Reklama

Wiadomości

Biznes po chrześcijańsku

2016-12-09 23:25

[ TEMATY ]

Warszawa

konferencja

przedsiębiorca

biznes

Łukasz Krzysztofka

Tomasz Sztreker

- Przed nami drugi dzień obrad Chrześcijańskiego Forum Przedsiębiorczości. Czy po wczorajszych wykładach i panelach dyskusyjnych można powiedzieć, jakie sprawy najbardziej interesują przedsiębiorców i biznesmenów uczestniczących w konferencji na UKSW?

- Najważniejsze i podstawowe problemy, jakie były podejmowane w trakcie wczorajszych dyskusji dotyczyły m.in. problemów związanych z biurokracją, funkcjonowaniem banków oraz podatkami i rozwojem firm. Przede wszystkim jednak stałym tematem wszystkich wystąpień były sprawy związane z moralnością i etyka w biznesie. Przedsiębiorcy i managerowie dzielili się swoimi spostrzeżeniami oraz dylematami, które napotykają w swojej codziennej pracy. Prelegenci natomiast odpowiadali na pytania, np. o godziwą płacę, lichwę oraz jak chrześcijański przedsiębiorca powinien budować relacje z pracownikami i klientami.

- To już trzecie Chrześcijańskie Forum przedsiębiorczości, ale pierwsze zorganizowane z takim rozmachem. Skąd potrzeba zorganizowania aż tak dużego wydarzenia?

- Głównym celem forum jest stworzenie wspólnego miejsca, gdzie przedsiębiorcy, duchowni i przedstawiciele rządu mogą porozmawiać i wymienić się doświadczeniami. A co najważniejsze poszukać rozwiązań wspólnych problemów. Natomiast potrzeba zorganizowania tak dużego wydarzenia wynikła z rozmowy z jednym z ministrów, który powiedział że chciałby bardzo, aby powstała platforma współpracy między przedsiębiorcami i rządem, a szczególnie bliscy mu są przedsiębiorcy, którzy reprezentują wartości chrześcijańskie.

- Dlaczego?

- Myślę że wynikało to z nadrobienie pewnych zapóźnień, bo przedsiębiorcy są grupą niedocenianą. A wśród nich najbardziej niedoceniani są przedsiębiorcy wierzący. To o nich krążą fałszywe stereotypy. Np. taki, że nie znają się na biznesie, bo są „kościółkowi”.

- A jaka jest prawda o waszym środowisku?

- Wśród nas są osoby będące w pierwszej setce najbogatszych Polaków. Wielu prowadzi małe i średnie firmy, ale nie brakuje też osób zatrudniających po kilka tysięcy pracowników. Na spotkania organizowane przez naszą fundację przychodzą też wysokiej klasy managerowie. Wszystkich tych ludzi łączy to, że choć odnieśli sukces w biznesie, to na pierwszym miejscu jest Pan Bóg.

- Powiedział Pan o spotkaniach organizowanych przez Fundację „Wiara w Biznesie”. Ile osób w nich uczestniczy i co jeszcze robi Fundacja?

- Zajmujemy się wprowadzaniem chrześcijańskich zasad do biznesu i tworzeniem chrześcijańskiej społeczności przedsiębiorców. Realizujemy to przez Chrześcijańskie Kluby Biznesu, które są w większości dużych miast w Polsce, a także przez consulting biznesowy i szkolenia. Jeśli zaś chodzi o liczby to związanych z nami jest ok. 7 tys. osób.

- Jakie mają być efekty spotkania, na które z całego kraju przyjechało 400 przedsiębiorców i biznesmenów?

- Efektem będzie dokument rekomendacyjny, który zostanie skierowany do Narodowego Banku Polskiego, Episkopatu Polski i Ministerstwa Rozwoju. W dokumencie tym znajdą się wyniki naszych obrad oraz sposoby rozwiązania problemów, które najmocniej utrudniają przedsiębiorcom prowadzenie i rozwój firm.

- Kiedy ten dokument będzie gotowy?

- Główne wskazania uwidoczniły się już we wczorajszych spotkaniach. Po dzisiejszych obradach dołączą do tego zapewne kolejne postulaty. Już po zakończeniu forum rozpoczniemy pracę nad ostateczną wersją dokumentu rekomendacyjnego. Myślę, że na przełomie stycznia i lutego 2017 r. dokument ten będzie gotowy.

- Na zakończenie proszę powiedzieć, jak będą przebiegały dzisiejsze obrady?

- Drugi dzień forum otworzy bp dr Piotr Sawczuk. Potem będzie prezentacja z dyskusją o partnerstwie przedsiębiorcy z naukowcem, którą poprowadzi wiceminister Nauki i Szkolnictwa Wyższego dr Piotr Dardziński. Następnie odbędą się panele dotyczące m.in.: współczesnych wyzwań stojących przed przedsiębiorcami, relacji biznesu z samorządem, podatków oraz konsekwencji ekonomicznych związanych z wprowadzeniem kolejnych dyrektyw unijnych. Potem wystąpi prof. Aleksander Stępkowski. Prezes Ordo Iuris wygłosi wykład „Katolik w biznesie z perspektywy społecznego nauczania Kościoła”. Nasze spotkanie zakończy koncert uwielbienia i Adoracja Najświętszego Sakramentu.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Każdy znajdzie coś dla siebie

2020-01-21 12:48

Niedziela warszawska 4/2020, str. V

[ TEMATY ]

wywiad

inicjatywa

biznes

inicjatywy

Tomasz Sztreker

Magdalena Wojtak

Tomasz Sztreker. Prezes Polskiej Akademii Biznesu.

O inicjatywach z wartościami i budowaniu wspólnoty między różnymi katolickimi inicjatywami z Tomaszem Sztrekerem, założycielem chrześcijańskiej kawiarni „Agere Contra”, rozmawia Magdalena Wojtak.

Magdalena Wojtak: W stolicy przy ul. Chłodnej powstało pierwsze świeckie Centrum Ludzi Wiary. Co jest celem tego miejsca?

Tomasz Sztreker: Pragniemy budować społeczność ludzi, którzy chcą od życia coś więcej niż tylko podążanie za trendami, które wyznaczają celebryci. „Agere Contra” to zawołanie św. Ignacego Loyoli, które oznacza „działać naprzeciw”.

CZYTAJ DALEJ

Dlaczego chrzcimy dzieci, a nie dorosłych?

2020-01-08 08:08

Niedziela Ogólnopolska 2/2020, str. 11

[ TEMATY ]

chrzest

Internet

Chrzest jest najpiękniejszym darem, dlaczego więc pozbawiać go dzieci? Dlaczego krępować działanie Ducha Świętego w ich sercach i umysłach?

Kto naprawdę wierzy w skutki sakramentu, ten wie, że chrzest sprawia, iż stajemy się dziećmi Bożymi, otrzymujemy Ducha Świętego i zostajemy włączeni do Kościoła, w którym z czasem możemy przyjąć kolejne sakramenty. Skoro – w myśl słów św. Grzegorza z Nazjanzu – chrzest jest najpiękniejszym darem, dlaczego pozbawiać go dzieci? Dlaczego krępować działanie Ducha Świętego w ich sercach i umysłach? To przecież dzięki Niemu będą mogły kiedyś świadomym aktem wiary przyjąć Jezusa jako Pana i Zbawiciela, bo „chrzest dzieci domaga się katechumenatu pochrzcielnego” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1231). Ziarno wiary jest łaską, a ta może być przyjęta, jeśli spadnie na właściwie przygotowany grunt.

Duch Święty działający w duszy dziecka może je łatwiej przygotować na świadome przyjęcie wiary w wieku dojrzałym.

Jasne świadectwa tego, że chrztu udzielano dzieciom pochodzą z II wieku. Czy mogło tak być wcześniej? Wszystko na to wskazuje.

Biblijnych argumentów za chrztem dzieci jest kilka. W starożytności pod pojęciem „dom” rozumiano nie tylko wszystkich członków rodziny, w tym dzieci i niemowlęta, ale nawet sługi i niewolników (Dz 11, 14). Gdy Korneliusz wraz z całym domem przyjął chrzest, oznacza to także chrzest dzieci (Dz 10, 47-48). Wraz z całym domem chrzest przyjęli niejaka Lidia w Filippi (Dz 16, 15), strażnik więzienia, w którym przetrzymywani byli Paweł i Sylas (Dz 16, 33), Tycjusz Justus, przełożony synagogi w Koryncie (Dz 18, 8) czy Stefanas, mieszkający w tym samym mieście (1 Kor 1, 16). Trudno przypuścić, aby w żadnym z tych „domów” przyjmujących chrzest nie było ani jednego dziecka.

Z czasem, gdy Kościół się rozwijał, praktyka udzielania chrztu niemowlętom upowszechniała się coraz bardziej. Chrześcijanie odwoływali się do słów Jezusa: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże” (Mk 10, 14).

Już w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy po raz pierwszy Piotr głosił najpiękniejszą wieść o zbawieniu, dodał: „Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych” (Dz 2, 39).

Inny argument za chrztem niemowląt wynika z faktu, że Jezus był Żydem i nauczał wśród Żydów, a ci przecież obrzezywali niemowlęta. Trudno sobie wyobrazić, dlaczego Jezus – Żyd miałby zmieniać ten zwyczaj inicjacji niemowląt, który wywodzi się z Jego własnej religii, i nakazywać przyjmowanie do Kościoła tylko dorosłych. To raczej nieprawdopodobne. Gdyby takie było Jego pragnienie, z pewnością znalazłoby ono wyraz w Ewangelii.

Jest także bardziej egzystencjalny argument za chrztem dzieci. Bardzo poruszyło mnie świadectwo egzorcysty, który wiele lat spędził w Afryce. Zdarzało się, że dwie rodziny pokłóciły się ze sobą. Członkowie jednej z nich szli do czarownika, by ten rzucił urok lub przekleństwo na wrogów. Gdy urok padał na rodzinę chrześcijańską, dzieci nigdy nie doznawały uszczerbku. Jeśli czary skierowane były przeciw rodzinie pogańskiej, dzieci często zapadały na trudne do zdiagnozowania słabości. „Nie potrzeba mi innych dowodów, że chrzest dzieci jest potrzebny” – mówił egzorcysta. „Dziecko ochrzczone nie jest w stanie popełnić grzechu śmiertelnego, gdyż nie ma jeszcze pełnej świadomości winy. To oznacza, że od chwili chrztu zawsze mieszka w nim Duch Święty. I dlatego rzucane uroki nie mają żadnej mocy”. I dodawał: „Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ktoś ochrzczony zrywa z Duchem Świętym przez grzech śmiertelny. Wówczas naraża się na działanie złego”.

Odmowa chrztu dzieciom nie ma egzystencjalnego uzasadnienia. Czy osobom, które rodzą się niepełnosprawne umysłowo i nigdy nie dojdą do świadomego przeżywania wiary, należy odmówić chrztu? Czy należy odmówić namaszczenia chorych osobom nieprzytomnym, nieświadomym, dotkniętym amnezją? Są przecież równie nieświadome jak dzieci. Czy posunięta miażdżyca jest podstawą do odmówienia Komunii św.? Oczywiście, że nie. Podobnie jest z sakramentem chrztu.

Nie jest więc tak, że chrztu nie udzielano niemowlętom w pierwotnym Kościele i protestanci przywrócili ten stan rzeczy, lecz odwrotnie – to właśnie niektóre wspólnoty protestanckie odeszły od praktyki udzielania chrztu dzieciom. Praktyki, która ma solidne podstawy biblijne i świadectwa nieprzerwanej Tradycji Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Pamiętniki z Powstania Styczniowego, Ludomira Grzybowskiego

2020-01-22 14:52

[ TEMATY ]

historia

Powstanie Styczniowe

Archiwum rodzinne

Ludomir Grzybowski

…”Kiedy w roku 1861 rozpoczęły się manifestacje, byłem aplikantem sądowym w sądzie poprawczym. Podmuch do wspomnianych manifestacji, a w następstwie i zaburzeń w Polsce, przyszedł z zagranicy, o ile wiem, z Anglii.

Nie bawiłem się nigdy dyplomacją, więc nie znam powodów, jakie skłoniły Anglię do podniecenia umysłów, wzbudzenia nadziei, słowem do obudzenia patriotyzmu w narodzie (któren co prawda był uśpiony), a tym samym do wywołania zaburzeń wewnątrz państwa rosyjskiego; to tylko pewne, że tak było.

Na prowincji rozpoczęły się manifestacje śpiewaniem pieśni patriotycznych, jak: „Boże coś Polskę”, „Z dymem pożaru” itp., po kościołach, pod figurami, krzyżami etc. Następnie sprawieniem chorągwi do kościołów z godłami: Orła Białego w czerwonym polu, Pogoni w niebieskim. Dalej ubiorami polskimi, mianowicie czamarkami, konfederatkami, żupanami, a niekiedy i kontuszami. W końcu urządzano procesje na odpusta, z chorągwiami, obrazami pod przewodnictwem księży i z pieniem pieśni patriotycznych, do których to procesji należała tak zwana wyższa sfera. Było w tych pielgrzymkach odrobinę nabożeństwa a dużo profanacji, bo szli tacy, którzy w zwykłych warunkach nie byliby się chcieli pokazać, wobec zaś prądu patriotycznego wychodzili pierwsi, aby byli widziani, śpiewali najgłośniej aby byli słyszani, grozili najbardziej aby ich miano z najodważniejszych. Każden chciał się odznaczyć bo była pora ku temu, bo nikt za to nic nie mówił bo nikogo do żadnej odpowiedzialności nie pociągano.

W Warszawie zaś, zgromadzał się naród przed figurami świętych, statuami Matki Boskiej, na ulicach: Leszno, krakowskie Przedmieście, Stare Miasto i tam śpiewy i modły odprawiał…

Był naówczas namiestnikiem w Królestwie Polskim

z rezydencją w Warszawie książe Gorczakow i czy te obawy uważał za nic nieznaczące, czy traktował to jako zabawkę dziecinną, czy wreszcie z rozmysłem działając patrzał przez szpary aby późniejsze następstwa jakie zarządził były usprawiedliwione, dość że policja przeszkód żądnych nie czyniła. To pobłażanie władzy poczytał lud za obawę i dowód jej słabości, a podżegacze zapewniali zwycięstwo nad wojskiem niedostatecznym do zwalczenia ludności Warszawy. Jawnie więc zapowiedziano, że w dniu 25 lutego obchodzić będą rocznicę bitwy pod Grochowem. Władza zamiast zapobiec temu zbiegowisku, Rynek Starego Miasta, gdzie zapowiedziany był obchód, poleciła uprzątnąć ze wszystkich na nich będących straganów, zamieść i oczyścić. W oznaczonym dniu tj. 25 lutego z rana kilkaset osób wyszło na Pola Grochowskie i odśpiewawszy kilka pieśni narodowych spokojnie wrócili do miasta. Następnie przed wieczorem zebrały się tłumy naprzód na Rynek Starego Miasta a potem do kościoła Ducha Świętego. Po nabożeństwie wyszli procesjonalnie z pochodniami i chorągwiami o barwach narodowych, zamierzając przejść Krakowskie Przedmieście do kościoła Św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży. Lecz pochód ten został wstrzymany przez wojsko, przy czym doszło do krwawego starcia, bo dużo osób było mniej lub więcej rannych. Jeszcze przed manifestacjami za zezwoleniem Rządu utworzone było Towarzystwo Rolnicze, w skład którego wchodzili obywatele ziemscy a prezesem tego Towarzystwa był hr. Andrzej Zamoyski. W skutkiem zatrważających pogłosek, jakie rozeszły się po mieście, Andrzej hr. Zamoyski na czele zebranej deputacji udał się do Księcia Gorczakowa z przedstawieniem względniejszego obchodzenia się z rozgoryczonym ludem. Księże Gorczakow zaręczał, że nikt życia w tym starciu nie stracił i że nie będzie mściwym ale żadnych ustępstw nie myśli robić zbuntowanemu ludowi. Lecz nie dotrzymał obietnicy, bo w dwa dni potem oddał władze bezbronnemu ludowi a stało się to w sposób następujący.

Dnia 27 lutego w kościele oo. Karmelitów na Lesznie

pod pozorem pomodlenia się za poległych w starciu, o jakim wyżej była mowa, zebrała się masa różnorodnego ludu. Po modlitwie wyszli z kościoła i uszykowawszy się w czwórki, bez księży i śpiewów, ruszyli z zamiarem przejścia ulicą Długą na Krakowskie Przedmieście do Pałacu Namiestnikowskiego gdzie Towarzystwo Rolnicze odbywało swe posiedzenia, aby się z obradującymi połączyć. Książe Gorczakow wydał rozkaz, aby wojsko tj. kozacy i piechota zaczaili się kolo zamku i uderzyli na tłum przy wejściu ze Starego Miasta. Wtedy to nastąpiło groźniejsze od pierwszego starcie, bo kozacy bili i kaleczyli naród, a piechota sobą zagrodziła przejście przed gmachem dobroczynności. Lud bronił się , czym kto mógł, laskami, parasolkami a w końcu kamieniami. Piechota dała ognia z karabinów i położyła trupem pięciu. Po tej krwawej scenie tłumy rozbiegły się na wszystkie strony a wojsko zajęło stanowisko przed pałacem namiestnikowskim, aby nie dopuścić połączenia się z ludem obradującym członkom Towarzystwa Rolniczego. Lud porwał ciała pięciu poległych, nosił po ulicach i przeklinał zabójców, poprzysięgając zemstę. Książe namiestnik widząc, że głupstwo się stało, nie wiadomo, czy ze strachu wobec oznajmienia delegacji, dość groźnego, że lud zbroi się w noże i siekiery, czy dla braku dostatecznej, jak utrzymywano, załogi wojskowej, czy jak głoszono wskutek telegraficznego rozkazu z Petersburga, dość że nazajutrz po dniu niewinna krwią naznaczonym książe Gorczakow wydał proklamację do mieszkańców Warszawy, że policmajster, który w dniu 25 lutego napadł na lud, otrzymał dymisję, a jenerał, który w dniu 27 lutego nakazał strzelać do ludu, oddany pod sąd. Przy tym udziela pozwolenia pogrzebu poległych z tym, aby utworzyć straż obywatelską i z uczni szkół publicznych dla utrzymania w mieście porządku, bo ani policja, ani wojsko do czasu ukończenia pogrzebu nie pokaże się na ulicach.

Takim sposobem książe Gorczakow zrzekł się władzy, a obywatele tak miejscy, jak wiejscy oraz studenci jako konstable utrzymywali porządek.

Kiedy Wielki Książe Konstanty

przybył wraz z żoną na mieszkanie do Warszawy, nie był ani witany, ani przyjmowany tak jak powinno było być, wobec przybywającego nadawcy czy wskrzesiciela praw i swobód narodowych, bo Polacy już marzyli o czym innym, bo pragnęli zmiany panującego, bo chcieli mieć na tronie nie Moskala ale Polaka, bo chcieli mieć Polskę i Litwę i wszystkie kraje, jak za czasów Jagiełły. A że tego od razu stosowanie do życzenia nie otrzymali, więc utworzył się Rząd Narodowy, który wydawał proklamacje, rozporządzenia itp. Między innymi polecał odbierać od wszystkich dobrze myślących polaków przysięgę, która była bardzo krepująca, bo wymagała ślepego posłuszeństwa Rządowi Narodowemu, bo nie wykonanie jakiego bądź rozkazu, choćby on w własnym przekonaniu był zbrodnią, stanowiło złamanie przysięgi. Takie stawał się już krzywoprzysięzcą i mógł być skazany na karę śmierci. Przysięgający obowiązany był na każde wezwane Rządu Narodowego stawić się w miejsce oznaczone i stosownie do okoliczności chwycić za bron i walczyć do ostatniej kropli krwi, aż się wroga wytępi, czy tez iść inną drogą, tj. podstępem, chytrością etc., etc. I wobec rozbudzonych, roznamiętnionych uczuć narodowych, ile wiem, młodzież przysięgę wykonywała i gotowa była na każde skinienie iść na ofiarę, bo tego Rząd Narodowy wymagał.

Kto był ten Rząd Narodowy, gdzie jego siedlisko, kto wchodził w skład jego, czy odbywały się jakie gremialne posiedzenia, wspólne narady, czy tylko członkowie tego Rządu Narodowego, każden na swoją rękę, wedle swego widzimisię wydawał rozkazy i rozporządzenia, nic i nikomu nie było wiadomym. Przyłożona pieczęć z wyobrażeniem Orła Białego w czerwonym polu i Pogoni w niebieskim, z napisem: ”Rząd Narodowy”, stanowiło wszystko. A kto odebrawszy jaki bądź rozkaz z takim godłem takowego co do litery nie wykonał, już był zakwalifikowany na karę śmierci. I byli tak zwani sztyletnicy, którzy takie wyroki Rządu Narodowego wykonywali. Były znów losowania i na kogo padł taki los, bez względu na to co go czeka, musiał spełnić rozkaz, bo inaczej byłby zasztyletowany. Taki właśnie los spadł na niejakiego Jaroszyńskiego, aby zabił Wielkiego Księcia Konstantego.

Wielcy Księstwo Konstantowie

byli względnie sympatycznie usposobieni do Polaków. Chcieli zdaje się nawzajem, aby i Polacy opłacali się sympatią. Aby dać dowód jednoczenia się z Polakami, kiedy narodził im się syn w Warszawie, nadano mu imię Wacław. Chodzili i jeździli bez konwoju i straży, dając dowód ufności do Polaków. Ale to wszystko nic nie znaczyło, bo Polacy nie chcieli widzieć Moskala panującym i postanowili wszystkich wytępić. Otóż pewnego dnia, kiedy Wielki Książe wyszedł wraz z żoną, aby wsiąść do pojazdu, ów wylosowany Jaroszyński strzelił do niego z rewolweru. Kula utkwiła w szlifie, nie czyniąc żadnego obrażenia ciała. Jaroszyński został pojmany i osądzony jako królobójca na powieszenie. Strzelano również i do margrabiego, lecz margrabia po pierwszym chybionym strzale laską kilka razy uderzył owego śmiałka i ten ze strachu czy z bólu stracił tak przytomność, że więcej nie strzelał i policja go ujęła.

Po tych faktach Margrabia Wielopolski zarządził pobór do wojska(rozumie się ruskiego) wszystkich młodych ludzi, w mniemaniu zapewnie, że tym sposobem przetnie wszystkie wybryki. Z obawy, aby i mnie nie wzięli, wyjechałem na wieś do znajomych. W parę dni przyszła wiadomość, że Rząd Narodowy, przeciwdziałając rządowi ruskiemu, wydał rozkaz, aby wszyscy młodzi ludzie chwycili za bron i stanęli do walki przeciw wrogom. Niestety, cóż to za broń, trochę dubeltówek i kos, a co za żołnierze? Trochę urzędników, trochę uczni ze szkół, trochę szlachty, którzy pozabierali za sobą ekonomów, lokai i stangretów. A tu armia ruska wyćwiczona, umontowana, z zapewnieniem przebywania wszędzie, gdzie się podobało, czy po miastach, czy po wsiach, opatrzeni w odzież, żywność etc, etc. A Polacy nigdzie punktu oparcia, nigdzie miejsca swobodnego do jakiegoś zorganizowania się, bo niby w swoim kraju ale gorzej wychodziło jakby na obczyźnie, bo tu każden chłop był wróg i nie rzadko chłopi łapali powstańców i oddawali w ręce Moskali, a ile namnożyło się szpiegów, donosicieli etc. Wszystko to bowiem szło do przewagi, do siły, słowem, do mocniejszego.

Więc tedy wybuchło powstanie i były dwa rządy: ruski i tzw. Rząd Narodowy Polski, i obydwa wydawały rozporządzenia, rozumie się wprost sobie sprzeczne. Urzędnicy odbierali rozkazy od Rządu Narodowego z poleceniem wykonania takowych pod karą śmierci. Od rządu zaś ruskiego przeciwnie, z zagrożeniem dymisji i odpowiedzialności osobistej. I tak na przykład Rząd Narodowy wydał i rozesłał do wszystkich naczelników powiatu rozporządzenie, aby nakazali młodym ludziom zdolnym do noszenia broni stawić się do wojska polskiego formującego się w danym miejscu. Więc niektórzy naczelnicy przed odebraniem przeciwnego polecenia rządu ruskiego wydali do wójtów gmin w myśl tego odpowiednie rozkazy. Czytałem taki w oryginale okólnik naczelnika powiatu stepnickiego, aby „wszyscy młodzi ludzie chwycili za broń i stawili się pod sztandary polskie”.

Małogoszcz, licha bardzo mieścina, starodawnego typu budynki, przeważnie drewniane, zamieszkane przez mieszczan-rolników, a częścią i Żydów. Otoczone ze wszystkich stron lasami i górami. Samo zaś miasteczko rozpołożone w dolinie. Przybyliśmy w sobotę witani uroczyście, bo wyszła naprzeciw nam procesja z chorągwiami, obrazami. Księża na czele i mnóstwo ludu. Wprowadzeni tak do miasteczka rozlokowaliśmy się po domach, a Langiewicz ze sztabem zajął kwaterę na plebanii… Tam staliśmy dni kilka, nikt nas nie niepokoił. Odbywaliśmy musztry i ćwiczenia. Było nas tedy w Małogoszczu około pięciu tysięcy, zresztą sądzę, że nikt tego dokładnie nie wiedział, bo nie było godziny, aby bądź mniejsze oddziały, bądź pojedynczo nie przybywali. Nareszcie po tygodniowym postoju oznajmiono nam, że nazajutrz będzie bitwa, bo Moskale się zbliżają. Jakoż z rana zaczęto nas rozprowadzać na pozycje, ale tylkośmy wyszli z miasta, dały się słyszeć za nami strzały karabinów… Cały batalion nasz był uzbrojony w dubeltówki, które w najlepszym razie mogły szkodzić przeciwnikowi na 150 do 200 kroków. Moskale stali od nas na jakie 1500 do 2000 kroków, bo widzieliśmy ich i przedstawiali się oczom naszym jak jakieś punkciki małe i z tych punkcików wylatywało trochę dymu, a potem huk. Kule zaś ich karabinów nie tylko dochodziły do nas, ale przenosiły poza nasze pozycje… Stałem frontem zwrócony do nieprzyjaciela czekając na sposobność wystrzelenia choćby z jednej z lufy, kiedy naraz tak silnie zostałem w piersi uderzony, że zachwiałem się i na wznak upadłem. Doznałem takiego w całym ciele wstrząśnienia, że byłem pewny, iż kula przeszyła mnie na wylot, bo jednocześnie doznałem bólu w piersiach i krzyżu; ponieważ mimo to przytomności nie straciłem, począłem ręką po krzyżu szukać, czy nie ma otworu, którym by kula wyszła, a nieznalazłszy żadnej skazy w surducie podniosłem się, a trakcie też tym rozpoczął się odwrót vel rejterada. Przeszliśmy przez las, przez rzeczkę koło młyna „Bocheniec” zwanego i wydostali się na łąki i pola. Tuz za nami, jak spod ziemi wyrośli, zjawili się dragoni ruscy i poczęli rozwijać front, sposobią się widocznie do szarży…

Siedziałem w tej Rudzie Promnickiej jak mysz w pudle, a chociaż jeszcze o ruchach wojsk ruskich wiadomość od dworu do dworu nadchodziła, więc jak tylko dano znać, wynosiłem się w las i tam czasami całe dnie, a niekiedy i noce, przebywałem. Nie zawsze jednak mogli zdążyć wysłać ostrzeżenie, a czasami posłańcy byli chwytani, wtedy znienacka Moskale nadchodzili...Prawdopodobnie w tym razie tak się też stało, że jednej nocy rozbudzony hałasem i niezwykłym ruchem koło dworu, zerwałem się, a wyjrzawszy oknem, zobaczyłem cały dom dookoła otoczony wojskiem... Otworzono drzwi i wszedł oficer od piechoty z kilkoma żołnierzami. Zrobili rewizje w pokoju, a mnie kazano wstać, ubrać się, mówiąc, że jestem aresztowany…

Ledwieśmy się rozejrzeli po tym niby odwachu, a właściwie kozie, gdzie złodziei i włóczęgów trzymali, przyszedł oficer dyżurny z dwoma żołnierzami i zapytał: „Któren to Pan Grzybowski?”, a gdym się odezwał, mówi: ”Proszę do jenerała”. Poszedłem pod eskortą na pierwsze piętro i tam mnie wprowadzili do gabinetu. Oficer żołnierzy zostawił ze mną, a sam wyszedł. Niezadługo słyszę ostrogi i wszedł pan jenerał. Usiadł na fotelu i zwyczajnym głosem zaczął wypytywać, gdzie byłem, w których oddziałach, w jakich bitwach, jaka była organizacja: „Wszystko tu jest zapisane i tyś dawno powinien być jeśli nie na szubienicy, to na Syberii”. Na wszystko odpowiadałem i na każde pytanie wymijająco. W końcu mówię: „jako Polak musiałem i powinienem był iść walczyć, inaczej wszyscy by mną pogardzali, tak jak ja sam sobą. Powinien ekscelencja uwzględnić, bo inaczej zrobić nie mogłem”…

Jednego razu przyjechał zwierzchnik jenerała Czengierego, jenerał Bellegarde, wieszatiel, drugi tom Murawiewa, tylko w mniejszym stopniu, ale także dużo ludzi wyprawił na tamten świat. Otóż ten wieszatiel wraz z Czengierym i ze świtą zwiedzał więzienie i do każdego numeru zachodził. Zjawili się i u mnie. Tego dnia na obiad przynieśli mi na misce kapuśniak, a w nim kawałek mięsa nadzianego na patyk. Nie mogłem jeść, więc nietknięte stało, kiedy weszli, pierwszy Bellegarde, za nim Czengiery itd. Bellegarde podszedł do miski, zaczął mieszać łyżką i pyta po niemiecku: „Was is das?”. Nie ma odpowiedzi. Zwrócił się do Czengierego z zapytaniem: „Szto, eto Niemiec?”. Tamten odpowiada: ”Niet, Polak”. „A za szto on siedit?”. Czengiery mu recytuje: „Był snaczała w bandie, posle zanimałsja unistom knig narodnonasilenia, a na koniec ostał kakim-to komisarom ichnaho rządu”. Po takiej rekomendacji struchlałem i nic nie mówiłem. Bellegarde wpatrzył się we mnie i mówi: „A wy szto na eto?”. Powiadam: „Byłem w powstaniu, ale żądnym komisarzem ani żadnym urzędnikiem nie byłem”. Bellegarde mówi: ”Ja by wam sowiet prawdu gawarit”. Odwrócił się i poszli wszyscy…

Po pięciu miesiącach siedzenia w „sekretnym” kazali mnie ponownie odstawić do komisji śledczej, w której rezydował pułkownik Sorniew, kilku innych oficerów, a jako asesor prowadzący badanie był porucznik Kuliczkowski…. cdn.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję