Reklama

Najbardziej pociąga świadectwo rodziców

2019-05-15 09:02

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 20/2019, str. 5

Zawichojskie spotkanie wspólne

Na ten szczególny dzień czekają z niecierpliwością. Nie zastanawiają się, czy dostaną laptop, zegarek czy dron, bo dobrze wiedzą, że najważniejszym prezentem jest dla nich Jezus

Dzieci pierwszokomunijne ze Szkoły Podstawowej prowadzonej przez Siostry Zmartwychwstanki na Żoliborzu przygotowania do przyjęcia Jezusa do swego serca rozpoczynają już od pierwszej klasy. Wtedy na katechezie rozpoczyna się formacja i wprowadzenie do przeżywania Mszy św. Stopniowo, przez codzienną modlitwę przed lekcjami, są przygotowywane do spotkania z Jezusem w Eucharystii. Uczestniczą również we Mszach św. w pierwsze piątki miesiąca. Bliższe przygotowanie rozpoczyna się od września klasy trzeciej i trwa cały rok.

Przygotowanie dzieci i rodziców

Raz w miesiącu, w niedzielę, rodzice z dziećmi uczestniczą w spotkaniu w klasztorze u sióstr. Rozpoczyna je Msza św., którą odprawia ks. Grzegorz Ostrowski, proboszcz parafii św. Jana Kantego, na terenie której mieście się szkoła. – Wtedy są omawiane poszczególne części Mszy św., tłumaczone jest ich znaczenie. Na tej Mszy św. są razem dzieci i rodzice – wyjaśnia s. Maria Renata CR, katechetka, przygotowująca dzieci do Pierwszej Komunii św. Po Mszy św. rodzice zostają w kaplicy i słuchają skierowanej do nich katechezy księdza proboszcza. Dzieci idą na specjalną katechezę dla nich, którą prowadzi siostra. Tematy nawiązują do tych części Mszy św., które były omawiane, jest ich powtórzenie i utrwalenie lub ewentualnie, jeśli była potrzeba, zwrócenie na coś uwagi.

– Te spotkania są bardzo pomocne, ponieważ często my, dorośli, gdy wchodzimy w rutynę, to nie zawsze zwracamy na pewne rzeczy uwagę, co dany element oznacza. Przez to można pomóc sobie w głębszym przeżywaniu Eucharystii – mówi s. Maria Renata. Rodzice aktywnie włączają się w uczestnictwo w tej Mszy św., czytając czytania, śpiewając psalm. Dają przez to przykład swoim dzieciom. Takie świadectwo najbardziej pociąga dziecko, gdy widzi swoich rodziców aktywnie uczestniczących we Mszy św.

Reklama

Rodzinna atmosfera

Rodzice dzieci ze szkoły Sióstr Zmartwychwstanek całym sercem wspierają swoje pociechy w tym ważnym dla nich czasie. – Przygotowywaliśmy się razem z naszym synem do jego Pierwszej Komunii św. przez wspólną modlitwę rano i wieczorem, wspólne bycie i wspieranie go. Syn odliczał nawet godziny, które mu zostały do tego ważnego momentu – mówi Grażyna Nowakowska, której syn przystąpił do Pierwszej Komunii św. razem z dziewięciorgiem swoich rówieśników ze Szkoły Podstawowej Sióstr Zmartwychwstanek. Wspiera swoje syna, uczestnicząc również w rodzinnej róży różańcowej. Podkreśla ogromną pomoc, której jako rodzice, doświadczyli zarówno ze strony sióstr zmartwychwstanek, jak i ks. proboszcza Grzegorza Ostrowskiego. – To był bardzo dobry i wartościowy czas, łączący nas, jako rodziców i naszą małą społeczność klasową – mówią.

Kameralne klasy w szkole Sióstr Zmartwychwstanek stwarzają dobry klimat do podtrzymywania rodzinnej atmosfery. Sprzyja temu formacja rodziców przez rekolekcje wielkopostne, spotkania opłatkowe, w szkole jest też więcej wywiadówek z rodzicami. Przez to wzajemne relacje się zacieśniają i tworzy się swoista wspólnota szkolno-rodzicielska, spotykająca się również poza szkołą.

Wiedzą, co jest najważniejsze

Rodzinna atmosfera panująca w szkole pomaga właściwie ukierunkować pierwszokomunijne pragnienia dzieci. – Nie są dla nich istotne prezenty, nawet nie muszę im tego tłumaczyć, ponieważ nie są na tym skoncentrowane, ale tylko na samym przeżywaniu Eucharystii i pragnieniu przyjęciu Jezusa do serca – podkreśla s. Maria Renata. Jak zaznacza, solidny fundament duchowy, który zbudowali w swoich dzieciach rodzice, pomaga w pracy katechetom. – Bardzo dużo zależy od rodziców, jeśli oni nie zaprowadzą dziecka do kościoła, to ono w tym wieku samo nie pójdzie – zaznacza.

W szkole Sióstr Zmartwychwstanek to zaangażowanie rodziców widać bardzo dobrze. Dzieci mają od najmłodszych lat dobry przykład ze strony rodziców. Jest dla nich oczywiste, że chodzą na Mszę św., a życie religijne, codzienna modlitwa, są wpisane w rytm życia. Nie bez znaczenia jest też fakt, że przebywają na co dzień w szkole z siostrami i są blisko Boga. – Sama buduję się postawą tych dzieci, ich pragnieniem i czekaniem na spotkanie z Jezusem w Eucharystii – przyznaje s. Maria Renata i dodaje, że dzieci nie trzeba namawiać do modlitwy. Są bardzo otwarte i chłonne relacji z Bogiem, pragną podejmować modlitwę i zwracać się do Jezusa. Bardzo przeżywają swoje spotkanie z Nim. Czują się ważne w oczach Boga. Wiedzą, że jest to spotkanie z Kimś najważniejszym, kto w całym ich życiu będzie ich umacniał na drodze dorastania do świętości.

Tagi:
Pierwsza Komunia św.

Wydarte ze wspomnień

2019-05-28 13:40

Zenon Zaremba
Edycja toruńska 22/2019, str. 8

Przyjęcie I Komunii św. współcześnie wielu osobom kojarzy się z otrzymywaniem licznych i kosztownych prezentów. Ponad 70 lat temu dla małego Zenona jednym z upominków był słoik grzybków w occie. Mimo to był to jeden z najważniejszych dni w jego życiu. Otrzymał wtedy najcenniejszy dar – Chrystusa

Archiwum autora
Pamiątkowe zdjęcie Zenona Zaremby

W czasie walk o wyzwolenie Grudziądza w marcu 1945 r. spłonął kościół i plebania parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. W tym kościele 13 października 1935 r. zostałem ochrzczony. Moimi rodzicami chrzestnymi byli Maria Mirzejewska, koleżanka moich rodziców, oraz brat mojej mamy Józef Peak. Wszyscy już przed wielu laty odeszli do Pana.

Pamiętam ten okres szczególnie, ponieważ nasza wielodzietna rodzina była bardzo związana z Kościołem. Dlatego też zniszczenie tej świątyni było dla wszystkich mieszkańców przedmieścia Grudziądza-Tarpna, wielkim dramatem. Zaraz po wyzwoleniu zaczęła się odbudowa kościoła z dużym zaangażowaniem parafian. Czasowo nabożeństwa odbywały się w pomieszczeniach magazynu, w którym przedtem przechowywano zboże, przy ul. Ignacego Paderewskiego, tuż obok przepływającej rzeki Trynki. Proboszczem parafii był ks. Leon Kuchta, który słynął z wielkiej pobożności.

Uroczystość

Jako chłopiec byłem ministrantem, a mój śp. ojciec Jan Zaremba śpiewał w chórze kościelnym przez długie lata. Ale jedno wydarzenie z tego powojennego okresu utkwiło w mojej pamięci najbardziej. Było to przygotowanie do I Komunii św. przez proboszcza ks. Leona Kuchtę. Nauki mieliśmy w tym samym pomieszczeniu, gdzie odbywały się nabożeństwa. Ówczesna dziecięca ciekawość poznawania Ewangelii i katechizmu była bardzo duża. Chłopięce i dziewczęce umysły chłonęły to wszystko z wielkim zainteresowaniem i powagą. Wreszcie w pierwszej dekadzie maja 1946 r. otrzymałem I Komunię św. z rąk proboszcza.

Wspólne świętowanie

Po uroczystej Mszy św. nasi rodzice zorganizowali na zapleczu kościoła, w ogrodzie jednego z sąsiadów, skromny poczęstunek. Na placu ogrodowym ustawiono stoły nakryte białymi prześcieradłami. Siedzieliśmy przy tych stołach na ławkach prowizorycznie wykonanych z nieheblowanych desek przykrytych kocami. Mamy upiekły drożdżówkę, co na tamten powojenny rok było dla nas wielkim przysmakiem. Na stole znalazła się również kawa zbożowa z mlekiem. Bez cukru. Przed jedzeniem powstaliśmy i odmówiliśmy wspólną modlitwę dziękczynną. Ks. Leon Kuchta powiedział kilka zdań i podziękował mamom za przygotowanie posiłku. Piękny to był dzień. Słoneczny, ciepły. Nasze serduszka tryskały radością. Niektóre dzieci otrzymały polne kwiatki, które rosły na łące tuż za rzeką. Nie było żadnych prezentów komunijnych, bo wojna zniszczyła wszystko, co było w pobliskim sklepie. Nie było zegarków, aparatów fotograficznych, wypasionych komórek, tabletów i innych przedmiotów, które w dzisiejszych czasach są dostępne i rozpraszają uwagę uroczystości pierwszokomunijnych.

Na szczęście

Czuliśmy, że Pan Jezus wstąpił do naszych serc i po otrzymaniu obrazków od ks. Kuchty wróciliśmy do domów, gdzie nie było wielu gości z wyjątkiem rodziców, babci, rodziców chrzestnych i rodzeństwa. Stół gościnny był bardzo ubogi. Od matki chrzestnej otrzymałem w prezencie mały słoik grzybków w occie, a od wujka, ojca chrzestnego, kilka drobnych pieniążków, które – jak powiedział – „na pewno przyniosą ci szczęście w życiu”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przyjaciele Karola Wojtyły ze „Środowiska”

2019-10-20 13:04

Anna Przewoźnik

Każdego roku, w okolicach 16 października, przybywają na Jasną Górę członkowie wspólnoty „Środowisko”. Ludzie, którzy mieli szczególną łaskę wzrastać w obecności ks. Karola Wojtyły, swojego „Wujka”. Należeli oni do krakowskiego duszpasterstwa prowadzonego przez ks. Wojtyłę. Tegoroczne spotkanie rozpoczęli rozważaniem Drogi Krzyżowej na wałach jasnogórskich.

Anna Przewoźnik/Niedziela

Grupa „Środowisko” powstała z grupy studentów w lat ok. 1949-53 z studentów m.in. Politechniki Krakowskiej, którzy byli zgromadzeni razem z wikarym Karolem Wojtyłą przy parfii. św. Floriana w Krakowie.

Członkowie „Środowiska” bezpośredni wychowankowie młodego kapłana Karola Wojtyły to już bardzo nieliczna grupa. Reprezentowała ją w tym roku m.in. 90-letnia Danuta Ciesielska. Przybyła do sanktuarium z córką.

- To jest kontynuacja tej pamięci, przyjeżdżaliśmy z Karolem Wojtyłą tutaj na Jasną Górę i na Kalwarię Zebrzydowską. On jest nadal bardzo bliski, mieliśmy z nim cały czas kontakt. Nadal uczestniczy w naszym życiu. Wszystkie intencje, które mam, zawsze polecam Panu Bogu za jego pośrednictwem – powiedziała pani Ciesielska dodając, że ludzie ze „Środowiska” mieli kontakt z papieżem Janem Pawłem II niemal do samej jego śmierci. Papież znał nasze dzieci, wnuki, cieszył się bardzo tymi spotkaniami.

Stefan Życzkowski należy do drugiego pokolenia „Środowiska”.

- Na pewno dla nas, tego drugiego pokolenia, które poznało Jana Pawła jako dzieci, na różnych spotkaniach i na Franciszkańskiej, później też w Rzymie i w Castel Gandolfo jest dużym wyzwaniem przekazywanie tego, co wynieśliśmy z naszych domów, od naszych rodziców i od Jana Pawła II, swoim codziennym działaniem – wyznał Życzkowski, który przybył na pielgrzymkę ze swoim synem Antonim. On również poznał Papieża Polaka. Tak wspomina tamte chwile: - Moim dziadkom kard. Wojtyła udzielał ślubu. Błogosławił od strony mojej mamy i taty. Ja, jako mały chłopiec, jeździłem z dziadkami, z rodzicami do Castel Gandolfo, do papieża Jana Pawła II. Ostatni raz byliśmy w 2003 roku, miałem 8 lat. Jest to dla mnie duża łaska, i powód do dumy, że mogłem być tak blisko osoby tak świętej, tak znanej na całym świecie. Za to składam dziękczynienie przed Obrazem Matki Bożej w Częstochowie. Do końca życia będę tu pielgrzymował w okolicach 16 października i dziękował za to, że moje życie jest blisko związane z Janem Pawłem II.

Podobne wspomnienia z okresu dzieciństwa ma Teresa Malecka. Poznała papieża Jana Pawła II, kiedy była nastolatką miała 13 lat. - Stało się tak, ponieważ moja siostra Maria Rybicka była już wtedy członkinią tej grupy a oni często spotykali się u nas w domu. Przychodził z nimi „Wujek”. Już wtedy wiedziałam, że to jest nadzwyczajny ksiądz – po sposobie bycia, niezwykłym kontakcie z młodzieżą. Udało mi się, jako 16-letniej osobie, po raz pierwszy pójść z nimi w góry, wtedy byłam najmłodsza w tej grupie. Później, kiedy mieliśmy już własne dzieci, wnuki, to kiedy byliśmy z nimi u Niego, zawsze koncentrował się na najmłodszych, na najsłabszych, na tych, którzy najbardziej potrzebowali serca. Do dzieci miał słabość ogromną, wyrażał ją w geście, ruchu, w słowach, we wszystkim, co tylko można”.

Pielgrzymka „Środowiska” zakończyła się Eucharystią przed Cudownym Obrazem w Kaplicy Matki Bożej. Mszy świętej przewodniczył i homilię wygłosił ks. Szymon Fedorowicz, który otrzymał Chrzest Święty z rąk ks. Karola Wojtyły.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Paradyż: nowy pomysł na rekolekcje powołaniowe

2019-10-21 07:32

Katarzyna Krawcewicz

W seminarium duchownym w Paradyżu rozpoczęły się rekolekcje powołaniowe dla młodzieży męskiej od 14 roku życia zatytułowane: „Gdzie jesteś?”. Pierwsze spotkanie z tego cyklu odbyło się w dniach 18-20 października. Z uczestnikami spotkał się bp Tadeusz Lityński.

ks. Adrian Put

Rekolekcje „Gdzie jesteś?” to zupełnie nowa propozycja formacji młodych ludzi, oparta na autorskim pomyśle księży Łukasza Sławińskiego, Damiana Dropa i Przemysława Janickiego. Nie są to rekolekcje skierowane wyłącznie do ludzi rozeznających powołanie do kapłaństwa, ale ogólnie do młodzieży u progu dorosłości, szukającej swojego miejsca w życiu.

Duży artykuł, w którym księża Damian Drop i Łukasz Sławiński opowiadają o idei nowych rekolekcji powołaniowych, ukaże się w papierowym wydaniu Niedzieli już 27 października.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem