Reklama

Tok show

Niedziela warszawska 6/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mam takie zawodowe zboczenie, że co wieczór włączam telewizor, żeby obejrzeć tzw. dzienniki w rozmaitych stacjach. Nie, żeby się dowiedzieć co dzieje się w świecie, bo to wiem wcześniej, ale po to, by zobaczyć co z tysięcy informacji dana stacja wybrała dla widzów na kolejny wieczór i jak je tym razem pokaże.
Ostatnio rzadko trafiam na czystą informację. W porze dzienników telewizje emitują specyficzny tok show. Prowadzący siedzą w studiach a inni grają z ulicy. Modne stały się tzw. stand up’y, czyli komentarze wygłaszane przez dziennikarzy bezpośrednio po zaprezentowaniu materiału filmowego. Zawsze to jakieś pół minuty programu więcej i za darmo, a mądre przecież być nie musi. Czasem tak wiążącej i humorystycznej puenty nie powstydziłby się nawet Pietrzak.
Zdarza się jednak, że mądra mina dziennikarza nie wystarcza. Po wypadku rządowego helikoptera, w informacjach o stanie zdrowia pacjentów wszyscy nie wiadomo czemu powoływali się na dyrektora szpitala MSWiA, choć nie jest pewne, czy ten pan jest w ogóle lekarzem, bo wcale być nie musi. Powinien być za to dobrym ekonomistą, którego można byłoby zapytać, czy placówce pod koniec roku wystarczy pieniędzy mimo przyjęcia tak nietuzinkowych pacjentów. A o stanie rządowych kręgosłupów lepiej gdyby się wypowiadał odpowiedzialny za nie profesor ortopeda.
Przykładem tok show’u w ramach tzw. dziennika może być również łączenie na żywo z korespondentem, który mimo mrozu i śnieżycy sterczy np. zaledwie 200 metrów od Pałacu Prezydenckiego, albo od Hotelu Parkowa, gdzie rozgrywają się pasjonujące wydarzenia. Jakby to mimo rozwoju techniki stojąc kilkaset metrów od pałacu można było lepiej słyszeć, co dzieje się za drzwiami?
We wszystkim chodzi pewnie o to, żeby możliwie najmniejszym kosztem przekonać widza, że oglądając program danej stacji jest osobą szczególnie uprzywilejowaną, że nie musi się intelektualnie przemęczać, aby coś rozumieć. I że nic co dzieje się na świecie nie jest warte, aby przerwać oglądanie programu, w którym za chwilę pojawią się reklamy.
Specjalnie dla czytelników Niedzieli, z vis a vis klatek z małpami.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święty profesor z Krakowa. Kim był Jan Kanty zanim został świętym?

2026-10-19 20:56

[ TEMATY ]

św. Jan Kanty

Wiara (nie)oderwana od życia

pl.wikipedia.org

św. Jan z Kęt

św. Jan z Kęt

Dziś kojarzymy go przede wszystkim z Krakowem, Akademią Krakowską i opinią człowieka niezwykle pobożnego. Jan Kanty był jednak kimś więcej niż tylko uczonym, którego Kościół ogłosił świętym. Przez wiele lat uczył studentów, zgłębiał teologię i pełnił posługę kapłańską. Nie porzucił nauki, gdy coraz bardziej angażował się w życie religijne. Przeciwnie, obie te drogi towarzyszyły mu aż do końca życia.

Jan Kanty urodził się 24 czerwca 1390 roku w Kętach, niewielkiej miejscowości w dzisiejszej Małopolsce. To właśnie od niej pochodzi jego przydomek. O dzieciństwie przyszłego świętego wiadomo stosunkowo niewiele. Znacznie lepiej udokumentowane są lata jego nauki i późniejszej pracy.
CZYTAJ DALEJ

Byli alumni-żołnierze zapraszają do wspólnej modlitwy apelowej

2026-10-20 12:54

[ TEMATY ]

modlitwa

Karol Porwich/Niedziela

Byli alumni-żołnierze z poboru 1976-1978 do Bartoszyc, dziś kapłani, zapraszają do wspólnego dziękczynienia za szczęśliwe odbycie służby wojskowej, powrót do Seminariów i przeżyte lata kapłaństwa, kolegów z innych poborów, na Apelu Jasnogórskim dn. 26.10.2026 r. Modlitwa nasza odbędzie się w 50. rocznicę poboru rocznika 1976-1978.

CZYTAJ DALEJ

Gdy Bóg prowadzi

2026-10-20 21:33

Archiwum prywatne

Anna Kulbacka

Anna Kulbacka

Najpierw były poszukiwania, potem decyzja, a wkrótce po nich seria zdarzeń, które odczytała jako odpowiedź Boga. Anna Kulbacka opowiada o swojej drodze do dziewictwa konsekrowanego i o tym, jak dziś żyje powołaniem w świecie.

– Świadomą drogę z Bogiem rozpoczęłam ok. 34 lata temu. W pewnym momencie odczułam głębokie dotknięcie Boga w sercu. Byłam wtedy na pierwszym roku studiów we Wrocławiu. Byłam też w relacji narzeczeńskiej, ale to poczucie miłości Boga – tak subiektywne i mocne – sprawiło, że nie chciałam jej kontynuować. Choć wiedziałam, że przyjaźnimy się, że to bardzo wartościowy człowiek, a małżeństwo to piękna i dobra droga, czułam, że Bóg wzywa mnie do czegoś innego – mówi Anna.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję