Reklama

Bp Balcerek: dziękujemy powstańcom wielkopolskim

2016-12-28 07:54

msz / Poznań / KAI

poznan.pl

„Dziś wyrażamy wdzięczność powstańcom wielkopolskim, dziękujemy za ich gotowość położenia życia na ołtarzu Ojczyzny” − podkreślił bp Grzegorz Balcerek podczas Mszy św. z okazji 98. rocznicy wybuchu jednego z nielicznych zwycięskich powstań niepodległościowych narodu polskiego.

W poznańskiej bazylice kolegiackiej w Eucharystii uczestniczyli m.in. Marlena Maląg, wicewojewoda wielkopolski, Marek Woźniak, marszałek województwa wielkopolskiego, parlamentarzyści ziemi wielkopolskiej, przedstawiciele wojska, policji, a także harcerze, zarząd i członkowie Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego, młodzież, poczty sztandarowe i Wielkopolanie.

W homilii biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej przypomniał, że 27 grudnia 1918 r. na stałe wpisał się do kalendarza nie tylko Poznania i Wielkopolski, ale i całej Ojczyzny. „Ten zbrojny zryw naszych ojców rozpoczęty tego dnia przyczynił się do wyznaczenia kształtu granic odrodzonej Polski” − zaznaczył kaznodzieja.

Podkreślił, że odzyskanie przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów w symboliczny sposób porównywane było do zmartwychwstania Chrystusa.

Reklama

Bp Balcerek wyraził przekonanie, że praca wielu pokoleń przyczyniła się do tego, że „polski duch rozpalał naszych ojców, którzy nigdy nie pogodzili się z utratą Ojczyzny”. Gdy nastała sprzyjająca sytuacja, upomnieli się oni o swoje prawa.

poznan.pl
Powitanie Ignacego Paderewskiego

Kaznodzieja zwrócił uwagę na ogromną rolę pracy organicznej podejmowanej na terenie Wielkopolski. Przypomniał, że w wielkopolskiej Turwi Dezydery Chłapowski na początku XIX w. rozpoczął pracę organiczną.

„Dla dobra Ojczyzny potrzebny był równomierny rozwój wszystkich dziedzin życia społecznego” − zaznaczył kaznodzieja. Przywołał też postać bł. Edmunda Bojanowskiego, który włączył się w nurt pracy organicznej poprzez kształcenie dzieci chłopskich i wpajanie im uczuć patriotycznych.

Bp Balcerek zaznaczył, że choć nie żyje już żaden powstaniec wielkopolski - ostatni uczestnik tamtych wydarzeń Jan Rzepa zmarł w marcu 2005 r. - to dziś naszym obowiązkiem jest pielęgnowanie pamięci i modlitwa w ich intencji.

Biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej, mówiąc o współczesnej sytuacji naszej Ojczyzny, przytoczył słowa św. Jana Pawła II, wypowiedziane przez papieża w Skoczowie, że „Polska woła dziś o ludzi sumienia”. Przed południem złożono kwiaty przy pomniku Powstańców Wielkopolskich i na grobie pierwszego przywódcy powstania wielkopolskiego gen. Stanisława Taczaka.

Rocznicowe obchody Powstania Wielkopolskiego odbyły się też na Starym Rynku przed Odwachem. Zorganizowano tam rekonstrukcję zdarzeń sprzed 98 lat, a następnie rozpoczął się powstańczy bieg.

W Lesznie rocznicowe uroczystości razem z prezydentem tego miasta zorganizował wojewoda wielkopolski.

Powstanie wielkopolskie wybuchło 27 grudnia 1918 r. jako odpowiedź na negatywne reakcje Niemców sprzeciwiających się wizycie w Poznaniu polskiego działacza niepodległościowego i pianisty Ignacego Jana Paderewskiego. Zakończyło się rozejmem w Trewirze w 1919 r.

Powstanie wielkopolskie wywarło wpływ na aktywność niepodległościową Polaków zamieszkałych w zaborze pruskim, na Śląsku i Pomorzu, a także na ideę walki o dostęp do Bałtyku.

Tagi:
powstanie

Msza św. w intencji Powstańców Warszawskich

2018-08-01 07:10

Salve TV

O godz. 18 w katedrze św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika bp Romuald Kamiński będzie celebrował Mszę św. w intencji żołnierzy i ludności cywilnej poległych i pomordowanych w trakcie Powstania Warszawskiego oraz w odwecie za bohaterski zryw walczącej stolicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prośba o modlitwę o zdrowie bp. Kazimierza Romaniuka

2019-05-22 12:28

Biuro Prasowe DW-P, maj / Warszawa (KAI)

Bp Romuald Kamiński i bp Marek Solarczyk proszą wiernych diecezji warszawsko - praskiej o modlitwę w intencji biskupa seniora diecezji i jej pierwszego pasterza - bp. Kazimierza Romaniuka. We wtorek 21 maja, trafił on do szpitala.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Publikujemy list biskupów diecezji warszawsko - praskiej:

Drodzy Diecezjanie,

Ksiądz Biskup Kazimierz Romaniuk, Biskup Senior naszego Kościoła lokalnego i jego pierwszy Pasterz, od wtorku, 21 maja, przebywa w szpitalu.

Prosimy wszystkich o otoczenie go serdeczną modlitwą – o jak najszybszy powrót do pełni sił i zdrowia oraz do posługi, którą Ksiądz Biskup Kazimierz nieustannie podejmuje. Pamiętajmy w modlitwie o troszczących się o zdrowie Księdza Biskupa lekarzach i personelu medycznym.

Łączymy się z Wami w tej wspólnocie modlitwy za Pierwszego Biskupa Warszawsko-Praskiego

+ Romuald Kamiński Biskup Warszawsko-Praski

+ Marek Solarczyk Biskup Pomocniczy Warszawsko-Praski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp. Jarecki polemizuje z red. Chrabotą: chrześcijaństwo rozumiane tylko jako system moralny to nie chrześcijaństwo

2019-05-22 14:52

bp. Piotr Jarecki, maj / Warszawa (KAI)

- Chrześcijaństwo to nie „piękna opowieść o tym, wedle jakich wartości i zasad trzeba żyć, by nasz świat był normalny”. Chrześcijaństwo to nie wiara w wartości i zasady, ale relacja z Osobą. Chrześcijaństwo bez Chrystusa, sprowadzone tylko do systemu moralnego, bez transcendencji, bez wymiaru metafizycznego – to już nie jest chrześcijaństwo. – przekonuje bp Piotr Jarecki w odpowiedzi na tekst Bogusława Chraboty, zamieszczony w dodatku „Plus-Minus” (18-19 V 2019). Bp. Jarecki podkreśla, że tym, co pozostało przeżywającemu kryzys Kościołowi nie jest „trudny depozyt moralny” ale depozyt autentycznej wiary, która pozwala na zjednoczenie z Chrystusem, Bogiem, który zbawia.

ARTUR STELMASIAK

Publikujemy polemikę autorstwa bp. Piotra Jareckiego

Chrześcijański depozyt wiary

Lektura tekstu Bogusława Chraboty, zamieszczonego w ostatnim "Plus Minus" (18-19 V. 2019), zatytułowanego "Trudny depozyt moralny" wywołała we mnie zaskoczenie, zdziwienie a nawet wewnętrzny smutek. Podczas lektury przypomniałem sobie przesłanie książki Jeana Gittona "Przemilczanie istoty", w której słynny filozof francuski, przyjaciel św. Pawła VI, ekspert na II Soborze Watykańskim scharakteryzował współczesną kulturę jako tę, która stawia w centrum zainteresowania sprawy drugorzędne, istotne zaś pomija, lub przesuwa na margines życia. W swym krótkim tekście redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" podejmuje temat sytuacji "polskiego Kościoła katolickiego" (napisałbym: Kościoła katolickiego, który jest w Polsce) po obejrzeniu filmu Sekielskich. Stwierdza, że panaceum na trudną sytuację kościoła i społeczeństwa w Polsce jest nie tyle powrót do przesłania metafizycznego czy transcendencji wiary, ile obrona trudnego depozytu moralnego. Sądzę, że jest to przemilczanie a może wypaczanie istoty chrześcijaństwa.

W tekście jest wiele ogólnych stwierdzeń typu: "naprawdę trudno jest bronić polskiego Kościoła katolickiego w sprawie pedofilii księży"; film "może spowodować największy kryzys w historii polskiego katolicyzmu"; autor wierzy, "że to nic innego, jak powtórka z dziejów"; sądzi też, że "trwanie na przestrzeni dwóch mileniów, przynajmniej w głowach części przedstawicieli Kościoła hierarchicznego - utwierdziło przekonanie, że Kościół instytucjonalny jest ponadczasowy... historia pokazuje, że upadały największe imperia i umierały w agonii najtrwalsze na pozór porządki religijne"; stwierdza też, że "Kościół strukturalny jest słaby jak nigdy w swoich dziejach". Jak widać poruszonych jest wiele wątków, które może warto by przedyskutować, gdyż każdy z poruszonych problemów nie ma przecież jednozdaniowego rozwiązania. Lektura tekstu wywołała we mnie myślowy chaos. Lecz nie on był głównym powodem wewnętrznego smutnego zdziwienia i niepokoju.

Punktem kulminacyjnym tych wewnętrznych doznań była końcowa część tekstu Bogusława Chraboty. Autor pyta: "Cóż więc zostało? Przesłanie Metafizyczne? Transcendencja?" I odpowiada: "Niestety, te otchłanie z natury są dostępne dla nikłego procentu wybranych. Najważniejszy jest moim zdaniem depozyt moralny. Piękna opowieść o tym, wedle jakich wartości i zasad trzeba żyć, by nasz świat był normalny". Zapewnia też, że "świetnie to rozumie papież Franciszek", nie rozumieją zaś tego polscy biskupi. Redaktor naczelny zastrzega się jednocześnie, że nie jest wrogiem biskupów, może nie obecnych, ale przyszłych, którzy "będą musieli obronić chrześcijański depozyt moralny". Autor stawia końcowe pytanie - licząc na polemiki: "jeśli nie chrześcijański depozyt moralny, to jaki?".

Otóż odpowiadam: Nie "trudny depozyt moralny", ale "chrześcijański depozyt wiary". Można to ująć inaczej: Nie "trudny depozyt moralny", ale "wyzwalający depozyt wiary". Co przez to rozumiem. Nie tyle ja - osoba prywatna, która od z górą 25 lat jest biskupem - ale jak to rozumie Kościół nauczający, którego naukę podzielam.

Tekst redaktora Chraboty zrozumiałem jako propagowanie chrześcijańskiego modelu życia - bez Chrystusa, chrześcijaństwa sprowadzonego do systemu moralnego, bez transcendencji, bez wymiaru metafizycznego. To już nie jest chrześcijaństwo! Gdyż przy takim ujęciu pozbawiamy go głównego źródła, trwałego fundamentu.

Chrześcijaństwo nie jest przede wszystkim wiarą w wartości i zasady. One są czymś wtórnym. Chrześcijaństwo jest wiarą w osobową relację: człowiek - zbawiający Bóg. Chrześcijaństwo nie jest przede wszystkim wiarą w wartości i zasady. One są czymś wtórnym. Chrześcijaństwo jest wiarą w osobową relację: człowiek - zbawiający Bóg. I ta relacja jest w chrześcijaństwie najważniejsza. My wierzymy w Osobę, która konkretnymi wartościami i zasadami się w życiu kierowała i uzdalnia swoich wyznawców, by byli Jej naśladowcami. Chrześcijaństwo nie jest religią Księgi, gdzie zawarte są wartości i zasady życia. Jest religią Osoby - Boga Człowieka - który jest jedynym Zbawicielem człowieka i świata. I tym co najważniejsze w wierze, religijności a zatem moralności chrześcijańskiej jest wejście w intymną relację z tą Osobą, przebywanie i życie z Nią. Z tego związku wypływa cały system etyczny, którym kieruje się człowiek wierzący w życiu. Jeśli tego nie będzie, to "piękna opowieść o tym, wedle jakich wartości i zasad trzeba żyć, by nasz świat był normalny" będzie tylko "miedzią brzęczącą i cymbałem brzmiącym" - wedle słów św. Pawła. Nawet jeśli ta piękna opowieść zrobi na kimś wrażenie, to nie będzie on miał siły, aby wprowadzić ją w codzienność życia. I to jest może nasz dzisiejszy, największy problem. Powiedzmy sobie szczerze: czy ludzie popełniający haniebne czyny, np przestępstwa pedofilskie, zarówno duchowni jak i świeccy, nie słyszeli po wielokroć "pięknych opowieści o wartościach i zasadach"? Niektórzy z nich nawet te "piękne opowieści" głosili. I dlaczego dopuszczali się tych karygodnych czynów? Bo zabrakło fundamentu. Wyschło źródło. Zerwali kontakt z Tym, który uzdalnia do godnego życia. Przyczyną jest kryzys duchowości, wewnętrznego życia w łasce Bożej, życia w komunii z Bogiem. Ale czy współczesna kultura, cywilizacja, czy współczesne media tworzą klimat sprzyjający trosce o tę sferę życia ludzkiego? Mam nieraz wrażenie, że w mediach coraz bardziej "trendy" jest deklaracja ateizmu czy agnostycyzmu. Wyznanie wiary, troska o duchowość, o łączność z Bogiem przestały być interesujące. Wymowne jest jak szybko zapomnieliśmy esej Benedykta XVI poświęcony tym kwestiom! Nie spotkałem się z poważnym omówieniem tego tekstu ani z pogłębionymi nad nim dyskusjami.

Rozumiem, że redaktor Chrabota łączy autentycznie rozumiane chrześcijaństwo z przesłaniem metafizycznym, transcendencją. Mówi, że "te otchłanie" dostępne są tylko dla szczupłego grona wybranych, dlatego powinniśmy je pominąć i zająć się tylko depozytem moralnym. Otóż nie zgadzam się z tym. Kryterium ilościowego nie powinniśmy przedkładać nad kryterium prawdy! Prawdy dotyczącej samej istoty wiary, religijności i stylu chrześcijańskiego życia. To nie ludzie są autorami wiary i religii chrześcijańskiej. Zostały nam one objawione przez Boga. Nie są zmieniającą się teorią. Są faktem, wydarzeniem, który ma swoje także moralne konsekwencje.

Z komentowanego przeze mnie tekstu wynika, że za pierwszeństwem depozytu moralnego opowiada się papież Franciszek i powinni tego pierwszeństwa bronić i je promować polscy biskupi, jeśli nie obecni to ich następcy. Gdyby to była prawda, byłbym bliski załamania. Powiem wprost! W żadnej wypowiedzi Franciszka nie znalazłem wyrażenia takiej koncepcji chrześcijańskiego życia. Taka koncepcja nie jest prawdziwa! Wielokrotnie papież mówi: bardziej mistycy niż asceci! W swym ważnym wystąpieniu do Kościoła Katolickiego we Włoszech, podczas V Narodowego Zjazdu Kościoła Włoskiego, które wygłosił 10 listopada 2015 r. we Florencji, zatytułowanym "Nowy humanizm w Chrystusie Jezusie", Franciszek za dwa największe niebezpieczeństwa, dwie pokusy współczesnego chrześcijaństwa uznał neognozę i neopelagianizm. Ciągle do tego powraca. Polecał ten tekst do ponownego rozważenia biskupom włoskim, podczas 73 Zgromadzenia Generalnego Konferencji Episkopatu Włoch - 20 maja br. W wystąpieniu skierowanym do Papieskiego Instytutu Misji Zagranicznych (Watykan, 20 maja br.) Franciszek mówił: "Ewangelizacja jest głoszeniem Jezusa Chrystusa, świadectwem o Nim - zabitym i zmartwychwstałym. To On człowieka przyciąga (attrae)". I dalej: "Chodzi o to, by Jezus był widoczny w mojej osobie, w moim zachowaniu. Chodzi o to, by otworzyć przestrzeń mojego życia dla Jezusa". Zacytował słowa św. Pawła VI z adhortacji "Evangelii nuntiandi": "Nie ma prawdziwej ewangelizacji jeśli nie jest proklamowane Imię, nauczanie, życie, obietnice, Królestwo, tajemnica Jezusa z Nazaretu - Syna Bożego" (n. 22). Taki wymiar życia powinniśmy rozwijać, jeśli chcemy rozwiązywać nasze polskie - osobiste i społeczne - problemy a nie tylko wsłuchiwać się w "piękną opowieść o wartościach i zasadach".

Kiedy czytałem tekścik redaktora Chraboty przypomniał mi się mój niedawny pobyt na Uniwersytecie w Oxfordzie - Campion Hall. Wpadła mi wtedy w ręce książeczka autorstwa długoletniego kapelana Uniwersytetu Oxfordzkiego Briana Mountforda zatytułowana: "Christian Atheist. Belonging without Believing". Chodzi o ludzi, których pociąga język, etyka, sztuka, wspólnota, ale nie chcą, czy nie potrafią przyjąć i zaakceptować metafizyki i dogmatów. Jest to niestety dzisiaj rozpowszechniona tendencja tzw. chrześcijaństwa bez Chrystusa, czy chrześcijaństwa kulturowego, szczególnie modnego wśród elit. Niewątpliwie ma ono jakąś wartość. Ale rozmija się z istotą. Jestem przekonany, że bez Chrystusa pozostaje ono tylko jakimś surogatem, który z "sercem" chrześcijaństwa niewiele ma wspólnego. Coraz częściej dostrzegalną formą takiego przeżywania chrześcijaństwa jest postawa człowieka "praktykującego, ale nie wierzącego".

Przed ponad stu laty przestrzegał przed tymi redukcjonistycznymi tendencjami w chrześcijaństwie filozof i mistyk prawosławny Włodzimierz Sołowjow w broszurce "Krótka opowieść o Antychryście". Chodzi o niebezpieczeństwo zredukowania chrześcijaństwa tylko do doczesności, do etyki, z pominięciem wymiaru nadprzyrodzonego. Nawiązał do tego Benedykt XVI w książce "Jezus z Nazaretu" oraz kard. Giacomo Biffi, w rekolekcjach głoszonych dla Benedykta XVI i Kurii Rzymskiej w 2007 roku. Warto z tymi publikacjami się zapoznać.

Ale żeby zakończyć pozytywnie. Jest wielu ludzi, którzy rozumieją, co należy do istoty chrześcijaństwa. Oczywiście powinni rozumieć to przede wszystkim duchowni i tego nauczać. Jest wielu ludzi świeckich - także ludzi kultury - rozumiejących, co jest sercem chrześcijaństwa. Przed laty - podczas kilkumiesięcznego pobytu w Vichy - napotkałem książeczkę znanego aktora Michaela Lonsdalea zatytułowaną "Jesus, J y crois". Ten popularny, sympatyczny aktor francuski opisuje jak Jezus "doucement" wchodził do jego życia. Opisuje radość płynącą z odkrywania i kochania Jezusa. Pisze: "Ludzki wymiar życia powinniśmy czynić Ciałem i Krwią Pana. Hostia - to jest człowiek, ponieważ Pan Jezus nie przebywa z nami, by być tylko w tabernakulum. Jest wśród nas, by być dla nas zaczynem, który nas przebóstwia i przekształca w Niego. Prawdziwym tabernakulum jest człowiek". Zaiste Michael Lonsdale rozumie istotę chrześcijaństwa.

Odpowiadam więc na pytanie redaktora Chraboty: Nie tyle trudny depozyt moralny ile chrześcijański - wyzwalający depozyt autentycznej wiary. Bo tylko taka wiara działa przez miłość, nie jakąkolwiek - ale Chrystusową. Mandatum novum. I końcowe pytanie: czy możemy ostać się chrześcijanami pomijając nauczanie Chrystusa? A On naucza: "Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15, 4-5). Krzewem winnym jest Pan Jezus, my jesteśmy zwykłymi latoroślami, które przynoszą owoc tylko wtedy, gdy są zjednoczone z winnym krzewem i kiedy - w postawie permanentnej wdzięczności - pozwalają na napełnianie się nowym życiem Chrystusa Zmartwychwstałego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem