Reklama

Pierwsza władza

Niedziela Ogólnopolska 30/2009, str. 16-17

Dr Tomasz Żukowski
Dominik Różański

Dr Tomasz Żukowski<br>Dominik Różański

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wiesława Lewandowska: - Ludzie w Polsce, jak sami często narzekają, są zmęczeni, zdegustowani polityką, a przede wszystkim zupełnie jej nie rozumieją. Czy to przypadłość każdej demokracji, czy może my, Polacy, jak zwykle jesteśmy w tej mierze wyjątkowi?

Dr Tomasz Żukowski: - I tak, i nie. Są kraje, w których ta niechęć jest jeszcze większa. Ale trzeba też powiedzieć, że od pewnego czasu jest to, niestety, normalne zjawisko w demokracjach należących do świata cywilizacji informacyjnej. Kiedyś politycy mogli liczyć na większe zaufanie społeczne, także w Polsce.

- Kiedy i dlaczego doszło do tej odmiany?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Do pewnego czasu politycy mogli bardziej wiarygodnie obiecywać, zwłaszcza w społeczeństwach zachodnich, budujących państwa dobrobytu z rozbudowaną polityką społeczną. Sto lat temu przeciętne państwo wydawało na cele publiczne kilka procent dochodu narodowego, pod koniec XX wieku - aż kilkadziesiąt. Od 20-30 lat mamy do czynienia z wyhamowywaniem i odwracaniem się tej tendencji; politycy odbierają ludziom to, co przedtem im dali, np. długoletnie i wysokie emerytury, bezpłatną służbę zdrowia itp. Społeczeństwo dobrobytu weszło w nieuchronny kryzys. Globalizacja i konkurencja siły roboczej z „azjatyckich tygrysów” wyraźnie nasilają proces ograniczania praw socjalnych w krajach Zachodu. Politycy nie mogą już więc składać atrakcyjnych obietnic. Stąd też rosnąca niechęć do klasy politycznej; kto daje i odbiera…

- A zatem musiało dojść do zaostrzenia i zbrutalizowania debaty publicznej czy może raczej do jej wyciszenia i spacyfikowania...

- Doszło do zasadniczej zmiany reguł obowiązujących w debacie publicznej. Jeszcze mniej więcej ćwierć wieku temu jej gospodarzem w większości krajów demokratycznego bogatego Zachodu były partie polityczne, a jej organizatorami - gazety, których większość była wprost związana z konkretnymi partiami albo jawnie z nimi sympatyzowała. Szefowie zaś mediów publicznych - które do dziś w wielu krajach Zachodu pełnią istotną rolę - dbali o to, żeby życzliwie mówić o wszystkich partiach, które mogą mieć wpływ na te media.

- Ten mechanizm jednak przestał działać. Dlaczego?

- Taki porządek rzeczy załamał się całkiem niedawno. Polegało to na tym, że media publiczne słabły, a komercyjne rosły w siłę. Im chętniej ludzie oglądali telewizję komercyjną, a mniej chętnie publiczną (co wyraźnie nasiliło się w ostatnich latach), tym bardziej gospodarzami debaty publicznej stawali się już nie politycy czy życzliwi im szefowie mediów publicznych, ale szefowie głównych mediów komercyjnych. Politycy byli już tylko - zapraszanymi lub nie - gośćmi.

- A może raczej klientami?

Reklama

- W pewnym sensie tak. Faktem jest, że w konsekwencji tej zamiany ról wizerunek polityków znacznie się pogorszył. Ludzie mieli coraz więcej żalu do polityków, a media chętnie te żale nagłaśniały. Choćby po to, by pozyskać sympatię czytelników lub widzów, ale również dlatego, że w ten sposób same stopniowo, kosztem partii politycznych, umacniały swoją pozycję w walce o sympatię i względy obywateli. W tej chwili większość polityków boi się mediów, a większość mediów nie boi się polityków.

- Politycy i media się nie lubią? Na przykładzie forsowania polskiej ustawy medialnej widzimy, jak wiele mogą zdziałać politycy wespół z mediami.

- No właśnie! I nikt w polskich mediach - nawet publicznych - nie powiedział np. choćby tego, że apel Premiera o zniesienie abonamentu jest działaniem na szkodę ważnej instytucji życia publicznego! Media komercyjne przeprowadziły - czasem w bardzo obcesowy sposób - udaną kampanię przeciwko abonamentowi i przeciwko mediom publicznym. Tak, rzeczywiście, zaprzyjaźnione z politykami media, jeśli widzą w tym własny interes, mogą dziś bardzo wiele osiągnąć.

- Wynieść na piedestał lub zniszczyć?

Reklama

- Tak! Choć bezpośrednio nie wpływają na decyzje polityczne - to nie media uchwalają ustawy - to w porównaniu do polityków mają niezwykłe przywileje, nie ponoszą odpowiedzialności politycznej, nie mają tych ograniczeń finansowych, jakie mają partie polityczne i politycy. A w dodatku na ogół są traktowane przez opinię publiczną jako bardziej wiarygodne. To media dziś określają reguły gry politycznej, to one budują takie lub inne wizerunki polityków. Na naszych oczach media stają się coraz potężniejsze, zaś rola polityków słabnie. I to oni muszą godzić się na warunki proponowane im przez media, a nie odwrotnie. Badania przeprowadzone kilkanaście lat temu w Australii wykazały, że na liście zawodów godnych zaufania politycy zajmują pozycję przedostatnią, tuż przed sprzedawcami używanych samochodów. Choć przecież politycy to jedyna ważna grupa elit, którą sami demokratycznie wybieramy.

- A więc to głównie media, a nie politycy, jak się powszechnie uważa, psują debatę publiczną, niszczą społeczeństwo obywatelskie?

- To mocne oskarżenie, ale nie boję się potwierdzić, że tak właśnie jest. Tabloidyzacja, czyli de facto prymityzowanie debaty publicznej, w wielu krajach już się dokonała. To jest bez wątpienia konsekwencja dostosowywania się polityków do zasad narzuconych przez największe media komercyjne. To one dyktują dziś zarówno styl, jak i treść debaty publicznej i w praktyce są prawie monopolistycznym pośrednikiem w kontaktach polityków z wyborcami.

- Czy z taką właśnie sytuacją mamy obecnie do czynienia w Polsce?

- Jak twierdzą medioznawcy, w Polsce media mogą liczyć nawet na większe zaufanie społeczne niż w dojrzałych demokracjach. W krajach zachodnich systemy partyjne, organizacje społeczne, całe społeczeństwo obywatelskie powstawało w czasach, kiedy media nie były jeszcze tak potężne. Choć i tam, odkąd media urosły w siłę, liczba członków partii spada, a partie masowe stały się zbędne. My w czasach dla demokracji „realu” najkorzystniejszych mieliśmy, niestety, komunizm.

- Czy to źle, że dziś ludzie na całym świecie - nie tylko w Polsce - wolą oglądać telewizję niż tracić czas na zebranie partyjne?

Reklama

- Tam, gdzie są wyższe wskaźniki oglądalności telewizji, mniejsze jest zaufanie do polityki i polityków, niższa jest też aktywność społeczna. Najgorsze jednak jest to, że ekspansja telewizji oznacza postępujące słabnięcie kapitału społecznego. Media szukają sensacji, które pokazują ludzi niekoniecznie w najlepszym świetle. Intensywne kontakty przez media sprawiają, że słabiej znamy ludzi w tzw. realu, a nawet zaczynamy się go (czyli rzeczywistości) bać. To jest tak, jak z ludźmi, którzy boją się wejść do lasu, ponieważ go nie znają.

- No to mamy sytuację zastawionego w lesie potrzasku!

- W pewnym sensie, niestety, tak… To jest jedno z najpoważniejszych wyzwań cywilizacji informacyjnej.

- W wolnej Polsce jeszcze nie udało się stworzyć zrębów społeczeństwa obywatelskiego, a już ma ono - zgodnie z logiką najnowszych dziejów - problemy. Dlaczego?

- Jak już wspomniałem, w czasie dla demokracji „realu” najkorzystniejszym mieliśmy w Polsce komunizm. A poza tym 20 lat temu przy okrągłym stole nie zbudowano silnego systemu demokratycznych partii. Tworzące i przekształcające się media zaczęły wkrótce wypełniać tę próżnię, przejmowały rolę organizacji społecznych, a ponadto w jakimś sensie stawały się substytutem partii politycznych. Nie sprzyjało to tworzeniu się kapitału społecznego. Nie jest to mechanizm typowo polski, ale występuje głównie w krajach pokomunistycznych. Z międzynarodowych badań przeprowadzonych w 2007 r. wynika, że dziennikarze i media cieszą się niezwykłym zaufaniem i mają najwyższe notowania właśnie w tych krajach, a w szczególności w Bułgarii, Albanii i Polsce. Media w Polsce są dziś silne słabością niedostatecznie ukształtowanych instytucji tradycyjnej demokracji. Mają najwięcej do powiedzenia i - za wyjątkowym przyzwoleniem opinii publicznej - bardzo skutecznie „ustawiają” uczestników debaty publicznej.

Reklama

- Czy to nie jest dziwne, że w Polsce dość szybko urosły silne media komercyjne?

- Dziwiłbym się, gdyby było inaczej… Silne media komercyjne to konsekwencja zmian cywilizacyjnych i przejścia od społeczeństwa industrialnego do informacyjnego. Wielki biznes, czyli najwięksi reklamodawcy, odkrywszy potęgę mediów, śmiało wkracza na obszar publiczny i zaczyna go prywatyzować. Już dawno odkryto media jako potężny instrument kształtowania konsumentów, a wciąż trwają tylko poszukiwania nowych terenów do ekspansji. Biznes stoczył wielki spór ze światem polityki o to, kto ma mieć wpływ na sferę komunikowania się, i wygrał. Sprzyjał temu proces globalizacji i łatwo zaszczepialne - zwłaszcza na wygłodzonych terenach pokomunistycznych - zainteresowanie masową konsumpcją i rozrywką.

- I tak polityka i politycy znaleźli się na marginesie...

- W tej chwili tak. Jednak przed nami nowe wyzwanie, związane z internetem, ale to już temat na odrębną rozmowę.

- Jak fakt, że dziś w Polsce najważniejsze tytuły prasowe są w rękach obcego kapitału, może rzutować na politykę kraju?

Reklama

- To bardzo ważne pytanie, na które jednak trudno odpowiedzieć, brakuje informacji. Można w tej sprawie mieć różne wrażenia i opinie, ale rzecz wymaga poważnych badań. Zjawiska, o których tu mówimy, są bardzo słabo zbadane. Sonduje się widzów i czytelników, bada się ich opinie, poglądy, natomiast mechanizmy funkcjonowania mediów analizowane są rzadko.

- Dlaczego, co stoi na przeszkodzie, czyżby same media?

- Zapewne. Moim zdaniem, ten opór przeciw badaniom i jakiejkolwiek kontroli jest dowodem na to, że media stają się pierwszą władzą. Potrzebny jest mechanizm kontroli mediów, najlepiej poprzez nie same i obywateli. Warto by też wreszcie zacząć dyskusję o trójkącie: biznes - politycy - media. Jednak każda taka propozycja spotyka się z protestem samych mediów, bywa odbierana jako zamach na ich „świętą wolność”. Uważam mimo to, że taka debata nieuchronnie nas czeka. W naszej części Europy, szczególnie w Polsce, jest to naprawdę ważny problem, chociaż jesteśmy krajem, w którym się o tym bardzo mało mówi.

- Wstydliwość, bojaźń, polska poprawność polityczna?

- Polska poprawność polityczna zakłada, że dyskutować o mediach nie wypada.

- Bo przyjęło się myśleć w Polsce, że największym zagrożeniem dla wolności mediów są jednak politycy.

Reklama

- Nieprawda! W demokracji największym zagrożeniem dla wolności mediów są ich relacje z biznesem. W Polsce mówi się o tym zbyt rzadko i zbyt niechętnie. Jednak ci sami dziennikarze, którzy twierdzą, że dyskutowanie o mediach w Polsce jest ich cenzurowaniem, jednocześnie piszą o mediach w innych krajach, pokazując ich realny wpływ na politykę. We wpływowej niemieckiej gazecie po porażce Schroedera napisano, iż przegrał dlatego, że została przeciw niemu zawiązana koalicja najpotężniejszych koncernów medialnych. U nas taki komentarz polityczny uznano by za skandal.

-...rodem z teorii spiskowej?

- Właśnie tak. A dosłownie każda dyskusja o mediach bywa odbierana jako zamach na nie.

- To znamienne, że chcąc rozmawiać o polityce, nieuchronnie mówimy o mediach. Jeśli ludzie mają pretensje do polityków, że kłamią, to winne są media?

- Różnie bywa. Czasami winni są politycy, czasami media. No, może niektórzy politycy kłamią częściej niż media… Problem w tym, że od mediów wymaga się znacznie mniej. Coraz mniej.

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Modlitwa nie ucieka od odpowiedzialności; przygotowuje do czynu

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Karol Porwich/Niedziela

Tekst pochodzi z greckich partii Księgi Estery. W tekście hebrajskim księga nie wymienia ani razu imienia Boga, a modlitwy Estery i Mardocheusza pojawiają się w tradycji greckiej. Dlatego w Biblii Tysiąclecia wersy oznaczono literami przy numerach, jak 17k. Sceneria to Suza i dwór perski. W tle stoi prawo dworskie, które czyni wejście do króla bez wezwania wydarzeniem granicznym. Estera stoi na progu takiego wejścia, a modlitwa odsłania jej bezbronność. Zdanie o niebezpieczeństwie „w mojej ręce” podkreśla ciężar decyzji i odpowiedzialności. Pada wyznanie: „Ty jesteś jedyny”. Brzmi ono w pałacu świata, który zna wielu bogów i wielu panów. Królowa nazywa Boga „Królem” i „Władcą nad władcami”. Tytuły ustawiają właściwą hierarchię. Estera mówi o sobie: „samotna” i „opuszczona”. Władza i bliskość pałacu nie dają oparcia. Pamięć o Bożym wyborze Izraela i o wierności obietnicom staje się dla niej językiem nadziei. W samym środku pada prośba: „daj się rozpoznać w chwili naszego udręczenia”. To modlitwa o obecność, która daje odwagę do wejścia w ciemność. Prośba dotyczy odwagi oraz mowy. Brzmi jak modlitwa kogoś posłanego. Z Biblii znane są podobne obrazy. Mojżesz słyszy obietnicę obecności w ustach, a Jeremiasz doświadcza dotknięcia ust. Estera prosi o słowa, które rozbroją gniew monarchy. Obraz „lwa” nazywa zagrożenie po imieniu. Modlitwa nie ucieka od odpowiedzialności; przygotowuje do czynu. Św. Ambroży w „De officiis” stawia Esterę obok biblijnych wzorów odwagi. Pokazuje królową, która naraża życie, aby ocalić swój lud. W jego ujęciu ryzyko ma kształt cnoty i troski o innych.
CZYTAJ DALEJ

Zachodniopomorskie: Odnaleziony gotycki kielich liturgiczny wróci do kołobrzeskiej bazyliki

2026-02-27 07:11

[ TEMATY ]

kielich liturgiczny

PAP/Piotr Kowala

Gotycki, pozłacany kielich liturgiczny, jeden z trzech zaginionych w czasie II wojny światowej z Bazyliki Konkatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kołobrzegu, został odnaleziony i wróci świątyni 1 marca. Wcześniej będzie prezentowany w Muzeum Miasta Kołobrzeg – przekazała instytucja.

- W 2019 r. Muzeum w Stralsundzie przekazało naszemu muzeum zbiór zdjęć wykonanych prawdopodobnie w 1932 r., na których jest trzeci kielich. Wcześniej nikt nie wiedział, że taki istnieje. Z zachowanych dokumentów wynikało, że były tylko dwa i że do przełomu 1943/1944 r. były jeszcze w Kołobrzegu. Potem ślad po nich zaginął – mówił w czwartek podczas prezentacji zabytku dr Dziemba.
CZYTAJ DALEJ

Ekstremalna Droga Krzyżowa okiem redaktora "Niedzieli"

2026-02-27 09:10

screen YT

Współpraca Tygodnika Katolickiego “Niedziela” oraz telewizji EWTN Polska pomogła przy powstaniu programu 7-odcinkowego o Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Prowadzący program ks. Łukasz Romańczuk z edycji wrocławskiej “Niedzieli” oraz dyrektor ds. mediów EDK opowiada o tym, jaka jest EDK.

W każdym odcinku zaproszony jest gość, który doświadczył minimum 40 km drogi, w ciszy, w nocy, rozważając 14 stacji drogi krzyżowej. W drugim odcinku naszego programu dla EWTN Polska rozmowa z Elżbietą Guziak, koordynatorem krajowym EDK oraz Jerzym Guziakiem koordynatorem wojewódzkim EDK. Rozmawiamy o Liderach rejonu, przygotowaniach oraz pięknych miejscach, które można na EDK zobaczyć. Oprócz tego przybliżona jest kwestia zachowania na trasie EDK
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję