Reklama

Sylwetka

Idę przez życie z lękiem

Jak na co dzień żyje się z poetą? - Fantastycznie - uśmiecha się od ucha do ucha Małgorzata Goraj, żona Ernesta Brylla.
- Jest bezpośredni i otwarty na wszystkich - mówią przyjaciele. - Po prostu nienapuszony - określa go Ewa Błaszczyk.

Niedziela Ogólnopolska 28/2004

Święconka - zgodnie z rodziną

Święconka - zgodnie z rodziną

Bóg, stając się człowiekiem, jest dla nas zrozumiały
we wszystkich swoich ludzkich atrybutach,
po prostu staje się naszym bratem.

Dolny Mokotów

Zielona dzielnica Warszawy. Gdy wchodzi się do Bryllów, od razu rzuca się w oczy tabliczka z napisem: „Uwaga, dobry pies!”. Po Cyrusie, Szuwarze - teraz jest to Liffey, suczka nazwana tak od rzeki w Irlandii.
Gospodarze prowadzą mnie na górę. - Ta część domu należy do męża - mówi pani Małgorzata, drobna brunetka, w dżinsach i kraciastej koszuli. Podchodzimy do okna, w którym wiszą zielone zasłony. Obok porcelanowe ptaszki, koniki. - Kiedy Ernest zamyka drzwi swego pokoju, wiadomo, że „coś się dzieje”. Nie ucieka od nas, ale w głąb siebie. I wtedy najczęściej pisze wiersze. Na starej maszynie, która stoi na stylowym biurku, obok gdańskiej szafy z książkami. - Gdybym pisał na komputerze, miałbym złudne wrażenie, że coś udoskonaliłem. Tymczasem poezja jest szukaniem adekwatnego słowa na określenie pewnych rzeczy i stanów. Dlatego lubię też pisać ręcznie, chętnie używam ołówka, bo wtedy łatwiej jest kreślić - wyznaje Ernest Bryll. Za natchnienie służy mu stara grusza, która zagląda do okna. - Ale nie piszę pod natchnieniem - wyjaśnia.

O Bogu, który jest Bratem

Reklama

Julian Przyboś powiedział mu kiedyś, że nigdy nie będzie poetą. - Było mi przykro - wspomina Bryll. Wszystko zaczęło się od tego, że redakcja Przeglądu Kulturalnego, wbrew Przybosiowi, opublikowała wiersze Brylla. A że Przyboś był z natury dosyć gwałtowny, dostał szału. Ale po dwóch latach przyjechał do mieszkania Brylla w Otwocku i przyznał, że się pomylił. - Zresztą w pierwszych moich wierszach było sporo grafomaństwa. Za dużo słów. I to widocznie Przybosia denerwowało - oznajmia Bryll.
Poezji nie traktuje jako zawodu, sposobu na życie. - Nie wolno żyć z pisania wierszy - mówi. Cieszy się jednak, że mimo iż pracował w różnych zawodach: w elektrowni portowej, nawet jako ambasador w Irlandii, ludzie kojarzą go właśnie jako poetę. I chętnie biorą udział w spotkaniach autorskich. Zadają pytania, a czasem się dziwią, skąd tak wiele w tych wierszach inspiracji chrześcijańskich. - Jeżeli jest się poetą osadzonym w polskości, w literaturze, języku, obyczaju, to nie można się nie odnosić do spraw religijnych - tłumaczy Bryll. Nie można nie dostrzegać miejsc „namodlonych historią”, jak choćby Jasna Góra. - Pięknie jest przebywać przed Cudownym Obrazem, bo tam otwiera się okno na wieczność - wyznaje.
W ostatnich tomikach usilnie zmaga się z polską tendencją „skumplowania się z Bogiem”. - Tak bardzo lubimy Dziecię w żłóbku, bo nie stajemy wtedy wobec kogoś, kto nam zadaje trudne pytania. A ja ostatnio zwracam uwagę raczej na braterstwo Chrystusa - twierdzi Poeta. Jak w jednym z ostatnich wierszy: Rozmowa o formie, gdzie pisze o Bogu, który chce być naszym bratem.
- Bóg, stając się człowiekiem, a więc ciałem, staje się naprawdę. On nie robi dla nas teatrzyku, przedstawiając się jako słaby, bezradny, lecz naprawdę taki jest. Dzięki narodzeniu czujemy braterstwo z Bogiem. Bóg, stając się człowiekiem, staje się dla nas zrozumiały we wszystkich swoich ludzkich atrybutach. Możemy być wobec Niego opiekuńczy, możemy Go objąć, przytulić, obronić. Dlatego właśnie najbardziej bliska jest mi religia chrześcijańska, gdyż jako jedyna mówi, że Bóg staje się właśnie naszym bratem. Bóg nie udawał człowieka, podobnie jak nie udawał dziecka, narodzenia, śmierci. On naprawdę jest człowiekiem, i co więcej, nie przestał nim być w momencie zmartwychwstania - tłumaczy Bryll. Ilekroć słyszy stwierdzenie: „Wszystko w rękach Boga”, irytuje się. Bo człowiek nie może być wolny tylko w przyjemnościach, ale też w tym, co sam ze swoim światem zrobił. I potem płacze: „Jak Bóg mógł na to pozwolić?”. Dlatego nie powinien żądać nagłych interwencji. - Także w przyszłym życiu spotkamy się z Bogiem jako wolni ludzie. Piekło jest dla mnie również kwestią wyboru, a nie skazania - podkreśla.
W poezji Ernesta Brylla często przewija się motyw krzyża. - Ale nie chciałbym, by rozumiano, że adoruję krzyż jako znak cierpienia. Trzeba rozróżnić w życiu kłopoty i momenty tragiczne. To bowiem, co mnie się może wydawać krzyżem, dla innych być może byłoby szczęśliwym życiem. Krzyż zaś pojmuję jako umiejętność pozytywnej walki. Bo życie jest walką, którą mamy wygrywać, a nie udawać się w kąt w poczuciu wspólnoty z Jezusem, który został, jak my, „niesłusznie skazany” - mówi Poeta.

„Ach, te polskie dzieje...”

Ernest Bryll to rocznik 1935. Urodził się w przedwojennej Warszawie, ale świadectwo urodzenia jest w Różanie nad Narwią, bo tam był chrzczony. Jego dzieciństwo przypadło na czas okupacji. Rodzice byli zapracowani, opiekowała się nim babka, która zresztą bardzo zaważyła na wychowaniu małego Ernesta i na jego poczuciu języka polskiego. - Mówiła gwarą Powiśla, zbliżoną do dialektu warmińskiego. Szkoły miała w języku niemieckim, jak wszyscy na Pomorzu pod zaborem pruskim - wspomina Poeta. Pamięta też, że babcia śpiewała Godzinki, a także Kiedy ranne wstają zorze, Wszystkie nasze dzienne sprawy oraz wiele pieśni i ballad. Dzięki temu Bryll zna dzisiaj te pieśni na pamięć.
Studiował polonistykę. - Wydawało mi się wtedy, że będę mógł się zajmować poezją i literaturą - opowiada. - Tymczasem zajmowałem się językiem i gramatyką. Był to zresztą chyba jeden z nielicznych wydziałów, na który mogłem się dostać ze względu na moją przeszłość - ojciec przed wojną był zawodowym wojskowym, a potem oficerem AK. Pielęgnował w domu tradycję historyczno-patriotyczną, czytał mnóstwo książek. Dzięki niemu znałem na pamięć pieśni powstania listopadowego, styczniowego, wiedziałem o powstaniu wielkopolskim, bo mój ojciec sam je w Inowrocławiu zaczynał.
Debiut poetycki Brylla przypadł na rok 1958, kiedy to ukazał się pierwszy tomik jego wierszy: Wigilie wariata. Potem kolejne: Mazowsze, Rok polski. Pisał dramaty, jak choćby słynny Wieczernik czy Rzecz listopadowa, w której stawiał diagnozę Polski: „Ach, te polskie dzieje, gdzie wszystko poskręcane w agonii. Gdzie zawsze obok najpodlejszego tętni najczyściejsze, obok najtchórzliwszego pulsuje najkrwawsze”. Był krytykiem filmowym, kierownikiem literackim Teatru Telewizji, autorem audycji radiowych. W latach 1991-95 był ambasadorem w Irlandii. - Możemy się dzisiaj uczyć od Irlandczyków otwarcia gospodarki i promocji swego kraju - mówi Bryll. Dziś jest konsultantem Telewizji Puls, prowadzi wykłady, bierze udział w audycjach, m.in. w katolickim Radiu Józef.

Wiem, że Pasterz mnie nigdy nie zdradzi

Dom, który sam zbudował przed dwudziestu laty i w którym mieszka teraz z żoną i dwiema córkami, Magdaleną i Martą, jest otwarty na ludzi: - Taki właśnie jest Ernest, bezpośredni, zwyczajny, nienapuszony - ocenia Ewa Błaszczyk. - W jego domu panuje zasada „gości nieprzewidywalnych” - mówi Marek Jaromski, zaprzyjaźniony z Poetą artysta i dziennikarz. - Jak z nikim innym - potrafię z nim rozmawiać o sprawach naprawdę ważnych.
Wciąż ktoś tutaj przychodzi: artyści, filmowcy, poeci i księża. Ale też ci, którzy potrzebują pomocy. Bo żona Brylla to „Madonna od popaprańców” - jak określa ją mąż. Łączy ich miłość i praca, razem tłumaczyli np. poezję irlandzką. W lipcu razem obchodzą imieniny. Wtedy w ich pięknym ogrodzie zbiera się cała „śmietanka” towarzyska. Jak mówi ks. Wojciech Drozdowicz, tworzy się prawdziwy „salon literacki”. - Ale złożony z popaprańców - dodaje Bryll.
O. Jacek Salij ocenił, że ostatnie tomiki wierszy Brylla: Nie proszę o wielkie znaki i Jezioro kałuża to prawdziwe wydarzenie religijne. - Poeta pokazuje nam wiele prawdy o świecie, który zgubił gdzieś po drodze Pana Boga.
Ta poezja wiele ma w sobie z modlitwy. Szczególnie wiersze, które odwołują się do Psalmów. - Jak Dawid, idę nieraz ciemną doliną, ale nie w przekonaniu, że Dobry Pasterz mnie ze wszystkiego wybawi, lecz w poczuciu, że Go wielokrotnie zdradziłem. Nie powtarzam więc radosnej pieśni człowieka, który idzie bez lęku. Ja idę z lękiem - mówi Bryll. - Mam jednak przekonanie, że ów Pasterz nigdy mnie nie zdradzi. I to jest moja nadzieja.

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prenumerata Tygodnika Katolickiego "Niedziela"

JAK ZAMÓWIĆ PRENUMERATĘ „NIEDZIELI”

CZYTAJ DALEJ

Nowenna do Matki Bożej rozwiązującej węzły!

[ TEMATY ]

modlitwa

nowenna

Wiesław Podgórski

Obraz Matki Bożej Rozwiązującej Węzły

Obraz Matki Bożej Rozwiązującej Węzły

Zachęcamy do odmawiania Nowenny do Matki Bożej rozwiązującej węzły. Już od dziś poświęć kilka minut w Twoim życiu i zwróć swą twarz ku Tej, która zdeptała głowę szatanowi.

1. Znak krzyża

CZYTAJ DALEJ

Dać się porwać! Pielgrzymi z Bochni na przystanku w Bieżanowie

2021-08-05 17:25

[ TEMATY ]

Tarnów

Norbert Polak

Pątnicy dołączą do krakowskiej pielgrzymki

Pątnicy dołączą do krakowskiej pielgrzymki

Pielgrzymi z Bochni pod przewodnictwem ks. Pawła Skraby przybyli do parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Krakowie-Bieżanowie, by posilić się i pomaszerować dalej do Jasnogórskiej Pani.

Czekaliśmy z proboszczem i ministrantem na przybycie gości, którzy mieli się wyłonić z zakrętu. Deszcz, ostatnie przygotowania i refleksje ks. Bogdana Markiewicza na temat sensu pielgrzymowania. - Od wieków mówi się, że pielgrzymka to rekolekcje w drodze. Szczególnie teraz, w okresie pandemii, gdy jest związana z trudnościami, obostrzeniami, taka pielgrzymka ma szczególne znaczenie - podkreślił i dodał: - Cieszę się, że już od kilkunastu lat pielgrzymka z Bochni zatrzymuje się u nas, gdzie pątnicy odpoczywają, wyruszają, a kolejnego dnia dołączają do pielgrzymki krakowskiej na Jasną Górę. Zazwyczaj jest to grupa 70-80 osób, w większości ludzie młodzi. Jako wspólnota parafialna cieszymy się również dlatego, że pielgrzymom powierzamy wszystkie nasze intencje, trudności.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję