Reklama

Niedziela plus

Zmartwychwstanie codzienne

Jesteśmy powołani do tego, żeby pomagać ludziom wstać do nowego życia, walczyć ze wszelkimi strukturami zła i aby żyć na co dzień zmartwychwstaniem – opowiada ks. Robert Rapińczuk z Gdańska.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ja i każdy z moich współbraci codziennie próbujemy zmartwychwstawać. Z grzechu, głupoty, nędzy do nowego życia, spotykając się z Jezusem w kaplicy i w sanktuarium. Staramy się dopomóc innym w spotkaniu z Jezusem Zmartwychwstałym. Czy to przez posługę miłosierdzia w sakramencie pojednania, w katechezie, rozmowach. Od niedawna także w nowym, tymczasowym punkcie dla gości z Ukrainy – mówi ks. Robert Rapińczuk, rektor junioratu przy archidiecezjalnym sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Gdańsku, które prowadzą księża z Polskiej Prowincji Zgromadzenia Zmartwychwstańców.

Ogromu pracy wykonywanej przez duszpasterzy sanktuarium Miłosierdzia Bożego nie sposób ograniczyć do krótkiego tekstu, z bardzo ścisłym limitem znaków. Nie można się uwolnić od przekonania, że ważnej części tej historii nie opowiedziało się wystarczająco dobrze. Zwłaszcza że wśród księży i zakonników, którzy pełnią posługę duszpasterską w gdańskiej świątyni, znajduję m.in.: kustosza sanktuarium, kapelana szpitala psychiatrycznego, katechetę i ekonoma. Chciałbym docenić pracę wszystkich, a przecież istotę ich posługi duszpasterskiej stanowią również modlitwa, uczestnictwo w nabożeństwach, udzielanie sakramentów i codzienna praca dla dobra parafian.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

A cóż zrobić wówczas, jeśli Pan Bóg pokieruje nas w jeszcze inną stronę? W ostatnich dniach ogromne emocje w mediach wywołuje dyskusja o tym, czy Kościół pomaga uchodźcom z Ukrainy. Gdy korzystałem z uprzejmości zmartwychwstańców, wybrałem się w odwiedziny do gdańskiego sanktuarium – w jednej z ogólnopolskich rozgłośni radiowych słyszałem wówczas kolejną odsłonę tej „dyskusji”. Słowo to napisałem w cudzysłowie, bo w istocie słychać było jeden głos, przepełniony narzekaniem na rzekomy brak zaangażowania Kościoła. Nie sądziłem, że opowieść o charyzmacie zmartwychwstańców zdominuje temat, który nie schodzi z czołówki ogólnopolskich mediów od ponad miesiąca.

Prawdą i Miłością

Dewizą Zgromadzenia Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa są słowa Veritate et Caritate, czyli Prawdą i Miłością. To wezwanie wybrzmiewa bardzo mocno w słowach i opowieści o życiu parafii ze strony ks. Rapińczuka. – Każdy z nas, zmartwychwstańców, ma swoją historię. Każdy jest jakoś „dotknięty” miłością Bożą, przeszedł przez jakieś osobiste doświadczenie grzechu, nałogu czy trudności. Wiemy, jak trudno jest wyjść z tego grobu, ale z Jezusem jest to możliwe. Bo tylko z Nim można doświadczyć łaski nowego życia.

To niezwykłe wyznanie, ale przecież wspomniana tu tajemnica łaski nowego życia towarzyszy zmartwychwstańcom od samego początku ich historii o powołaniu do służby Bogu. To opowieść na wskroś polska, w której marzenie o wolnej ojczyźnie splata się z bezgranicznym oddaniem i zawierzeniem Chrystusowi. Są tu nadzieja na odzyskanie upragnionej wolności i ufność w to, że „tu i teraz” stanowi jedynie część naszej drogi.

Reklama

Zaczęło się w arcytrudnych okolicznościach, bez państwa na mapie Europy, kilka lat po powstaniu listopadowym. Polska, która była obecna tylko w sercach i umysłach, mogła przetrwać także dzięki temu, że wiara w nią nigdy nie umarła. Nie brakowało jej tym, którzy w lutym 1836 r. rozpoczęli wspólne życie i posługę wśród polskiej emigracji w Paryżu. Ich tęsknota za domem połączyła się z pragnieniem żywej obecności Boga, z czego wyrosła chęć niesienia pomocy tym, którzy w emigracyjnym życiu poszukiwali nadziei na lepsze jutro.

Od dni, w których Bogdan Jański, bliski przyjaciel Adama Mickiewicza, zakładał wspólnotę pierwszych zmartwychwstańców, minęło już blisko 200 lat. Choć historia nie lubi prostych odniesień i porównań, to nie mogłem się uwolnić od myśli, że echo tamtych spotkań słyszę dziś w domu Zakonnym gdańskich zmartwychwstańców. Księża, zakonnicy, siostry zakonne, wolontariusze i wszyscy, którzy angażują się tu w życie parafii, kolejny raz opiekują się przedstawicielami narodu, który został wygnany ze swojego domu. Znów odczytują znaczenie swojego charyzmatu w sposób niezwykle dosłowny, budując i ucząc innych tworzyć wspólnotę chrześcijańską. Razem doświadczają nadziei, radości i pokoju Chrystusa Zmartwychwstałego.

Reklama

– Głosimy, że Bóg nas kocha miłością bezwarunkową. Uczymy, że dotyka nas zło, ale mamy nadzieję w Jezusie Chrystusie. Nie tylko o tym mówimy, ale też żyjemy tymi słowami, pokazujemy tę miłość w codziennej pracy, zarówno wśród parafian, jak i wśród naszych gości w domu zakonnym. Mamy tu sporo przestrzeni, przyjęliśmy kilkanaście osób i mamy nadzieję, że uda się tu stworzyć dla nich namiastkę domu, tymczasowego schronienia. Jednocześnie modlimy się o pokój, za Ukrainę. Mieliśmy też w sanktuarium 24 godziny dla Pana, czyli adorację bez granic, która trwała całą dobę i rozpoczęła się aktem ofiarowania Rosji i Ukrainy, w łączności z Ojcem Świętym, wstawiennictwu Matki Bożej. Co ważne, w tej modlitwie uczestniczyli nasi goście z Ukrainy, i to było niezwykle mocne doświadczenie. Udało się to zorganizować dość spontanicznie – opowiada, nie ukrywając swoich emocji, ks. Rapińczuk.

Uniwersalny język krzyża

Gdańskie sanktuarium Miłosierdzia Bożego położone jest w linii prostej 200 m od konsulatu Ukrainy. To tu nasi bracia i siostry zza wschodniej granicy starają się załatwiać część swoich urzędowych spraw związanych z obecnością w Polsce. Choć o bezmiarze krzywd, których doznali od rosyjskiego agresora, nie sposób zapomnieć, to przecież trzeba żyć dalej. W głowach często dudnią jeszcze bomby, huki i wystrzały, serca i dusze wciąż przepełnione są lękiem i obawą, ale to nie koniec drogi.

Reklama

Niemal w naturalny sposób gdańskie sanktuarium i położony obok dom zakonny stały się bezpieczną przystanią dla uchodźców z Ukrainy. Mogą tu przyjść, napić się gorącej kawy, zjeść ciepły posiłek, wypełnić dokumenty oraz załatwić wszystkie te proste, banalne sprawy, z których w ogromnym stopniu składa się nasze życie. Na krzątającą się tu siostrę zakonną, która uzupełnia gorącą wodę, obsługuje kserokopiarkę i pomaga uchodźcom, patrzy ze ściany sam Zmartwychwstały. Nie śmiałbym zgadywać Jego myśli, ale ja, choć obserwuję tę scenę zaledwie przez kilka chwil, jestem zbudowany jej zaangażowaniem. Wszystko dzieje się tu w konkretnym celu, którym jest po prostu drugi człowiek. – Każdego dnia my i wolontariusze udzielamy pomocy, kserujemy dokumenty, pomagamy doraźnie, jeśli trzeba zorganizować nocleg czy żywność. W pomoc angażują się nasi parafianie, staramy się opiekować dziećmi, żeby choć na chwilę uwolniły się od wojennych koszmarów. Jesteśmy powołani do tego, żeby pomagać ludziom wstać do nowego życia, walczyć ze wszelkimi strukturami zła i aby żyć na co dzień zmartwychwstaniem – opowiada ks. Rapińczuk.

Na ulicy przed domem zakonnym ktoś napisał kredą po ukraińsku: „ksero i kawa”. W środku, obok obrazów z wizerunkami Matki Bożej i kard. Stefana Wyszyńskiego, można znaleźć napisy z przydatnymi dla uchodźców informacjami. Także po ukraińsku. Nad wszystkim góruje krzyż. Patrzałem na Zmartwychwstałego i zdawało mi się, że słyszę Jego słowa: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” (por. Mt 25, 35 – przyp. red.).

Język krzyża jest uniwersalny. Daje nadzieję każdemu. Od każdego wymaga i uczy najtrudniejszego kunsztu odpuszczania win. Tą myślą wypełniona jest reguła zmartwychwstańców, która niesie ze sobą fundamentalne znaczenie Bożej miłości wobec grzesznika, którym jest każdy z nas, i jednocześnie podkreśla chwałę Bożą, dla której to zgromadzenie powstało. Kiedyś celem pośrednim była pomoc Polakom w odradzaniu się, dziś ta działalność i arcytrudny charyzmat realizowane są w jeszcze szerszym wymiarze. Nie mam wątpliwości, że są równie ważne i potrzebne jak blisko 200 lat temu. Walka o zmartwychwstanie dokonuje się na naszych oczach. Tu i teraz. Codziennie. Także w naszej duszy.

2022-04-12 12:20

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biegnę go szukać, bo kocham!

„Czy mocowałeś się kiedy, drogi Czytelniku, ze swoją własną miłością? Czy odczułeś bezradność, w jaką wtrąca miłość bezsilna? Miłości takiej doświadczyli ci, co podziwiali wspaniałość skazanej na zniszczenie Jerozolimy. Także Jair, także siostry Łazarza. Teraz przychodzi kolej na Chrystusa. Patrząc na zagubionego wśród swoich bied człowieka, Bóg partycypuje w miłości bezsilnej. (…) Miłość jest więzią uczestnictwa. «Miłuję cię» oznacza, że mam udział w tym, co twoje; «Miłujesz mnie» oznacza, że masz udział w tym, co moje. Uczestnictwo to coś więcej niż poznanie źródłowe” – tak pisał ks. Józef Tischner dwa miesiące przed śmiercią w swoim ostatnim tekście, przygotowywanym z okazji kanonizacji siostry Faustyny. Gdyby Chrystusa ukrzyżowali dzisiaj, a wcześniej gdybyśmy mieli możliwość łamać z Nim chleb, słuchać Jego nauk i dzień po dniu patrzeć, jak żyje, co robi, jak kocha i jak wybacza, w jaki sposób rozwiązuje problemy, ile wysiłku kosztuje Go siedzenie w upale przez wiele godzin, wędrówka od miasta do miasta, i gdybyśmy usłyszeli na własne uszy obietnicę o zmartwychwstaniu, czy mielibyśmy dość siły, aby w nią uwierzyć? Bóg chce od nas wiary wielkiej, ale jest też w pełni świadomy naszej miłości bezsilnej, pokonanej przez wydarzenia. Miłość do Niego daje nam udział w tym, co jest Jego – a więc w radości tworzenia, dramacie i bólu umierania, smutku tymczasowej rozłąki, jaką jest śmierć, wreszcie w pełni chwały Zmartwychwstania. „PIERWSZEGO DNIA PO SZABACIE, WCZESNYM RANKIEM, GDY JESZCZE BYŁO CIEMNO, MARIA MAGDALENA POBIEGŁA DO GROBU” (por. J 20, 1). Mocowała się ze swoją bezsilną miłością po Jego śmierci i wyruszyła natychmiast, gdy tylko zbliżał się czas wypełnienia obietnicy. Pokochała Go i była w niej więź uczestnictwa we wszystkim, czym był Jezus. Uczestniczyła w Jego życiu, a „uczestnictwo to coś więcej, niż poznanie źródłowe”.
CZYTAJ DALEJ

Aniołowie stróżowie są niebieską stroną godności

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Grażyna Kołek

„Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem”. Bóg daje Izraelowi na pustynię nie tylko prawo i mannę, lecz także eskortę. Hebrajski malak znaczy po prostu „posłaniec”. Cała jego godność płynie z Posyłającego: „jest w nim bowiem moje imię”. Imię Boże w posłańcu to najściślejsza z możliwych legitymacji. Kto słucha anioła, słucha Tego, który go posłał, a kto się mu sprzeciwia, sprzeciwia się samemu Bogu. Tekst wiąże z darem anioła wymaganie: „szanuj go i słuchaj jego głosu”. Opieka jest towarzyszeniem, które domaga się posłuszeństwa drodze Bożej. To samo powie chrześcijańska teologia aniołów stróżów. Ich posługa wspiera wolność człowieka. Psalm 91, który liturgia dziś śpiewa, ujmie to najpiękniej: „swoim aniołom nakazał w twej sprawie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach”. Wiara w anioła stróża jest konsekwencją biblijnego obrazu Boga, który prowadzi swój lud konkretnie, przez posłańców. Bazyli Wielki pisał, że przy każdym z wiernych stoi anioł jako wychowawca i pasterz prowadzący życie. Hieronim dodawał, że wielka to godność dusz, skoro każda od narodzenia ma przydzielonego anioła. Kościół wspomina dziś tę cichą asystencję, o której zwykle przypominamy sobie dopiero w niebezpieczeństwie, a która trwa w dni powszednie. Anioł jest przede wszystkim od drogi.
CZYTAJ DALEJ

Marszałku, wyjdź zza stodoły

2026-10-03 00:09

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Oj, pycha kroczy przed upadkiem. Na piątkowej konferencji w Sejmie Krzysztof Nowina-Konopka z WPolsce24 jako jedyny na sali powiedział rzecz elementarną. Marszałek Włodzimierz Czarzasty występuje publicznie, na tle flag, przed kamerami, dziennikarzami, a za pośrednictwem mediów przed milionami Polaków i mówi o prezydencie „Karol Nawrocki”, a o prezesie Trybunału „Bogdan Święczkowski z Trybunału”. Tymczasem nikt do niego samego nie zwraca się „Włodzimierz Czarzasty z Sejmu”, tylko „panie marszałku”. Apel prosty: do ludzi na konstytucyjnych stanowiskach zwracać się adekwatnie. Oczywiste? Jak widać wciąż nie dla wszystkich.

I tu nie chodzi o żaden formalny przepis. Nikt nie wyciąga regulaminu Sejmu ani kodeksu dobrych manier. Zwrot „panie marszałku” nie jest grzecznościowym dodatkiem wobec Włodzimierza Czarzastego. Jest uznaniem powagi urzędu i Sejmu, który ten urząd reprezentuje. Tak samo „panie prezydencie” nie jest ukłonem wobec Karola Nawrockiego, tylko wobec głowy państwa. Kto mówi nazwiskiem i dopiskiem „z Trybunału”, nie obraża prywatnie człowieka, tylko odbiera powagę instytucji, którą tamten sprawuje z woli narodu albo z mocy ustawy. A kto sam nie chce być „Włodzimierzem Czarzastym z Sejmu”, dobrze wie, że tytuł nie należy do niego. Należy do izby.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję