Reklama

Naznaczeni

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Świadkowie Krzyża. Kto wśród nich? Ci najwięksi: Jan Paweł II, ks. Jerzy Popiełuszko, Edyta Stein, o. Maksymilian Kolbe... Długa lista nazwisk ludzi, którzy zachwycają, budzą nasz szczery podziw, bywa, że inspirują, by inaczej żyć...
Są jednak i tacy świadkowie Krzyża, których znamy tylko my albo niewielu więcej... Ktoś z najbliższych, ktoś z przyjaciół, ktoś przypadkowo spotkany w trudnej chwili. Ludzie, którzy ocaleli z najczarniejszego dna rozpaczy, bo - jak mówią - uczepili się Krzyża... Przetrwali, bo uwierzyli sile, która z Krzyża płynie. Zaufali chrześcijańskiej wizji, której znakiem jest krzyż... Bo nie da się w tym życiu uciec od cierpienia. Pozostaje wiedzieć, jak go znieść, by było do zniesienia, a nawet, by stało się dobrem. Jak mawiają wyznawcy Jezusa, by przynosiło owoce.

Pokora

Na wakacje zawsze jeździliśmy do Rybaków. Mieszkali w małej wiosce, tuż nad brzegiem starej puszczy. Dwoje miłych ludzi i ich syn. Udzielali nam gościny z serdecznością niespotykaną w dzisiejszych czasach. Uśmiechnięci, ciekawi wieści z „wielkiego świata”, ufni i dziecięco wręcz bezinteresowni.
Michaś, ich syn, miał dwadzieścia dwa lata i umysł pięciolatka. Za duża głowa tkwiła na kruchym i pokręconym ciele. Wiecznie otwarte usta, strużka śliny cieknąca po brodzie i bełkot zrozumiały jedynie dla matki. Nieprzerwany, wielogodzinny, nachalny. Ludzie pokazywali go palcami, wyszydzali, kpili. Rybakowa traciła wtedy swą codzienną łagodność i krzyczała:
- Co się tak gapią?! Dzieciaka nie widziały?!
Michaś był chorowity. Dotkniętego kalectwem ciała nie oszczędzały choroby. Leczyli go sami, odkąd lekarz orzekł: - Nie męczcie się. On długo nie pożyje.
Dźwigali swój krzyż samotnie, bez słowa skargi, żalu czy pretensji. Z ciepłym uśmiechem w jasnych oczach. Zawsze zadziwiało nas to ciche pogodzenie z losem. Często wracając z lasu czy znad rzeki, gdy witała nas od progu cisza, widywaliśmy Rybaków na modlitwie. Za płotem od strony drogi stary Rybak wystawił lata temu krzyż, posadzili wokół niego krzaki bzu, postawili ławeczkę. Niedużą, jakby dokładnie na trzy osoby.
Pewnego dnia Michaś po prostu zniknął. Moment nieuwagi - jak mawia się w podobnych sytuacjach - i Michaś przepadł.
Rybakowie szukali. Najpierw w obejściu, potem w ogrodzie, w sąsiednich zabudowaniach, w całej wsi. Pytali ludzi na polach i tych wracających ze świata. Nikt Michasia nie widział, nie słyszał. Zbliżał się wieczór, gdy sprowadzono policję. Rybakowie siedzieli na ławce obok krzyża. Szklanymi oczami patrzyli w las.
- Jak był ubrany wasz syn? - pytali policjanci. - Ile ma lat? Gdzie widzieliście go ostatnio?
Cisza. Dwie zszarzałe twarze. Twarze bez wyrazu, twarze maski. Pospiesznie wyjaśniliśmy policjantom sytuację, odpowiadaliśmy na pytania. Zaoferowaliśmy wraz z innymi letnikami pomoc w poszukiwaniach.
Ostre światło latarek. Psy rwące się na krótkich smyczach, wozy pełne ludzi w mundurach. Puszcza nocą - przerażające miejsce. Wyłuskane snopem światła latarek konary olbrzymich drzew, chaszcze, uroczyska pełne krzyków dzikich zwierząt. Długie godziny umierania nadziei. Prosiliśmy każde drzewo, każdy zagajnik, skłębienie traw, by odezwały się tym niezrozumiałym, Michasiowym bełkotem. A nad linią lasu już niebo szarzało, jak od długich pociągnięć pędzla artysty.
Przed domem, w tych samych pozycjach, trwają Rybakowie. Byli tu pewnie całą noc. Bez ruchu, bez drgnienia zbolałych mięśni. Ze spuszczonymi głowami przyznajemy się do klęski.
- Nie ma go nigdzie...
Drgnienie ramion, ledwo dostrzegalne, niemal złudne. Gest rezygnacji, milczącej zgody. Pokora. Więc rośnie w nas gniew, bunt, sprzeciw, rzucamy ostre, raniące słowa, próbujemy jeszcze obudzić w nich nadzieję, wolę walki.
Wzdychają ciężko i wolno, przytrzymując się jedną ręką krzyża, wstają. Chwiejnie ruszają w stronę zabudowań. Potem ogarnia ich mrok kamiennego wnętrza, tak jak nas zdumienie.
Dopiero tam, w tym przytulnym mroku domu, gdy już nie dostrzegamy ich twarzy, dobiega nas szept Rybakowej:
- Bóg dał, Bóg wziął...

Tyle, ile zdołamy udźwignąć

Anny nie sposób nie zauważyć. Ma przedziwną, fascynującą twarz - łagodność naznaczona cieniem smutku, cierpieniem. Na ścianie mieszkania Anki, obok czarnego krzyża, który mąż przywiózł aż z Afryki, wisi zdjęcie ze spotkania Jana Pawła II z chorymi w krakowskiej klinice kardiochirurgii. Na tym zdjęciu Ojciec Święty dotyka dłonią policzka Anki, jak zazwyczaj czynimy, gdy chcemy bez słów powiedzieć komuś: wiem wszystko, rozumiem…
- Tylko dzięki modlitwie utrzymuję równowagę psychiczną. Tylko dzięki wierze wiem, że kolejny dzień ma sens - mówi Anna. - Nie wszyscy to zrozumieją, wiesz… Tak jak rodzice zdrowych dzieci tak naprawdę nie mogą wiedzieć, czym jest chore czy kalekie dziecko.
Mam chore dziecko - wyznaje cicho. - Powiem więcej: mam dziecko, które nigdy nie będzie zdrowe. „Tragedia - szepczą za moimi plecami. - Jak ona, bidulka, daje sobie radę?”. Taka litość najpierw boli, potem złości. Nic z niej nie wynika. A rodzina z chorą osobą potrzebuje całego łańcucha dobrych ludzi. I nie wierzcie, gdy mówią, że w dzisiejszych czasach człowiek człowiekowi wilkiem. Że liczą się tylko pieniądze, że ludziom pozamarzały serca. Spotykałam i spotykam ludzi aniołów. Ich dobroć, szlachetność, bezinteresowność zdumiewa. I czasem, gdy myślę, że już nie dam rady, przypominam sobie słowa Jana Pawła II, nie wiem, gdzie je powiedział, ale brzmiały jakoś tak: „Nasz krzyż nigdy nie jest zbyt ciężki. Jest w sam raz. Tyle, ile zdołamy udźwignąć”.
Mój Jasiek urodził się zdrowy. Gdy miał 3 latka, staliśmy na przystanku autobusowym, który staranował pijany kierowca. Mąż zginął na miejscu. Jaś w stanie krytycznym dwie doby walczył o życie. Mnie, jak na ironię, pozostała na pamiątkę jedynie szrama na policzku. Tej blizny dotknął Papież…
Miała wyrzuty sumienia, że przeżyła bez uszkodzeń. Jasiek obudził się ze śpiączki całkowicie sparaliżowany.
- Sięgnęłam dna rozpaczy. Łatwo się to czyta, dużo trudniej pisze, ale nikomu nie życzę takich przeżyć. Człowiek bierze jednak skądś siłę, by trwać. Trwać i trwać bez końca. Każdy musi znaleźć własny sposób na to specyficzne przetrwanie. Mnie pomógł krzyż Jezusa. Mówię szczerze, bez patosu czy taniej pobożności. Mówię o tym, bo mam nadzieję, że jak napiszesz te słowa, to przeczyta je ktoś, kto wali właśnie głową w mur z bezsilności, komu skończyła się motywacja do życia, komu następny dzień kojarzy się wyłącznie z koszmarem.
Dziś wiem, że cierpienie, samotność i łzy dają nieprawdopodobną siłę - jeśli wierzymy. Bez wiary nieszczęście jest zemstą losu, niesprawiedliwością, fatum, katastrofą, z którą nigdy nie można się pogodzić. Dlatego gdy słyszę, jak rehabilitantka mówi z wyrzutem: „Jak można wierzyć w Boga, który pozwolił na takie nieszczęście?”, uśmiecham się do niej i próbuję tłumaczyć, że tylko Jezus potrafi w piekle tego świata dać nadzieję. Tylko z Jego perspektywy cierpienie ma sens.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Filipazzi przekazał Leonowi XIV obraz Serca Jezusa Dobrego Pasterza z Milejczyc

2026-09-24 18:16

[ TEMATY ]

nuncjusz

Nuncjusz Apostolski

Wspólnota św. Idziego

Vatican Media

Papież Leon XIV przyjął na audiencji 24 września abp Antonio Guido Filipazziego. Nuncjusz Apostolski w Polsce podarował Papieżowi obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa Dobrego Pasterza z Milejczyc z Diecezji Drohiczyńskiej. Ponadto przekazał książkę z wyborem myśli kard. Giuseppe Siri pt. "Pensieri sul soprannaturale" (Myśli o nadprzyrodzoności).

Obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa Dobrego Pasterza był czczony w Milejczycach już od ponad 300 lat. Po renowacji obrazu w 2019 roku ten kult odnowił się.
CZYTAJ DALEJ

Dolnośląskie/ Policjant postrzelony na służbie trafił do szpitala

2026-09-24 14:52

[ TEMATY ]

policja

Adobe Stock

Podczas wykonywania czynności procesowych we wsi Kraśnik w powiecie bolesławieckim na Dolnym Śląsku postrzelony w głowę został policjant. Ranny trafił do szpitala. Sprawca postrzelenia został ujęty. Prokuratura podała, że prowadzi śledztwo w kierunku usiłowania zabójstwa i napaści na funkcjonariusza.

Rzecznik Powiatowej Komendy Policji w Bolesławcu podkom. Anna Kublik-Rościszewska powiedziała PAP, że w czwartek policjanci z Bolesławca realizowali czynności operacyjne i procesowe we wsi Kraśnik na terenie powiatu bolesławieckiego wobec osoby podejrzewanej o kradzieże.
CZYTAJ DALEJ

„Ja także chciałabym zostać uzdrowiona”. Świadectwo Margherit

2026-09-27 18:36

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

Vatican Media

Moja wiara się zachwiała. Byłam zła na Mamę Maryję - wyznała Margherite Hourt podczas spotkania Leona XIV z chorymi i osobami, które im posługują w Lourdes. Po wypadku, który odebrał jej sprawność, właśnie przy Grocie odnalazła pocieszenie. Jej świadectwo oraz słowa lekarza z Laval pokazały Papieżowi Lourdes widziane oczami tych, którzy wiedzą, że granica między pomagającym a potrzebującym pomocy może zniknąć w jednej chwili.

Podziel się cytatem Po raz pierwszy przyjechała tu jako dwudziestolatka, aby pomagać chorym i osobom z niepełnosprawnościami podczas pielgrzymek diecezji Metz. Później robiła to przez ponad 14 lat. Na co dzień pracowała w fabryce ceramiki, a urlop przeznaczała na służbę chorym w Lourdes.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję