Reklama

Niedziela w Warszawie

Dla nas ważny jest człowiek

Z ks. prof. Krzysztofem Pawliną, rektorem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie, rozmawia Łukasz Krzysztofka

Niedziela warszawska 33/2019, str. 6-7

[ TEMATY ]

wywiad

Archiwum PWTW

Ks. prof. Krzysztof Pawlina

ŁUKASZ KRZYSZTOFKA: – Żyjemy w świecie, który wszystko chce udowadniać empirycznie, a istnienie prawdy u waża za coś relatywnego. Po co współczesnemu światu teologia?

KRZYSZTOF PAWLINA: – Teologia jest czymś, co nadaje sens uniwersum, ona daje wizję świata, a także spojrzenie na człowieka i pozwala nie tylko poznać Boga, ale poszerzyć swoje wewnętrzne spojrzenie na świat.
Dzisiaj w Polsce teologia ma swoje miejsce w podziale dyscyplin naukowych. To bardzo ważne, że są wydziały teologiczne na uczelniach publicznych. Oprócz UKSW i KUL-u są też dwie uczelnie autonomiczne – Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu i w Warszawie. Zadaniem wszystkich wymienionych przeze mnie uczelni teologicznych jest podtrzymywanie tego spojrzenia na uniwersum, na całość, a więc nie tylko na jakiś fragment, ale na Kosmos, na wszechmogącego Stwórcę, na stworzenie – i to dopiero pozwala człowiekowi spojrzeć mądrzej i szerzej na świat.
Główną misją Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie jest – co chcę podkreślić – danie ludziom okazji do pogłębiania duchowości, wiary oraz połączenia dwóch rzeczywistości – sfery intelektualnej i emocjonalnej – w wierze. Naszą ambicją jest także kształcenie inteligencji Warszawy.

– Czym wyróżnia się Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie na tle innych stołecznych uczelni?

– Dzisiaj w świecie gubi się duchowość, która jest pragnieniem normalnego człowieka, jest naturalnym pragnieniem jego serca. Wydziały teologiczne czy uczelnie katolickie powinny dopełniać to, czego nie dają inne nauki. Nieraz, aby zdobyć studentów, próbujemy stworzyć jakieś kierunki poboczne teologii, ale one nie są misją zasadniczą wydziałów teologicznych czy uczelni katolickich. PWTW bardzo pragnie być taką uczelnią na Mazowszu, która zajmuje się po prostu Bogiem i duchowością. Moją ambicją nie jest tworzenie uczelni, w której dokonuje się różnych badań czy mierzenia Boga „w próbówce”, lecz bardziej interesuje mnie przygotowanie ludzi do posługi w Kościele, znalezienie takich propozycji, aby pomóc ludziom, którzy chcą coś w swoim życiu poukładać, nauczyć się modlić, coś zrozumieć.
Na naszą uczelnię wielu studentów przychodzi z potrzeby serca, wiary, duchowości. Nie chcę tutaj wartościować, leczpragnę powiedzieć, że to są najwdzięczniejsi słuchacze ze względu na to, że ich ciekawość nie jest tylko ciekawością intelektu, lecz także ciekawością serca. Dlatego na PWTW w południe robimy przerwę w wykładach, aby pójść na najważniejszy wykład, jakim jest Eucharystia. Wtedy uczymy się od Tego, o którym słyszymy na zajęciach. Słyszymy bezpośrednio od Niego, a później dopytujemy na wykładach o Tym, który stał się dla nas najważniejszy w czasie Eucharystii.

– Jak powinni reagować teologowie na szerzącą się coraz bardziej, niestety także w Polsce, antykościelną pseudokulturę?

– Nigdy nie myślę o konfrontacji, tylko o pozytywnej propozycji. Jeśli z naszej strony jest trochę „biedy”, to mam takie wrażenie, że brakuje pozytywnego przekazu, ale i pozytywnych propozycji, bo każdy myślący człowiek pójdzie z reguły za tym, co piękniejsze, szlachetniejsze, lepsze. Stąd dyskusja o tym, że coś jest tylko złe, jest w moim odczuciu niewystarczająca. Potrzeba czegoś więcej – kreowania nowego stylu, nowego sposobu życia, a tym kreowaniem jest życie ewangeliczne. Jeśli ktoś pięknie żyje, drugi zapyta: dlaczego on tak żyje? I to jest najważniejsze, aby przez nas było widać inny świat niż ten, który przewija się na ulicach.
Ważną rzeczą jest też to, aby podejmować konfrontację, dyskusję ze światem, wchodzić w świat. My bardzo często przegrywamy dlatego, że nie potrafimy zdefiniować, opisać i określić naszej wiary. Mówimy: ja wierzę i wierzę, że tak jest. A dlaczego? I to „dlaczego” jest dla nas nieraz trudne do uzasadnienia. Dzisiaj nie wystarczy w kulturze mieć tylko poczucie tego, że jestem. To oczywiście ważne, ale żeby podjąć dialog z kulturą, aby ją ubogacić, coś jej zaproponować, trzeba być partnerem.

– Jakich teologów więc dzisiaj potrzebujemy?

– Przede wszystkim świadków, którzy żyją tak, że drugiego to ich życie intryguje. Jak patrzę na profesorów na PWTW, to widzę, że studenci są najbardziej zadowoleni z tego, że mają profesorów wierzących. Jeśli jakoś nas oceniają, to uwidacznia się to w trzech kwestiach: wierze profesorów, ich kompetencjach i serdecznym, rodzinnym klimacie na uczelni. Wiem, że PWTW, mając ponad tysiąc studentów, co nie stanowi dużej społeczności, może sobie na taką rzecz pozwolić. Teolog to jest człowiek, który zna Boga i przychodzi o tym Bogu opowiedzieć, a profesjonalizm jest tylko zapleczem intelektualnym, które mu pozwala wyrazić to, w Kogo on wierzy. Klimat serdeczności jest jakimś świadectwem, że te relacje nie są takie, jak na uczelniach świeckich, gdzie bierze się pod uwagę tylko ocenę i przedmiot. Nas interesuje więcej – człowiek.

– PWTW wciela więc w życie nauczanie św. Jana Pawła II, który często podkreślał, że człowiek jest drogą Kościoła. Dlaczego jeszcze warto studiować na PWTW?

– Na naszej uczelni zajmujemy się Bogiem i człowiekiem. O Bogu już mówiłem. Natomiast wszyscy dzisiaj widzimy, że w potrzebie jest małżeństwo i rodzina. Przygotowaliśmy dwa projekty dla małżeństw. Jeden dla osób, które już zawarły związek małżeński i chcą nauczyć się komunikować ze sobą. Mogą oni posłużyć później w parafii i pomóc małżeństwom przeżywającym różne kryzysy. A drugi projekt dotyczy przygotowania osób, którzy będą w parafiach pomagać w przygotowywaniu młodych ludzi do zawarcia małżeństwa. Wszystko się dzisiaj dzieje szybko. My w seminarium przygotowujemy kandydata na kapłana przez sześć lat, a ludzi do małżeństwa ile? To jest raptem tylko kilka spotkań. Przygotować się do życia, to jest największa sztuka.

– W tym roku rusza Szkoła Doktorska, a równolegle z nią nowa formuła „Licencjat Kanoniczny –Przygotowanie do Doktoratu”. Czym będą się różnić?

– PWTW ma prawo do nadawania wszystkich stopni naukowych, włącznie z profesurą. Stąd w konsekwencji reformy szkolnictwa wyższego powstała też Szkoła Doktorska. Będzie ona trwała 4 lata i aby się do niej zakwalifikować, należy przejść odpowiedni konkurs. Natomiast druga formuła nazwana została „Licencjat Kanoniczny – Przygotowanie do Doktoratu” – to dla tych wszystkich, którzy nie dostaną się do Szkoły Doktorskiej, a chcą kontynuować naukę.

– Jest też kierunek „Teologia dla zabieganych”.

– Widzę, jak ludziom trudno jest dziś poświęcić dużo czasu na normalne studia, a mają pragnienie wiedzy teologicznej, ponieważ prowadzą wspólnoty, są w różnych grupach i chcieliby po prostu wiedzieć, jak naprawdę Kościół naucza. Ten projekt jest właśnie dla nich. Wykłady są krótkie, słuchacze mogą zadawać nurtujące ich pytania – nikt się nie spoci po czterech godzinach. To dwuletnie studium dla ludzi, którzy wpadają na uczelnię raz w miesiącu na cztery godziny i dostają odpowiedzi na pytania egzystencjalne. Po dwóch latach znają całe magisterium Kościoła, ale nie na zasadzie systematycznego wykładu, tylko raczej odpowiedzi na ważne, życiowe pytania. Jest to tak pomyślane, żeby wszystko razem złożyło się na całość nauki Kościoła.

– Na PWTW można studiować także w systemie „blended learning”. Co to oznacza?

– To studia dla ludzi, którzy mieszkają poza Polską albo w różnych częściach Polski, pracują i nie mogą uczęszczać na wykłady regularnie. Trzy razy w roku przyjeżdżają na tydzień zajęć, od rana do wieczora, a każdego tygodnia otrzymują online nagrane wykłady albo przekazane w formie pisemnej przez profesorów. Później przyjeżdżają i zdają egzaminy. Tak się studiuje pięć i pół roku. Mamy już pierwszych absolwentów tego typu studiów magisterskich. Profesorowie mówią, że ze wszystkich grup to są najbardziej zainteresowani studenci.

– Od października na PWTW ruszy „Szkoła Duszpasterzy Młodzieży”. To odpowiedź na znaki czasu?

– Widzimy, że dzisiaj młodzi nie chcą zajmować się Kościołem i nawet nie chcą chodzić na Mszę św. Świat swoje robi, ale też oni nie znajdują kapłanów, którzy głosiliby kazania odpowiadające na ich problemy. Ci młodzi ludzie mają tyle propozycji w dzisiejszym świecie, że Kościół z propozycją zwykłej modlitwy w tej konkurencji przegrywa. Stąd potrzeba przemyślenia, jak dzisiaj to, co jest Boże, proponować w formie, która jest dostępna współczesnemu człowiekowi, która go zaintryguje i do niego przemówi.
Świat i człowiek się zmieniają, rozwija się nauka. Zmienia się mentalność, komunikowanie człowieka, sposób myślenia. Kleryk, który wstępuje do seminarium, po sześciu latach bardzo często widzi, że już nie ma kontaktu z tymi, których opuścił sześć lat wcześniej, a cóż dopiero, jeśli ma się dwadzieścia czy trzydzieści lat kapłaństwa i trzeba pracować z młodzieżą. Dlatego też powinno się najpierw postawić na jakość naszej posługi i stąd jest ta szkoła – dla księży i sióstr zakonnych.

– Na co położony będzie akcent?

– W czasie zajęć będziemy się starali odpowiedzieć m.in. na pytanie, jak wartościować potrzeby ludzi młodych. Bardzo często widzimy, że młodymi ludźmi targają emocje, instynkty i w pewnym momencie człowiek sobie nie radzi, sam jest dla siebie problemem. Więc jak duszpasterz ma mu pomóc? Problemy, konflikty wewnętrzne, emocje, presja grupy pojawiają się w bardzo młodym wieku. Do tego wielu z tych młodych ludzi nie pochodzi ze szczęśliwych rodzin, noszą w sobie dużo żalu i bólu. Jak im pomóc teraz to wszystko poukładać? Również wśród księży pojawiają się pozytywne i negatywne emocje związane z pracą z młodzieżą. Ważne jest doświadczenie księży, którzy potrafili sobie poradzić z prowadzeniem młodzieży i dzisiaj umieją to robić. Oprócz prowadzenia psychologicznego, duchowego istotne jest więc też podzielenie się doświadczeniami z pracy z młodzieżą. Zagadnienia nie będą prowadzone w sposób wykładowy, ale bardziej angażujący – warsztatowy.

– Wiele osób pyta już o kolejne wykłady otwarte z cyklu „Duchowość dla Warszawy”. Proszę powiedzieć, kogo będzie można posłuchać na pierwszym spotkaniu w nowym roku akademickim.

– Pierwsze powakacyjne spotkanie poświęcone będzie duchowości małżeństwa. Zaproszeni zostali państwo Monika i Marcin Gomułkowie, którzy będą chcieli pokazać, że małżeństwo nie jest tylko życiem we dwoje, ale musi ono mieć również swoją duchowość, aby tworzyć prawdziwy Kościół domowy.

– No to nowy rok akademicki zapowiada się ciekawie.

– Tak myślę. Zapraszam więc tych, którym nasza uczelnia mogłaby w czymś pomóc. Mówić o Bogu i modlić się razem, to budować Kościół. Zapraszam do wspólnego budowania.

2019-08-13 12:55

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szumowski: ponowne zamknięcie Polaków w domach raczej niemożliwe; obecnie epidemia wygasa (wywiad)

Ponowne zamknięcie Polaków w domach, ograniczenie ich aktywności zawodowej i społecznej jest raczej niemożliwe - powiedział w rozmowie z PAP minister zdrowia Łukasz Szumowski. Dodał, że w tej chwili jesteśmy na etapie wygaszania epidemii.

Minister zdrowia przyznał, że w tej chwili epidemia w wielu województwach jest "w formie szczątkowej". W niektórych diagnozuje się dziennie tylko pojedyncze zachorowania na COVID-19, a ich łączna dobowa liczba spadła poniżej 300. Nie można jednak założyć, że to już koniec. Niewykluczone, że dojdzie do wzrostu zachorowań jesienią, ale sytuacja wtedy będzie inna, bo przetarto już pewne ścieżki, wyprowadzono mechanizmy, działania, by skuteczniej przeciwdziałać jego rozprzestrzenianiu. Ponadto "nauczyliśmy się" żyć z tym wirusem, choć nadal do końca nie został on poznany.

Natomiast w kontekście wypełnienia jednego z dwóch możliwych scenariuszy, dotyczących niedzielnego głosowania na prezydenta, minister Szumowski stwierdził, że wybór prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego wiąże się z niewiadomą, jeśli chodzi o politykę zdrowotną, bo jego program, to "puste obietnice". Z kolei prezydent Andrzej Duda w ciągu swojej prezydentury podejmował inicjatywy ustawodawcze w wielu kwestiach zdrowotnych.

PAP: Jesteśmy już na ostatniej prostej, jeśli chodzi o wybory. Możemy zatem "pogdybać". Realne są dwa scenariusze. Czego możemy spodziewać się w kontekście polityki zdrowotnej, gdyby doszło do reelekcji prezydenta Dudy, a czego, gdyby w pałacu prezydenckim pojawił się Rafał Trzaskowski?

Ł.Sz.: Trzeba zaznaczyć, że Rafał Trzaskowski był członkiem rządu Platformy Obywatelskiej i wówczas nie zabierał za bardzo głosu na temat nakładów na ochronę zdrowia, a przecież rząd jednak jest ciałem kolegialnym. Przez osiem lat rządów PO-PSL była tu stagnacja. Nakłady, jeżeli rosły to w bardzo ograniczonym zakresie. Dlaczego przez osiem lat ich rządów nie uchwalono takiej ustawy jak „ustawa 6 proc.”? Przypominam, że za rządów Zjednoczonej Prawicy i prezydentury Andrzeja Dudy taka ustawa powstała. Tylko do ubiegłego roku nakłady na ochronę zdrowia wzrosły o 30 mld zł. Na samą onkologię do 7,3 mld zł w 2019 roku z 4,9 mld zł z 2015 roku. Liczba refundowanych leków w leczeniu raka piersi zwiększyła się z dwóch do jedenastu. Dlaczego pan Trzaskowski będąc ministrem administracji i cyfryzacji nie zdecydował się wprowadzić informatyzacji w ochronie zdrowia: e-recepty, e-wizyty, e-skierowania? My to wszystko wprowadziliśmy.

PAP: Czy pana zdaniem jest możliwe, by nakłady na politykę zdrowotną wzrosły do 6 proc. PKB już w przyszłym roku? Ustawa przewiduje osiągnięcie tego pułapu za cztery lata. Prezydent Trzaskowski zapowiada m.in. zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia w przeliczeniu na głowę każdego Polaka do 3676 zł wobec 2757 zł już w 2021 roku, czyli w ujęciu do PKB do 6 proc. z 5,03 proc. planowanych w 2020 roku.

Ł.SZ.: To są puste obietnice. Gdy pan Trzaskowski jako minister w rządzie PO-PSL miał realną władzę, nie zabiegał, zresztą jak cały rząd, o zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. A teraz nagle, jako kandydat na prezydenta, tak dużo o tym mówi. To jest niepoważne. Dopiero rząd Zjednoczonej Prawicy podjął realną pracę w zakresie zwiększania finansowania służby zdrowia. Zwiększyliśmy wynagrodzenia, w tym urealniliśmy płace w zawodzie pielęgniarki czy ratownika. Te płace podstawowe wzrosły w sposób istotny, choćby od lipca wzrasta minimalne wynagrodzenie w sektorze ochrony zdrowia. Wzrosły wynagrodzenia rezydentów. To realne działania. Przez osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej, którego członkiem był pan Trzaskowski, nie widzieliśmy tego.

PAP: Jednak przy spełnieniu scenariusza nazwijmy go "B", czyli sytuacji wygranej prezydenta Trzaskowskiego, będziecie panowie musieli ze sobą współpracować, znaleźć punkty styczności, bo chodzi przecież o zdrowie Polaków.

Ł.Sz.: Nie mam pojęcia, jakie by one były, bo program pana Trzaskowskiego jest bardzo enigmatyczny, wręcz zdawkowy. To są puste obietnice. Nie ma realnego programu. Natomiast prezydent Andrzej Duda zainicjował realne projekty, jak choćby regulację dotyczącą onkologii, czyli tzw. cancer plan, w którym są m.in. nowe szczepionki, których rząd PO-PSL nie chciał wprowadzić. My wprowadzamy szczepienie na HPV, które ratuje kobiety przed rakiem szyjki macicy. Dodatkowo z inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy mamy projekt ustawy o Funduszu Medycznym. To w tym roku 2 mld zł, w kolejnych 4 mld zł na konkretne działania.

PAP: Pozostawmy w tej chwili najgorętsze wydarzenia. Cofnijmy się do marca. Mijające cztery miesiące musiały być dla pana, jako ministra zdrowia, jak zły sen. Wysiłek, odpowiedzialność, nowe regulacje pisane i wprowadzane błyskawicznie, pod wpływem zmieniającej się sytuacji. Z jednej strony musiał pan dbać o to, by system dał radę, z drugiej było wiele niewiadomych. Wirus rozprzestrzeniał się. Nikt nie wiedział jak szybko i głęboko będzie atakował. Gdyby pan mógł cofnąć czas i miał tę wiedzę, co dzisiaj, jakich decyzji nie podjąłby pan? Co zmienił?

Ł.Sz.: Zawsze z perspektywy upływającego czasu można powiedzieć, że pewne rzeczy można byłoby przeprowadzić lepiej. Ale o tym wiemy zawsze po czasie. Decyzje ocenia się jednak po efektach. Jakie mamy efekty, każdy widzi. Spowolniliśmy rozprzestrzenianie się wirusa, zabezpieczyliśmy łóżka i niezbędny sprzęt. Każdy chory wymagający hospitalizacji otrzymywał miejsce w szpitalu. Każdy wymagający respiratora był do tego respiratora podłączany. W innych państwach tych możliwości zabrakło. Na pewno z tą wiedzą, którą teraz mamy, konkretniej dostroilibyśmy się do początkowej fazy epidemii. Chodzi np. o sieć szpitali jednoimiennych, transport pacjentów zakażonych koronawirusem. Zapewne zasady dotyczące triażu pacjentów można było lepiej na początku doprecyzować. Ale pamiętajmy, że to my jako pierwsi wprowadziliśmy jednoimienne szpitale zakaźne, które okazały się bardzo dobrym rozwiązaniem. W przypadku pozostałych szpitali pewnie wprowadzilibyśmy izolatki czy oddziały izolacyjne dla pacjentów oczekujących na wynik badania pod kątem obecności koronawirusa. Szybciej wprowadzilibyśmy zapewne także zakaz pracy w kilku miejscach dla personelu medycznego. Oczywiście z rekompensatą. To jednak, można by rzec niuanse, przy tym, co realnie udało się zrobić. Wystarczy punkt odniesienia. Popatrzmy na Włochy, Hiszpanię, Wielką Brytanię, Niemcy, Francję. Popatrzmy na USA.

PAP: Przypuszczam, że niedługo czeka pana urlop, nabierze pan sił, ale czy jest pan gotów na drugie starcie z epidemią? Jak może ono wyglądać?

Ł.Sz.: W wielu krajach niestety obserwujemy ponowny wzrost zakażeń. Czytamy doniesienia o ponownym zamykaniu regionów i miast. W Polsce widzimy natomiast poprawę sytuacji i spadek zakażeń. Raporty wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych pokazują, że liczba zdiagnozowanych nowych przypadków ustabilizowała się na niższym poziomie niż jeszcze dwa, czy trzy tygodnie temu. W niektórych województwach są to już tylko pojedyncze przypadki. To pokazuje, że w wielu województwach epidemia jest w formie szczątkowej. Wirusa mamy znacznie, znacznie mniej. Jeśli popatrzymy na wyniki badań przesiewowych u osób jadących do sanatoriów to z 18,5 tys. przebadanych - to gigantyczna grupa - tylko 30 osób jest chorych. To jest mniej niż 1,7 promila. Zrobiliśmy też przesiew u policjantów. Przebadaliśmy 3 tys. z nich i okazało się, że nie było żadnego chorego. To pokazuje, że w przesiewie populacji, nie w wyselekcjonowanych grupach, tego wirusa jest naprawdę niewiele. Stan epidemiczny w kraju uważam, że jest niezły i to nie na podstawie wymysłów, widzimisię, hipotez, ale na podstawie wyników badań.

PAP: Czego dowiedzieliśmy się o tym wirusie, patrząc na niego już z pewnej perspektywy i biorąc pod uwagę nasze doświadczenia?

Ł.Sz.: Powstały ostatnio prace mówiące na przykład o tym, że kod genetyczny niektórych osób daje mniejszą lub większą szansę na chorowanie i powikłania. Dowiedzieliśmy się też, że dość duża grupa osób choruje bezobjawowo, ale jest też grupa osób, dla których ma on poważne konsekwencje i w tym przypadku ta choroba ma bardzo ciężki przebieg. Wiemy, że zakaźność jest dość duża i zależy od samej formy zakażenia. Na przykład tylko 1/4 zakażonych górników, którzy w większości chorowali bezobjawowo, zaraziło swoje rodziny. To pokazuje, że u osób bezobjawowych ta zakaźność jest niższa. Myślę, że jeszcze długo, wręcz przez całe lata, będziemy analizowali te dane. Nadal uczymy się tego wirusa. Otwarte jest nadal pytanie, dlaczego tak mocno pozakażani byli górnicy? Być może wpłynęły na to warunki, w których pracują, czyli w kopalniach na dole, gdzie trudno zachować dystans i mamy dużą wilgotność powietrza.

PAP: Jeśli dojdzie do eskalacji choroby w następnych miesiącach, czy czekają nas kolejne obostrzenia? Czy gospodarkę i system opieki zdrowotnej będzie stać na ewentualne zamykanie wszystkiego na kłódkę, jak miało to miejsce w marcu i kwietniu? Tym bardziej, że oswoiliśmy już tego wirusa, lęk w społeczeństwie przed nim jest mniejszy, a zatem nie będzie już tak łatwo ograniczać aktywności społecznej i zawodowej Polaków, gdyby była taka konieczność.

Ł.Sz.: Pełnego lockdownu nie da się już przeprowadzić, zarówno z punktu widzenia medycznego, jak i gospodarczego. Gdyby naprawdę było niedobrze, wtedy można myśleć np. o większej kontroli kontaktów społecznych. Ale mam nadzieję, patrząc na te liczby w naszym kraju i krajach sąsiadujących, że nie będziemy mieli aż tak dramatycznego wzrostu. Trzeba też pamiętać, że mamy wypracowane już mechanizmy, procedury, szpitale jednoimienne, gotową sieć laboratoriów, testy genetyczne, szybkie testy na czas jesienny, by diagnozować możliwe zakażenia. To wszytko jest przygotowane. Będziemy też zachęcali do szczepień przeciw grypie.

PAP: Koronawirus schodzi na drugi plan, ale znowu powracają stare bolączki: rozpoczęta tylko w mikro stopniu reforma psychiatrii dziecięcej, kwestie chorób onkologicznych i rzadkich, kolejki do specjalistów, które jeszcze bardziej się wydłużą, bo pacjentów przybyło, przemęczony personel. Pojawiła się też nowa kwestia – lęk pacjentów przed bezpośrednim kontaktem z lekarzami, placówkami. Gdzie leżą największe wyzwania? Jakie są rokowania dla systemu zdrowia krótkofalowo i długofalowo? Czy uda się ten czas nadgonić, który jest też tak istotny w leczeniu?

Ł.Sz.: Należy pamiętać, że reformę psychiatrii rozpoczęliśmy od dorosłych. I ona w opinii psychiatrów poszła całkiem dobrze. Podobną reformę robimy w psychiatrii dziecięcej. Oczywiście koronawirus trochę zatrzymał postępowanie konkursowe dotyczące tworzenia poradni psychologiczno-psychoterapeutycznych. Jednak trzeba podkreślić, że dotychczas zakontraktowaliśmy 130 placówek z 300, które założyliśmy, że powstaną. Mam nadzieję, że teraz wszystko nabierze tempa i będziemy już niedługo mieli pełną sieć poradni. To, co epidemia przesunęła w czasie, to samą opiekę psychiatryczną nad dziećmi i młodzieżą. Wielu opiekunów wystraszyło się i przyjmowanie dzieci nie odbywało się w takiej formie i stopniu, jak zakładaliśmy. Korzystając jednak z okazji, chciałbym zaapelować do wszystkich pacjentów, by wracali do badań profilaktycznych. Nie obawiali się. Tak, jak mówiłem wcześniej, wirusa jest znacznie, znacznie mniej.

PAP: Jakie reperkusje dla światowej i polskiej polityki zdrowotnej będzie miało wycofanie się USA ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Czy Pana zdaniem rzeczywiście WHO działała zbyt opieszale, jeśli chodzi o reakcję na rozprzestrzenianie się wirusa?

Ł.Sz.: Na pewno WHO prezentowała dość chwiejne komunikaty na temat epidemii. Na tej podstawie wszystkie państwa wprowadzały zaś swoje działania. WHO mówiła na początku wyraźnie, że prawdopodobieństwo przejścia wirusa do Europy jest znikome lub bardzo niskie. Potem zmieniła zdanie. Po doświadczeniach Lombardii, wszyscy się przestraszyli i zobaczyli do czego ten wirus jest zdolny. Ale on nadal nie jest dobrze poznany. Trudno mieć za złe ekspertom, że zmieniają swoje zdanie na temat epidemii, jeśli wirus jest znany od miesiąca. Wydaje się też, że na decyzji USA o wyjściu z WHO zaważył nie tylko koronawirus. Nie tylko on był przedmiotem rozbieżności. Jest szereg różnych innych spraw, z którymi administracja amerykańska się nie zgadza.

PAP: Niewątpliwie ta decyzja rzutuje na postrzeganie Światowej Organizacji Zdrowia...

Ł.Sz.: Pamiętajmy, że WHO była postrzegana w różny sposób. Przez wiele lat kwestie światopoglądowe były przemycane w różnych aktach prawnych WHO. Ostatnio wspólnie z USA pisaliśmy negatywne stanowisko do jednej z takich akcji. Z drugiej strony WHO działa bardzo sprawnie w krajach trzeciego świata. Propaguje tam wiedzę medyczną, zachowania prozdrowotne. Światowa Organizacja Zdrowia nie jest ani biała, ani czarna.(PAP)

autorka: Klaudia Torchała

tor/ mhr/

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do… Pana Łukasza Szumowskiego, Ministra Zdrowia

2020-07-10 10:23

[ TEMATY ]

Szumowski

5 pytań do...

Ministerstwo Zdrowia

Piotr Grzybowski w kolejnym wywiadzie z cyklu "5 pytań do..." rozmawia z Ministrem Zdrowia, Łukaszem Szumowskim.

Piotr Grzybowski: Panie Ministrze, stał się Pan symbolem walki z pandemią, chciałbym jednak powrócić do początków Pana fascynacji medycyną. Co stało za decyzją, aby zostać lekarzem?

Łukasz Szumowski: Jeszcze w szkole podstawowej nie myślałem o zawodzie lekarza. U nas w domu nie było tradycji medycznych – mama jest polonistą, tata inżynierem. Ale już wtedy miałem takie przeświadczenie, że będę lekarzem, pomimo, że to fizyka była moją miłością i była na pierwszym miejscu. Dlatego też poszedłem do „Reytana” do klasy mat-fiz. Ale fizyka w mat-fizie to nie wszystko. Trudno było myśleć o studiach z fizyki, gdy okazało się, że nie jestem wybitny z matematyki. W liceum już wiedziałem, że medycyna łączy w sobie niezwykły świat – mama dała mi wtedy książki Prof. Hellera czy Prof. Sedlaka. Ale ta świadomość, że mam być lekarzem, że mam leczyć ludzi była ze mną od podstawówki, chociaż opierałem się jak mogłem.

Mój późniejszy mentor, prof. Franciszek Walczak, uświadomił mi, że fizyka to także prądy w sercu, a jeszcze mówił o nich w tak ciekawy sposób... To on dał mi asumpt do tego by wybrać kardiologię, choć poważnie zastanawiałem się także nad anestezjologią. Dzięki pasji prof. Walczaka i mnie wciągnęło w świat prądów w sercu. Na tę nową pasję poświęcałem każdą wolną chwilę. Gdy uświadomiłem sobie ilu poważnie chorym ludziom można pomóc i zobaczyłem na przykładzie profesora Walczaka ile to daje satysfakcji, nie było już odwrotu. Ablacje, czyli zabiegi regulujące zaburzenia rytmu serca, to była logiczna konsekwencja mojego wyboru.

PG: Co jest w tym zawodzie najtrudniejsze, a co najpiękniejsze?

ŁSz: Piękne w tym zawodzie w zasadzie jest wszystko. Co może dać więcej satysfakcji, niż widok człowieka, który jeszcze niedawno był umierający, pod tlenem, a żyje i czuje się dobrze? Kiedy widzi się dzieci i staruszków, którzy mogą cieszyć się z życia, z kontaktów z bliskimi i rodziną, a jeszcze niedawno ta rodzina drżała o to życie? Ja momentami, przy stole operacyjnym spędzałem po 12-14 godzin na dobę. Poza tym na stole operacyjnym człowiek zostaje odarty z tytułów i masek. I święty, i przestępca jest po prostu człowiekiem.

A trudna zawsze jest śmierć. Z nią nigdy człowiek się nie pogodzi, nawet gdy się z nią mierzy codziennie. Gdy, mimo olbrzymiego wysiłku całego zespołu, nie daje się pomóc, to jest to dramatyczny moment. Trudna jest akceptacja tego, że się czegoś nie wie, nie rozumie co dolega pacjentowi, kiedy robimy zabieg zgodnie z naszą wiedzą i …. nie działa …

PG: Nie uciekniemy od tematu pandemii. Chciałem zapytać o ten pierwszy moment, kiedy uświadomił sobie Pan spodziewaną jej skalę, zagrożenia?

ŁSz: Skala dramatów ludzkich, która miała miejsce we Włoszech, w Lombardii, te ciała wiezione na ciężarówkach, dramatyczne decyzje o tym, kogo podłączyć do respiratora, a komu tej pomocy odmówić… Tak, to myślę był ten moment, kiedy wszyscy zobaczyliśmy, co może wydarzyć się w czarnym scenariuszu. Później mieliśmy jeszcze lotnisko w Anglii przekształcane w kostnicę i Hiszpanię, w której nie nadążano spalać zwłok ludzkich. Nie ma chyba osoby, na której nie robiłoby to wrażenia. Dziś jednak nikt z nas już o tym zdaje się nie pamiętać. Dziś jest lato, wakacje, spotkania z bliskimi. W marcu był powszechny strach, by w Polsce nie doszło do powtórzenia sytuacji z Włoch. Na dziś my tę walkę z wirusem wygrywamy. Okupiliśmy to dużym wysiłkiem, ale było warto. Nie doszło w Polsce do sytuacji, w której musielibyśmy komuś odmówić pomocy, a to był nasz priorytet.

PG: Co było, może dalej jest, największym wyzwaniem w walce z Covid-19?

ŁSz: W czasie epidemii wszystko staje się wyzwaniem. Największym jest presja czasu przy olbrzymiej skali decyzji, które trzeba podjąć. Priorytetem było maksymalne ograniczenie ekspansji wirusa, przy jednoczesnym zapewnieniu pełnej wydolności szpitali, tak by mogły przyjąć każdego wymagającego pomocy. Szybki lockdown, czyli tak naprawdę powszechne ograniczenie aktywności społecznej, przy jednoczesnym powołaniu do życia szpitali jednoimiennych, izolatoriów dla chorych nie wymagających hospitalizacji, to były decyzje, które dawały nam przewagę nad wirusem – jeżeli tak obrazowo mogę powiedzieć. Poza tym zakupy… W marcu i kwietniu na rynku brakowało wszystkiego. Państwa prześcigały się w kupowaniu każdej dostępnej rzeczy: maseczek, kombinezonów, respiratorów – dosłownie wszystkiego. My też o każdy zakup musieliśmy walczyć. Dziś posłowie Koalicji Obywatelskiej zarzucają nam, że za maski przepłaciliśmy, że respiratory były za drogie. A ja odpowiadam: nikt w Polsce nie umarł z powodu braku sprzętu, a w innych państwach takie rzeczy były codziennością. My ratowaliśmy ludzkie życie. Pamiętam poczucie bezsilności i goryczy kiedy maseczki, które miały przylecieć do Polski zostały podkupione przez inne państwa…

PG: Jak by Pan zachęcił dzisiejszych maturzystów do wyboru studiów medycznych?

ŁSz: Zawód lekarza to jeden z najpiękniejszych zawodów. Można by powiedzieć cynicznie – wykonujesz swoją prace, a niejako przy okazji – jako bonus - pomagasz ludziom. Choć oczywiście pomoc drugiemu człowiekowi jest sednem tej pracy. To zawód, którego nie można go wykonywać mechanicznie. Tu nie ma miejsca na rutynę. Zawód lekarza to zawód, któremu trzeba się w pełni poświęcić, ale on dużo daje w zamian. Satysfakcję, codzienną przygodę poznawania nieodkrytych obszarów ludzkiego organizmu. Jesteśmy w stanie polecieć na księżyc, a nie wiemy jak wyleczyć raka…

Medycyna to naprawdę odkrywanie nowych lądów i wielka przygoda.

Poza tym, ja na studiach medycznych zyskałem coś najcenniejszego – moją żonę.

CZYTAJ DALEJ

COMECE: budujmy bardziej sprawiedliwą i przyjazną Europę

2020-07-10 20:53

[ TEMATY ]

Unia Europejska

Europa

kryzys

COMECE

Vatican News

Wobec kryzysu i trudności, które przeżywa, Europa potrzebuje wspólnego działania, aby była bardziej sprawiedliwa, gdzie wszyscy będą mieli jednakowe szanse i będą jednakowo traktowani, gdzie poszanowany będzie zrównoważony rozwój. Opinię tę wyraził sekretarz generalny Komisji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE) po spotkaniu ze stałym obserwatorem Niemiec przy Unii Europejskiej Michaelem Claussem. Kraj ten od 1 lipca br. sprawuje prezydencję w UE.

Ks. Manuel Barrios Prieto podkreślił, że u początków powstania Unii leżała świadomość, iż tylko wspólnie można przezwyciężyć trudności i budować pokój i dobro wspólne. Wskazał także na główne tematy ważne z punktu widzenia Kościoła. Mówi sekretarz generalny COMECE

Głos Kościoła głosem biednych, obrony życia, najsłabszych

„Uważam, że głos Papieża jest dziś jednym z najbardziej autorytatywnych na poziomie światowym wśród różnych spraw, o których mówi. Są tematy, na poziomie europejskim, które są bardzo istotne, jak ochrona stworzenia, czyli temat troski o nasz wspólny dom. To jest bardzo ważne i naprawdę razem musimy się o niego troszczyć, nie tylko ludzie wierzący, ale także i wszyscy ludzie dobrej woli, gdyż rozwój Unii Europejskiej niesie ze sobą zrównoważony rozwój, dbałość o przyszłe pokolenia ze wszystkimi trudnościami, które może on ze sobą przynieść – powiedział w wywiadzie dla Radia Watykańskiego ks. Manuel Barrios Prieto. - Naszym zdaniem najważniejsze są następujące tematy: troska o najsłabszych w naszych społeczeństwach, o tych, którzy tracą pracę, o osoby, które naprawdę zostaną dotknięte kryzysem gospodarczym. Trzeba myśleć o młodych, którzy poniosą koszty tego kryzysu, a którzy będą wchodzić w świat pracy. Nie można zapominać także o temacie migracji, który dla Kościoła jest tak ważny. To czas, kiedy jako Kościół musimy zabrać głos, który jest także głosem biednych, rodzin, głosem obrony życia, obrony najsłabszych, sprawiedliwości. Obronimy się razem, tylko w ten sposób możemy przezwyciężyć kryzys. Albo wszyscy zwyciężymy, albo wszyscy poniesiemy porażkę. Istnieje bowiem ryzyko, że projekt europejski, który narodził się po II wojnie światowej, rozmyje się i to dla ludzkości byłoby wielką stratą.“

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję