Reklama

Ks. J. B. Bashobora – kapłan, charyzmatyk, uzdrowiciel, wskrzesiciel

2013-07-05 14:11

Krzysztof Gołębiowski (KAI) / Warszawa / KAI

Dorota Niedźwiedzka

W sobotę 6 lipca na Stadionie Narodowym w Warszawie odbędzie się spotkanie ewangelizacyjne „Jezus na Stadionie”. Główną jego „atrakcją” będzie występ ugandyjskiego kapłana-charyzmatyka ks. Johna Baptista Bashobory, znanego z niezwykłych uzdolnień: uzdrowień, wypędzania złych duchów, a nawet ze wskrzeszania zmarłych.

Przyjrzyjmy się pokrótce tej postaci.

Dzieciństwo – sieroctwo i przybrani rodzice

Reklama

John Baptist Bashobora urodził się 5 grudnia 1946 r. w mieście Bushenyi w południowo-zachodniej Ugandzie. Mając 2 lata został w praktyce sierotą, gdyż zmarł jego ojciec, ponoć otruty przez swą szwagierkę, która zazdrościła zgody i miłości, panującej w tej rodzinie i zaraz potem wypędziła matkę. Wychowaniem malca, nieświadomego sytuacji, zajęła się jego ciotka (z mężem), czyli ta, która wcześniej otruła jego ojca. Później zresztą chciała otruć również jego, gdy okazało się, że przyszły kapłan jest inteligentniejszy i mądrzejszy od jej własnych dzieci. Zamiar ten nie powiódł się jednak, gdy chłopiec, zanim zasiadł do stołu, aby zjeść podaną mu owsiankę (z trucizną), zrobił znak krzyża przed jedzeniem – wówczas naczynie z zatrutym pokarmem rozpadło się na drobne części. Tak ten etap życia przyszłego uzdrowiciela i charyzmatyka przedstawiają wszystkie jego biografie. Zwracają też uwagę, że aż do 26. roku życia, czyli do przyjęcia święceń kapłańskich, John nie wiedział, że osoby, które go wychowują, nie są jego rodzicami.

Urodzony i wychowany po katolicku chłopiec już w 10. roku życia wstąpił do niższego seminarium duchownego, choć – jak sam to wielokrotnie później przyznawał – nie odczuwał wówczas powołania kapłańskiego. Seminarium niższe było po prostu szkołą, kształcącą młodych chłopców, z których tylko część decydowała się później pójść do seminarium wyższego i przyjąć święcenia.

Jezus w centrum życia

W życiu przyszłego kapłana już od najmłodszych jego lat obecny był Bóg, a obrazek Pana Jezusa widział codziennie w szkole. Czytał też Pismo Święte i próbował robić dosłownie to, o czym przeczytał, np. pościł 40 dni, jak Jezus. Gdy miał 7 lat, dowiedział się od katechisty, że wszyscy ludzie są Ciałem Jezusa. Według biografów, mały John zapytał Go wówczas: „Skoro jesteśmy Twoim Ciałem, czy możesz posłużyć się mną jako swym narzędziem, które będzie sprawiać, że gdy dotknie kogoś chorego lub cierpiącego, to ktoś taki zostanie uzdrowiony?”. To wtedy miały się rozpocząć niezwykłe zdolności późniejszego kapłana, choć wtedy jeszcze nie uświadamiał ich sobie.

Nie zamierzał początkowo być księdzem, gdyż duchowni kojarzyli mu się tylko ze śmiercią. Ze względu na wielkie braki duchowieństwa, modlitwę w kościele prowadzili katechiści, kapłan zaś pojawiał się w jego wiosce niemal wyłącznie wtedy, gdy ktoś umierał, aby udzielić takiej osobie sakramentu chorych. John wiedział ponadto, że nie mógłby zostać księdzem, bo jego ojciec (czyli w rzeczywistości wujek) był poligamistą, miał drugą żonę, a synowie takich ludzi nie mogli przyjmować święceń. Na szczęście znalazł się mądry kapłan, który dostrzegł w chłopcu inteligencję i mądrość i pozwolił mu przejść do wyższego seminarium.

Ale jeszcze w seminarium niższym młody John zetknął się z dwoma kanadyjskimi księżmi, należącymi do ruchu charyzmatycznego. Modlili się za chorych, głosili z mocą i żarem Słowo Boże. Jednakże w pierwszych latach po Soborze Watykańskim II wielu ludzi (zwłaszcza w Afryce) nie rozumiało jeszcze charyzmatyków, toteż doprowadzili do tego, że obaj księża musieli wracać w swe strony rodzinne, gdyż uważano ich za zielonoświątkowców protestanckich. Przed opuszczeniem tych stron zdążyli jeszcze opowiedzieć małemu Johnowi o sakramencie kapłaństwa, i o swym Zgromadzeniu Świętego Krzyża, rozbudzając w nim zainteresowanie tą wspólnotą. Aby się tam dostać, wyjechał do nowicjatu w Indiach, niebawem jednak wrócił do Ugandy i tam dokończył swą formację seminaryjną.

Kapłaństwo, ruch charyzmatyczny

W 1972 r. przyjął święcenia kapłańskie i dopiero wtedy dowiedział się, że wychowywali go nie jego rodzice, ale wujostwo. Wtedy też podeszła do niego jego niedoszła trucicielka i wyznała mu całą prawdę o niedoszłym zamachu na jego życie. Dla neoprezbitera był to wielki wstrząs, ale potrafił jej wybaczyć. Niebawem odszukał też grób swego prawdziwego ojca i odnowił więź z matką.

Władze kościelne wysłały młodego kapłana na dalsze studia do Rzymu. Tam na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim obronił rozprawę doktorską z teologii duchowości, a jej tematem było rozeznawanie duchów w życiu ugandyjskich chrześcijan. Uzyskał również magisterium z psychologii. W stolicy Włoch ks. Bashobora poznał też i nawiązał bliski kontakt z katolickim Ruchem Odnowy Charyzmatycznej, któremu pozostaje wierny do dzisiaj.

Zaangażowanie społeczne

Po powrocie do kraju i swej rodzimej archidiecezji Mbarara ( południowo-zachodnia część kraju) założył tam dwie szkoły podstawowe i dwie średnie oraz dwa sierocińce, w których pod jego opieką przebywa prawie 6000 sierot, w dużej części po rodzicach zmarłych na AIDS lub poległych w czasie licznych w Afryce wojen i walk plemiennych oraz dla podrzutków. W tym celu powołał do życia fundację swego imienia („Father Bash Fundation”), która ma dawać środki na prowadzenie tych dzieł. Dzięki niej powstał także szpital, który będzie służył wszystkim okolicznym mieszkańcom, dzięki czemu ludzie będą mieli bliżej do otrzymania pomocy lekarskiej. Pieniądze na Fundację pochodzą w dużym stopniu z głoszonych przez kapłana konferencji i nauk rekolekcyjnych w różnych częściach świata.

Ks. Bashobora opiekuje się dziećmi tak długo, aż znajdą one pracę po szkole. Budując kolejne sierocińce, zawsze dba o to, by była w nich bieżąca woda i elektryczność. Dzieci, dla których jest po prostu Ojcem Bashem (Father Bash), chętnie przychodzą do niego, by porozmawiać o swoim życiu, o nauce, planach małżeńskich albo tylko po to, aby się doń przytulić.

Obecnie jest archidiecezjalnym koordynatorem Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej i członkiem Krajowego Stowarzyszenia Modlitwy Wstawienniczej.

Kapłan prowadzi bardzo intensywne, wręcz wyczerpujące życie. Wstaje już o godzinie 3.00 rano, po czym modli się za wszystkie narody i ludzi, którzy go o to proszą. Potem śpi jeszcze niecałą godzinę, by o 5.00 rozpocząć przygotowania, a następnie odprawić Mszę świętą i prowadzić modły w kościele, które w sumie trwają do 7.00. Po śniadaniu idzie do biura, w którym pracuje od poniedziałku do czwartku po południu do godziny 22.00. W tym czasie także modli się, udziela rad, odwiedza ubogich, przyjmuje ludzi, którzy przyprowadzają sieroty, pomaga ludziom, którzy wyszli ze szpitala i nie mają leków, tym, którzy w ogóle nie dostali się do szpitala, a także wdowom, oszukanym przez nieuczciwych prawników.

Ks. J. Bashobora a Polska

Ugandyjski duchowny głosi rekolekcje i prowadzi charyzmatyczne spotkania modlitewne w swoim kraju i za granicą, m.in. wielokrotnie robił to w Polsce. Po raz pierwszy przebywał u nas w dniach 27-30 września 2007, uczestnicząc w spotkaniu „Strumienie Miłosierdzia” w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Sesja ta, przebiegająca pod hasłem „Rozpal nasze serca Twoją Miłością”, stanowiła dziękczynienie Panu Bogu za 40-lecie Ruchu Odnowy Charyzmatycznej w Kościele Katolickim.

Od tamtego czasu ks. Bashobora co roku, a nawet kilkakrotnie w ciągu roku odwiedzał Polskę, zawsze gromadząc tłumy w kościołach, na stadionach i wszędzie tam, gdzie organizatorzy zaplanują kolejne spotkanie z nim. O jego popularności w naszym kraju świadczy fakt, że po najbliższym spotkaniu w Warszawie już w połowie sierpnia ponownie tu przybędzie, tym razem na Dolny Śląsk i do Wielkopolski, aby poprowadzić kolejne spotkania charyzmatyczne i rekolekcyjne.

Rok temu, w czerwcu 2012 r. ks. dr J. Bashobora i towarzyszące mu osoby przeżyły szczęśliwie groźny wypadek drogowy w Zembrzycach na trasie z Suchej Beskidzkiej do Wadowic.

Ale to nie tłumy uczestników są głównym akcentem spotkań modlitewnych z jego udziałem. Znacznie ważniejsze są nawrócenia oraz powroty ludzi – nieraz po wielu latach przerwy – do więzi z Bogiem i do Kościoła. Kapłan-charyzmatyk osobistym przykładem oraz niezwykle sugestywnym i wymownym sposobem przemawiania potrafi pociągać wielu słuchaczy, a nawet przypadkowych uczestników spotkań do otwierania się na wiarę i na Jezusa. A że często towarzyszą temu takie zewnętrzne znaki i przejawy, jak uzdrowienia czy modlitwa wstawiennicza (o uwolnienie od zła), jeszcze bardziej zwiększa to skuteczność misji i świadectwa ks. Bashobory.

Kontrowersje

Tymczasem paradoksalnie, ta właśnie misyjna „wydajność” duchownego z Afryki wzbudza też najwięcej uwag i wątpliwości, i to nie tylko w środowiskach stojących z dala od Kościoła. Wielu księży i świeckich mniej lub bardziej sceptycznie podchodzi do sposobów i skutków działania tego kapłana, widząc w nich albo wprost szarlatanerię obliczoną na naiwność prostaczków, albo co najmniej duże zagrożenie dla prawdziwej wiary.

Szczególne zastrzeżenia budzą przy tym zjawiska, będące raczej marginesem misyjnego posłannictwa ks. Bashobory, ale za to najchętniej i najsilniej eksponowane w mediach, czyli uzdrowienia, egzorcyzmy i domniemane wskrzeszenia zmarłych. Krytycy tych działań zwracają uwagę, że tylko Bóg może uzdrawiać chorych, wypędzać złe duchy z opętanych, a zwłaszcza przywracać życie zmarłym, ale też prawdą jest, że sam Jezus przekazał apostołom i tym wszystkim, którzy „nie są przeciw nam”, te wszystkie moce i zdolności, dzięki którym czynił cuda. O tym przede wszystkim należy pamiętać, oceniając takie czy inne działania ks. Bashobory – zresztą nie tylko jego, ale wszystkich, którzy, głosząc Słowo Boże i powołując się na moc Boga, dokonują (nie zawsze zresztą, bo nie to jest tu najważniejsze), rzeczy niezwykłych, a przy tym widowiskowych.

Należy też pamiętać, że kapłan z Ugandy jest jak najbardziej prawowiernym członkiem Kościoła i nie tylko nie podważa żadnej z prawd wiary, ale przeciwnie – przy wielu okazjach podkreśla bardzo mocno, co więcej, potwierdza to całym swoim życiem i działaniem, wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii. Przy tym – będąc samemu człowiekiem bardzo skromnym i pokornym – stara się zawsze wysunąć na pierwszy plan Boga i stale podkreśla, że działa w Jego imieniu i Jego mocą.

Trudno przewidzieć, czy jutro na Stadionie Narodowym ktoś zostanie uzdrowiony (np. wstanie z wózka inwalidzkiego i zacznie chodzić) albo uwolniony od złego, nie mówiąc o powstaniu z martwych, z całą jednak pewnością spełni się cel tego spotkania modlitewnego, jeśli przynajmniej część jego uczestników odzyska lub umocni swą wiarę, jeśli zerwie z nałogami i poprawi swe życie.

Warto jeszcze dodać, że ks. J. Bashobora jest jednym z bohaterów filmu dokumentalnego Macieja Bodasińskiego i Lecha Dokowicza z 2008 – „Duch”.

Tagi:
Bashobora

Licheń: modlitwa z o. Johnem Bashoborą

2019-07-14 17:32

jz / Licheń (KAI)

„Bóg dał Ci przywilej bycia katolikiem, raduj się w tym przywileju. Jezus jest Panem, Prawdą i Życiem” – mówił o. John Baptist Bashobora w czasie spotkania otwartego, które odbyło się w sobotę, 13 lipca w licheńskiej bazylice. Około 3 tysiące osób wysłuchało konferencji ugandyjskiego charyzmatyka i modliło się wraz z nim przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Licheńskiej.

Krzysztof Świertok
O. Bashobora

Spotkanie rozpoczęła modlitwa s. Tomasza Potrzebowska CSC: „Panie Jezu wywyższamy Cię i oddajemy Ci chwałę. Niech ten czas będzie czasem zanurzania się w Twoim Świętym Duchu, patrzenia na nasze relacje, na siebie samych tak, jak Ty tego chcesz, na naszych bliskich - tak, jak Ty na nich patrzysz. Bądź uwielbiony, Panie!”

Po konferencji wygłoszonej przez o. Johna odprawiono Eucharystię, w której udział wzięło około 3 tys. wiernych. Mszę koncelebrowało dziesięciu kapłanów, m. in. o. John Bashobora i ks. Piotra Kieniewicz MIC, rzecznik Zgromadzenia Księży Marianów.

O. Bashobora zwrócił się do wiernych w homilii: „Oskarżamy siebie nawzajem o nasze grzechy, nawet jeśli wyznaliśmy je już dawno temu. Jezus obmywa Swą krwią wszystkie grzechy, które popełniłeś. Jezus mówi: każdy grzech, kiedy żałujesz za niego, jest Ci przebaczony. Nie ma takiego grzechu, którego nie mogę przebaczyć”.

„Jezus mówi: przejdziesz z ciemności życia do światłości i będziesz solą ziemi. Będziesz zachowywać życie, nie pozwolisz, aby ono uległo zniszczeniu. – mówił charyzmatyk – Jest bardzo wiele chorób, które spadły na nas przez brak przebaczenia. Czy jesteś w stanie wyjść ponad krzywdę, którą otrzymałeś od ojca, matki i otworzyć się na miłosierną miłość od Miłosiernego” – podkreślił.

„Przynosimy wszystko, co jest w nas, burzę ciemności, strach. Uzdrów chorych, otwórz oczy ślepych otwórz uszy głuchych. Napełnij serca tych, którzy nienawidzą przebaczeniem – modlił się ks. Piotr Kieniewicz. Jeśli cały czas będziesz patrzeć na swoje cierpienie, nie zobaczysz Boga, który przychodzi Cię uzdrowić. Spójrz na Niego” – zachęcał do modlitwy uwielbienia ks. Kieniewicz.

Po Eucharystii odbyła się Adoracja Najświętszego Sakramentu oraz modlitwa o uzdrowienie. O. Bashobora rozpoczął modlitwę nawiązując do Księgi Apokalipsy (Ap 18,4): „Nie akceptuj grzechu, odrzuć grzech. Chcemy złączyć się z tymi, którzy są w Niebie, tam jest nasza Matka, święci i aniołowie. To jest głos od Boga: odejdźcie od grzechu.”

Od 15 do 18 lipca o. Bashobora poprowadzi w sanktuarium ogólnopolskie warsztaty posługi charyzmatycznej „Jesteśmy uczniami Chrystusa”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezwykłe zdjęcie zakonnicy pochylającej się nad okaleczoną kobietą

2019-11-10 14:17

wpolityce.pl

„Wczoraj pod murami Watykanu. Pośród śpieszącego się tłumu zobaczyłem taką scenę…” - napisał na Twitterze Tomasz Łysiak, dziennikarz "Sieci", załączając zdjęcie siostry zakonnej pochylającej się nad okaleczoną kobietą

twitter.com/@TomaszLysiak

Wczoraj pod murami Watykanu. Pośród śpieszącego się tłumu zobaczyłem taką scenę… Nie wiem jak się nazywa ta Siostra. Nie wiem z jakiego kraju pochodzi. Chciałbym Jej Podziękować — czytamy we wpisie publicysty tygodnika „Sieci”.

Szybko okazało się, że uwieczniona na zdjęciu siostra zakonna to Polka ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. To s. Aneta (nie podaję nazwiska, bo nie wiem, czy by chciała), Polka, moja współsiostra, nazaretanka (Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu), od dłuższego czasu posługuje we Włoszech. — skomentowała wpis s. Agnieszka Wójt.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Biskupi na 11 listopada: "kocham Polskę" sprawdza się w prostej codzienności

2019-11-11 18:45

tk, md, bgk, ar, dab, tm, km, xps, BPKEP, oprac. lk / Warszawa (KAI)

Łatwo mówić „kocham Polskę”, ale sprawdza się to dopiero w miłości do człowieka i prostej codzienności w małej ojczyźnie. Nie żądajmy od innych, tym bardziej od polityków, aby się odmienili, zacznijmy od siebie. Miłość do Ojczyzny winna być przekazywana młodemu pokoleniu w domach i szkole - wskazywali 11 listopada, w Narodowe Święto Niepodległości, arcybiskupi i biskupi podczas tradycyjnych Mszy św. w intencji Ojczyzny.

pixabay.com

Nie rzucać kamieniami

W Mszy św. w intencji Ojczyzny, sprawowanej w poniedziałek rano w Świątyni Opatrzności Bożej uczestniczyli przedstawiciele najwyższych władz państwowych z prezydentem Andrzejem Dudą na czele. Obecni też byli marszałkowie Sejmu i Senatu minionej kadencji, parlamentarzyści, członkowie rządu z premierem Mateuszem Morawieckim oraz licznie przybyli mieszkańcy Warszawy.

W homilii biskup polowy Józef Guzdek wskazał, że do odzyskania przez Polskę niepodległości doprowadziło wiele przyczyn, ale jedną z najważniejszych było wzajemne zaufanie. „Polacy z trzech zaborów, o różnych przekonaniach politycznych, wierzący i niewierzący, katolicy, prawosławni i ewangelicy oraz wyznawcy innych religii wznieśli się ponad wszelkie podziały” – przypomniał duchowny.

Podkreślił, że ilekroć istniały w narodzie zgoda, współpraca i wzajemne zaufanie oraz poszanowanie godności i podstawowych praw, Polska rozwijała się i umacniała swoją pozycję międzynarodową, a Polakom żyło się dostatniej. Wskazywał, że w życiu naszego narodu bardzo potrzeba zgody i wzajemnego zaufania. „Nie wolno bagatelizować win, ale też należy odrzucić ducha zemsty. Pamięć – tak, ale nigdy pamiętliwość” – wskazywał hierarcha.

Jak zaznaczył, "nie istnieje żadna święta wojna, i nie jest nią nawet wojna z terroryzmem, bowiem tylko pokój jest święty". - „Oby w naszej Ojczyźnie już bezpowrotnie zaprzestano rzucać kamieniami w tych, którzy mają inne pomysły na zagospodarowanie przestrzeni wolności. Potrzebne są dialog, bliskość i zaufanie – zaapelował biskup polowy.

Przypomniał też, że misją Kościoła jest budowanie mostów porozumienia i wzajemnego zaufania. „Zatem widząc zdradę Ewangelii, brak zaufania i poszanowania drugiego człowieka, Kościół ma prawo powtarzać do córek i synów katolickiej wspólnoty skargę Jezusa: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie” (Mt 15,8).

Podczas Eucharystii prezydent Andrzej Duda zapalił Świecę Niepodległości ofiarowaną Warszawie przez Piusa IX w 1867 r. z życzeniem, by zapalono ją dopiero wówczas, gdy Polska będzie już wolna.

- Ta świeca będzie przypominać to, co wydarzyło się w 1918, ale też ma uświadamiać Polakom, że wolność została wywalczona, ale została Polakom przez Pana Boga dana i zadana – powiedział na początku Mszy św. kard. Nycz, dodając: „Jesteśmy pokoleniem troski o niepodległość”.

Jak korzystamy z wolności?

Prymas Polski abp Wojciech Polak, cytując słowa Prymasa Tysiąclecia, nawoływał, aby nie oglądać się na innych, choćby na polityków, żądając od nich, aby się odmienili. Trzeba – powtórzył za kard. Wyszyńskim – aby każdy zaczął od siebie.

„Zacznijmy od siebie! Zapytajmy dziś siebie o to, w jaki sposób my czynimy użytek z tego, że jesteśmy ludźmi wolnymi? Zapytajmy o nasze konkretne zaangażowanie na rzecz wspólnego dobra” – mówił Prymas, wskazując na znaczenie osobistej odpowiedzialności i zarazem konieczność współpracy, która jest nieodzowna do „budowania społeczeństwa prawdziwie ludzkiego”, i która domaga się dojrzałych relacji międzyludzkich, do których – jak powtórzył za czytaną Ewangelią – należy także zdolność upominania i przebaczania.

„Chodzi o to, abyśmy zmagali się o coś, a nie zmagali z kimś. Gdy bowiem zmaganie o coś zostaje zdominowane przez zmaganie z kimś, wówczas – cytował społeczny list biskupów polskich z marca tego roku metropolita gnieźnieński – ginie roztropna troska o dobro wspólne, a w jej miejsce wkrada się ślepo prowadzona walka o władzę”.

Świadectwo miłości do Ojczyzny

Z okazji 101. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości przewodniczący Episkopatu Polski przypomniał, że jest to dla Polaków wielkie święto. - Potrzeba, abyśmy dawali świadectwo miłości do naszej Ojczyzny, czyli miłości do wszystkiego, co Polskę stanowi - zaznaczył abp Stanisław Gądecki.

Przewodniczący Episkopatu podkreślił jednocześnie, że nie możemy zapomnieć o naszych przodkach, którzy po odzyskaniu niepodległości dzięki bardzo ciężkiej pracy i ofiarności, odbudowali naszą państwowość oraz krzewili oświatę oraz kulturę. Powiedział: „Dziś szczególnie pamiętajmy o nich w naszej modlitwie”.

Abp Gądecki przypomniał również o ważnej roli duchowieństwa, które pracowało wówczas zarówno nad świętością naszego narodu, jak również nad jego rozwojem gospodarczym i kulturalnym, a gdy trzeba było broniło niepodległości Polski.

Tylko wiara gwarancją wolności

- Tylko wiara w Boga jest gwarancją bycia człowiekiem wolnym - mówił w katedrze na Wawelu metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski. - Tyle pokoleń Polaków powtarzało za apostołami w czasach niewoli: „Panie, przymnóż nam wiary”, a wraz z tym błaganiem łączyło się drugie: „Panie, przymnóż nam wiary w Polskę, daj nam poczucie siły i Polskę daj nam żywą”, jak mówił Konrad z "Wyzwolenia" Stanisława Wyspiańskiego.

"Konieczne były te błagania, bo były umysły Polaków, które dały się zniewolić, których duch był duchem zniewolenia, poddaństwa i marazmu. Jakże była potrzebna modlitwa, która by sprawiła, że nie warchołowie będą nadawali ton polskiemu duchowi, ale ci, którzy wierzyli w Polskę – stwierdził kaznodzieja.

Abp Jędraszewski wezwał do dziękczynienia za „wszystkich znanych, a głównie zupełnie nieznanych z imienia i nazwiska rodaków, którzy wierząc w zmartwychwstanie Chrystusa, wierzyli także w zmartwychwstanie Polski, oddawali swoje życie, rzucając je na stos”. – To nasze dzisiejsze dziękczynienie za ich wiarę w Boga i w Polskę, za ich patriotyzm i poświęcenie, za to, że ich wiara pozwala nam dzisiaj radośnie śpiewać: „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie” – podsumował hierarcha.

Ojczyzna - dar Bożej Opatrzności

Abp Sławoj Leszek Głódź zauważył, że 11 listopada serca Polaków „mocniej niż każdego dnia biją rytmem spraw Ojczyzny”. - To także dzień naszej modlitewnej wdzięczności ku Bogu skierowanej. Jesteśmy bowiem świadomi, że naród chrześcijański, a takim jesteśmy, jest osadzony na fundamencie planów Opatrzności. Wypełnia swą dziejową misję otrzymaną od Boga. Ojczyzna jest darem Bożej Opatrzności – podkreślił, dodając, że dziś należy za ten dar szczególnie dziękować.

Hierarcha przypomniał, że w obliczu zagrożenia i wspólnego wroga zapomniano o podziałach społecznych, odłożono na bok ideowe spory i polityczne utarczki. - Wolność i niepodległość. Te dwa słowa pełniły rolę detonatorów narodowej jedności w dążeniu do wspólnotowego celu. Ponad doraźnymi podziałami i społecznymi zatargami. A celem tym było utrwalanie niepodległości i wolności – podkreślił. Historyczne zwycięstwo, zdaniem arcybiskupa, jest dziełem nie tylko walecznych obrońców Ojczyzny, ale również tysięcy modlących się wiernych.

Przestrzegał słowami przemówienia Jana Pawła II w polskim parlamencie 20 lat temu, że demokracja bez wartości łatwo może się przemienić w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. - I to się dzieje w zsekularyzowanej, odwracającej się od własnej historii Europie. To jest widoczne w działaniach potężnych organizacji międzynarodowych, oferujących finansową i gospodarczą pomoc i wsparcie, ale w „pakiecie” z wymogiem angażowania się w tzw. „postępowe” programy ideologiczne. W strategii tych mediów, które pozostając w niepolskich rękach, narzucających szerokiemu kręgowi odbiorców, zafałszowaną, nierzeczywistą wizję rzeczywistości – powiedział hierarcha, podsumowując, że jest to wyzwanie dla dzisiejszej Polski.

Krzyż łączy

O znaku krzyża łączącym pokolenia Polaków i określającym tożsamość społeczeństwa polskiego mówił w homilii podczas Mszy za Ojczyznę w katowickiej katedrze Chrystusa Króla abp Wiktor Skworc. Metropolita katowicki zaapelował o modlitwę za całe społeczeństwo - aby pamiętało, że jest spod znaku krzyża.

Wspomniał też ludzi młodych tęskniących za wielkimi ideałami, którzy kuszeni są „mirażami ukazywanych przez współczesnych idoli i nauczycieli luzu”. Przywołał tych, którzy „chcieliby wyrzec się chrześcijańskich korzeni narodu, związku z krzyżem, domagając się usunięcia krzyży z przestrzeni publicznej, oddzielenia wiary od życia, moralności od polityki i gospodarki, zamknięcia ust chrześcijanom” oraz tych, którzy wyrzekają się nieraz krzyża „w pogoni za pieniądzem, prestiżem, stylem życia jakby Boga nie było” oraz ludzi, którzy „dopuszczają się bezczeszczenia świętego znaku wiary w imię wolności artystycznej, nowoczesności i europejskości”.

Wszystkich rodaków abp Skworc poprosił, aby „w nowym 100-leciu dziejów naszej Ojczyzny krzyż ubezpieczał nas i naszą ziemską Ojczyznę, wspólny dom Polaków”.

Narodowe wady

Abp Grzegorz Ryś wymienił wady, z jakimi muszą się dziś mierzyć Polacy. Są nimi zgorszenie i niemożność przebaczenia oraz brak braterstwa między obywatelami jednej Ojczyzny.

"Myślę o zgorszeniu, jakie nie raz dajemy. Jak potem stawać przed ludźmi w pozycji tego, który naucza? To dotyczy wielu z nas. Mówimy dzisiaj, że w naszym kraju nie ma żadnego autorytetu. Skąd się to bierze? Dlaczego nie ma żadnego autorytetu? Bo nie potrafimy unieść własnej winy. Takiej winy, która dotyka także innych, ma konsekwencje ich w życiu i sprawia, że inni się potykają i upadają - tłumaczył arcybiskup.

Nie ma też wśród Polaków umiejętności przebaczenia. - Nie chodzi tylko o to, że nie potrafimy się zmierzyć z własną winą, ale też nie potrafimy się zmierzyć z winą drugiego wobec nas. Tu nie chodzi o upomnienie, które chce postawić na swoim, które zmierza do ukazania swoich racji. To upomnienie, które zmierza do pojednania. Idziesz i mówisz: zrobiłeś coś złego, ale w polu widzenia masz pojednanie. To spotkanie jest po to, by wybaczyć, a nie aby upominać. My nie potrafimy ani jednego, ani z drugiego. Zwalniamy się z upomnienia i z pojednania - ubolewał abp Ryś.

Miłość do małej ojczyzny

Łatwo mówić „kocham Polskę”, ale sprawdza się to dopiero przez miłość do człowieka, który jest w zasięgu mojej ręki. To jest dopiero dobry sprawdzian prawdziwości ważnych słów, które weryfikuje prosta codzienność w mojej zwykłej małej ojczyźnie – mówił bp Edward Dajczak w uroczystej Mszy św. w kościele mariackim w podczas wojewódzkich obchodów Narodowego Święta Niepodległości w Koszalinie.

Ojczyznę kochać jak matkę i ojca

- Bóg chce, abyśmy pomagali Polsce, pracowali dla niej i jej się poświęcali. Abyśmy kochali ją, tak jak kochamy ojca i matkę - powiedział w katedrze lubelskiej abp Stanisław Budzik. W homilii mówił o duchowej spuściźnie, jaką zostawiły współczesnym Polakom poprzednie pokolenia doświadczone walką o wolność.

– Wspominamy tych, którzy wiarę w odzyskanie niepodległości przekuli na czyn. Odbudowa państwa polskiego była efektem wysiłku wielu Polaków. Reprezentowali różne poglądy polityczne, pochodzili z różnych zaborów. Mimo to, potrafili zjednoczyć się wokół jednego nadrzędnego celu: wolności i niepodległości Ojczyzny – podkreślił abp Budzik.

Dziedzictwo polskie i chrześcijańskie

W Białymstoku abp Tadeusz Wojda zauważył, że miłość do Ojczyzny winna być przekazywana młodemu pokoleniu w polskich domach, ale i w polskiej szkole. - To nasze narodowe dziedzictwo jest nie tylko polskie, ale jest też chrześcijańskie - równocześnie zakorzenione w tym, co Polskę stanowi, ale także w tysiącleciu chrześcijaństwa polskiego - mówił metropolita białostocki.

Abp Wojda zauważył, że dyskusja nad kształtem obecnej i przyszłej Polski trwa nieustannie, co „wyraża się nie tylko w wynikach wyborów, w sporach politycznych, czy ogłaszanych nowych programach edukacyjnych mających usprawnić proces kształcenia. Przejawia się przede wszystkim w walce o «rząd dusz», czyli w walce o przyszłość polskiej szkoły i wychowania młodego pokolenia".

Podkreślił, że dzięki przemianom, jakie dokonały się w Polsce, katecheza znalazła swoje miejsce w systemie wychowawczym, jednak troska o nią jest nie tylko podstawowym zadaniem Kościoła. Ciężar odpowiedzialności za nią spoczywa na wszystkich wierzących.

„Nauczanie religii w polskich szkołach musi więc być postrzegane przez władze państwowe i samorządowe, ale i przez wszystkich Polaków, jako prawo osób wierzących. Ma być uznane za pierwszorzędny wkład Kościoła, nie tylko jako instytucji, ale przede wszystkim jako wspólnoty wierzących, w budowanie przyszłości Polski. To jest też wkład Kościoła w budowanie jedności całej Europy, opartej na dziedzictwie chrześcijańskiej kultury” - podkreślił abp Wojda.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem