Reklama

Niedziela w Warszawie

Proces Niewinnego

O niesprawiedliwym procesie Chrystusa, naszych codziennych ludzkich sądach i kalkulacjach oraz Sądzie Ostatecznym, z ks. Franciszkiem Longchamps de Bérier rozmawia Monika M. Zając.

Niedziela warszawska 16/2022, str. I

[ TEMATY ]

Jezus Chrystus

Wielkanoc

Poncjusz Piłat

Archiwum FLdB

Cóż to jest prawda. Chrystus przed Piłatem. Nikołaj Gay, 1890

Cóż to jest prawda. Chrystus przed Piłatem. Nikołaj Gay, 1890

Monika M. Zając: Proces Chrystusa najpierw był procesem religijnym przed Sanhedrynem, o dwojakie bluźnierstwo: przeciw świątyni i Bogu. Jakie kompetencje miała w takich sprawach Wysoka Rada? I czy nie zostały one przekroczone, zwłaszcza że trwało Święto Paschy, a posiedzenie odbyło się nocą?

Ks. Franciszek Longchamp de Bérier: Prawda, że zastanawiano się w nauce, czy Sanhedryn nie naruszył własnych procedur, bo działał po zachodzie słońca i za szybko. W sprawie gardłowej – jak się kiedyś mówiło – czyli wobec oskarżeń, które mogły doprowadzić do orzeczenia kary śmierci, powinien spotykać się przez dwa kolejne dni. Jednak ścisłe zasady postępowania przed nim spisano dopiero w II wieku po Chrystusie. Trudno nimi sądzić przeszłość. Fakt, że dziś często popełniamy taki błąd anachronizmu. Co do tamtych czasów natomiast wiemy, że o skazanie kogoś na śmierć trzeba było prosić Rzymian.

Kiedy proces przeniósł się do rezydencji Piłata, akcent oskarżenia przesunięty został na uzurpację władzy królewskiej. Czy władze żydowskie, celem oskarżenia Jezusa, mogły powołać się na przestępstwa z prawa rzymskiego: wroga postawa wobec kraju, podburzanie (perduellio) oraz obraza godności ludu rzymskiego (crimen maiestatis populi Romani imminutae)? I czy miały ku temu dowody?

Jeden to, czy dwa procesy? Da się rozsądnie argumentować na rzecz każdej z tez. Wydaje się, że do wydania wyroku doprowadziło postępowanie, którego faza śledcza odbyła się przed Sanhedrynem, a sądowa przed Piłatem. Dla Sanhedrynu kluczowe było oskarżenie o bluźnierstwo. Piłata, czyli piątego z kolei prefekta Judei, zupełnie by ono nie zainteresowało. Toteż przedłożono Jezusowi zarzut uzurpacji władzy.

Namiestnikowi rzymskiemu nie zależało na niczym, prócz utrzymywania względnego porządku i zbierania pieniędzy. Oskarżenia o wzywanie do tego, aby nie płacić podatków, a tym bardziej o przypisywanie sobie władzy – to kwestie, których nie mógł zignorować.

Reklama

Wyrok skazujący został wydany w oparciu o prawo rzymskie. Czy sam wyrok był prawomocny? I czy zostały zachowane obowiązujące zasady procesowe, zwłaszcza prawo do obrony?

W karnych postępowaniach, a o takim rozmawiamy, namiestnik rzymski miał zupełną swobodę, zwłaszcza wobec nie-Rzymian. Jezus, inaczej niż Paweł, nie był rzymskim obywatelem, a z Piłatem najpewniej rozmawiał po grecku – w języku powszechnie używanym na całym wschodzie cesarstwa.

Pyta Pani o zasady procesowe... Co dadzą jakiekolwiek z nich, gdy z jednej strony są ludzie zdeterminowani, aby pozbyć się człowieka za wszelką cenę, a z drugiej bezwzględny i wprawiony w zabijaniu administrator, będący zarazem sędzią? Śmiem się domyślać, że Jezus został skazany wręcz od niechcenia, jak wszyscy ubodzy, których losem na dalekiej prowincji i obroną nikt się nie interesował. Nikomu – nawet nie z wielkich – z rządzących ówczesnym światem Rzymian po prostu na nich nie zależało. Nie mieli dla nich żadnego znaczenia.

Czy można powiedzieć, że cały proces Jezusa był sfingowany, a wydanie wyroku było efektem prowadzonych rozgrywek politycznych? Czy Piłatowi chodziło głównie o zachowanie własnej pozycji oraz dobrych relacji z establishmentem żydowskim?

Kalkulacja polityczna miała ogromne znaczenie dla podjęcia decyzji o tym, aby wyeliminować Mistrza z Nazaretu. Mamy od św. Jana znamienny przekaz, że świadkowie wskrzeszenia Łazarza rozmawiali następnie z arcykapłanami i faryzeuszami, i zwołano Sanhedryn: „Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków?”. Uznali, że pozostawić Go, to pozwolić, aby ludzie poszli za Nim, „i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród”. Obawiano się kolejnego ruchu religijnego, skierowanego przeciw ustabilizowanej sytuacji politycznej.

Reklama

Ma Pani rację: establishment żydowski żył w pełnej symbiozie z okupantem rzymskim. Sam sobie go zresztą swego czasu zaprosił.

Człowiek osądził Boga, ale przecież dla każdego z nas przyjdzie czas sądu przez Bogiem. Jak sądzi Bóg, a jak człowiek?

Jak nas osądzi Bóg, dowiemy się we właściwym momencie. Najpierw każdy z osobna. Potem ukazanie sprawiedliwości, co nazywamy Sądem Ostatecznym. Zanim to nastąpi, zanim umrzemy, trzeba nam podążać drogą Błogosławieństw. A zauważmy, że z ośmiu aż dwa mówią o sprawiedliwości. Do nas należy pragnąć sprawiedliwości i cierpieć prześladowania dla sprawiedliwości. I przejść przez życie jak On – Jezus Chrystus.

Dla wielu, którzy mają za sobą doświadczenia w sądach ziemskich, Sąd Ostateczny może być to przerażającą perspektywą. Jakie powinno być nasze przygotowanie na ten sąd?

Poziom niesprawiedliwości na świecie przekonuje o tym, że musi być Sąd Ostateczny. Tam wszystko się okaże. Myślę, że straszny będzie zwłaszcza dla tych, którzy łączą ignorancję z arogancją. Pewni siebie będą bardziej zaskoczeni niż inni. I nie trzeba mieć doświadczenia sądów ziemskich, chyba że za takie już uznamy potępianie w sercu – codzienna praktyka, nie raz zwana osądzaniem kogoś czy odsądzaniem od czci i wiary.

Właśnie. Chociaż wielu z nas nie uczestniczyło w procesie sądowym, to jednak chyba większość doświadczyła sądu ludzkich opinii. My też sami nieraz przyznajemy sobie prerogatywy sędziów. Jaką postawę powinien zachować człowiek wierzący wobec pokusy osądzania, nawet, gdy jest przekonany, że mówi prawdę? A jaką w sytuacji, gdy sami jesteśmy osądzani?

Sporów nie brakuje na co dzień, nie trzeba nawet wchodzić do budynku żadnego z sądów. Zbytnia pewność siebie – to syndrom sędziowski. Ja decyduję, kto mi zakaże? A co, jeśli nie mamy racji? Trzeba nam więc być współpracownikami prawdy. Starać się do niej dążyć – to wielkie słowa i wielkie zadanie. I Kościół, i uniwersytet uczą, że trzeba przynajmniej próbować zrozumieć, starać się rozumieć: człowieka, sytuację, zjawisko itd. Samemu zaś zachowywać pokój. Również wtedy, gdy nas osądzają. Jaki mamy wpływ na to, co ludzie o nas myślą lub wygadują? Dlatego słusznie wzywa psalmista: „Miej ufność w Panu i postępuj dobrze”. Tylko tyle i aż tyle. Jak osiołek: rób swoje – to, co do ciebie dziś należy.

Reklama

Choć sami bardzo surowo oceniamy postawę tłumu, który krzyczał: „Na krzyż z Nim!”, to przecież nieraz i my dołączamy do takiego „chóru”, powtarzając to, co krzyczy większość. Niełatwo iść pod prąd opinii, a może nawet – jak mówił prymas Wyszyński – zdecydować się na „męczeństwo opinii”. Jak kształtować w sobie taką postawę?

„Bądź twardy, jak uderzone kowadło” – pisał św. Ignacy z Antiochii, uczeń św. Jana, do swego ucznia św. Polikarpa ze Smyrny. Dodajmy od siebie: myśl niezależnie i nie przejmuj się zbytnio!

Mówi Pani „chór powtarzający to, co sądzi większość”. To ładnie, ale chodzi chyba o zachowania hejterskie. Racja, dziś hejterzy są szczególnie liczni i dokuczliwi. Ważne, żeby samemu nie być hejterem. Hate w pierwszej kolejności niszczy posługującego się nim, innych nie tak bardzo. Nie wszystko trzeba czytać, nie wszystkiego słuchać. Trzeba natomiast stale uważać na stan własnego ducha, na swe serce. Zamierzona nienawiść jest przeciwna miłości. Hejter staje się niezdolny do kochania innych, ale i samego siebie też.

Czy kultura prawna zmieniła się od czasów Chrystusa? Co wciąż jest podobne, czy może być porównywalne?

Czy lepiej przestrzegamy zasady, że należy wysłuchać drugiej strony? Czy bardziej trzymamy się domniemania niewinności? Nie potępiamy na podstawie pierwszej plotki? Komu wierzymy? Komu chcemy wierzyć? Tak w ogóle: trzeba sobie stawiać pytania. Nie wolno być bezmyślnym. Wszak głupota to grzech.

Jezus przyszedł dać świadectwo prawdzie. Jak mamy Go w tym naśladować? Szczególnie w dziedzinie prawa, sądownictwa, potrzebujemy dziś takiej postawy. Jesteśmy w tym na dobrej drodze, czy jeszcze wiele pracy przed nami, zdaniem Księdza Profesora?

Tak, Jezus przyszedł dać świadectwo prawdzie. I dał też szansę Piłatowi. Wyjaśnił mu wystarczająco dużo. Piłat mógł zrobić, co zechce. Zrobił, co chciał. Jezus pyta: Czego Ty chcesz, a czego się boisz? Piłat uległ presji politycznej. Skazał niewinnego. Bał się? Usłyszał od faryzeuszów, arcykapłanów i tłumu: „Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi”. A może chciał mieć tylko święty spokój? Taka świętość nie może być naszym ideałem.

Ks. prof. dr hab. Franciszek Longchamps de Bérier. Profesor nauk prawnych, LL.M. Georgetown University, kierownik Katedry Prawa Rzymskiego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest rezydentem w parafii św. Jakuba na Ochocie, reprezentuje KEP w komisji prawnej Konferencji Episkopatów Unii Europejskiej.

2022-04-12 12:20

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Człowiek, który umył ręce

Niedziela rzeszowska 13/2017, str. 6

[ TEMATY ]

Poncjusz Piłat

Arkadiusz Bednarczyk

Umycie rąk przez Piłata – Piłat miał wówczas rzec: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz” – z parafii w Słocinie

Umycie rąk przez Piłata – Piłat miał wówczas
rzec: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego.
To wasza rzecz” – z parafii w Słocinie

Poncjusz Piłat, prokurator, czy – jak mówią Ewangelie – zarządca Judei, był postacią historyczną. Ponieważ to on wydał na śmierć Jezusa z Nazaretu, jego osoba od stuleci budzi zainteresowanie i kontrowersje, a braki w życiorysie – najsłynniejszego w historii prokuratora – przez wieki starano się wypełnić legendą

Wiadomości o życiu Poncjusza Piłata czerpiemy z kilku źródeł. Są to oczywiście Ewangelie, ale także „Dzieje wojny żydowskiej” oraz „Starożytności” Józefa Flawiusza. Trochę informacji zawiera się w „Rocznikach” rzymskiego historyka Tacyta oraz w „Historii kościelnej” Euzebiusza z Cezarei. Jednak prawdziwym skarbem okazała się znaleziona w 1961 r. w Cezarei Nadmorskiej inskrypcja na kamieniu, która informuje, że „Poncjusz Piłat, prefekt Judei, odbudował Tiberium dla mieszkańców”. Trzecia linijka mówi, że oficjalny tytuł Piłata brzmiał „prefekt”. Zacznijmy może od najbardziej znanych źródeł czyli Ewangelii. Piłat skazał Jezusa na śmierć około 33 roku. Wedle Ewangelii św. Mateusza, po zatwierdzeniu wyroku na Chrystusie Piłat umył ręce przed tłumem, który domagał się ukrzyżowania Jezusa. Piłat miał wówczas rzec: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz”. W Ewangelii św. Łukasza mówi się, że Jezus został oskarżony o to, że podburzał tłumy, aby nie płaciły podatku Cezarowi, a także kazał nazywać siebie królem żydowskim. Piłat, jako namiestnik Rzymu, był urzędnikiem odpowiedzialnym za płacenie podatków Cezarowi. Gdyby więc odmówił sądzenia Jezusa naraziłby się Cezarowi („nie jesteś przyjacielem Cezara”) dlatego jako człowiek koniunkturalny musiał przeprowadzić proces. Ale i tu Piłat po zadaniu Jezusowi kilku pytań był nie bardzo skłonny do skazania go na śmierć. W Ewangelii św. Jana Piłat prowadzi nawet dyskurs filozoficzny z Jezusem o sensie prawdy. Odbrązawianie Piłata mogło być zabiegiem wczesnych chrześcijan mającym na celu polepszenie stosunków z Cesarstwem.

CZYTAJ DALEJ

Msza św. krok po kroku

Rozumienie znaków i symboli, gestów i postaw pozwala nam świadomie i owocnie uczestniczyć we Mszy św.

Każdy, kto poważnie traktuje swoje chrześcijaństwo, wie, że we Mszy św. należy uczestniczyć. Ale nie wszyscy zadają sobie pytanie, czym owo uczestnictwo jest i co należy zrobić, aby stało się ono świadome, czynne i owocne, czyli właśnie takie, jakie powinno być. Na pewno odpowiednie uczestnictwo nie ogranicza się jedynie do wypełnienia pierwszego przykazania kościelnego, czyli do fizycznej obecności w kościele w każde niedzielę i święto nakazane. Aby prawdziwie uczestniczyć we Mszy św., nie wystarczy także być tylko skupionym i pobożnym oraz gorliwie się modlić. To zbyt mało, a nawet można powiedzieć, że nie do końca o to by chodziło. Warto więc przyglądnąć się naszemu uczestnictwu we Mszy św. i spróbować odnaleźć, co w niej jest naprawdę ważne.

CZYTAJ DALEJ

„Samobójstwo w optyce katolickiej” – książka o pomocy osobom w kryzysie samobójczym

2023-02-04 10:00

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Paweł Kłys

- Ta książka jest dla wszystkich, którzy dostrzegają w sobie taką wrażliwość związaną z problemem kryzysów psychicznych, problem depresji i myśli samobójczych i chcą temu przeciwdziałać, ale jednocześnie obawiają się, że w przestrzeni Kościoła katolickiego nie ma na to miejsca. Wciąż bowiem panuje jeszcze stereotyp mówiący o tym, że kontakty natury medycznej – psychiatra, psycholog, terapeuta – nie idą w parze z opieką duchową. Ta książka przełamuje stereotypy mówiące o tym, że człowiek wierzący i angażujący się w życie Kościoła nie może – nie powinien – korzystać z profesjonalnej opieki – mówi ks. Jarosław Magierski założyciel łódzkiego duszpasterstwa PAPAGENOTEAM.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję