Reklama

Tygodnik

Porządki w torebce

Często spotykane błędy językowe

Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie powiedział „po najmniejszej linii oporu” (tak, to błąd!) i nie zapomniał postawić przecinka. Oto popularne potknięcia językowe.

Pleonazmy i tautologie, czyli „masło maślane”, np. „cofnąć się do tyłu”, „miła i sympatyczna”, „najbardziej optymalny”, „spadać w dół”, „miesiąc maj”, „okres czasu”, „fakt autentyczny”, „ja osobiście” itd. Nie da się spadać w górę. A jeśli coś jest optymalne, czyli najlepsze, to nie ma sensu dodawać kolejnego „naj”.

Choć nauczyciele przelali w tej sprawie morze czerwonego atramentu, znakomicie się miewają błędy: pisanie i mówienie „wziąść” (oczywiście, powinno być: „wziąć”) i nieodmienianie nazwy miesiąca w dacie, np. „1 sierpień” (powinno być: „1 sierpnia”).

Reklama

Można czasem usłyszeć, że coś „pisze” na plakacie albo metce (należy powiedzieć: „jest napisane”), że ktoś „ubrał piżamę” (można jedynie „włożyć piżamę” albo „ubrać się w piżamę”) albo że poszedł „po lewo”/„po prawo” („w lewo”/„w prawo”). Dlaczego? „Dlatego, ponieważ...” albo „dlatego, bo...”. A przecież „dlatego, że” znaczy to samo, co „ponieważ” i „bo” – takie konstrukcje więc to dwa grzyby w barszcz.

Wielu osobom sprawia kłopot pisownia par: „na pewno” i „naprawdę”, „za granicą” i „zagranica”, „na co dzień” i „codziennie”, „do jutra” i „pojutrze”. Pamiętajcie: jeździcie za granicę, ale Lwów to zagranica! Kłopotliwa bywa również pisownia przyimka „sprzed” (błędnie zapisuje się go niekiedy jako „z przed”).

Powszechny błąd w pisanej polszczyźnie to brak przecinka po wtrąconym zdaniu podrzędnym. O tym, że trzeba postawić przecinek przed „który”, „jaki” i „gdzie”, uczą się już trzecioklasiści. Ale nie każdy pamięta, że jeśli po zdaniu podrzędnym rozpoczynającym się od któregoś z tych wyrazów następuje ciąg dalszy zdania nadrzędnego, musimy postawić jeszcze jeden przecinek, np. „Chleb, który ci kupiłam, jest zrobiony z mąki żytniej”.

W internecie (najczęściej w komentarzach) można znaleźć wypowiedzi zapisane wyłącznie małymi literami i wielokropkami – bez wielkiej litery na początku zdania, bez kropki na końcu, bez przecinków. To nie tylko błędy, ale również okropne niechlujstwo i objaw braku szacunku dla innych ludzi.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak prać w domu puchową odzież?

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 58

[ TEMATY ]

porady

adobe.stock.pl

O tym, czy puchową odzież możemy wyprać w domu, czy musimy ją oddać do czyszczenia, decyduje rodzaj wykorzystanych przez producenta materiałów. Jest on podany na etykiecie.

Puchowa odzież powinna być prana najwyżej dwa razy w sezonie zimowym, ponieważ przy każdym praniu puch i pierze tracą trochę tłuszczu, puszystości i odzież nie jest już tak ciepła. Powinno się ją często wietrzyć, nawet przez kilka dni, nigdy w pełnym słońcu. Świeże plamy można zetrzeć czystą wilgotną ściereczką z odpowiednim detergentem, a zaschłe – wyczesać miękką szczotką.

CZYTAJ DALEJ

Pomieszani w miłości

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

małżeńskie

Ks. Adrian Put

Życie z osobą innej wiary czasem różni się od tego, które prowadziłem wcześniej, przyznaje Scott, na zdjęciu z żoną Hanną

W większości nie przypuszczali, że poślubią nie katolika. To, że są w tym miejscu i w takiej konfiguracji, to kwestia miłości, wiary, że ona jest silniejsza od wszystkiego, i zaufania, że to Boży plan.

Agnieszka i Tomasz. Ona – katoliczka, on – wyznania prawosławnego. Małżeństwo z 18-letnim stażem, dwoje dzieci. Mieszkają w Hajnówce.

Hanna i Scott. Ona – katoliczka, on – baptysta. Na początku drogi małżeńskiej. Miejscem ich wspólnego życia jest Zielona Góra.

Dwie pary, dwie zupełnie inne historie i dwa miasta w Polsce na dwóch biegunach – wschodzie i zachodzie.

Tło

Małżeństwa mieszane to – zgodnie z prawem kanonicznym (Kodeks prawa kanonicznego, kan. 1124) – związek zawarty przez dwie osoby ochrzczone, z których jedna przyjęła chrzest w Kościele katolickim lub została do niego przyjęta po chrzcie przez publiczne wyznanie wiary i nie wystąpiła z niego formalnym aktem (czyli jest katolikiem), druga zaś należy do Kościoła lub wspólnoty kościelnej nieutrzymującej pełnej jedności z Kościołem katolickim. Dla jednych – coś zupełnie zwyczajnego, dla innych – sytuacja trudna do zaakceptowania. Obok zwykłych problemów, z którymi mierzą się wszystkie rodziny, oni mają jeszcze jedno wyzwanie: akceptacji wiary i podejścia do niej współmałżonka. A z tym wiążą się dojrzałość i otwartość na jego praktyki, często odmienne od swoich, choćby w przypadku codziennej modlitwy czy uczestnictwa w obrządkach we własnej świątyni. I wychowanie dzieci, pytania o przynależność wyznaniową rodziców. Każde małżeństwo trochę do siebie podobne, ale związane z inną historią, inną rzeczywistością. Łączą je miłość, zaufanie, że u podstaw tej relacji jest Pan Bóg – ten sam dla obojga.

Czego więc konkretnie wymaga taki związek od małżonków? Jak swoją rzeczywistość jako małżeństwa mieszane postrzegają bohaterowie artykułu?

Czy życie w rodzinie, w której mieszają się nie tylko tradycje i przyzwyczajenia, ale i wyznawana wiara, jest trudniejsze?

Różnice

Dla Agnieszki i Tomasza ich małżeństwo od początku było czymś naturalnym. Oboje pochodzą z Hajnówki, gdzie 70% mieszkańców jest wyznania prawosławnego, zaś 25% to rzymscy katolicy, a więc małżeństwo takie jak ich nie jest wyjątkiem. W takiej społeczności dorastali i tam mieszkają do dziś. Od początku mieli świadomość wyznania drugiej strony. – Nie mieliśmy z tym większego problemu, ponieważ w naszych rodzinach i w naszym regionie często można spotkać małżeństwa mieszane wyznaniowo: katolicko-prawosławne – opowiada Agnieszka. – Kiedy nadszedł odpowiedni czas, zaczęliśmy rozmawiać, w jakim kościele będzie zawarte małżeństwo. Były, oczywiście, pewne obawy ze strony męża i mojej, wynikające z kilku osobistych przyczyn, np. jak na tę sytuację zareaguje jego rodzina, szczególnie mama, która chciała, aby jej jedyny syn wziął ślub w cerkwi. Nie wiedzieliśmy, jak będziemy się czuć w kwestii braku pełnego uczestnictwa we Mszy św. w obu kościołach – chodzi o wspólne przyjęcie Komunii św. Wspólnie z mężem podjęliśmy jednak decyzję, że ślub oraz chrzciny przyszłych dzieci będą w Kościele katolickim, natomiast my pozostaniemy przy swoich wyznaniach.

CZYTAJ DALEJ

Radosne oblężenie - spotkanie kolędników misyjnych

2020-01-20 09:43

Paweł Wysoki

Kiedy rozważamy scenę Bożego Narodzenia, jesteśmy zachęceni, by jak pasterze wyruszyć w drogę i rozpoznać Boga, który w pokorze przychodzi na ziemię. Wy jesteście żywą, wędrującą szopką, bo idziecie do wielu domów, by przedstawić scenę Bożego Narodzenia i zakotwiczyć ją w konkretnej sytuacji dzisiejszego świata - powiedział abp Stanisław Budzik do kolędników misyjnych.

Spotkanie kolędników misyjnych, nazwane „radosnym oblężeniem” sanktuarium Matki Bożej Latyczowskiej w Lublinie, odbyło się 9 stycznia. Na zaproszenie ks. Wojciecha Rebety, dyrektora Papieskich Dzieł Misyjnych w archidiecezji lubelskiej, i s. Ireny Karczewskiej FMM z centrum misyjnego, odpowiedziało ponad 600 osób, reprezentujących 1500 kolędników. W okresie świątecznym aż 170 grup w ok. 50 parafiach naszej diecezji odwiedziło ponad 5 tys. domów. Dzieląc się radością wiary, młodzi kolędnicy okazali wrażliwe serca i prosili o ofiary na potrzeby ubogich dzieci z dalekich stron świata.

Praca na rzecz misji

- Cieszymy się waszą obecnością i piękną pracą na rzecz misji - witał zgromadzonych ks. Marek Warchoł, kustosz sanktuarium. Wskazując na Maryję, przypomniał, że była Ona pierwszą misjonarką, bo z Jezusem wzrastającym pod sercem pobiegła do swojej krewnej Elżbiety, by przekazać jej Dobrą Nowinę i zwyczajnie pomagać. - Misje właśnie na tym polegają, by nieść innym Ewangelię i pomagać - podkreślał kustosz. Za wielkoduszną odpowiedź dzieci na wezwanie, by przyczyniać się do budowy bardziej ludzkiego i braterskiego świata, dziękował abp Stanisław Budzik. - Pan Bóg rozjaśnia mroki naszego życia. Ze Żłóbka płynie światło i przesłanie miłości, które wzywa nas, byśmy budowali lepszy świat, w którym nikt nie jest zapomniany - mówił Pasterz. Zaapelował, by jeszcze więcej parafii i szkół z naszej diecezji włączyło się do akcji kolędników misyjnych, która jest pięknym świadectwem wiary i miłości.

Dla dzieci Amazonii

Wędrując po domach, kolędnicy misyjni prosili o wsparcie dla ubogich dzieci z Amazonii. Podczas spotkania podsumowującego dzieło gościem specjalnym była s. Bożena Noga ze Zgromadzenia Franciszkanek Misjonarek Maryi. Zakonnica przez 25 lat pracowała w krajach Ameryki Południowej, w tym na obszarze Amazonii. Chętnie podzieliła się z dziećmi doświadczeniem swojej pracy misyjnej. Opowiadała o codziennym życiu mieszkańców okolic największej rzeki świata, którzy mimo wielu trudności oraz ubóstwa zachowują pokój serca i radość. Podkreślała, że na największe niebezpieczeństwa narażone są dzieci. Dziękowała za to, że osoby związane z Papieskim Dziełem Misyjnym Dzieci tak chętnie odpowiedziały na apel o pomoc dla Amazonii. Kolędowanie było z jednej strony dzieleniem się radością Bożego Narodzenia, a z drugiej miało konkretny wymiar pomocy materialnej i troski o przyrodę i lasy Amazonii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję