wspomnieć o osobach, które znalazły się w stanie depresji przy wychodzeniu z uzależnień czy sekt. Czy to możliwe? Czy osoba „uwolniona” nie powinna raczej odczuwać radości z odmiany życia? Tak. Ale jednocześnie odczuwa ogromny żal spowodowany poczuciem „zmarnowanych lat” czy bycia wykorzystaną. Depresja może wreszcie dotyczyć ludzi borykających się z poważnymi kompleksami czy niepowodzeniami. Na końcu warto zadać pytanie: co łączy wszystkie te osoby? Każdą z nich możesz spotkać. I każdą z nich możesz być ty sam.

Reklama

Psycholog? Proszę mnie nie obrażać!

Wciąż niestety są osoby, które na słowo „psycholog” reagują z lekką drwiną. Tym bardziej, gdy miałoby ono dotyczyć ich samych bądź ich bliskich. Zdarza się, że ktoś powie: „E tam! Po co mi psycholog?” albo: „Moim psychologiem jest Pan Jezus. Innych nie potrzebuję”. Takie podejście może się okazać bardzo płytkie. A czasem pyszne. Gdy boli ząb, nikt nie mówi: „Moim dentystą jest Pan Jezus”. Albo nie radzi choremu: „Słuchaj, po prostu się módl” lub: „Nie przejmuj się. I tak nie masz najgorzej. Inni to w ogóle nie mają zębów”. Nie! Jak boli, to idę do lekarza, bo ból potrafi sparaliżować życie, pracę, a także modlitwę. Jak bolą zęby, to idę po pomoc do dentysty. Jak boli ręka, to idę do ortopedy, bo pracować się nie da. Jeśli więc z takim bólem udaję się po pomoc, to o ile bardziej na specjalistyczną pomoc zasługuje psychika. Bez której przecież nawet ząb i ręka na nic się zdadzą. Czy dobry stan psychiczny nie jest równie ważny i godny tego samego? Nie wolno lekceważyć choroby ludzkiego wnętrza, a nią właśnie jest depresja. Niebezpiecznie jest odmawiać pomocy sobie bądź bliskim albo spodziewać się rozwiązania wszystkich problemów „na spowiedzi”. Najlepszą pomocą dla chorego na depresję jest terapia połączona z przyjaźnią. Podwójne i kompleksowe wsparcie. Jak dla dziecka ojciec i matka, tak dla „zgaszonej” osoby – specjalista i bliscy.

Jak towarzyszyć i jak nie pocieszać?

Z depresją można się zetknąć w rodzinie, w pracy, w duszpasterstwie. Zresztą to się dzieje często. Po pierwsze – ważne jest rozeznanie. Odróżnienie stanu przejściowego od choroby. Gdy sygnały są na tyle niepokojące, że można podejrzewać depresję, przede wszystkim nie wolno panikować i wystraszyć chorego. Drugą skrajnością byłoby lekceważenie tego stanu. Szczera rozmowa i nastawienie się raczej na słuchanie – to fundament dojrzałego towarzyszenia. Osoba chora na depresję boryka się z poczuciem winy: myśli, że jest ciężarem; że zawraca głowę; że jej niemoc wynika z lenistwa, o które coraz bardziej się oskarża. Porównuje się z innymi i widzi siebie jako nieudacznika. Wyrzuty są wielkie. I nie wolno choremu ich dokładać. Dlatego błędem byłoby pocieszanie go czyimś cierpieniem, np.: „Inni mają gorzej”, „Wcale nie masz powodów do smutku” etc. Niewłaściwa jest także skrajna mobilizacja: „Weź się w garść!”, „Ogarnij się!”, „Nie przejmuj się!”. Chory na depresję oddałby przecież wszystko, by się ogarnąć, i marzy o tym, by się nie przejmować! Ale nie potrafi. I to jest właśnie jego problem. Przytoczone wypowiedzi mogą zatem obciążać go jeszcze bardziej i potęgować w nim smutek. Interpretuje je wówczas jako wyrzuty: „Nie umiesz być wdzięczny za to, co masz”, „Jesteś nieogarnięty”. Jean Vanier w swojej książce „Jak pokonać depresję?” pisze: „Osoba pogrążona w depresji musi odczuć, że jest kochana i akceptowana”. To jest to. Taka osoba bardziej potrzebuje doświadczyć bycia przyjętą niż pouczaną. Bardziej kochaną niż znoszoną. Takie doświadczenie odblokowuje w niej obraz siebie jako godnej miłości, a więc atrakcyjnej i wartościowej.

Przyjaciele Hioba

W psalmach jest takie piękne zdanie: „Pan go pokrzepi na łożu boleści. W czasie choroby poprawi mu posłanie” (Ps 41, 4). To jest chyba ten właściwy kierunek. Bóg, który nie przyspiesza, nie pogania. Cierpliwie towarzyszy. Nie mówi: „Wstawaj już!”, ale czuwa przy chorym i poprawia posłanie, aby wygodniej mu się chorowało. To esencja towarzyszenia osobie w depresji.

Ks. Bogusław Szpakowski w książce pt. „Bliskość, która leczy” nazywa taką postawę „zaangażowaną obecnością”. Taka obecność niesie wsparcie. Ma w sobie coś z przyjaciół Hioba, którzy „siedzieli z nim na ziemi siedem dni i siedem nocy, a nikt nie wyrzekł słowa, bo widzieli ogrom jego bólu” (Hi 2, 13). Podobnie rolę przyjaciela w czasie depresji opisuje Parker Palmer, amerykański pisarz, nauczyciel i aktywista. W swojej książce „Na sam dół: depresja i duchowa podróż” wspomina, że w jego chorobie odwiedzało go wielu bliskich. Przeważnie czuł się wtedy samotny i odcięty od przyjaciół: oni mówili wiele, a on trwał uwięziony w bólu, do którego oni nie umieli dotrzeć albo którego nie chcieli zrozumieć. Przychodził jednak jeszcze jeden przyjaciel. Odwiedzał go sam, na kwadrans, tylko po to, by mu zrobić masaż. Prawie nic nie mówił. Pewnego dnia powiedział tylko jedno zdanie: „Palmer, widzę, że dziś chyba jesteś trochę silniejszy”. Autor wspomina, że te słowa, wypowiedziane z serca i po głębokim namyśle, dały mu najwięcej otuchy. Warto się więc wystrzegać zagadania osoby chorej i serwowania jej wielu szybkich i płytkich pociech. Przyjaciele są po to, aby towarzyszyć osobie pogrążonej w ciemności.

Depresja to nie bożek

Niedobrze byłoby oczywiście w czasie choroby czynić z depresji centrum świata. Warto, by życie toczyło się względnie normalnie. Trzeba oczywiście „skontrolować”, delikatnie dopytać chorego o myśli samobójcze czy uzależnienia. Najważniejsze to ukierunkowywać spojrzenie na to, co w nim dobre i piękne. Stawiać przed oczy dobre czasy, które wrócą, oraz wszystko to, co uda się osiągnąć w przyszłości. Osoby z depresją, odpowiednio zachęcone, nieraz znajdują pociechę w różnorodnych pasjach. Ważne, by w przeżywaniu choroby nie wyręczać ani osoby chorej, ani terapeuty. Przyjaciel czy wspierający chorego duszpasterz to jasno określona rola: towarzysz drogi. Cierpliwy i oddany brat. „Spokojnie, każdy ma różne słabości. Ciebie akurat dotknęła depresja. Ale to minie. Zobaczysz. A póki trwa – wcale nie przestaję być z tobą” – takie słowa mogą naprawdę koić. Jeśli stan depresyjny jest na tyle poważny, że obok rozmów z psychologiem (a czasem spotkań z psychiatrą) zalecone zostało także leczenie farmakologiczne, przyjaciel powinien zachęcać do wierności metodzie leczenia.

Modlitwa i duchowość w depresji

Aaron Kheriaty i John Cihak są autorami „Katolickiego przewodnika po depresji”. To nieocenione źródło inspiracji i pomocy w przeżywaniu depresji zarówno od strony chorego, towarzysza, duszpasterza, jak i terapeuty. Dotyka ono bardzo ważnego tematu: modlitwy i w ogóle sfery duchowej w czasie depresji. Zdarza się, że osoba chora nie jest w stanie modlić się tak jak dawniej i przeżywa z tego powodu wiele bólu oraz poczucia winy. Czuje, że oddala się od Boga; że jest Bogu niemiła. Stan depresji to czas, gdy w chorym może się dokonać uzdrowienie obrazu Boga. Modlitwa jest utrudniona, ale nie jest niemożliwa. W przestrzeń bólu warto wlewać balsam prawdy o Jezusie, który nie odtrąca, ale przygarnia: zwłaszcza „tych, którzy się źle mają” (Łk 5, 31).

Samą modlitwę warto ukazywać nie tylko jako rozmowę, ale bardziej jako spotkanie z Bogiem. Taka modlitwa może nauczyć człowieka przychodzenia do Jezusa w całej prawdzie o sobie samym. Modlitwa w depresji może poszerzyć spojrzenie na Boga, na siebie samego oraz na samą modlitwę. We wspomnianym „Przewodniku” autorzy cytują słowa przywołanego wcześniej Parkera Palmera, który stwierdza, że depresja może być uświęcająca. Wydobywa bowiem człowieka z iluzji na temat własnej niezniszczalności. A przecież każde odejście od iluzji tym bardziej zbliża nas do prawdy. Poza tym, gdy osoba w depresji doświadcza cierpliwej obecności przyjaciół, troski terapeuty oraz miłości nieznudzonego jej chorobą Boga, jest w stanie głębiej kontemplować istotę dobra, którego bezinteresownie doświadcza. To z kolei rodzi wdzięczność, a po wyjściu z depresji zostaje w pamięci na zawsze. I uczy bycia takim samym wobec innych.

Exit

Człowiek, który przeżył depresję, staje się głębszy. Jego wrażliwość, nadszarpnięta i zraniona, wydaje jeszcze większe owoce. Wzrasta wewnętrzna siła. „Depresja pokazała mi, że jest we mnie coś głębszego, mocniejszego i prawdziwszego niż moje ego, niż moje emocje, niż mój intelekt i moja wola” – pisze Palmer. W perspektywie depresji bardziej widać, że życie jest darem. Gdy depresja ustępuje, rodzi się przeogromna wdzięczność za ten dar. Wyjście z depresji to nie tylko powrót do formy. To uzdrowienie jakiejś rany. Vanier nazywa depresję „kryzysem wyzwalającym”, który, jeśli jest przeżyty z terapeutą i w obecności przyjaciół, jest w stanie jeszcze bardziej rozwinąć piękne człowieczeństwo. Jednak by wyjść z depresji, sam chory również musi tego chcieć. Warto zatem nie tylko zachęcać, ale wiernie omadlać oddając Bogu w modlitwie osobę chorą i jej wolę.

Tagi:
depresja Niedziela Młodych

Opole uwielbia

2019-08-21 11:24

Beata Włoga
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 40-41

Na początku była myśl, dlaczego by nie zorganizować koncertu uwielbienia będącego uwieńczeniem uroczystości Bożego Ciała, podobnie jak robi to Rzeszów. Było też pragnienie serca, by modlić się za ludzi młodych...

Michał Banaś
Od 10 lat śpiewają na chwałę Pana

Ksiądz Eugeniusz Ploch, wówczas ojciec duchowny w Wyższym Seminarium Duchownym w Opolu, pragnienie i pytania przekuł w działanie. I tak po raz pierwszy w diecezji opolskiej w 2010 r. z jego inicjatywy i z pomocą raciborskiego zespołu Przecinek odbył się I Koncert Uwielbienia. Była to też doskonała okazja, by oficjalnie rozpocząć w diecezji zorganizowaną modlitwę za młode pokolenie.

Z błogosławieństwem pasterza

Biskupowi opolskiemu Andrzejowi Czai zależało, by parafie stały się Ogniskami Modlitwy za Młode Pokolenie. – W naszej diecezji w wielu parafiach przed codzienną Mszą św. jest odmawiany Różaniec – tłumaczy ks. Marcin Cytrycki, który dołączył do organizatorów koncertów rok później. – W jeden wyznaczony przez proboszcza dzień parafianie modlą się w intencji młodych ludzi. Ta modlitwa w wielu parafiach trwa do dziś – zapewnia ks. Marcin. Podobnie jest z modlitwą uwielbienia. Owocem opolskiego koncertu są m.in. wieczory uwielbienia, które odbywają się regularnie w kilkunastu parafiach diecezji opolskiej. Ci sami ludzie, którzy w wieczór uroczystości Bożego Ciała gromadzą się w Opolu, wracają do swoich domów i chcą dalej modlić się śpiewami uwielbienia.

Z pasją i miłością

Od początku organizatorom zależało, aby zespołowi towarzyszył chór. Przez pierwsze trzy lata zespół wspierały chóry młodzieżowe: Capricolium z Głuchołaz i Silesia Cantat z Głubczyc. – Później pojawiła się idea, aby więcej osób włączyło się w śpiew, dlatego zaprosiliśmy wolontariuszy. To było dobre posunięcie, dziś spora część chóru, ok. 40 osób, to stały skład, na nich zawsze można liczyć. Ci, którzy chcą z nami śpiewać, mogą zgłaszać się przez stronę: koncertuwielbienia.pl – wyjaśnia ks. Cytrycki. Wszyscy, którzy choć raz byli na koncercie uwielbienia, wiedzą, że to nie jest zwykłe śpiewanie. Tu ważny jest Ten, o którym się śpiewa i dla którego się śpiewa. – W naszych działaniach chcemy, by Pan Jezus był na pierwszym miejscu. Zawsze podkreślamy i pamiętamy, że to śpiew dla Niego, stąd #OpoleUwielbia, a słowo „koncert” bardzo świadomie od tego roku pojawia się dopiero w podtytule – tłumaczy ks. Marcin.

Wraz z nową grupą chórzystów wolontariuszy zrodził się pomysł warsztatów uwielbienia. To dwa (początkowo trzy) weekendy, kiedy śpiewający spotykają się i spędzają wspólnie czas nie tylko na nauce emisji głosu, artykulacji, próbach. To w pewnym sensie także duchowa formacja z modlitwą, konferencjami i Eucharystią, z uczeniem się, czym jest uwielbienie.

Za warsztatami i całym muzycznym przedsięwzięciem stoją profesjonaliści. Tak się złożyło, że za przygotowanie chóru przez lata odpowiedzialni byli absolwenci Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Dziś chór prowadzi i przygotowuje Anna Sikora, doskonała dyrygentka młodego pokolenia, na co dzień współpracująca z Diecezjalnym Instytutem Muzyki Kościelnej w Opolu. W tym trudnym zadaniu pomaga jej Krzysztof Pytko, od lat zaangażowany muzycznie w wielu miejscach diecezji. Zespół muzyczny to grupa muzyków Opolskich Wieczorów Uwielbienia wspierana przez grupę filharmoników opolskich. Na co dzień profesjonalni muzycy współtworzący różne muzyczne projekty. Udowadniają, że katolicy mogą robić dobrą muzykę, ładnie zaaranżowaną, zagraną i zaśpiewaną. Oczywiście, zespół nie składa się z samych profesjonalistów, ale i z wolontariuszy śpiewających w chórze, którzy wkładają mnóstwo pracy, prywatnego czasu i serca, by robić to dobrze. Mało tego, zaproszeni do tworzenia koncertu są wszyscy przez wspólne uwielbianie Pana Jezusa, w czym pomaga tekst pieśni wyświetlany na telebimie. – Jedynym na widowni jest Pan Jezus! On jest tym, dla którego jest cały ten koncert. To właśnie dla Niego kilkumiesięczne przygotowania, dla Niego cały wysiłek tylu młodych ludzi, dla Niego tak wielkie przedsięwzięcie – mówią inicjatorzy wydarzenia.

Ludzie i idea

Za każdą ideą stoją konkretni ludzie. Opole Uwielbia to przede wszystkim jego pomysłodawca i organizator – ks. Eugeniusz Ploch, obecnie proboszcz parafii Ducha Świętego w Winowie i członek Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy KEP; to również ks. Marcin Cytrycki, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gosławicach, były duszpasterz akademicki w DA Resurrexit. W tym roku do zespołu dołączył obecny duszpasterz akademicki ks. Łukasz Knosala. Ważna postać w ekipie to Piotr Kotas, kompozytor i aranżer, pieśni znane i śpiewane od wieków w jego aranżacjach są w nowy sposób odczytywane i odbierane.

Wielu, którzy tworzą Chór Corpus Christi i zaczynali jako młodzi ludzie, dziś dalej przyjeżdża i śpiewa dla Boga, choć ich życie prywatne mocno się zmieniło od pierwszego koncertu zagranego w parku AK w Opolu 10 lat temu. Często mają mężów, żony, dzieci – i w Boże Ciało przyjeżdżają do Opola, by wielbić Boga.

Owoce

Sara Nestorowicz, która przez wiele lat dyrygowała chórem, od trzech lat współtworzy koncert uwielbieniowy we Wrocławiu – wNieboGłosy. Swojego męża Michała poznała właśnie podczas warsztatów w Opolu. Arkadiusz Wiertelak też zaczynał w Opolu, dziś jest kierownikiem artystycznym, aranżerem i głównym organizatorem Zielonogórskiego Koncertu Uwielbienia. Marek Kudra, który pomagał przy kilku edycjach opolskiego koncertu, dziś jest prężnie działającym dyrygentem muzyki klasycznej.

– Opolskie doświadczenie przenoszone jest na dalszy grunt. To bardzo cieszy – przyznają zgodnie księża Marcin i Eugeniusz. W Polsce coraz więcej miast organizuje koncert na kształt Jednego Serca Jednego Ducha z Rzeszowa. Zwłaszcza młodzi ludzie chcą manifestować swoją wiarę w Żywego Boga przez udział w wieczornych koncertach uwielbienia. Są one niczym zwieńczenie uroczystej procesji ulicami miast i wsi, gdzie publicznie wyznaje się wiarę w Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego nie lubią księży?

2019-11-05 12:48

Piotr Grzybowski
Niedziela Ogólnopolska 45/2019, str. 7

Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem

Ks. Paweł Kłys

Obojętny, negatywny lub czasem nawet wrogi stosunek części społeczeństwa do duchowieństwa katolickiego staje się coraz bardziej powszechny. Znamienne przy tym, że jedynie katolickiego – w większości to Kościół katolicki podlega narastającej krytyce. Krytyce, która przeradza się ostatnio w jawną walkę.

Rozpoczęta przez zadeklarowanych ateistów – rozszerza się, obejmuje swym zasięgiem coraz szersze środowiska. Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem wielu przywódców, grup, organizacji czy środowisk. Zostaje wpisana w programy wyborcze. Staje się podstawą budowy wizerunku czy manifestów politycznych i światopoglądowych. A wszystko jest wsparte siłą środków masowej komunikacji.

Działanie to zawsze ma swój precyzyjny scenariusz. Rozpoczyna się od wybrania celu. Stają się nim z reguły księża, którzy stanowią rdzeń Kościoła. Powszechnie uznani i szanowani. Za tym idzie krytyka ich nauczania. Pokrętne interpretacje – czy wręcz manipulacja – kazań i wystąpień. Często mianem „skandalu” określa się ich słowa płynące wprost z Ewangelii. Linczowi medialnemu poddaje się organizowanie pielgrzymek, które gromadzą setki tysięcy wiernych. Wszystko to, aby ośmieszyć, poniżyć i upokorzyć.

Dlaczego tak się dzieje? Co zachodzi w umysłach ludzi, którzy decydują się podjąć walkę z Kościołem? O co chodzi w ich działaniu? Dokąd się skierują w swych dalszych planach?

W większości przypadków motorem zła, które ich nakręca, jest olbrzymia chęć władzy – chęć rządzenia, panowania, kierowania, niezależnie od tego, co pod tymi pojęciami sami rozumieją.

Podnoszą bunt przeciw księżom, czując fizyczny strach przed ich wielką wiarą. Przed nauką, którą głoszą w imieniu Jezusa Chrystusa. Czują wyraźnie, że ci, którzy nie chcą władzy nad „rzędem dusz”, otrzymali ją i mają. Boją się ich wpływu na szerokie rzesze. Wiedzą bowiem, że to za ich przykładem gromadzi się coraz więcej młodych ludzi, którzy na kolanach oddają cześć Stwórcy. Boją się, że ta młodzież pójdzie za nimi, a nie za pseudowartościami ofiarowywanymi w wielu popularnych mediach. Boją się ponadto, że takie myślenie będzie się upowszechniać. Że rozścieli się po kraju i sprawi, iż ludzie staną się lepsi, uczciwsi. Że będą dalej jak przez wieki czcić Boga, a Jego naukę stosować w rodzinach, w miejscach pracy, w życiu społecznym.

Boją się w końcu, że kiedyś i ich żony, synowie i córki uznają, iż wartości przez nich głoszone są puste i niewarte zainteresowania. Że to, co oni z takim trudem budowali, co ciułaczym wysiłkiem zgromadzili, uznają za bezwartościowe, a w konsekwencji nie będą ich za te dokonania cenili. Boją się, że resztki ich pseudoautorytetu legną w gruzach. Że będą musieli oddać coś ze swego stanu posiadania, wycofać się ze swoich miałkich tez, które były napędem ich życia. Boją się w końcu, że będą musieli zostać tymi, których jedynie czasami udają. Ludźmi Chrystusowymi – chrześcijanami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Gądecki: Prymas Wyszyński widział w Maryi nadzieję na zwycięstwo Kościoła w Polsce

2019-11-18 15:45

it / Jasna Góra (KAI)

Prymas Wyszyński widział w Maryi Jasnogórskiej nadzieję na zwycięstwo Kościoła w Polsce - przypomniał w rozmowie z KAI abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Przygotowania do czerwcowej beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego będą jednym z tematów zebrania plenarnego polskich biskupów. Poprzedza ono doroczne rekolekcje, które rozpoczną się na Jasnej Górze wieczorem.

Bożena Sztajner/Niedziela

Abp Stanisław Gądecki zauważył, że „kard. Wyszyński był człowiekiem zapatrzonym w Jasną Górę, w Matkę Bożą Jasnogórską, tutaj z Nią wiązał wszelkie nadzieje na zwycięstwo Kościoła w Polsce i widząc też znaki zwycięstwa rozumiał, że trzeba, by wszyscy biskupi tutaj przybywali”.

- To on właśnie na Jasnej Górze gromadził pasterzy, zwłaszcza w uroczystości maryjne, które tutaj są tak wyjątkowo przeżywane, tu organizował rekolekcje, Konferencje Episkopatu - przypomniał przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Podkreślił, że „na pewno istnieje silne zaplecze modlitewne, które poruszył kard. Wyszyński i ono trwa do dzisiaj”.

Arcybiskup mówił, że „duch rozproszenia jest dziś większy i coraz trudniej jest gromadzić się tutaj w licznej wspólnocie kapłańskiej, ale to związanie wielu księży z Matką Bożą Jasnogórską i tak jest silne”. Papież Franciszek na początku października zatwierdził dekret, który uznaje cud za wstawiennictwem kard. Stefana Wyszyńskiego. Data beatyfikacji Prymasa Polski została ustalona na 7 czerwca 2020 r. Beatyfikacja odbędzie się w Warszawie na Placu Piłsudskiego. W związku z tym biskupi na zebraniu plenarnym omówią kwestie związane z organizacją ogólnopolskich uroczystości.

- Trzeba przygotować program tych uroczystości - podkreśla abp Gądecki. Wyjaśnia, że po czerwcowych uroczystościach w Warszawie dziękczynienie za beatyfikację Prymasa Wyszyńskiego odbywać się będzie w każdej polskiej diecezji, tak „by mogli uczestniczyć w tych wydarzeniach zwłaszcza starsi ludzie, którzy pamiętają Kardynała”.

Przewodniczący Episkopatu podkreśla, że ogólnopolskie dziękczynienie za wyniesienie na ołtarze Prymasa Tysiąclecia odbędzie się 26 sierpnia, w uroczystość Matki Bożej Jasnogórskiej, której tak bardzo przyszły błogosławiony ufał. W wymiarze krajowym podziękowanie za Wielkiego Prymasa odbędzie się także w 2021 r. w Gnieźnie. Obok przygotowań do beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego innym tematem będą obchody setnej rocznicy urodzin Karola Wojtyły. W ramach działań mających na celu uczczenie urodzin Jana Pawła II powstał m.in. projekt „Dar na Stulecie”, z którym biskupi zapoznali się podczas obrad w marcu bieżącego roku. Projekt jest realizowany od 19 maja i potrwa do 10 maja 2020. Ponadto organizowanych jest wiele wydarzeń jubileuszowych na poziomie diecezji i parafii.

Wśród tematów spotkania biskupów jest też działalność Fundacji Świętego Józefa. Ma być dziełem pomocy i wsparcia dla osób wykorzystanych seksualnie w dzieciństwie lub młodości we wspólnocie Kościoła. Biskupi podjęli decyzję o powołaniu fundacji zajmującej się pomocą skrzywdzonym w październiku tego roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem