Reklama

Kościół

Hospicjum to życie! O miłości, miłosierdziu i dobrym pomaganiu s. Michaeli Rak

Siostra Michaela Rak jest założycielką i dyrektorem hospicjum w Wilnie, gdzie od lat towarzyszy drugiemu człowiekowi w trudnych momentach choroby i odchodzeniu z tego świata. Ta zakonnica nie przejdzie obojętnie obok potrzebującego, zapuka do każdych drzwi, prosząc o wsparcie i nie boi się rozmawiać o śmierci. W książce „Mężczyźni mojego życia. O miłości, miłosierdziu i dobrym pomaganiu” dzieli się świadectwem swojego życia z którego wypływa obraz kobiety, która uczy nas na nowo odkrywania radości życia, wprowadzania miłosierdzia w czyn i walki o dobro w świecie. Przeczytaj fragment książki.

[ TEMATY ]

duchowość

Materiał prasowy /wyd. Esprit

Małgorzata Terlikowska: Do wieczności przeprowadziłaś tysiące osób. Pamiętam, w jednym z wywiadów powiedziałaś, że przy pięciu tysiącach przestałaś liczyć osoby, które przy tobie zmarły. Ktoś, kto nigdy nie obcował tak blisko ze śmiercią, może się jej bać. Dla niego naturalna będzie ucieczka.

S. Michaela Rak: Uciekamy, bo nie wiemy. Jeżeli doświadczamy tego tematu w sobie, to nie możemy od niego uciekać, tylko musimy znaleźć drogę, żeby słowo „nie wiem” przemienić na „wiem”. „Nie poradzę sobie” przemienić na „jestem przygotowana/ przygotowany”. Gdzie można się tego nauczyć? Najlepiej zadać to pytanie osobie, która ma doświadczenie, bo na co dzień z tym obcuje. Często spotykam się z tym w hospicjum, kiedy na przykład przychodzi małżeństwo ze zdrowym dzieckiem do swojego chorego dziecka. Zanim przyprowadzą rodzeństwo, pytają: „Siostro, jak mu powiedzieć? Siostro, czy powiedzieć prawdę? Siostro, on płacze, kiedy widzi swoją siostrzyczkę, co mamy zrobić?”. W tym momencie ja już wiem, jaka jest sytuacja, i wchodzę w to ich „nie wiem”. Z czasem widzę, że po spotkaniach oni już nie mówią „nie wiem”. Mówią: „Wiemy, dziękujemy”. Przyjeżdża braciszek i wozi siostrzyczkę po ogrodzie hospicyjnym, włącza jej muzykę, bierze jej bezwładne rączki i w rytm muzyki nimi klaszcze. To jest ten etap bycia w relacji, a nie ucieczki.

Ucieczka być może spowodowana jest też strachem, że zrobię coś złego, coś, co sprawi większy ból, większy dyskomfort.

Znowu pojawia się niewiedza. Żeby ten stan zmienić, musi być ona wypowiedziana, wyartykułowana. Jeżeli spotkam się z psychologiem, to zadam mu pytanie: „Czy spowoduję ból, zadając takie pytanie, czy udzielając takiej odpowiedzi?”. Psycholog będzie wiedział, jak najlepiej postępować. Jeżeli pojawia się pytanie o objawy somatyczne, o to, czy chory będzie mógł jeść, czy będzie oddychał, czy będzie mógł mówić, to zazwyczaj osoba z bliskiego środowiska rodzinnego tego nie wie. Takiej informacji czy takiej rady może udzielić lekarz, który posiada odpowiednią wiedzę i doświadczenie. On w tym momencie powie: „Proszę się nie martwić, jeżeli pojawi się ból, podamy odpowiedni lek i bólu nie będzie”. Jeżeli pacjent nie będzie mógł jeść, z głodu na pewno nie umrze. W tej chwili technologie są już tak dalece zaawansowane, że karmimy pozaustrojowo i choć chory nie przełyka, to ma siły, nabiera rumieńców, jest nakarmiony. I już niewiedza staje się wiedzą i wraca spokój. Trzeba niewiedzę przemienić w doświadczenie, w wiedzę, i korzystać z obecności tych, którzy się na tym znają.

Reklama

Oswoiłaś już tę przestrzeń śmierci, umierania? Czy zawsze jest lęk, kiedy ktoś odchodzi? Czy masz świadomość, że wkraczasz w bardzo intymną część życia człowieka?

Umieranie to bardzo intymna część życia, w której jest wołanie o obecność. Bardzo często, po wielokroć słyszałam prośbę: „Bądź przy mnie w tym momencie”. Osoby odchodzące mają ogromny głód dotyku. Kiedy pacjent umiera, a my jesteśmy obok, pamiętajmy, że on potrzebuje bliskości. W tym momencie bardzo istotne jest przytulenie, pogłaskanie, jakieś dobre słowo. Pojawia się spokój, pojawia się delikatny uśmiech na jego słabnących ustach, są łzy wzruszenia. Pamiętam bladą twarz pacjenta; głaskałam go, jego oddech był coraz słabszy. Kiedy odchodził, tak się przytulił, żeby moja ręka została pod jego głową do ostatniego tchnienia.

Nasza bliskość daje umierającemu człowiekowi poczucie spokoju, on wie, że w tym trudnym momencie nie jest sam, choć tę granicę między życiem a śmiercią już sam musi przejść. Ja tu zostanę, a ten człowiek przejdzie do wieczności. On wie, że my jesteśmy poręczą na kładce przejścia do wieczności. Kiedy jesteśmy przy umierającej osobie, tłumaczymy jej, że na tej kładce będziemy razem, ale ostatni krok w przestrzeń po drugiej stronie rzeki czy jeziora ona zrobi sama, a my kiedyś do niej dojdziemy. Zawsze też mówię, że śmierć nie jest końcem, tylko zmianą. Człowiek raz się rodzi, nigdy nie umiera, tylko przemienia.

Reklama

Pamiętam nawet prośbę jednego z pacjentów hospicjum…

Lepiej mówić przyjaciół. Nie lubię słowa pacjent…

Pamiętam prośbę jednego z przyjaciół z hospicjum, który tak bardzo bał się śmierci i umierania, że prosił, byś razem z nim umarła.

Tak bardzo się bał. I tak bardzo potrzebował mojej obecności. Ja mu wtedy wprost powiedziałam: „Ja z tobą nie będę mogła umrzeć, ale może tak się zdarzyć, że umrę nawet wcześniej. Jestem kierowcą, może jadąc, zginę w wypadku, tego nie wiem. Ale jeżeli Bóg pozwoli, że będzie ten moment, kiedy to ty będziesz odchodził pierwszy, to ja będę przy tobie”. Te moje słowa przyniosły mu ogromną ulgę. Kiedy umierał, spełniłam jego prośbę. Położyłam się obok niego w łóżku, z drugiej strony leżała jego żona, wzięłyśmy go w objęcia i w momencie przejścia na drugą stronę nie był sam.

Kto bardziej boi się śmierci? Człowiek, który czuje, że odchodzi, który jest bardzo schorowany, często umęczony chorobą, wyczerpany, czy jego rodzina?

Nie ma jednej odpowiedzi. Może oprócz tej, że odchodzeniu zawsze towarzyszy lęk. Kiedy rodzina może się na kimś oprzeć, kiedy na tej kładce przejścia do wieczności ma solidne poręcze, ten lęk się minimalizuje, nieraz zupełnie odchodzi, a jego miejsce zajmują wewnętrzny spokój i zgoda. One zawsze są połączone z obecnością drugiego człowieka. Nie można zostawić w samotności ani człowieka przemieniającego swoje życie ziemskie na wieczne, ani jego rodziny. Dlatego tak istotna jest ta relacyjność. U mnie w hospicjum jest to standard – kiedy osoba umiera, zawsze ktoś przy niej jest.

Reklama

Ludzie boją się samotności w momencie odchodzenia?

Dla nich, powiedziałabym, po czasie burzy, ciemności i wichrów przychodzą spokój, słońce, jasność i ciepło. Oni w pewnym momencie dostają od nas impuls – nie będziesz sam / nie będziesz sama. Będziemy razem. Nie bój się.

Ten lęk bierze się też stąd, że śmierć jest rzeczywistością nam nieznaną, nie wiemy, jak będziemy umierać, nie wiemy, co się z nami będzie działo. Świadomość, że zostaniemy z tym sami, nie będziemy mogli sobie poradzić, pewnie ten lęk potęguje. Pewność tego, że jest ktoś, kto mi pomoże, jest wielkim wsparciem.

Jest ogromnym wsparciem. I właśnie o tej relacyjności osób w codzienności hospicyjnej mówimy. To nie jest temat tabu. Kiedy przy łóżku chorego siada lekarz, bardzo często słyszy pytanie: „Czy będę się dusić?”. I lekarz wszystko tłumaczy: „Może być ci ciężko oddychać, możesz już nie mieć siły powiedzieć «duszę się». Ale my to zauważymy, dostaniesz lek rozkurczowy, podłączymy ci tlen i nie będziesz się dusił”. Chorzy pytają także o to, czy w momencie śmierci będą coś widzieli lub słyszeli. I znów kompetentna osoba wyjaśnia: „Może nie będziesz mógł widzieć, bo możesz mieć już słabe powieki, nie będziesz miał siły ich podnieść, ale będziesz słyszał do końca. I wtedy my ci wszystko powiemy. Nie zostaniesz sam, poczujesz nasz dotyk, usłyszysz nasze słowa. Podamy ci leki, które spowodują, że nie będziesz czuł bólu. Nie bój się, nie będziesz odchodził w samotności”. W takim momencie bardzo często słyszmy: „Dziękuję. Jest mi lżej”. Na każde pytanie umierającej osoby dajemy prawdziwą i wyczerpującą odpowiedź.

Rozumiem, że te śmierci w hospicjum są bardzo spokojne.

Bardzo spokojne. Bardziej nakierowane na przyszłość niż koncentrujące się na tym, że człowiek wszystko traci. Dlatego im szybciej osoba chora i jego rodzina znajdą wsparcie w środowisku hospicyjnym, tym szybciej doświadczą, czym jest życie, i pozbędą się lęku przed śmiercią.

Reklama

W hospicjum, kiedy pacjent zaczyna umierać, nie ma miejsca na respirator, na podłączanie go do aparatury, na terapię, która może okazać się terapią uporczywą. Czy jak widzicie, że człowiek zaczyna umierać, to pozwalacie mu spokojnie odejść?

To jest związane z diagnozą medyczną. W hospicjum opiekujemy się nie tylko chorymi na nowotwór, ale też na inne schorzenia. Jeżeli widzimy, że stan pacjenta, który był w dobrej kondycji, nagle się pogorszył, pojawiło się coś nieoczekiwanego, to przewozimy go do szpitala na oddział intensywnej terapii, gdzie jest podłączany do respiratora. Mamy podpisane umowy ze szpitalami, ze specjalistami poszczególnych dziedzin medycyny i to wszystko jest związane z rozpoznaniem i diagnozą medyczną. W hospicjum robimy wszystko, żeby pacjent żył do końca, a nie umierał do końca.

WIĘCEJ O KSIĄŻCE ZNAJDZIESZ TUTAJ: ZOBACZ <- 

*Fragment pochodzi z książki „Mężczyźni mojego życia. O miłości, miłosierdziu i dobrym pomaganiu” S. Michaeli Rak i Małgorzaty Terlikowskiej, Wydawnictwa Esprit

2022-06-08 08:59

Ocena: +4 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Pizzaballa: Bóg zbawia ubóstwem

[ TEMATY ]

duchowość

Karol Porwich/Niedziela

„Bóg nigdy nie zbawia bogactwem materialnym: wszyscy o tym wiedzą. Bóg zbawia ubóstwem, ponieważ to właśnie w ubóstwie jaśnieje prawdziwe bogactwo, które nie jest dane przez rzeczy, środki, możliwości, ale przez wzajemny dar z siebie” – stwierdza łaciński patriarcha Jerozolimy, abp Pierbattista Pizzaballa OFM w rozważaniu fragmentu Ewangelii (Łk 9, 11b-17) czytanego w przypadającą 16 czerwca uroczystość Bożego Ciała, Roku C.

Fragment Ewangelii, który liturgia proponuje nam w uroczystość Bożego Ciała, zawiera kilka paradoksów, jakby chciał nam pokazać coś nadmiernego, jakąś przesadę. Według wersji św. Łukasza opowiada on o rozmnożeniu przez Jezusa chleba i ryb (9, 11b-17).

CZYTAJ DALEJ

Sympozjum ,,Oblicza pojednania”

2023-01-28 14:31

[ TEMATY ]

Toruń

O. Tadeusz Rydzyk

radiomaryja.pl

W pojednaniu powinniśmy myśleć po katolicku i po polsku, w duchu najlepszych Polaków, naszych wzorców. Śp. ks. bp Stanisław Stefanek mówił o tym, dlaczego nie możemy radzić sobie w Polsce. Kiedyś dawaliśmy radę w najtrudniejszych czasach, nawet komunizmu, gdy nas dzielili. Teraz nie możemy sobie poradzić, bo Polacy i katolicy korzystają z mediów, które nie są polskiego ducha – powiedział o. Tadeusz Rydzyk, CSsR, prof. AKSiM, dyrektor i założyciel Radia Maryja, podczas sympozjum ,,Oblicza pojednania” w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

W Akademii Kultury Społecznej i Medialnej odbywa się kolejne sympozjum z cyklu ,,Oblicza”. Tegoroczne spotkanie przebiegło pod hasłem „Oblicza pojednania” z okazji wspomnienia św. Franciszka Salezego, patrona dziennikarzy.

CZYTAJ DALEJ

Przezkazanie Światła pokoju we Lwowie

2023-01-28 13:34

[ TEMATY ]

pokój

Ukraina

Lwów

Karol Porwich/Niedziela

Przedstawiamy relację fotograficzną naszego fotografa prosto ze Lwowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję