Wiekiem była najstarszą osobą na plebanii, zwracaliśmy się jednak do niej tym zdrobnieniem jej imienia. I przyznać trzeba, że wyjątkowo do niej pasowało.
– Kasia – wołał często proboszcz, bo to ona wiedziała, gdzie się co znajduje, gdzie kto co położył, gdzie jest, jak nie ma tam, gdzie powinno być. Wyglądało na to, że tylko ona potrafi zapanować nad przestrzenią i wszystkimi rzeczami do niej przynależnymi. Taka zdolność i staranność. Nie pochlebiała sobie z tego powodu, traktowała to jako coś naturalnego, ot wpisane do zakresu obowiązków. Przybiegała od razu, bez zwłoki, bez względu na to, co w tym czasie aktualnie robiła, zawsze z życzliwym uśmiechem. Wydawało się, że nadużywamy tej jej stałej gotowości do posługi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
– Czy ona się nigdy nie denerwuje? – pytam organistę po kilkakrotnym przywoływaniu jej przez proboszcza. Wie przecież, że sama jest w kuchni, a on się tylko ubiera, bo wychodzi gdzieś, i ciągle jest mu do czegoś potrzebna.
– Spróbowałby tak z gospodynią.
– Nie ośmieliłby się. Ona by mu powiedziała, gdzie leży teczka, akurat. W pięty by mu weszło. Kasia to ewenement. Nigdy nie widziałem jej złej czy też nawet niezadowolonej. Nie wiem, jak ona to robi i potrafi.
