Reklama

Misję ewangelizacyjną traktujemy szeroko

2019-03-27 11:10

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 13/2019, str. IV

Archiwum Jedności
Ks. dr Jan Nowak

Wraz z powracającą wolnością i niepodległością narodu polskiego rodzi się w diecezji idea powołania drukarni katolickiej. Już w 1917 r. ruszają pierwsze prace organizacyjne, a w maju 1918 r. formalnie zarejestrowana zostaje Drukarnia „Jedność”. Wydawnictwo rok temu wkroczyło w nowe stulecie. Tradycja zobowiązuje. Bogata oferta adresowana do wszystkich pokoleń, wysoka jakość i niezmienna misja ewangelizacyjna – to wszystko tworzy markę „Jedność”, uznaną na rynku wydawnictw katolickich. „Jedność” nie zwalnia kroku, rozwija się i wciąż szuka nowego czytelnika, dostarczając mu wartościowe i atrakcyjne propozycje książkowe z zakresu teologii, biblistyki, wychowania, katechetyki, religii, sztuki chrześcijańskiej, a nawet kulinariów.

Nawet w trudnych czasach okupacji Drukarni udało się prowadzić działalność, choć Niemcy koncesjonowali jej pracę. Po zakończeniu wojny, we wrześniu 1949 r. „Jedność” została upaństwowiona, władze komunistyczne cofnęły również koncesję wydawniczą Księgarni „Jedność”. Chociaż w 1956 r., po żmudnych staraniach, zgodziły się na jej działalność handlową, to za trzy lata Miejska Rada Narodowa zlikwidowała Księgarnię „Jedność”.

Nowe otwarcie

Dopiero w listopadzie 1981 r. zwrócono diecezji lokal przy ul. Świerczewskiego, gdzie mieściła się wcześniej Drukarnia. Nieruchomość udało się wyremontować. Zmiany ustrojowe i demokratyzacja życia w Polsce, dały nadzieję na odtworzenie Drukarni. Staraniem bp. Stanisława Szymeckiego, w 1989 r. powstał Komitet Wydawniczy, którego celem było podjęcie prac przygotowawczych do wznowienia działalności wydawniczej. Po roku, 10 stycznia biskup Szymecki reaktywował Wydawnictwo „Jedność”, jego dyrektorem mianował ks. Henryka Witczyka. Pierwszą publikacją książkową Jedności były „Sanktuaria diecezji kieleckiej”.

Od 1995 r. „Jednością” kieruje ks. Leszek Skorupa. Pod jego skrzydłami Wydawnictwo systematycznie rozwija swoją działalność. Po zakupieniu w 2000 r. maszyny drukarskiej w formacie B2, zaczęło wydawać książki „u siebie”. Z czasem powstała cała linia produkcyjna, co umożliwiło firmie rozpoczęcie świadczenia usług poligraficznych. Ostatnie lata to nieustanny rozwój pod kątem jakości edytorskiej, graficznej wydawanych pozycji, za co odpowiada profesjonalny zespół pracowników. Powstają książki na dobrym papierze, w lepszej jakości druku, w twardej oprawie, ukazują się różne albumy, słowniki, serie wydawnicze na wysokim poziomie, słowem księgarskie małe dzieła sztuki.

Reklama

W 2007 r. „Jedność” przeniosła swoją drukarnię do zakupionych i zaadaptowanych budynków po zakładzie remontowym samochodów przemysłowych przy ul. Krakowskiej 62. Drukarni nadano imię Adama Półtawskiego – drukarza i pasjonata, bardzo zasłużonego dla „Jedności” i dla drukarskiej branży. Dziś zatrudnia ona ok. 100 pracowników.

Prestiżowe wyróżnienia

Znakiem rozpoznawczym „Jedności” są podręczniki do nauki religii. Wydawnictwo przygotowało niezwykle popularny w wielu diecezjach program katechetyczny, który jest dostępny w pełnej ofercie podręcznikowej z bogatą obudową metodyczną dla nauczyciela.

Zdecydowana część produkcji „Jedności” jest oparta na licencjach zagranicznych wydawnictw. Poszukiwanie partnerów do współpracy odbywa się na targach książki we Frankfurcie czy Targach Literatury dla Dzieci w Bolonii. – To duży komfort pracować z tak znanymi wydawcami. Produkt, który proponują, ma swoją wartość i dobrą jakość – zaznacza ks. dr Jan Nowak, redaktor naczelny Wydawnictwa „Jedność”. Największym sukcesem „Jedności” jest stała, rozpoczęta w 2003 r. współpraca z prestiżowym, ogromnym wydawnictwem niemieckim „Herder” – topowym wydawcą literatury religijnej i teologicznej. Zaowocowała ona konkretnymi umowami. „Jedność” corocznie ma pierwszeństwo wglądu w katalog „Herdera” i pierwszeństwo decyzji.

W stulecie powstania Drukarni, w 2018 r. diecezjalne Wydawnictwo otrzymało podczas Targów Wydawców Katolickich w Warszawie „Małego Feniksa”. Kapituła doceniła zwłaszcza „misję nieustannej ewangelizacji i otwartość na potrzeby czytelników w każdym wieku”. – Myślę, że to bardzo trafne uzasadnienie. Misja ewangelizacyjna traktowana jest przez nas bardzo szeroko: mówimy tutaj o kulturze, wychowaniu, patriotyzmie, wychowaniu do wartości, życia cnotami i walorami – mówi ks. Nowak. Ostatnie wyróżnienie Wydawnictwo otrzymało w marcu tego roku, to „Świętokrzyska Wiktoria”.

Kontakt z Biblią od najmłodszych lat

– Bardzo zależy nam, aby naszymi odbiorcami byli nie tylko dorośli, ale i dzieci – podkreśla ks. Nowak. A oferta literatury dziecięcej jest przebogata. Popularne książki „Jedności” dla najmłodszych uczą, bawią, wychowują, pomagają marzyć i eksperymentować, otwierają młodego czytelnika na świat nauki i wiedzy. – Aby dotrzeć do dziecka, najpierw trzeba zainteresować rodzica, wychować go i przygotować, by wprowadzał powoli i umiejętnie dziecko w świat czytelnictwa. To rodzic jest mentorem dziecka i on wybiera książki, które korespondują z jego systemem wartości i oczekiwaniami – podkreśla ks. Jan Nowak. W dziale literatury dziecięcej bardzo ważne miejsce zajmują propozycje, które są wprowadzeniem do kultury Biblii. „Jedność” prawdopodobnie ma najszerszą ofertę Biblii dla dzieci w Polsce. Od prostych pięknie ilustrowanych opowiadań dla trzy i czterolatków o postaciach biblijnych, po rozbudowane i opatrzone najnowszymi komentarzami wydania Pisma Świętego dla młodego człowieka. – Uczymy dzieci od najmłodszych lat kontaktu z Biblią – mówi ks. Jan.

Apologia chrześcijaństwa przez sztukę

W misji ewangelizacyjnej zawiera się również promocja sztuki chrześcijańskiej, a co za tym idzie bogata oferta pięknych albumów. – Chcemy jako wydawnictwo pokazać już zlaicyzowanej Europie, że tożsamość starego kontynentu jest nierozerwalnie związana z Księgą Biblii, że Pismo Święte oddziaływało na twórców wszystkich epok. To swego rodzaju sposób na bezbolesną apologię chrześcijaństwa, bez wystawiania ciężkich armat – wyjaśnia ks. Jan. W tym zakresie należy zwrócić uwagę na współpracę z wydawcami włoskimi specjalizującymi się w książkach artystycznych. Dzięki niej „Jedność” oferuje czytelnikowi książki o dziedzictwie kultury chrześcijańskiej, które wyraża się w malarstwie, rzeźbie i architekturze o najwyższej jakości. – Owocnie współpracujemy ze strukturami watykańskimi, takimi jak Muzea Watykańskie i Libreria Editrice Vaticana i jesteśmy w stanie dać do ręki polskiego czytelnika piękne i wysokiej klasy edytorskiej publikacje dotyczące sztuki chrześcijańskiej – mówi.

Działalność wydawnicza wiąże się nierozerwalnie ze sprzedażą i reklamą. Dlatego podkreśla, że trzeba prowadzić bardzo przemyślaną politykę wydawniczą. – Zawsze jednak wszelkie inicjatywy, które uważamy za cenne i wartościowe staramy się konsekwentnie kontynuować, nawet czasem kosztem rachunku ekonomicznego – mówi. Dodaje, że ważna jest pokora, „zimna głowa” i mierzenie sił na zamiary, bo rynek wydawniczy jest trudnym segmentem. Nie każda dobra rzecz się obroni, trzeba umieć ją zaprezentować.

Na Wielki Post ks. Jan poleca...

„Pięćdziesiąt listów o wierze” – wybitnego niemieckiego teologa Gerharda Lohfinka. Książka powstała na licencji „Herdera” i niebawem ukaże się nakładem „Jedności”.

– Lohfink napisał apologię chrześcijaństwa, przyjmując przy tym bardzo ciekawą konwencję – dialogu z czytelnikiem za pomocą pięćdziesięciu listów. Autor odpowiada na listy człowieka, który dzieli się swoimi wątpliwościami oraz opowiada o skandalach we współczesnym świecie i chrześcijaństwie. Wiele rzeczy nie może pojąć, wiele spraw go przeraża, a niektóre zachowania i postawy gorszą. Dotyka przy tym aktualnych wyzwań, z jakimi mierzy się Kościół i współczesny człowiek. Lohfink z warsztatem i wiedzą odpowiada mu w formie krótkich listów, co jest atutem książki, ponieważ można ją czytać mając choć chwilę w tramwaju, w biegu. Forma listu stwarza bliskość. Nie wypowiada się już ekspert, ale ktoś kto jest zatroskany i naprawdę chce Ci pomóc poszerzyć twój horyzont myślenia. W Niemczech książka cieszyła się bardzo dobrym przyjęciem – opowiada ks. Jan.

W tym roku mija pięćset lat od śmierci geniusza odrodzenia – Leonarda da Vinci. Z tej okazji „Jedność” przygotowuje niezwykłe wydawnictwo albumowe „Maszyny Leonarda”. Książka jest także skierowana do młodych pasjonatów techniki. Trzech włoskich inżynierów, wykorzystując najnowsze techniki komputerowe, zrekonstruowała, na podstawie kodeksów ze szkicami i projektami Leonarda, wszystkie machiny. Atutem książki będą jedyne w swoim rodzaju ilustracje.

Ostatnią rekomendowaną pozycją jest mająca swoją premierę 13 marca biografia Franciszka pt. „Przy stole z papieżem Franciszkiem. Jego historie, jego potrawy, jego goście”. To studium postaci Papieża Franciszka ukazane przez pryzmat jego relacji do pokarmu i kultury stołu, której współcześnie bardzo brakuje. Nie pozostaje nic innego jak zaprosić do lektury, życząc dobrych wrażeń.

„Jedność” wydaje około dwustu tytułów rocznie. Wydawnictwo wciąż poszerza zakres. Bardzo rozwija segment „kulinaria”, w sposób szczególny promuje zdrową kuchnię śródziemnomorską, która w wielu przypadkach była uratowana przez zakonnych mnichów. – Mamy już monumentalne publikacje w tej dziedzinie. Wydana została również cała seria kulinarnych propozycji „step by step”, pomocna w poznawaniu sztuki gotowania i przyrządzania smacznych i zdrowych potraw. – Ta troska o kulturę kulinarną stołu i zdrowe odżywianie również wpisuje się w naszą ewangelizacyjną misję – puentuje ks. Jan.

Tagi:
ewangelizacja drukarnia

Reklama

Wiek drukiem pisany

2019-12-10 10:48

Ks. Wojciech Kania
Edycja sandomierska 50/2019, str. IV

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu obchodzi 100-lecie działalności wydawniczej. Z tej racji 6 grudnia w kościele seminaryjnym została odprawiona Msza św. pod przewodnictwem bp. Krzysztofa Nitkiewicza. We wspólnej modlitwie wzięli udział pracownicy drukarni, a prelekcję do zebranych wygłosił ks. dr Piotr Tylec


Bp Marian Ryx (ok. 1920 r.)

Wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości podjęto starania o utworzenie katolickiej drukarni w Sandomierzu, która zaradziłaby potrzebom wydawniczym diecezji. Na realizację tego zamiaru nie trzeba było długo czekać, bo już w pierwszej połowie 1919 r. został otwarty Diecezjalny Zakład Graficzno-Drukarski w Sandomierzu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oczy Maryi żyją

2014-07-08 13:29

Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Graziako/Niedziela

BERNADETA GRABOWSKA: - Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: - Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie - z włókien agawy - niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień...

- Jak doszło do jego powstania?

- 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak - trudno się dziwić - nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów - róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

- Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi...

- Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie...

- Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

- Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem... Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii - Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

- To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe...

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa - „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

- Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia...

- Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą - wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu - Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

- Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

- Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów - niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli... Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

- Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

- Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

- Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin - Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

- Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

- Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes - biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie - trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie - dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka - Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

- O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

- Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych - nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga - jest ono święte i nienaruszalne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Brat Marek z Taizé: Wątpliwości są znakiem, że nasza wiara jest żywa

2019-12-15 09:07

mp / Warszawa (KAI)

- Wątpliwości w wierze są zaproszeniem do szukania Boga oraz do dalszego rozwoju - odpowiedział brat Marek z Taizé wczoraj podczas spotkania u jezuitów w Warszawie. Prowadził je Piotr Żyłka, redaktor naczelny portalu Deon.pl. Było ono poświęcone promocji książki: „Bóg. Cisza. Prostota”, która jest wywiadem-rzeką z bratem Markiem, przeprowadzonym właśnie przez Piotra Żyłkę. Ukazała się ona w tych dniach nakładem Wydawnictwa WAM.

www.spotkaniegrebocin.pl

- Młodych ludzi w Kościele powinno się przede wszystkim słuchać – powiedział brat Marek pytany jaka jest tajemnica sprawiająca, że do Taizé, tej skromnej burgundzkiej wioski, przyjeżdżają od lat setki tysięcy młodych z całego świata. Przypomniał, że brat Roger (założyciel wspólnoty) uczył braci, że w kontakcie z młodymi ludźmi nie należy stawiać się w roli mistrzów mających gotową odpowiedź na każde pytanie. Twierdził, że bracia powinni być ludźmi, którzy będą cierpliwie i życzliwie wysłuchiwać wszystkich, a w pierwszym rzędzie tych, którzy mają wątpliwości w wierze.

Zdaniem brata Marka, wątpliwości w wierze to sprawa, której nie powinniśmy się obawiać. Oznaczają one, że żyjemy i że szukamy. - A jeśli jesteśmy ludźmi, którzy zmierzają do Boga, to jest o co pytać do końca życia - podkreślił. - Wątpliwości są więc znakiem, że nasza wiara jest żywa. Ostrzegł, że jeśli w wierze operować będziemy tylko pewnikami, to nikt taką wiarą nie będzie zainteresowany. Wątpliwości są bowiem zaproszeniem do szukania.

Spotkania z młodymi – przyznał brat Marek – są też przynagleniem do zmiany czegoś w dzisiejszym świecie, do budowania pojednania i budowania więzi zaufania. „Dla mnie spotykanie się z młodymi jest nieustannym obdarowaniem świeżością powołania” - skonstatował.

Brat Marek wyjaśnił, że współczesny człowiek, w tym wielu młodych, jest głęboko zranionych i obarczonych często poważnym cierpieniem duchowym. Musimy więc starać się coraz lepiej rozumieć to wewnętrzne cierpienie. A tym, co najbardziej pomaga ludziom cierpiącym jest wysłuchanie i zaufanie.

Brat Marek mówił wczoraj nie tylko o relacjach ekumenicznych, które są codziennością wspólnoty z Taizé, ale także o nowym wyzwaniu, jakim jest obecność muzułmanów. Zapytany o weekend przyjaźni chrześcijańsko-muzułmańskiej, jaki odbył się przed dwoma miesiącami w Taizé, powiedział, że bracia mają kontakt z muzułmanami już od dawna, gdyż ich fraternie istnieją w niektórych krajach muzułmańskich np. w Bangladeszu. Tam kontakt z muzułmanami jest codzienny.

- Ze strachów przed wyznawcami islamu już się uleczyliśmy, gdyż poznaliśmy, że muzułmanie są to często prości, zwyczajni i Boży ludzie, głęboko traktujący swą wiarę – oświadczył. Opowiedział, że bracia doznają tam bardzo wiele życzliwości. Ostrzegł przed tendencją do odgradzania się od muzułmanów – jaka często nas charakteryzuje - gdyż znacznie lepszym wyjściem jest zacząć się nawzajem poznawać, spotykać i rozmawiać. - A wtedy odkryjemy, że ten kto swe życie opiera na wierze, ten nie szuka wojny. Natomiast wojny szuka ten, kto wiarą manipuluje, ale dotyczyć to może zarówno muzułmanów jak i chrześcijan – wyjaśniał.

Na pytanie jak rozumieć prostotę w naszym życiu, brat Marek odpowiedział, że prostota nie oznacza ucieczki od nowych wynalazków technicznych ale jest poszukiwaniem tego, co naprawdę jest mi potrzebne. - Prostota nie jest to więc odrzucanie tego, co człowiek wynalazł, ale korzystanie w taki sposób aby to służyło innym - wyjaśnił. Dodał, że powinna temu towarzyszyć podstawa samoograniczenia, ale nie może być ona przeżywana w smutku lecz w radości.

Brat Marek opowiadał też o swojej drodze do Taizé. Kiedy był studentem ekonomii w Poznaniu w latach 60-tych ubiegłego wieku, wielką rolę w jego życiu odegrało duszpasterstwo akademickie. Przeżył tam szczególną fascynację rozwijającym się wówczas ruchem ekumenicznym. Swego rodzaju objawieniem dlań była książka „Taizé i Kościół jutra”, która zawierała też regułę wspólnoty z Taizé. Reguła ta stała się wyznacznikiem dalszych jego poszukiwań duchowych, do tego stopnia, że wraz z przyjaciółmi z duszpasterstwa chciał w Polsce założyć wspólnotę na niej opartą. W końcu – po spotkaniu z bratem Clementem, który przybył do Polski - udało mu się uzyskać zaproszenie do Taizé.

W 1972 r. po raz pierwszy mógł udać się do Taizé. A kiedy jechał tam po raz drugi w 1975 r., miał już wewnętrzne przekonanie, że chce wstąpić na stale do wspólnoty. Bracia zgodzili się na to, ale postanowił jeszcze wrócić do Polski, aby załatwić niezbędne formalności. Przez kolejne 3 lata nie dostawał paszportu. W końcu, w 1977 r. po długich perypetiach go otrzymał. Zaraz po przybyciu został przyjęty jako brat do wspólnoty. A w drugiej połowie lat 90-tych – za namową brata Rogera oraz ks. Stanisława Dziwisza, wówczas sekretarza Jana Pawła II – przyjął święcenia kapłańskie.

Przez wiele lat brat Marek zajmował się Polakami przyjeżdżającymi do Taizé i był jednym z głównych organizatorów Europejskich Spotkań Młodych. Obecnie opiekuje się uchodźcami i migrantami przyjętymi przez wspólnotę.

Spotkanie u oo. jezuitów było organizowane przez warszawskie środowisko związane ze wspólnotą Taizé. Przy jezuickim duszpasterstwie DĄB co środa odbywają się modlitwy w duchu Taizé, a w ostatnią środę miesiąca tego typu spotkanie modlitewne ma miejsce w kościele św. Marcina na Piwnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem